multirodzice.pl
Miejsce na ziemi, w którym czas się zatrzymał – Villa Greta w Dobkowie
Jestem grzesznicą. Jak każdy z nas. Gdybym miała wybrać spośród siedmiu grzechów głównych ten, którego dopuszczam się najczęściej – mało tego – którego dopuszczam się z bezwstydną przyjemnością, to byłoby to zdecydowanie nieumiarkowanie w jedzeniu (jeśli chodzi o picie, wykazałam się w czasach studenckich, postanowiłam się poprawić). Nie znoszę tego, że mam chorą tarczycę, jednak jestem wdzięczna stwórcy, że to ten narząd zainfekował, a dał mi zdrowy żołądek. Ale przecież nie od tego chciałam zacząć. Świerzawa i pobliski Dobków, w których ulokowana jest Villa Greta nie zachwycą każdego. Nie znajdziesz tutaj ani modnych klubów, ani knajpek z fast foodami, szkoda też czasu na szukanie hipermarketów czy galerii. Nie zachwyci też każdego i sama Willa Greta. Nie ma tutaj nowoczesnych surowych wnętrz, próżno szukać zestawów kosmetyków łazienkowych z hotelowym logo i telewizora. A na otoczenie składają się: sad, wozownia, stajnie i szlak kapliczek. W tym odległym zakątku Dolnego Śląsku nie słychać muzyki, płynących z głośników reklam, a nawet przejeżdżających samochodów. Mam jednak nieodparte wrażenie, że to dopiero tutaj – choć pochwalić się mogę wieloma podróżami bliskimi i dalekimi – zrozumiałam na nowo znaczenie słowa: odpoczynek. Wjeżdżając do Świerzawy, zobaczysz gniazdo bociana, przejeżdżając dalej, napotkasz na swej drodze maleńki Dobków, który sam w sobie stanowi Ekomuzeum Rzemiosła, kilka małych galerii z pięknymi ceramicznymi wyrobami oraz nowoczesną Sudecką Zagrodę Edukacyjną. Villa Greta Wreszcie dotrzesz (do świetnie oznakowanej) Villi Greta. Może zaskoczy Cię fakt, że sama villa jeszcze niedawno była zwykłym gospodarstwem rolnym. Teraz jej przeszłość nadaje miejscu niepowtarzalnego charakteru. Pokoje Rozgościliśmy się w pokoju rodzinnym. Można by śmiało rzecz, że w dwóch pokojach połączonych z sobą, z których jeden pełnił rolę sypialni rodziców, drugi dzieci. Dwa łóżeczka niemowlęce z pachnącą świeżym powietrzem pościelą czekały już na małe podróżniczki. Każdy element wydawał się pasować do większej całości. Drewniane skrzypiące podłogi, drzwi z charakterystycznymi zasuwkami, a nawet krzesełka do karmienia maluchów – sprawiają, że goście na chwilę przenoszą się w czasie. Odpoczynek na łonie natury W ciągu dnia słychać tu ptaki, w oddali szczekające psy. Wieczór należy do świerszczy. Obok gości pijących pyszne malinowe piwo z lokalnego browaru, leniwie przechadza się kot. Każdy z nas odpoczywa inaczej. Kto odpocznie tutaj - w tym zielonym zakątku? Odpocznie tutaj ten, kto chce daleko za sobą zostawić zgiełk, tempo wielkiego miasta i wyścig szczurów. Ten, kto oczekuje ciszy, spokoju i obsługi, która nie narzuca się, ale jest obecna, gdy tylko zajdzie taka potrzeba. Odpocznie ten, kto cierpi na brak zieleni i odgłosów natury. Ukojenie znajdzie ten, kto lubi otaczać się przedmiotami niebanalnymi i życzliwymi ludźmi. Kuchnia slow-food Ale jest jeszcze jedno. Bo mnie nie urzekł najbardziej ani przepiękny sad z trawiastym labiryntem, w którym o każdej porze dnia można spotkać buszujące dzieciaki, ani hamaki, na których można oddać się słodkiemu lenistwu, ani też Certyfikat Złotego Standardu przyznany Villi Greta za obsługę klienta. Ja pokochałam to miejsce za coś innego. Moje najśmielsze oczekiwania przeszła kuchnia Grety. I znów: nie znajdzie tu niczego dla siebie miłośnik kebaba ani frytek. Bo kuchnia Grety jest inna. Działa bowiem w duchu slow food. A cóż to takiego? Otóż właściciele villi starają się, by możliwie najwięcej produktów pochodziło od lokalnych dostawców oraz z własnego gospodarstwa. W karcie dań nie znajdziecie zwykłego schabowego czy dewolaja, ale Wasze podniebienia rozpieszczą gołąbki vege z kaszą jaglaną czy wyśmienita kaczka. Do tego oczywiście domowy kompot, a na deser takież ciasto. Podobnie rzecz ma się z serwowanymi w formie bufetu szwedzkiego śniadaniami. Najbardziej charakterystyczne w karcie dań są dopiski: z wiejskim jajkiem, z własnej produkcji syropów, z twarogu od sąsiadki. Od wczesnej wiosny wypijemy w Grecie zamiast torebkowej herbaty z dyskontu tę miętową czy rumiankową prosto z zielnika. Podsumowując: jest pysznie, zdrowo, regionalnie. Więcej tak apetycznych zdjęć potraw z Villi Greta możecie zobaczyć TUTAJ. Ale, ale… w Villi Greta pojawiłam się z dwoma potworkami. One także ze smakiem zjadały w swoich uroczych drewnianych krzesełkach domowe obiady serwowane specjalnie dla malutkich gości w mniejszych miseczkach i talerzykach z plastikowymi sztućcami. Tuż przy sali kominkowej, w której spożywaliśmy posiłki znajduje się czysta i pachnąca toaleta z przewijakiem. Atrakcje dla dzieci Jeśli chodzi o atrakcje dla mniejszych i nieco większych dzieciaków, to z całą pewnością, znajdą je w starym sadzie. Wybór jest bardzo szeroki: piaskownica, trampolina, labirynt, zjeżdżalnie, huśtawki, tor linowy – wszystko otoczone kwiatami, drzewami i wszechogarniającą zielenią. Dla opiekunów gospodarze przygotowali ławeczki, stoliki, hamaki, miejsce na ognisko. W zimie dodatkowo można zorganizować kulig, a na dzieciaki czeka sala zabaw z podgrzewaną podłogą. Wyjątkowa gościnność w Villi Greta Jeszcze jedna rzecz, osobliwa, acz wyjątkowo miła. Goście villi nie muszą za każdym razem szukać personelu ani nosić z sobą portfela, gdy tylko przyjdzie im ochota na poczęstowanie się którymś z dobrodziejstw Grety. Na półce tuż przy wejściu znajduje się zeszyt, w którym oznaczamy kreską wypite piwo, kawę czy zjedzone ciastko. Myślę, że takie traktowanie gościa (pełne zaufania do drugiego człowieka) jest czymś niezwykle rzadkim, ale sprawia, że rzeczywiście czujemy się tak, jakbyśmy odwiedzili dobrych przyjaciół, którzy pozwolili nam przenocować. Okoliczne atrakcje Można by jednak nadal szukać dziury w całym: co robić w Dobkowie dłużej niż kilka dni. Otóż to świetna baza wypadowa. Na stronie Grety znajdziecie przewodnik – zachęcam do zapoznania się z zakładką „Dla rodzin z dziećmi”, a także spis wszystkich atrakcji wg regionów i oddalenia od Villi Greta. My, z racji długości ( a właściwie jej braku) naszego pobytu zdecydowaliśmy się odwiedzić Jelenią Górę oddaloną od Willi Greta o 35 km, kolorowe jeziorka w Wieściszowicach oraz pałac Łomnica. Pokusiliśmy się także o przejście szlaku przydrożnych kapliczek i krzyży – niektóre z nich można by nazwać małymi dziełami sztuki. W Dobkowie postanowiłam także nabyć dla dziewczynek anioły bliźniaki z ceramiki szamotowej, uczyniłam to podczas spaceru podczas pierwszego dnia pobytu, a jest w czym wybierać, bo pracowni artystycznych jest kilka. Żałuję, że nie zdołaliśmy zwiedzić zagrody edukacyjnej, ale z drugiej strony mamy powód, by wrócić, gdy nasze córki będą nieco starsze. Jeśli chodzi o kolorowe jeziorka, których zabarwienie związane jest z występowaniem różnych związków chemicznych – było warto przyjechać. Mimo iż do ostatniego (moim zdaniem najpiękniejszego) lazurowego musieliśmy wytargać dziewczyny na rękach jakieś 600 m w górę. Jednak wszystkie trzy jeziora– (ostatnie wyschło), są niezwykłe, a otoczenie naprawdę piękne. Plus cisza i spokój, a w tle ciepły maj. Od villi Greta to jakieś 25 minut jazdy samochodem. Jeśli chodzi o pałac w Łomnicy – rzecz jasna, nie zwiedziliśmy dużego pałacu, bo z naszymi wszędobylskimi to niemożliwe. Jednakże zobaczyliśmy wszystkie atrakcje przypałacowe, gdyż pogoda nam wyjątkowo sprzyjała, wypiliśmy pyszną kawę w kawiarni przy pałacu, a dziewczyny ucięły sobie dłuższą drzemkę w ogrodzie otaczającym kompleks. Jelenia Góra to ostatni z punktów naszego krótkiego pobytu – mały ryneczek, niepowtarzalny punkt informacji turystycznej w starym tramwaju, kolorowe kamieniczki i postać szczudlarza tuż przy ratuszu – wywarły na mnie pozytywne wrażenie, choć przyznaję, że chyba wyobrażałam sobie to miejsce trochę inaczej. Nie żałuję jednak spaceru wąskimi uliczkami i pysznego miętowego sernika zjedzonego w Metaforze (zboczenie zawodowe). Aby nie kończyć słodko sernikiem, trzeba dodać odrobiny goryczki. Choć jestem zachwycona miejscem, które właśnie poznałam, jako mama maluchów mam pewne uwagi. Minusem w Grecie jest brak czajników elektrycznych w pokojach – jednakże – udostępniane są one podobnie jak wanienka na życzenie gości. My spytaliśmy o czajnik zbyt późno – wy zróbcie to przy kwaterowaniu. Co prawda wystarczy zejść kilka schodów w dół do pokoju kominkowego, gdzie przez całą dobę czeka na nas zapas herbaty, kawy, czajnik, cukier i sztućce, jednak jako mama wolę mieć to urządzenie w zasięgu wzroku. Drugi minus – za zbyt jasne rolety. Tak, znowu czepiam się tego samego. Jednak po raz kolejny, moje córki przyzwyczajone do zacienionego pokoju, urządziły nam pobudkę o 5 nad ranem, bo w pokoju było zbyt jasno. Tylko tyle. Nie mogę powiedzieć ani jednego złego słowa więcej. Pozostaje mi zaprosić wszystkich smakoszy w imieniu gospodarzy do ich cudnego miejsca na ziemi, w którym czas się zatrzymał. Nawet jeśli nie możecie zostać dłużej, zjedźcie z trasy i wstąpcie głodni do przywillowej restauracji – nie pożałujecie. To obiecuję Wam ja – wiecznie głodna turystka. Strona www Villi Greta: www.villagreta.pl Fan page na facebooku: TUTAJ ⛱☀️🌊🏖 Drodzy Czytelnicy: jeśli wybieracie się do któregoś z hoteli/ obiektów rekomendowanych przez nas na www.multirodzice.pl – dajcie znać: pomożemy wynegocjować atrakcyjny rabat, lepsze warunki zakwaterowania, drobny upominek na powitanie, a może wino lub masaż gratis. Taki bonus dla naszych Czytelników Jeżeli spodobał Ci się ten artykuł – udostępnij go dalej. Na fan page’u na facebooku dzieje się dużo więcej i z dużą dawką humoru. Wpadnij do nas! Zapraszamy również do zapisania się na nasz newsletter. Chcesz porozmawiać z innymi rodzicami bliźniaków, wieloraczków, dzieci „rok po roku”? Zapraszamy do zamkniętej grupy na facebooku! Jeśli chcesz podzielić się swoją historią, opinią, doświadczeniem na łamach portalu, napisz do nas: kontakt@multirodzice.pl Będzie nam miło, jeśli dasz znać znajomym o multiRodzicach. Sharing is caring!