agnieszkawieckowska.com
U szwedzkiego (polskiego) pediatry. - Agnes na szwedzkiej ziemi
Zacznę od tego dlaczego pojawiliśmy się u pediatry. Freja od czwartego miesiąca życia ma problemy ze skórą. Na policzkach i nóżkach robią jej się czerwone, swędzące placki. Dermatolog w Polsce stwierdził, że to AZS i zalecił wizytę u szwedzkiego pediatry. Powodem skórnych historii mogło być mleko. W Szwecji pielęgniarka stwierdziła, że sporo dzieci ma coś takiego i przepisała nam maść sterydową. Na koniec usłyszeliśmy, że dzieci z tego wyrastają. Niestety zapalenie zoagniło się a smarowanie sterydami przynosiło chwilową ulgę. Mając dosyć olewackiego stosunku pielęgniarki z przychodni zdrowego dziecka postanowiliśmy uderzyć do przychodni pediatrycznej. Doskonale wiem jak działają sterydy i jakie mogą być skutki ich stosowania. To małe dziecko i chyba wypadałoby pokazać je lekarzowi. Z całym szacunkiem ale pielęgniarka to nie lekarz. Pocztą pantoflową dowiedzieliśmy się, że w Sztokholmie pracuje polski pediatra. W ten sposób trafiliśmy do doktora Drapińskiego. W Szwecji jest trochę inaczej jeżeli chodzi o opiekę pediatryczną. Tutaj z dzieckiem chodzi się do lekarza rodzinnego. Pediatra jest od zadań specjalnych. Pediatrzy przyjmują w osobnych przychodniach pediatrycznych do których dostać się jest o wiele trudniej niż do lekarza pierwszej pomocy. Niektóre z przychodni pediatrycznych przyjmują dzieci wyłącznie do pierwszego roku życia. Mieliśmy szczęście, że nasz lekarz akurat zmienił miejsce pracy i miał wolne terminy. Na wizytę czekaliśmy tylko tydzień. Przyznam się, że nie byłam wcześniej w przychodni dla dzieci – oprócz tej dla dzieci zdrowych. W tej poczekalnia zrobiła na mnie ogromne wrażenie. Fajne zabawki, udogodnienia dla karmiącej matki. Jak to bywa w szwedzkim zwyczaju doktor do nas wyszedł, przedstawił się i zaprosił nas do swojego gabinetu. W środku opowiedzieliśmy mu z czym przychodzimy. Lekarz obejrzał Małą i kazał nadal smarować skórę sterydami. Dostaliśmy również skierowanie na badanie stwierdzające czy Mała nie ma alergii na mleko i jajka. Niestety od razu usłyszeliśmy, że to że badania wyjdą negatywne wcale nie musi oznaczać, że Mała nie ma alergii. W tym wieku badania często wychodzą zafałszowane. Przy okazji doktor uspokoił nas jeżeli chodzi o kwestie siedzenia i chodzenia. Dziecko samo decyduje kiedy chce coś zrobić. Jego mięśnie i kościec muszą być gotowe żeby siedzieć i stać. Tekstu pielęgniarki o opóźnieniu fizycznym nawet nie skomentował. Dowiedzieliśmy się też sporo jeżeli chodzi o alergie np. że cytrusy nie uczulają jak to twierdzi wiele osób. Badanie krwi zrobiono Małej w gabinecie obok. Poczekalnia była super ale w pokoju pobrań to mi szczęka opadła. Nie dość, że kolorowo, z fajnymi zabawkami to jeszcze dziecku puszcza się bajeczkę/teledysk a pielęgniarka śpiewa razem z bohaterem kreskówki. Hmm a może w Polsce też już takie atrakcje serwuje się dzieciom? Na wyniki czekaliśmy kilka tygodni. Alergii nie stwierdzono. Sami doszliśmy do tego, że zaczerwienienie zwiększa się w okresie wzmożonego ślinotoku. Co nie oznacza, że Freja nie jest na coś uczulona. Jest – na łososia. Z wizyty ogólnie jesteśmy zadowoleni. Myślę, że będziemy się już “trzymać” tego lekarza. Czekamy też na moment kiedy wyjdą wszystkie zęby (wciąż jesteśmy na etapie górnych czwórek) i wtedy zobaczymy jak to wygląda bez ślinotoku.