thebarhounes.pl
Czego nauczyły mnie pierwsze miesiące pracy w Norwegii? - The Barhounes
Jest poniedziałek, ósma rano. Za oknem jeszcze ciemno. Przez ostatnią godzinę przekroiłam już kilkadziesiąt bułek i bagietek i posmarowałam masłem. Obsłużyłam kilkunastu klientów. Stojąc przy kasie, patrzę na witrynę sklepu. Pada śnieg. Jedzie tramwaj. Ludzie się spieszą. A ja? Ja czuję się szczęśliwa tu, gdzie jestem. Wyjeżdżając do Norwegii wiele osób martwiło się o moją “karierę”. Wyższe wykształcenie, 10 lat doświadczenia zawodowego jako badacz marketingowy. Może nie będziesz musiała wykonywać podstawowych prac, może nie będzie tak źle. I na co było tyle lat nauki, skoro teraz będziesz zmywać podłogi, albo co najwyżej talerze. Niektórzy byli zawiedzenie, rozczarowani, zmartwieni. Jak to się stało? Co ja wyprawiam? Lekcja 1. Wstyd to kraść, a nie uczciwie pracować Czy Wy też, jako dzieci, byliście straszeni, że jeśli się nie będziecie uczyć, to skończycie kopiąc rowy/sprzątając/siedząc na kasie w Biedronce? Ktoś nam wmówił, a my w to uwierzyliśmy, że jedne prace są lepsze, a inne gorsze. Że ktoś jest więcej wart niż inny, tylko dlatego, że wykonuje taką, a nie inną pracę. Jakoś nie mam poczucia, że byłam lepszym człowiekiem, gdy siedziałam 8 godzin przed komputerem. I tak, kiedyś dyskutowałam z dyrektorami firm i członkami zarządów banków, przekonując jak poprawić satysfakcję ich klientów, albo który produkt wprowadzić na rynek. Dziś rozmawiam z ludźmi nie mając pojęcia kim są i gdzie się spieszą. Nie byłoby mi wstyd, gdyby mój były klient podczas podróży do Norwegii zobaczył, że nabijam towar na kasie, albo zbieram ze stołów brudne talerze. Czasami wręcz mam poczucie, że moja praca dziś ma więcej sensu, jest bardziej potrzebna ludziom. Bardzo to lubię w Norwegii i Norwegach, że tu wykonywany zawód nie wyznacza pozycji społecznej. Nie ma podziału na lepszych i gorszych. I oczywiście, nie każdy chce wykonywać każdy zawód. Restauracje, bary, sklepy są zdominowane przez imigrantów, bo niewielka część Norwegów jest zainteresowana taką pracą. Ale jednocześnie bardzo szanowani są ci, którzy taką pracę wykonują. Tu nie patrzy się z góry na sprzątaczkę, czy hydraulika. Lekcja 2. Ludzie są tylko ludźmi. Tu jednak muszę dodać jednak małe “ale” do poprzedniego akapitu. Bo owszem, ogólne podejście do równości i szacunku jest tu jednak nieco inne niż znam z Polski. Nie znaczy to jednak, że ludzie są idealni, a Norwegia to raj. Tu też się zdarzają osoby niemiłe, burczące pod nosem albo i całkiem głośno. Całkiem często spotykam też takie bez kontaktu z rzeczywistością, słuchawki na uszach i nic nie widzę, nic nie słyszę. Albo takie, które krzyczą na Ciebie, bo im karta nie działa. Zdarza się. Ba, zdarzają się nawet nieuczciwi pracodawcy. W teorii na przykład, w Norwegii nie ma umów śmieciowych. W praktyce, zatrudniasz kogoś jako “ekstra pomoc” i na umowie nic jej nie musisz obiecywać. W teorii, nie ma czegoś takiego w prawie jak bezpłatny okres próbny. W praktyce, chcesz dostać pracę? To proszę najpierw przepracować 10 dni za darmo. Nie ma cudów, jak ktoś będzie chciał obejść prawo, to to zrobi. A takich, co chcą i tu nie brakuje. Lekcja 3. Ufaj swojej intuicji. To jest prawda życiowa, która tyczy się nie tylko pracy, ale każdej dziedziny. Ale tu się po raz kolejny potwierdziło. Bo jak się czuję, że coś jest nie tak, to warto temu uczuciu zaufać (i w drugą stronę też, of course). Tak na przykład było z moją pierwszą pracą tu, w pewnej sieci kanapkowej. Od początku czułam, że coś tu jest nie tak i że coś jest nie tak z tymi ludźmi. Na szczęście los się tak poukładał, że stosunkowo szybko udało mi się stamtąd wymiksować i poniesione straty są niewielkie. Pewne ryzyko też się często podejmuje, mimo przeczucia, bo jak na przykład ja wtedy, nie widzi się innej opcji. I czasem dobrze zaryzykować. Bo wbrew wszystkiemu, ta lekcja była bardzo cenna. Być może nie byłabym tu, gdzie jestem dziś, gdyby nie ta słaba praca z jeszcze słabszą przełożoną. Lekcja 4. Dobry team to podstawa Nie ma się co oszukiwać, praca w piekarni, czy restauracji łatwa nie jest. Nie da się posiedzieć w kąciku i przeczekać, gdy ma się słabszy dzień. Ale w obu moich pracach trafiłam na ludzi, którzy po prostu są ludźmi. I rozumieją. Dlatego mimo że mamy ściśle przypisane zadania do zmiany, to się wymieniamy i miksujemy. Dużo rozmawiamy i jeszcze więcej się śmiejemy. Może to dlatego lubię tę pracę. Z resztą akurat tę lekcję odrobiłam już w poprzednich pracach w Polsce, bo co jak co, ale zawsze powtarzam, że mam w życiu szczęście do fajnych zespołów w pracy. Lekcja 5. Lubię ludzi. Może to zabrzmi głupio, ale do tej pory wydawało mi się, że lepiej mieć w pracy ograniczony kontakt z ludźmi. I owszem, trochę go tam miałam. Bo z jednej strony klienci, z drugiej co chwilę wywiady indywidualne albo grupowe, ale to jednak nie było codziennie i nie całymi dniami. Ostatni raz, kiedy tak na co dzień i non stop miałam kontakt z ludźmi, to było jakieś 12 lat, a ja pracowałam w Call Center jednej z sieci komórkowych. Wypowiedzenie złożyłam po jakichś trzech tygodniach i uroczyście po tym przysięgłam, że nigdy więcej. A tu się nagle okazuje, że ja sobie w takich sytuacjach sprzedażowych i nieustannym kontakcie z klientami dobrze radzę. Owszem, sytuacja jest tu inna, to nie wciskanie towaru, którego nikt nie potrzebuje. I owszem, bywam też zmęczona, bo to jednak mega wyczerpujące, ale i tak ilość dobrej energii, którą dostaję od ludzi przewyższa wszystko. Lekcja 6. W każdej pracy można czegoś się nauczy Po latach pracy “umysłowej” wylądowałam w pracy fizycznej. Ale regres, zdaniem niektórych. Tylko ja to widzę zupełnie inaczej. Bo owszem, zakres obowiązków inny, ale to wcale nie jest praca, w której myślenie się nie przydaje. Logistyka, wielozadaniowość, priorytetyzowanie, nawiązywanie kontaktów, rozwiązywanie trudnych sytuacji. Lista jest zdecydowanie dłuższa. Z pozoru może się wydawać, że ktoś wykonuje “głupią” pracę, że niczego od niego nie wymaga. Prawda jest taka, że widzimy zazwyczaj bardzo wąski wycinek. Inną kwestią jest to, że od czegoś trzeba zacząć. I czasem trzeba zrobić krok do tyłu, żeby potem zrobić dwa do przodu. Nie mam dziś konkretnego planu na przyszłość. Bo nie wiem, co przyszłość przyniesie. Łapię okazje i wykorzystuje szanse. W restauracji, na przykład, poza tym, że serwuje jedzenie, zaczęłam się też zajmować rozwojem social mediów. Może za jakiś czas wrócę do badań, bo całym sercem kochałam tę pracę. Ale może zajmę się czymś zupełnie innym. Kto wie? Ja na pewno nie 😉