thebarhounes.pl
Co nas zaskoczyło w Oslo? Nasze pierwsze wrażenia ze stolicy Norwegii - The Barhounes
Cześć! Minął już ponad tydzień odkąd jesteśmy w Oslo (jeśli jeszcze nie wiesz, czemu tu przyjechaliśmy, kliknij koniecznie tu), a w naszych głowach buzuje od emocji i przemyśleń. Na pewno nadejdzie dzień, gdy zaczniemy dostrzegać też negatywne strony emigracji i tego miejsca, ale póki co… zachwyt, zachwyt po stokroć zachwyt. A dziś dzielę się z Wami pierwszymi wrażeniami i zaskoczeniami. Jeśli wolicie oglądać, niż czytać, to na dole wpisu czeka na Was filmik. To co, możemy zaczynać? Z ziemi polskiej do Polski Pierwsza myśl po przylocie do Oslo? Jakbyśmy się nigdy z Polski nie ruszyli. Wszędzie, absolutnie wszędzie sami Polacy. Wszędzie, to znaczy na lotnisku. Ale poza celnikami (i moim mężem ;)) spotykaliśmy wyłącznie naszych. Z lotniska też jechaliśmy z samymi Polakami, polskim busem PKS Oslo. I ja wiedziałam, że rodaków tu sporo, ale to było jednak lekko szokujące. Szybko jednak okazało się, że to tylko pierwsze wrażenie. Polaków, owszem, spotykamy na co dzień. Ale raczej jedna, dwie, max trzy osoby dziennie. O Boże! Jak tu drogo!!! Zanim tu przyjechaliśmy zrobiłam gruntowny research. Wiedziałam mniej więcej, co ile kosztuje. Ale wiedzieć, a poczuć to na własnej kieszeni, to jednak coś zupełnie innego. Pierwsza wizyta w sklepie spożywczym przyprawiła mnie o atak paniki. Dosłownie. Nie mogłam oddychać i oboje mieliśmy w głowie wielkie krzyczące myśli, co myśmy najlepszego zrobili??? I czy możemy już wracać? Panika oczywiście była lekko przesadzona. Owszem, tanio to tu nie jest (biorąc pod uwagę nasze polskie zarobki!), ale mamy już swoje triki, wiemy mniej więcej co i gdzie i już niedługo tym wszystkim się z Wami podzielimy. Multi kulti Najmilszy naszym oczom obraz dostrzegamy na ulicach. Bo tu jest najpiękniejszy miks. Wszystkie kolory skóry, jakie tylko można sobie wyobrazić. Najróżniejsze języki. Kolorowe tradycyjne stroje z różnych stron świata. I ci ludzie wszyscy tak obok siebie. Nie że tu zamknięta grupa czarnoskórych, a tu sami Azjaci. Strasznie to cieszy nasze serduszka, gdy widzimy grupę dzieciaków, czy nastolatków idących razem w jednej grupie, rozmawiających i wygłupiających się. I nikt tu się na nikogo nie gapi. Nie zabija wzrokiem za hijab dziewczyny czekającej na przystanku, ani nie szepcze pod nosem gdy ktoś mówi w obcym języku. Do you speak English? A jak już o językach mowa, to nie mogę wyjść z podziwu nad znajomością angielskiego tu. Owszem, wiedziałam, że znajomość angielskiego w Norwegii to ponad 90% (mam nadzieję, że nie zmyśliłam sobie tej liczby), ale dobrze wiem, że jest ogromna różnica między znać, a używać. A serio, jeszcze nam się nie zdarzyło, żeby ktoś nie miał angielskiego choć komunikatywnego. A zdecydowana większość mówi angielskim przepięknym, śmiało i głośno. Nie ma naszego polskiego zawstydzenia “just a little bit”. Już nawet przestałam zaczynać rozmowę od pytania, czy możemy po angielsku. Po prostu po angielsku mówię i nikt się temu nie dziwi. Uśmiech i do przodu Nie wiem, czy mamy takie niesamowite szczęście, czy tak tu po prostu jest, ale wszyscy są mega uprzejmi. Jeśli pytam w sklepie, gdzie mogę znaleźć jakiś produkt, to nie tylko zawsze jestem zaprowadzona do odpowiedniej półki, ale jeszcze dowiem się, jaka jest różnica między produktami i jak rozkminić, która cena jest do czego. Jeśli ustąpię miejsca rowerzyście (idąc ścieżką rowerową!), to mijający mnie uśmiechnie się i podziękuje. Gdy pytam o pracę, a nie ma tam akurat stanowiska dla mnie, to usłyszę, że przepraszają, życzą powodzenia i miłego dnia. Nikt jeszcze nie burknął, nie szturchnął, nie fuknął pod nosem. Oby tak dalej. Nam też się to udziela 😉 I takie oto, drodzy państwo, są nasze pierwsze wrażenia. Byliście w Norwegii? Macie podobne, czy zupełnie inne spostrzeżenia? Jeśli wolicie oglądać, niż czytać, albo macie ochotę na więcej ładnych widoków, to koniecznie obejrzyjcie też vlog. Ps. Żeby być na bieżąco, śledźcie mnie na instagramie i facebooku. Do przeczytania niedługo!