agnieszkawieckowska.com
Migawki wrześniowe. - Agnes na szwedzkiej ziemi
To co się działo w tym naszym wrześniu? Hmm albo tak szybko minął albo już mnie dopada starcza demencja, bo nic nie pamiętam. Żartuję, pamiętam, ale mój mózg jest lekko umęczony przeżyciami wyprawy do słonecznej Italii. To zacznę od wycieczki. Już wcześniej pisałam, że odwołali nam lot do Bułgarii i koniec końców zdecydowaliśmy się na Toskanię z Umbrią. Wyprawa od samego początku była jakaś pechowa. Nie będę się rozpisywać żeby nie psuć frajdy z czytania relacji z wyprawy, ale nawet Macedonia nie była tak hardcorowa. Niestety we wrześniu nie udało nam się zaliczyć ani jednego muzeum ale odwiedziliśmy Skansen. Wrzesień to jak wiecie – szczególnie Ci którzy śledzą mojego fp to miesiąc wspominkowy i podsumowujący moja emigrację. We wrześniu były posty za które jak zwykle usłyszałam standardowe teksty Polaków którzy uprawiają czołobitność pod adresem Szwecji. Tu przodują szczególnie Polki które, że tak powiem brzydko złapały Szwedów za jajka i myślą, że to nogi Pana Boga, a Szwecja im się roi jako raj na ziemi. Nie mówię oczywiście, że wszystkie, bo na szczęście są i takie które potrafią myśleć samodzielnie bez kompleksu Polaka-biedaka. W ramach tych moich wspominek zaglądam w różne miejsca m.in. tam gdzie mieszkałam po wylądowaniu w Szwecji. W ramach wspomnień, a tak serio to musiałam bo skończył się termin ważności – we wrześniu odbyłam wizytę w szwedzkim urzędzie skarbowym, który zajmuje się wyrabianiem kart identyfikacyjnych czyli takich tymczasowych dowodów osobistych. Niedługo go odbieram i wszystko potem opiszę co i jak. Z takich przyziemnych rzeczy to mieliśmy wizytę w przychodni zdrowego dziecka. Jak zwykle pitolenie o niczym, bo nawet dziecka nam dobrze nie zmierzyli. Odkryliśmy też, że mamy inną przychodnię dla dzieci o wiele bliżej i myślimy żeby się do niej przenieść. Mieliśmy wielki plan chodzenia do otwartego przedszkola ale…z powodu przepełnionych przedszkoli te otwarte są również przeładowane. Druga sprawa to często obserwuję pewne zjawisko wśród szwedzkich mam. Mają w dupie, że ich dziecko jest przeziębione i przychodzą z nim np. do bibliotek w których są mini place zabaw. I to było na tyle w tym całkiem ciepłym wrześniu. A co w październiku? Kolejna wyprawa. Tym razem lecimy w miejsce w którym jeszcze nie byliśmy, ale słyszeliśmy o nim wiele. Lecimy na Maltę. W październiku będą kolejne posty o mojej emigracji. Będą też wredne posty o macierzyństwie (matkach – wariatkach). Obowiązkowo jakieś muzeum. Mam też nadzieję, że do skutku dojdzie kawa z jedną moją czytaczką, która chce się ze mną podzielić historiami o tym jakimi syfiarzami są Szwedzi.