thebarhounes.pl
Love love - kwiecień - The Barhounes
Cześć i czołem! Dawno Wam tu niczego nie polecałam, więc postanowiłam nadrobić to zaniedbanie. Bo owszem, czasu na wszystko ostatnio brakowało, ale gdzieś tam jednym okiem, jednym uchem… 😉 No i dobrze, może to się wszystko zebrało nie tylko w samym kwietniu, ale i miesiącach poprzednich, ale za to to tacy super ulubieńcy, na których gdzieś tam znajdowała się ta chwila i którzy ratowali w trudnych momentach. Bo jeśli mam kilka słów powiedzieć jeszcze, co u nas (a kilka powiedziałam/napisałam już ostatnio o tu), to powiem Wam, że czuję się trochę przeczołgana. I trochę pokorniejsza. Bo to całe chorowanie i te problemy żłobkowe i nie-żłobkowe, to był taki pstryczek w nos. I lekcja też, że czasem trzeba po prostu odpuścić i zaakceptować, co nam daje los. A nam po ostatnim wpisie dał jeszcze zapalenie spojówek panny I., które jeszcze ratowaliśmy pracą z domu i wstawaniem o 4, żeby wszystko ogarnąć. A potem to już był strzał podwójny i wespół z moją córką wylądowałam na zwolnieniu, wycierając nam obu nosy i podając syropy. Żeby jednak nie było tak pesymistycznie, to dużo się też fajnych rzeczy w międzyczasie nam przydarzało. Na przykład mała dziewczynka zaczęła stawiać pierwsze samodzielne kroki i to jest taka duma razy milion (i trochę łzy wzruszenia, że już jest taka duża). Końcówkę marca spędziliśmy w Pradze, a Wielkanoc na Podkarpaciu, zahaczając po drodze o Kraków. Łaziliśmy trochę po Wrocławiu, odwiedzając nasze ulubione miejsca (np. Pchli Targ na Nadodrzu) i te, do których nie mogliśmy wybrać od lat (w końcu obejrzeliśmy panoramę miasta ze Sky Tower). Może to nie był łatwy czas, ale było fajnie! Matka pracująca Chyba to już wiecie, że mam alergię na wyidealizowane obrazki matek, które z dziećmi wszystko mogą (wiecie, nie?). Kiedy więc trafiłam na ten serial na Netflixie tuż przed moim powrotem do pracy, był jak objawienie. Jak przybicie piątki z kimś, kto rozumie. Jasne, że i tam pewne obrazki są przerysowane, pewne wyidealizowane, a jeszcze inne po prostu nie przystające do polskiej rzeczywistości. Ale pod sporą dawką śmiechu i lekkości, czujesz, że masz prawo do tych wszystkich wątpliwości. Masz prawo nie ogarniać i nie wiedzieć, co masz zrobić. Masz prawo popełniać błędy, mieć kryzysy. Życie, samo życie. Piąte: nie zabijaj Kilka miesięcy temu polecałam Wam podcast Justyny Mazur: Krótki poradnik o życiu. I nadal uważam, że jest świetny. Ale nowy projekt Justyny, to jest dopiero sztos. Historie kryminalne opowiedziane tak, że mam ciarki na plecach. I to nie jest jakieś tam pitu pitu streszczenie jednego artykułu, tylko porządny, głęboki research. A żeby było trochę zabawnie, to ta seria spadła mi z nieba w czasie żłobkowej adaptacji panny I. Bo gdy ona maszerowała na pierwsze godziny do żłobka, ja spacerowałam zestresowana po okolicy. A te historie skutecznie zajęły mi głowę 🙂 The Barhounes rośnie w siłę Możecie powiedzieć, że polecam, bo to w końcu mój mąż. Może i tak. Ale dzięki temu, że to mój mąż, to wiem, ile pracy w to wkłada. Jak bardzo w tym naszym życiowym chaosie, wyłuskuje każdą wolną minutę i działa. I widzę jak go to jara. To strasznie fajnie widzieć, gdy ktoś się rozwija i robi to, co lubi. A wspieranie Y. to najwyższa przyjemność i wcale nie dlatego, że on mi takie samo wsparcie daje w temacie bloga (bo o innych tu nie wspomnę). I przy tej okazji mówię Wam – spełniajcie marzenia! Próbujcie, bo jeśli nie spróbujecie, to nigdy się nie dowiecie, czy to droga dla Was. A że ktoś się może pośmieje pod nosem, ktoś parsknie, że amatorka? I co z tego? Niech zrobi lepiej, nikt mu nie broni. Ach, no i wiem, że w sumie głupio polecam, bo filmy są po arabsku, ale po pierwsze, to okazja, żeby połechtać ego Y. i wpłynąć na niego, żeby napisy chociaż dodawał angielskie 😉 A po drugie, wiem przecież, że jest tu trochę dziewczyn-partnerek arabskich chłopaków – polecajcie, myślę, że szczególnie odcinki z Polski będzie im miło zobaczyć 🙂 A nękać Y. możecie i wsparcie okazywać na facebooku i instagramie. Do poczytania Jakoś w tych polecajkach wyszło mocno serialowo-youtubowo, bo i na czytanie dłuższych form zwyczajnie brakowało czasu i głowy. Ale na koniec polecę Wam jeszcze kilka fajnych artykułów, które wpadły mi w oko: Kasia z worqshop.pl o tym, że nie wszystko z dzieckiem jest łatwe i nie wszystko się da. Tu o podróżowaniu świetny artykuł i o odpuszczaniu. W ogóle Kasia pisze o macierzyństwie w sposób niezwykle mi bliski, odziera je z całej fikcji, bardzo Wam polecam. A tu o podróżowaniu z dzieckiem z drugiej strony, że da się, ale nie ma się co oszukiwać, że będzie tak samo i że nic się nie zmienia. I jeszcze o emigracji super mądrze i o jej zakłamanym obrazie. Ps. żeby nie przegapić żadnych wpisów, śledźcie nas na facebooku, a więcej nas znajdziecie na instagramie The Barhounes i mrs_barhoun.