agnieszkawieckowska.com
Migawki czerwcowe czyli nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło. - Agnes na szwedzkiej ziemi
Czerwiec to ciąg dalszy naszego pecha z tą różnicą, że może tym razem ten pech nie będzie taki dotkliwy. We wrześniu mieliśmy jechać na tydzień do Bułgarii. Wszystko już zabukowaliśmy, kupiliśmy bilety, a nawet umówiliśmy się z Polakiem który od kilku lat mieszka w Bułgarii i prowadzi super vlog na youtube. Niestety linie którymi mieliśmy lecieć od września likwidują loty do Sofii. Na szczęście udało się wszystko odkręcić. Szkoda mi tej Bułgarii ponieważ z innymi liniami owszem możemy lecieć do Burgas albo do Varny ale to zupełnie inna strona Bułgarii. Za Bułgarię lecimy gdzieś indziej. Lecimy w miejsce o którym od zawsze marzyłam. W miejsce gdzie jest dobre jedzenie, ciepło i…..na razie nic nie mówię żeby nie zapeszać. Czerwiec rozpoczęliśmy wyjazdem do Polski. Tradycyjnie zaliczyłam wizytę u fryzjera. Moja ulubiona fryzjerka postanowiła rzucić w diabły pracę w salonie fryzur i otworzyć swój własny. Jestem leniem i nie chce mi się jeździć poza Centrum Gdańska (wcześniej do fryzjera miałam 10 minut spaceru) ale dla Magdy jestem w stanie dojechać na Gdańsk-Południe. To nie jest tekst sponsorowany. Dobrze wiem jak ciężko znaleźć dobrego fryzjera, a i Magdzie przydadzą się nowe klientki – tutaj strona Magdy. Niestety standardowo nie dałam znać wszystkim znajomym, że jestem w Gdańsku. Tydzień to z jednej strony sporo z drugiej bardzo mało. Pobyt w Gdańsku miał być dla mnie też odskocznią fotograficzną. Zdjęcia można połączyć ze spotkaniem towarzyskim więc spotkałyśmy się w trzy – Karolina, Ola i ja. Ze spotkania wyszło poplątanie z pomieszaniem. Ola która przepięknie czesze uczeszała mnie i Karolinę. Karolina zrobiła mi makijaż, ja Karolinie (Karolina go ostro poprawiła). Zdjęcia zrobiłam Oli i Karolinie, a potem Ola mi i Karolinie. Dzień skończył się trzykrotnym ograniem chłopaków czyli mojego brata i Pana B. w makao. Strasznie mi tego brakuje na obczyźnie – takich bezinteresownych spotkań z gadaniem o niczym. Początek czerwca to sesje na uczelniach dlatego nie udało mi się spotkać z wszystkimi modelkami. Spotkałam się tylko z Sylwią z którą zawędrowałam w rejony w których dawno nie robiłam zdjęć. Nie wiem o co chodzi ale teraz gdy przyjeżdżam do Gdańska to zawsze spotykam kogoś znajomego. Jak nie w centrum handlowym to pod własnym blokiem. Przy okazji mojego przyjazdu zwołaliśmy spotkanie znanego portalu – Gdańsk Strefa Prestiżu. Kto śledzi mój fp widział już te zdjęcia i czytał komunikat. Nie jestem pisiarą. Nie jestem z żadnej partii. Nie wyzywam nikogo od PO-łgłówków, PISuarów i innych. Nie interesuje mnie kto na kogo głosuje. Interesuje mnie kto jest jakim człowiekiem. Do grupy GSP należą osoby o różnych przekonaniach. Łączy nas miłość do naszego miasta i to że piszemy dla GSP. Ja jestem dumna, że należę do takiego grona fantastycznych ludzi. Jeżeli komuś to nie pasuje to myślał, że jestem inna (tzn. jaka?) nie musi do mnie zaglądać. Ja tu nikogo nie zmuszam do bycia i czytania. W Gdańsku udało nam się spotkać rodzinnie z kuzynką Pana B.. Spotkałam się również z moją ukochaną Kasią z pracy w Outlecie. Przez przypadek zobaczyłam się z kuzynką z którą nie widziałam się szmat czasu. Wiecie na co wpadłam po tym spotkaniu? Na pomysł zorganizowania kuzynowskiego spotkania. Nie wiem czy się uda wszystkich zebrać bo nie wszyscy mieszkają w Polsce ale spróbuję. Śmierć wujka w kwietniu uświadomiła mi, że trochę się rozlazły kontakty które kiedyś były bardzo mocne. Czy to nie dziwne, że w dzisiejszych czasach częściej spotykamy się ze znajomymi niż z własną rodziną? Niestety nie udało mi się spotkać z moim kolegą fotografem (kran u teściowej) i przyjaciółką Asią (akcje ciążowo-dzieciowe). Nadrobimy następnym razem. Chciałabym się jeszcze z masą osób spotkać ale nie dało rady. Koleżankom nauczycielkom nie zawracałam głowy bo wiadomo – koniec roku i sprawdziany, wystawianie ocen i wielka papierologia. Nie obeszłam też tak Gdańska jakbym chciała ale zaliczyliśmy z Bibułką lody w Misiu, spacery naszymi starymi szlakami (z moim Tatą tam wędrowaliśmy gdy byłam mała). Myślę, że Bzibziułce podobało się w Gdańsku. Rozkręciła się zresztą nieźle u dziadków – aż zaczęła stawać na nogi. Fajnie było połazić po Gdańsku. Starałam się nie zwracać uwagi na obrażone miny ludzi i wiele innych rzeczy. Starałam się ale…..co zrobić jak pewne rzeczy same pchają się w oczy. Syf pod śmietnikami który zostawiają ludzie remontujący mieszkania. Mój Tato sadzi krzewy które potem ludzie niszczą swoimi wystawkami. Tak wiem, to wina spółdzielni mieszkaniowej do której należy mieszkanie moich rodziców. Tylko co spółdzielnia robi? Podwyższa opłaty za niesortowanie śmieci. Co mnie jeszcze wnerwiało? Dziury w chodnikach i na ulicach. Gdańsk to jedna wielka dziura. Tak, trwają przebudowy itd. tylko dlaczego dziura w chodniku po jakiś robotach jest po chamsku przysypana żwirem? Jeszcze do tego rowery mevo. Z ciekawością spojrzałam na rowery stojące na moim osiedlu. Wszystko pięknie tylko ani jeden nie działał. Z mieszanymi uczuciami poszłam obejrzeć moją starą szkołę. Mieszanymi ponieważ z jednej strony cieszę się, że w końcu odnawiają ten piękny budynek ale z drugiej strony szkoda mi pięknej XIX wiecznej kamienicy która została wyburzona. Takich kamienic jest coraz mniej w Gdańsku. Ktoś lekką ręką podpisuje decyzje o ich niszczeniu tak jakby były zupełnie bezwartościowe. Do Sztokholmu zabraliśmy ze sobą Dziadziusia Bigosława. Z Dziadkiem zaliczyliśmy kilka spacerów i odwiedziliśmy m.in. bibliotekę. Zaraz potem odwiedzili nas krewni z Niemiec z którymi obowiązkowo zaliczyliśmy Stare Miasto i kilka innych turystycznych punktów. W Wujku odkryłam talent do robienia instafot. Biedny robił mi te zdjęcia na zawołanie. Dzięki niemu mamy fajne, romantyczne zdjęcia z Panem B., a ja masę lansiarskich fot na fp. Niestety Pan B. nie zawsze jest ze mną na każdym spacerze, a Dziadziuś albo mi zrobi fotę na której mam gigantyczną dupę z przykrótkimi nóżkami albo ręcę mu się trzęsą i zdjęcie wychodzi nieostre. Tak wiem, marudna jestem jeżeli chodzi o zdjęcia. Ciocia z Wujkiem nie przepadają za oglądaniem zabytków. To osoby które wolą naturę, a jak natura to najlepiej Tyresta Park o którym w końcu muszę Wam napisać coś więcej. Ostanim punktem zarówno dla Dziadziusia jak i Wujków były obchody Midsommar. W tym roku wyjątkowo słoneczne ale tradycyjnie w umiarkowanej temperaturze. Nadal twierdzę, że magii w tym święcie nie widzę. Fajnie zobaczyć szwedzkie zespoły w ludowych strojach ale generalnie jest to impreza dla dzieciaków. Za kilka lat czeka mnie skakanie pod słupem. Tak poza tym to nadal chodzę na rehabilitację na kręgosłup. Od lipca zaczynam akupunkturę. Wszystko ma trwać pół roku – tzn. jeden odcinek kręgosłupa więc minie trochę czasu zanim coś napiszę na ten temat. Nie wiem czy wspominałam ale po ciąży wywaliło mi halluksy więc już wiem że czeka mnie zabieg. Jak na razie pierwsza wizyta zapoznawcza u lekarza odfajkowana. To by było na tyle w czerwcu. A co w lipcu? Zero gości tzn. będziemy się widzieć z Gabi która przyjeżdża z Wiednia na kilka dni do Sztokholmu ale to nie to samo co goście rezydujący. Mamy zamiar pozaliczać jakieś muzea, kolejne nawiedzone miejsca, nowe trasy spacerowe i cieszyć się latem. W każdym razie siedzimy na tyłku w domu.