wedkarstwo-pasja.info.pl
JESIEN ZBLIZA SIE RYBY DAJA O TYM ZNAC - WEDKARSKIE PRZYGODY
0.0 00 Po dlugich godzinach spedzonych w krzaczorach postanowilem odsapnac i polowic na duzej otwartej i glebokiej wodzie. Zmiana łowiska była konieczna nie ma co gnusniec na jednym. Rozstawianie sprzętu i przygotowanie zanety. 10 kul podanych kubkiem ląduje w wodzie w stanowisku przygotowywanym pod tyczke. Kubek na bok w ręce wędka do necenia wstepnego koszykiem i 12 koszykow ląduje w upatrzonym miejscu na ok 25 metrze. Nie spieszy mi sie. Sprzatanie stanowiska, szybka kawa z rana i do boju. Na pierwszy ogien tyczka. Przynety jakie będę próbował to kostki kiełbasy, pellet kryllowy i waftery. Nieduży karpik ląduje w podbieraku, potem leszcz i cisza. No, ale jak te wode znam to tyczka rano ma problemy z systematycznym lowieniem. Przesiadka na feedera. Przynety te same. Tu całkiem nieźle się zaczelo. Brania sa dosc czeste i na zmiane leszcz lub karp. Przyłączam się między technikami, ale nijak przyspieszyc bran nie moge. Są lecz niezbyt częste i dość delikatne. Tak sie dzieje aż do poludnia. Postanowiłem zrobić dłuższą przerwe. Niewielkie zakupy w miejscowym sklepiku i kawa. Może z pół godziny to zajelo. Kiedy wracałem do stanowiska na plyciznie tuż przy moich nogach od kosza pojawiły się ogony, ladne sztuki patrolowaly teren w poszukiwaniu porozrzucanego przez wędkarzy zarcia. Taka sytuacja zdarza się tu wieczorami. Od pewnego momentu jednak podchodza śmiało o dużo wcześniejszych godzinach. Koniec sierpnia jest tym wlasnie okresem kiedy zaczyna sie tak dziać i dzieje się przez cały okres jesiennego zerowania i gromadzenia zapasów przed zima. Nie ma co przyroda nie czyta kalendarza. Sama jednak pokazuje co sie zaczyna dziac. Powrocilem do spokojnego łowienia w stanowisku tyczkowym. Drugą ręką jednak instynktownie sięgnąłem po pellety i w miejscu gdzie pojawiały się podrzucalem po kilka sztuk co jakiś czas. Miałem sporo roboty z tyczka. Ryby jakby ocknely się i brania staly sie pewne i czestsze. Stad tez nie przeglądałem się za bardzo co tam pod nogami sie dzieje. Ku mojemu zaskoczeniu cała chmara karpi czekała aż coś wrzucę do wody. Postanowiłem sie pobawic z nimi. KIlka pelletow leci do wody i zestaw splawikowy przeznaczony do plytkiego lowienia. Glebokosc wody na jakiej sie pokazaly to zaledwie 30 cm. Nie czekalem nawet minuty. To nic, ze narobil hałasu wróciły w to miejsce zanim zacięta ryba wylądowała w podbieraku. Kilka sztuk zlowilem no i wracam do oblawiania podstawowej miejscówki pod tyczke. No cóż ryby obswiescily mi swoim zachowaniem iż mamy już jesien mimo fajnego slonca. Koniec wakacji. Nim się obejrze trzeba bedzie konserwowac sprzet na zimowa przerwe. No może przesadzilem. Jesli tylko będzie możliwość napewno wyskocze polowic. Zaraz zaraz. One tu tak chętnie buszuja i szukają pokarmu. Chyba nadszedł czas zastosować jesienne przynety. W upalne lato kaprysne ryby wybieraly raczej malutkie przynęty i często w określonej barwie. Wrzesień i październik już od kilku lat to zdecydowanie dla mnie wykorzystywanie sporych rozmiarów przynet. Zarown4o do feedera jak i tyczki. Do tej pory krolowaly 4 i 6 mm przynety co nie znaczy, że na większe nic bym nie zlowil. Owszem lowilem, ale sporadycznie. Czesto malutki 4 mm żółty wafter dyskwalifikowal wszystko inne. Natomiast jesien na tym łowisku jak i na innych moich zdecydowanie nalezala do 8 i 10 mm rozmiarow. Zdarzało się łowić na 12 mm pod feedera. Ostra kiełbasa czy Robin Red albo halibutowy pellet stawaly sie na ten okres obowiazkowymy punktami programu. Chyba woze je ze soba od wczesnej wiosny nie uzywajac. Warto sprobowac. Wiec nie wiele myslac postanowilem i wykonalem. Nie zawiodlem sie. 10 mm pellet ostra kielbasa jeszcze niedawno ignorowany przez wiekszosc ryb teraz stal sie killerem. Dokladnie tak samo zadzialal wspomniany pellet Robin Red. Warunkiem było dostrzeliwanie proca po kilka ziaren pelletow w krotkich odstepach czasu. Plusk wpadajacego pelletu skutecznie przyciagal ryby. Jego rozmiar ktory do tej pory był mało atrakcyjny teraz stał się atutem. Nie do końca byłem przygotowany. Nie miałem ze sobą odpowiedniej ilości tych specjalow. Na nastepna zasiadke przygotuje sie juz na „grube” lowienie. Nie specjalizuje się w lowieniu potworów więc i przynęt nie używam dużych rozmiarow. A właśnie na taki jesienny okres intensywnego zerowania trzymam je gdzieś schowane. Kolorem jesien jest dla mnie zdecydowanie czerwony. W takim kolorze właśnie te przynęty choć różnią się zapachem. Lowiac ryby tego dnia odniosłem wrażenia iż drobniejsze kaski były ignorowane. No chyba, ze konkurencja obok byla tak duża iż niczemu ryby nie przepuscily. Taka mam właśnienie propozycje na okres jesienny. Zwiększyć nieco rozmiary przynet. Kolejna zasiadka napewno bedzie pod znakiem „grubego” lowienia. Zanim woda całkiem się wychlodzi i zmuszeni będziemy korzystać z zimowych odrobinek można sobie pofolgowac. Podobnie panie mówią, ze rozmiar nie ma znaczenia. Hmm…. Mnie sie wydaje ze jednak ma. Co ciekawe ryby braly od najmniejszych po największe do tej pory na mniejsze przynęty, a zmiana na te duze w ogóle tej zasady nie zmienila. Tak mi się wydaje iż ta pora roku rządzi się swoimi unikalnymi zasadami. Chciałbym żeby wrzesień trwał i trwał bo to w sumie mój ulubiony okres i czas na wedkowanie. Niestety nic nie trwa wiecznie wiec trzeba to co jest wykorzystać jak najbardziej umiejetnie i z korzycia dla nas . Pozdrowienia z nad wody Daniel ZAPRASZAM NA BLOGI POWIĄZANE: Od serca dla serca Życie na marginesie Poprostu Ewa Złote myśli Zdjęcia użyte w artykule wlasne. Podobne