thebarhounes.pl
Czy on jest ze mną tylko dla wizy? - The Barhounes
To, że Y. jest ze mną tylko dla wizy było jedną z tych rzeczy, którą słyszałam najczęściej przez długą część naszego związku. Oczywiście tylko czasami w twarz, zdecydowanie częściej za plecami. Wiem, że nie tylko ja się nasłuchałam, bo za każdym niemal razem, gdy rozmawiam z żoną/dziewczyną Araba, słyszę, że wszyscy powtarzają jej to samo. Ba, sporo dziewczyn zastanawia się, czy aby na pewno te głosy nie mają racji. No to jak to z tymi wizowcami jest? Jest się czego bać wchodząc w związek z obcokrajowcem? To nie może po prostu sam zawnioskować? A może. Nie ma obowiązku posiadania żony Europejki do złożenia wniosku o wizę. Ale to trudne i można dostać odmowę. Odmowę można też dostać taką żonę mając, ale o tym wiele osób nie wie. Wiele osób myśli (w tym wielu tych, którym wiza się marzy), że jak masz żonę z Europy, to wiza się należy. W teorii tak, zgodnie z europejskim prawem nie można rozdzielać małżeństw. W praktyce, zwłaszcza jeśli małżeństwo istnieje od niedawna, ambasada (czy też konsulat, nigdy nie wiem) ma prawo podważać powód zawarcia takiego małżeństwa. Podejrzewając, że małżeństwo jest tylko dla wizy, delikwent dostaje odmowę. Niezależnie, czy ktoś stara się o wizę ze względu na małżeństwo, czy ot tak, turystycznie, taki sam komplet dokumentów musi złożyć. Stos cały, z pracy, z ubezpieczeń, banków i innych takich. Niektórym się wydaje, że jest żona, będzie wiza. A tu klops. System przyznawania wiz w niektórych krajach jest loterią (doświadczenie swoje i kilkunastu innych par mam z wizami dla Marokańczyków, ale internety mówią, że i w innych arabskich krajach jest podobnie). Znam małżeństwo, które spełniało wszystkie wymogi, miało dopieszczone wszystkie papiery, chłopak mówił po polsku, no wszystko się zgadzało, a odmowy dostawali przez okrągły rok. Byli wytrwali i koniec końców im się udało, ale pewnie są i tacy, którzy po tylu odmowach dali by sobie spokój. Znam też chłopaka, który do Polski jechał, żeby się żenić. Pracy nie miał w Maroku, ani ubezpieczenia, a to warunki najważniejsze. I co? I wizę dostał za pierwszy razem. Loteria, mówię Wam. Warto jeszcze nadmienić, że mało kto tej żony szuka dla wizy i potem pa pa. Przecież potem jest jeszcze cała długa droga z legalizacją pobytu, żona może się przydać jeszcze przez chwilę (i tu się tak naprawdę przyda dużo bardziej). Ja tych wizowców trochę rozumiem Żeby była jasność – wszystkie sytuacje, w których koleś oszukuje dziewczynę/kobietę, przysięga jej miłość, a wszystko po to, żeby wjechać do Europy, stanowczo potępiam. Mam alergię na takich kolesi i niemal dostaję wysypki w ich towarzystwie. Zupełnie serio – nie znam nikogo, o kim mam pewność, że tylko dla wizy zawrócił dziewczynie w głowie, a zaraz potem ją porzuci(ł). Znam już jednak trochę par mieszanych i w stosunku do niektórych można mieć dość uzasadnione podejrzenia, że małżeństwo się z powyższego powodu wcześniej czy później skończy. Czas pokaże. Może też pokazać, że interesowna relacja przerodzi się w prawdziwą miłość i szczęśliwy związek, nigdy nie wiadomo. Niemniej, nie ma we mnie zgody na oszukiwanie partnerki (czy partnera), żeby osiągnąć korzyść jakąś (w sumie to jakąkolwiek, ale w tym przypadku wizę). Czy mają oni (ci marzący o wizie) inne wyjście, gdy chcą dostać się do Europy? Mogą znaleźć pracodawcę, który będzie chciał ich ściągnąć do Polski, zawalczyć o ich etat w urzędach, załatwić milion formalności. Trudne. Może nawet skrajnie trudne, ale możliwe. Znam takich, którzy chociażby w Polsce pracują i na tej podstawie legalizują tu swój pobyt. Można przyjechać na studia. Tu nie wiem jaka jest skala trudności, znam tylko jedną osobę, która przyjechała tu na studia i to doktoranckie. Ale jest to jakieś rozwiązanie. Można znaleźć żonę, której uczciwie od początku powie się, jaki jest cel małżeństwa, zapłaci kilka tysięcy euro. Trudne i kosztowne dla przeciętnej osoby, przynajmniej z tego co wiem. Ryzykowne, na pewno. Ale też bardziej uczciwe niż szukanie naiwnej dziewczyny i przyrzekanie jej miłości. Można też wsiąść na łódkę, zapłacić odpowiednią kwotę i ryzykując życie nielegalnie przedostać się do Europy. Większości z nas w głowie się to nie mieści. Dla mnie to jest super smutne, jak bardzo trzeba być zdesperowanym, żeby zostawić za sobą wszystko i ryzykując ostatnie co mamy walczyć o lepsze jutro. I to nie jest tak, że gdzieś tam daleko takie historie się wydarzają. One są bliżej niż się wydaje. W Maroku każdy zna kogoś, kto na taką łódkę wsiadł. To po co oni się tak do tej Europy pchają? Nie będę wchodzić w kwestie polityczne, gospodarcze, religijne, ani inne takie. Ale wyobraźmy sobie, że chcemy wyjechać do innego kraju, tuż po sąsiedzku. Do takich Niemiec na przykład. Szukać lepszego życia, lepszej pracy, lepszego bytu dla rodziny, poczucia bezpieczeństwa. I nie wolno nam. Musimy składać sterty dokumentów i udowadniać, że jesteśmy godni tego lepszego świata dotknąć. A ktoś ma nam prawo powiedzieć (i często to robi), że nie jest się tu mile widzianym. Czy to sprawiedliwe, że miejsce w którym się urodziliśmy tak bardzo wszystko determinuje? Masz europejski paszport – hulaj dusza, zdobywaj świat! Masz paszport afrykański – stop. Proszę zaaplikować o wizę. Proszę błagać o wizę. Ja wiem, że jestem idealistką w pewnych dziedzinach, a w głowie mam utopijne myśli. Ale chciałabym, żebyśmy mieli bardziej równe możliwości. Żeby każdy mógł wybrać sam, gdzie chce żyć i jak chce żyć. Pamiętacie, co się zadziało, gdy weszliśmy do Unii Europejskiej i otworzył się dla nas zagraniczny rynek pracy. Też marzyliśmy kiedyś o tej wolności, a dziś już o tym zapomnieliśmy. A trochę same sobie jesteśmy winne… Rozpisałam się o tej niesprawiedliwości losu, a zupełnie nie o tym miał być dziś ten post. Bo miało być o tych, którzy moją alergię wywołują. I jak ich rozpoznać. Odpowiedź będzie pewnie mało satysfakcjonująca, bo nie wiem. Nie ma nigdy przenigdy takiej pewności, że ten gość to na pewno tylko po wizę, a ten to na pewno prawdziwa miłość. Nikt takich gwarancji nie daje. Tak jak nikt nie daje gwarancji, że Twój mąż-Polak po ślubie się nie rozpije i nigdy Cię nie uderzy. Ale tak jak w przypadku każdego małżeństwa, przydaje się trochę zdrowego rozsądku. I podkreślę raz jeszcze, to że z poniższej listy odhaczysz kilka punktów nie oznacza jeszcze, że on Cię nie kocha i chodzi mu tylko o wizę (ani też, że jak nie odhaczysz żadnego, to na pewno miłość). Ale powinno dać Ci to do myślenia, zapalić lampkę ostrzegawczą i wzbudzić refleksję. Nie chcę tu radzić, ale jednak to zrobię. Daj sobie czas! Jeśli masz jakiekolwiek wątpliwości – wstrzymaj się. Jeśli to prawdziwa miłość – przetrwa. Lista rzeczy, które powinny wydać Ci się podejrzane: przed ślubem widzieliście się na żywo tylko raz albo wcale znacie się tylko przez internet (np. z facebooka – a jak to się stało, że napisał akurat do Ciebie?) nie poznałaś jego rodziny, ani znajomych, on unika tego spotkania, zawsze ma jakąś wymówkę nie macie wspólnego języka albo jest on na słabym poziomie, nie jesteście w stanie prowadzić swobodnej komunikacji na różne tematy (i nie, nieustanne wyznawanie sobie miłości nie jest swobodną komunikacją) on jest od Ciebie dużo młodszy, a Ty jesteś po przejściach prosi Cię (wprost albo nie wprost) o przesłanie pieniędzy: na chorą babcię, mamę, brak pracy, sytuacje losowe nie pozwala Ci korzystać ze swojego telefonu, komputera, baaaardzo ceni prywatność nie interesuje się, jak jest w Polsce, jak wygląda sytuacja z pracą, podkreśla, że w Europie będzie na pewno lepiej Co robić, co robić? Przyjaciółko, poradź Znów, nie ma żadnego pewnego sposobu, który pozwoli Ci to sprawdzić. Może być tak, że cała rodzina będzie zaangażowana w przedstawienie i to, że ich poznasz zmyli Cię jeszcze bardziej. Ale nie pozwól, aby ten brak pewnego sposobu powstrzymał Cię przed próbą poznania prawdy. Daj sobie czas. I Waszemu związkowi. Wiem, że życie na odległość jest trudne. Wiem, że się tęskni i chce zrobić wszystko, żeby być już razem. Ale serio, nie ma lepszego sposobu niż czas. Czas, żeby lepiej się poznać. I żeby potencjalnego wizowca zniechęcić. Jasne, będą tacy, którzy gdy dostrzegą szansę będą czekać latami. Ale wielu to zniechęci. A przynajmniej sprawi, że zaczną naciskać i wymuszać przyspieszenie. To potraktuj jako znak. Poznaj go lepiej. Jeśli ciężko Wam się komunikować z powodu języka – zacznijcie się go uczyć. To potężna inwestycja w przyszłość i dużo większa szansa, że Wasz związek przetrwa. Dowiaduj się o jego kulturze, a on niech dowiaduje się o Twojej. Rozmawiajcie. Dużo i o wszystkim. Fajnie opowiadać sobie wyłącznie słodkie historie, ale nie o to w życiu chodzi. Rozmawiajcie o rodzinie, tradycjach, poprzednich związkach. O tym co dla Was ważne. O przyszłości. Poznaj jego rodzinę i znajomych. Spędź z nimi czas. Poobserwuj jakie stosunki panują w domu jego rodziców, jakie relacje. Zobacz jak Twój wybranek spędza czas, co lubi, na co wydaje pieniądze. Zniechęcaj go. Tak, nie pomyliłam się. Opowiedz mu prawdę o Polsce i życiu tutaj. Nie opowiadaj słodkich bajeczek, że to Europa, raj na ziemi. Tak nie jest. Będzie mu trudno znaleźć pracę, nauczyć języka, zbudować relacje. Spotka się tu z mniejszym lub większym rasizmem. Będzie obiektem obserwacji. Przejdzie niezwykle długą drogę legalizacji pobytu, podczas której nie będzie mógł pracować. Zadawaj niewygodne pytania. Nie zadowalaj się odpowiedziami “Będzie dobrze”. Jaki ma pomysł na siebie? Jak będzie spędzał czas, gdy Ty będziesz w pracy? Jak poradzi sobie z tęsknotą za dawnym życiem? Czy ma pieniądze, żeby dokładać się do budżetu przez te pierwsze miesiące (a może i lata, bo na legalizację pobytu i pracy może czekać lata!!!)? Jeśli jest wizowcem – znów jest szansa, że się zniechęci, a przynajmniej będzie miał problem z odpowiedziami. Jeśli nie jest – zasługuje, żeby wiedzieć, że nie przyjeżdża do krainy mlekiem i miodem płynącej. Miłość to loteria Niezależnie, czy taka egzotyczna, zmieszana. Czy zwykła, polska. Nikt nie daje gwarancji, związku, który się rozpadł nie da się reklamować. Niezależnie kim jest wybranek naszego serca, to siebie samą trzeba stawiać na pierwszym miejscu. O swoje bezpieczeństwo i samopoczucie trzeba się martwić w pierwszej kolejności. I tak, nieszczęśliwe historie będą się zdarzać dopóki istnieje świat. Wizowcy będą istnieć tak długo, jak długo istnieć będą wizy. Miejcie oczy szeroko otwarte i zaufajcie własnej intuicji! Ps. żeby nie przegapić żadnych wpisów, śledźcie nas na facebooku, a więcej nas znajdziecie na instagramie The Barhounes i mrs_barhoun.