agnieszkawieckowska.com
Od miłości do nienawiści - moje życie na emigracji. - Agnes na szwedzkiej ziemi
Podobno w życiu każdego emigranta jest pewien schemat etapów emigracyjnych – o ile tak to można nazwać. Ten pierwszy to miłość do nowego kraju przy jednoczesnej nienawiści do kraju ojczystego. Wygląda to tak, że pewnego dnia pojawia się perspektywa rozpoczęcia życia w nowym, lepszym kraju – taa bo przecież dla nas Polaków najgorszym miejscem na świecie jest nasz kraj ojczysty. Jesteśmy z niego wiecznie niezadowoleni. Wszyscy wszędzie mają lepiej (no może u Ruskich jest gorzej albo w Afrycie, chociaż tam to przynajmniej mają fajną pogodę), lepiej zarabiają, mają lepszą opiekę medyczną, lepsze czekolady, lepiej ich traktują pracodawcy i w ogóle wszystko jest naj. Dajesz więc z dziką satysfakcją wypowiedzenie w firmie, zbywasz głupie pytania wrednych koleżanek “a co Ty tam będziesz robić?”. Udajesz, że nie widzisz jak po kątach szepczą, że na bank będziesz sprzątać kible. Myślisz sobie – nawet jak będę musiała sprzątać kible to nie będę musiała oglądać Twojej wrednej gęby. Nie będę też musiała słuchać pierdoletta na temat Twojego seksu z mężem tirowcem, który po wszystkim ma Cię przykryć. I opowieści Głównej o tym jak wozi swoim autem dupę jakiemuś biskupowi. I patrzeć na gębę laski, która tylko czeka żeby na Ciebie zakablować do tej od seksu z mężem tirowcem. Teoretycznie nie powinna kablować, bo ma już etat w kieszeni, ale niektórzy już tak mają. Nie masz więc skrupułów żeby na koniec pójść na zwolnienie i zostawić ten pierdolnik który zawiaduje polską służbą zdrowia. Przed Tobą otwierają się nowe perspektywy i wspólne życie z ukochanym. Dobijasz do nowego kraju i następuje pierwsze zderzenie z rzeczywistością. Okazuje się, że nie masz gdzie mieszkać, bo kochana rodaczka nie chce Cię wpuścić do mieszkania Twojego faceta. Wprowadzasz się więc do mieszkania które zamieszkuje grupa rodaków i których jedynym problemem jest zdobycie zapasu wódy na weekend. Najważniejsze, że nie kradną i nie palą w mieszkaniu. Zderzenie numer dwa to moment w którym stwierdzasz, że pomimo kilkunastu miesięcy nauki języka nie potrafisz wydukać prostego zdania. A przecież miałaś już śmigać jak stary tubylec! A tu dupa! Blokada i ani me ani be. Zwalasz winę na szkołę (aczkolwiek tak naprawdę to do dupy była, bo zamiast nauki języka musiałaś wysłuchiwać jak to ruskiej nauczycielce źle było w Rosji) Zmieniasz szkołę i wszystko jest wspaniale do momentu kiedy wchodzisz do swojej grupy. Słysząc jak wszyscy super mówią o mało nie wybuchasz płaczem, bo ledwo nadążasz z przeczytaniem i zrozumieniem zadania. Na szczęście udaje Ci się zmienić grupę i po ponad roku zmieniających się nauczycieli w końcu trafiasz do końcowej grupy. W końcu potrafisz otworzyć gębę na lekcji. W końcu możesz w sklepie powiedzieć, że się uczysz szwedzkiego i nie chcesz rozmawiać po angielsku. A co z kiblami? Generalnie nie musisz ich sprzątać, bo partner dobrze zarabia. W końcu masz pracę i to we własnym zawodzie tylko, za takie pieniądze że lepiej nie mówić. No niby pracujesz cztery godziny w tygodniu, ale….ilość emaili które codziennie przychodzą od szefa na które oczekuje odpowiedzi na wczoraj sprawia, że pracujesz osiem godzin dziennie. Do tego debilne szkolenia, organizacja jakiś z dupy wziętych rzeczy tylko po to żeby szef mógł się wykazać przed swoim szefem. Wszystko to przy totalnym olewaniu tego co w tej pracy jest najważniejsze czyli dzieci. Do tego koleżanki dla których najważniejsze jest to jaki na koniec roku dostaną prezent. Nie, nie, nie, stwierdzasz że chyba praca z zapisem w umowie zabraniającym Ci przyjmować prezentów wyprała Ci mózg. Nie nadajesz się do tego tego zawodu, a na pewno nie do pracy z taką kadrą. Laskami które wszystkich dookoła okłamują, że na życie zarabiają uczeniem, a tak naprawdę ich głównym dochodem są kible. No tak, wielkie nauczycielki nie mogą sprzątać kibli. Nie godzisz się również na to, że szef szefów każe Twojemu szefowi wydać Ci polecenie pracy w nadgodzinach – za darmo. Taaa to tylko utwierdza Cię w przekonaniu, że polski pracodawca to największy s…..l na świecie. Z ciekawości przyjmujesz propozycję współsprzątania w domu tubylca, który zajmuje ąę stanowisko w ąę firmie i podpisuje ąę kontrakty na ąę kasę. Forsa nie śmierdzi. Korona Ci z głowy nie spadnie. Sprzątałaś już w trakcie studiów kibel w sklepie w którym sobie dorabiałaś, więc pomimo tego, że jesteś po trzech fakultetach i różnych kursach korona Ci nadal nie spadnie. Przymykasz oko, że masz sprzątać ze znajomym – obiecał Ci, że odda Ci to sprzątanko. Jedziesz z wiatrem w skrzydłach jakby to miała być najfajniejsza praca w życiu i na miejscu dostajesz z liścia, bo właciciel domu nie wiedział, że będziesz. Jest wściekły, bo na końcu poczuwa się do tego żeby na szafce położyć więcej kasy. A Ty lecisz odkurzaczem, ścierasz długie, czarne kłaki po goleniu z wanny, szorujesz obsrany kibel i dostajesz opierdol od znajomego, że ułożyłeś inaczej poduszki. Zastanawiasz się też dlaczego znajomy zamiast zetrzeć kurze z półek wynosi koce z sofy na dwór żeby je przewietrzyć mówiąc jednocześnie, że właściciel to tego nie wymaga. Zastanawiasz się również czy chciałbyś mieć takiego sprzątacza który brudnym mopem jedzie po Twoim dywanie? No ale jesteś tu tylko do pomocy, więc trzymasz gębę na kłódkę. Za którymś razem właściciel nadal nic wie o tym, że masz pomagać i że ta robota ma być na Ciebie scedowana. Z szokiem odkrywasz na podłodze srebrny pierścień i w duchu dziękujesz wszystkim, że nie wciągnęłaś biżuterii do centralnego odkurzacza. Kupka pieniędzy na szafce – przypadek? Na koniec wybucha afera, że w pokoju dziecięcym nie jest do końca starty kurz na szafce. Myślisz sobie, że Twój znajomy powie, że przepraszamy i zaraz to poprawimy. Zamiast tego słyszysz jak mówi, że Ty nigdy wcześniej nie sprzątałaś i zaraz to poprawisz. Dobrze wie, że przed przyjazdem wywaliłaś się na oblodzonej ulicy, że boli Cię cała dupa i masz gorączkę. Na pytanie kiedy zapyta się właściciela o możliwość scedowania na Ciebie fuchy zbywa Cię półsłówkiem. Zaczynasz mieć wrażenie, że masz być czeladnikiem i w życiu nie dostaniesz tego domu na wyłączność. Po kilku akcjach kiedy stwierdzasz, że stałeś się niewolnikiem znajomego który zaczyna decydować o tym kiedy możesz wyjeżdżać do ojczyzny. Rzucasz to w diabły i postanawiasz że nigdy więcej nie będziesz pracować ze znajomymi. Etap zachwytu przeżywasz kiedy pewnego dnia lądujesz u lekarza. Szczęka Ci opada w momencie kiedy z gabinetu wychodzi lekarz i nie dość, że się przedstawia to jeszcze Ci rękę podaje. W Polsce takie rzeczy??? No gdzieżby Pan Doktor Bóg zniżył się do Twojego poziomu i takie bezeceństwa robił. Szczegół, że jak trafiasz do polskiego lekarza to masz wrażenie, że Cię molestuje. Zachwyt trwa do momentu kiedy zachodzisz w ciążę i po pewnym czasie okazuje się, że to martwa ciąża. Dostajesz tabletki, zwijasz się z bólu i po wszystkim. Nawet do kontroli nie musisz przyjść. Po tygodniu dowiadujesz się, że Twoja koleżanka której nigdy nie zależało na dzieciach jest w ciąży. Któraś z kolei rozmowa kończy się wyrzyganiem wszystkich naleciałości i końcem kontaktów – bo nie wytrzymujesz jej narzekania na ciążę. Myślisz, że jesteś twarda, ale cały czas o tym myślisz – o dziecku na które tyle czekałaś. Nic nie mówisz rodzicom bo przecież zabiliby Cię swoimi jękami. Tak długo czekają na wnuka i to na pewno Twoja wina, bo się źle odżywiasz. Pewnego dnia zaczyna Cię boleć brzuch i leci Ci z “tyłka” krew. Nie możesz się dostać do lekarza, bo akurat zaczęły się ferie świąteczne, a nie boli Cię znowu tak żeby iść na ostry dyżur i komuś zabierać miejsce. Taka głupio honorowa jesteś. Po półtora miesiąca w końcu lądujesz u swojego lekarza i dowiadujesz się, że w brzuchu zalega Ci syf. Resztki po Twoim dziecku, które już Ci zdążyły wrosnąć w macicę. Wizyta w szpitalu pokazuje Ci, że należy czytać pisma które przychodzą ze szpitala, bo nie możesz zaprotestować przeciwko obecności studenta. Student tak Cię bada, że ruski rok pamiętasz. Ale to nic. Za dwa dni masz zabieg. To nic że mogłaś się przekręcić. To przecież nie jest wina przeciążonego systemu. Mogłaś przecież iść na ostry dyżur. Nie bolało aż tak więc tylko byś posiedziała 24 godziny. Tak powstaje etap ścierania się różowej powłoki pokrywającej okulary i zdziwienie, że to wcale nie jest tak jak myślałaś. Akurat tak wychodzi, że wszystko to dzieje się w trakcie Twojego kolejnego kursu językowego na którym spotykasz zdzirę-nauczycielkę z poprzedniego kursu. Zdzira na pierwszych zajęciach poprzedniego kursu oświadczyła, że jej mąż jest pantoflem. Zdzira, bo dosłownie sikała na widok jurnych arabskich chłopaczków ze Wschodu. Pewnie by chciała żeby ją grupowo zgwałcili, a nie jak ten mąż-pantofel na spokojnie w sypialni. Zdzira, bo daje podchwytliwe tematy dzięki którym wie kto ma niepoprawne poglądy. A Ty naiwniaczka wybierasz te niepoprawne tematy. Tak, dzisiaj pomoc w kraju potrzebującym jest niepoprawna. Poprawne jest przyjmowanie hordy wyposzczonych seksualnie trzydziestolatków którym wpojono do głowy, że białe kobiety z Europy to kurwy. Postanowiłaś więc, że tym razem będziesz grzeczna. Uśmiechałaś się, klaskałaś, śmiałaś z głupich tekstów, głosowałaś za debilną książką (manifest szwedzkich feministek) którą ona chciała żebyście wybrali. Nie pomogło. Pierwszej pracy nie zaliczyłaś – pomimo tego, że wybrałaś bezpieczny temat. Potem był zabieg, nieobecności, dół i….stwierdziłaś, że nie ma sensu walczyć ze zdzirą. To nie jest najważniejsze. Będą kolejne terminy kursów i inne szkoły. I tak dziwne, że tak daleko zaszłaś. Tyle z tego dobrego, że analizując swoje prace stwierdziłaś, że coś tu z Tobą jest nie tak. I jest. Masz dysleksję i papier na to. Do starej szkoły nie wrócisz. Wybierzesz mniej poprawną. Wyjeżdżając z kraju nie sądziłaś, że będziesz na emigracji tak oceniania przez rodaków. Zderzenie numer jeden – kawa z koleżanką która przyprowadziła swoją koleżankę. Wielka gwiazda która chciałaby zdjęcia. Oczywiście za darmo, bo takim wielkim gwiazdom robi się foty za darmo i jeszcze się prosi o łaskę dostąpienia zaszczytu zrobienia im tych zdjęć. Nie podjęłaś tematu. Nie masz ochoty za darmo babrać się w czyiś dziobach po ospie. Po chwili usłyszałaś, że jak to można tak siedzieć w domu i nic nie robić. Cholera, nie wiedziałaś, że nic nie robisz, że tylko leżysz i pachniesz. No cholera chyba o czymś nie wiesz, a ona chyba zazdrości, bo sama jest królową mopa. I taka się jakaś gorsza poczułaś, że nie sprzątasz, a to że te kilka razy poszłaś sprzątać to się nie liczy. No i nie liczy się Twoje sprzątanie kibla na studiach. Zdarzenie numer dwa. “Myślałam, że jak się prowadzi tak dobrego bloga to się nie wypisuje takich rzeczy”. Usłyszałaś pewnego dnia od znajomej z pracy. “Nikt mi z rodziców już nigdy nie pomoże jak to przeczyta!” Ale co? Że rodzice to lizydupki, które włażą jej w dupę bez wazeliny ze swoimi prezentami? Że nie dostanie prezentu na koniec roku, bo napisałaś o nadgorliwych mamusiach z ADHD? Koniec znajomości. Nie wiem jak inne, ale polska emigracja jest niesamowicie interesowna. Lubi przysługi i lubi osoby które coś mogą załatwić, zrobić. Tutaj ciężko jest kogoś spotkać kto Cię będzie lubił tylko dlatego, że jesteś fajny i fajnie jest się z Tobą spotkać na kawie i pogadać o duperelach. A może wcale nie jesteś taka fajna jak Ci się wydaje? To pewnie Twój problem. Masz niewyparzoną gębę i wszystkich do siebie zniechęcasz. Tak jak tę biedną blogerkę której powiedziałaś, że jej blog jest słodkopierdzący. No dobra nie jest tak źle – masz jakieś koleżanki. Kiedyś miałaś więcej w Polsce, ale teraz widzisz jak się coraz bardziej oddalasz. One uważają, że jak nie ma Cię w Polsce to nie rozumiesz co się w kraju dzieje i tak naprawdę nie powinnaś się już wypowiadać na ten temat. W kraju w którym mieszkasz uważają, że jesteś obca i nie rozumiesz ich kraju, więc też nie powinnaś się wypowiadać. Tak się rodzi etap bez ziemi. Etap bez poczucia przynależności. Etap strachu o jutro. Bo co będzie jeżeli Twój partner zginie i Cię zostawi samą z dzieckiem? Jasne, że wrócisz do Polski. Dalej jest etap nienawiści do kraju w którym przyszło nam mieszkać. Nienawiść za to, że tygodniami czekasz na wizytę do lekarza. Nienawiść za to, że Ty musisz płacić kupę kasy za dentystę podczas gdy hołota która przylazła nie wiadomo skąd płaci marne grosze. Nienawiść za to, że jak Twój rodak dokona przestępstwa to trąbią o tym wszystkie gazety i portale internetowe wskazując, że to przestępca z Twojego...