herbatkaubachny.pl
Październikowa bajka - Herbatka u Bachny
*** -Zobaczcie chłopaki, idzie nowy chłopiec! Chodźmy go przywitać! Chłopcy z uśmiechem zerwali się na równe nogi i pobiegli w kierunku powoli kroczącego nowego kolegi ze spuszczoną głową. -Cześć, jak masz na imię? Ja jestem Wojtek, to jest Teoś, Kuba i Tomek. A tam bawi się Zosia, Martynka i Rózia. – mówiąc to Wojtek wskazał palcem dzieci na placu zabaw. -Mam na imię Antoś… – odpowiedział chłopiec i cicho pociągnął nosem. -Pierwszy dzień zawsze jest najtrudniejszy, ale dasz radę! – Kuba delikatnie klepnął Antosia w plecy, dodając mu tym otuchy. Antoś obejrzał się za siebie i spojrzał na swoją mamę, która powoli ocierała łzę płynącą po policzku. Za nią stał tata Antka, który właśnie ją objął i pocałował w głowę. -Początki zawsze są trudne, ale zobaczysz, że Twoi rodzice, tak jak moi i innych dzieci, są silni. – mówiąc to Kuba poczęstował Antosia ciastkiem z dziurką. * -Chłopaki, kto ostatni przy drzewie ten gapa! – krzyknął radośnie Antoś i wystartował w kierunku kwitnącej lipy. -W co się bawicie? – zapytała nieśmiało malutka dziewczynka, która dołączyła do pozostałych dzieci dwa dni temu. -W łowców przygód, chcesz się przyłączyć? – zapytał Antoś. Sara kiwnęła nieśmiało główką. -No to słuchaj. To drzewo jest naszą bazą. Widzisz te małe woreczki? To są nasze wory łupów i skarbów. Zbieramy do nich szyszki, małe kamyczki, tylko uważaj na stare gumy do żucia, bo łatwo je pomylić z kamykami, żołędzie, a czasami nawet trafi się jakiś super kolorowy kapsel! Wszystko jasne? -Jasne…- odpowiedziała cichutko dziewczynka. Antoś przechylił głowę i spojrzał na nową koleżankę. Stała nieruchomo z misiem w ręce i ciężko oddychała. Widział, że czuje się nieswojo w nowym miejscu. -Jak chcesz, to mogę być twoim starszym bratem. Chcesz? Będę się Tobą opiekować. – zaproponował Antek i ciepło uśmiechnął się do Sary. Dziewczynka spojrzała na niego swoimi modrakowymi oczami i pierwszy raz się szczerze uśmiechnęła. Antek szybko złapał ją za małą rączkę, która w końcu przestała drżeć i ruszyli razem do pozostałych dzieci. * -Sara, chodź tu szybko! – Antek z ekscytacją zawołał swoją już nie taką małą siostrę, używając do tego specjalnie zrobiony rulonik papierowy. Dziewczynka przybiegła w podskokach, wdrapała się na drzewo i przysiadła na gałęzi przy Antku. -Zobacz, to jest mój młodszy braciszek. Ten różowy bobas w wózku. Widzisz? – powiedział wskazując palcem jadącą nieopodal niebieską gondolę. -A to Twoja mama i tata? – zapytała zaciekawiona Sara. -Tak, fajni są, co nie? – odpowiedział puszczając oczko do dziewczynki – Tata jest świetnym kucharzem, a mama pięknie maluje obrazy. Widzisz jacy są szczęśliwi? Grzesio, bo tak ma na imię mój brat, jest bardzo grzecznym maluchem. Dużo je, dużo śpi i prawie w ogóle nie płacze. Cieszę się, że mam młodszego brata i nad nim też czuwam. Czasami, w nocy, gdy się obudzi, a chcę aby mama się wyspała, to zakradam się do jego łóżeczka i sobie rozmawiamy. Tak wiesz, jak brat z bratem. Opowiadam mu w co się tutaj bawimy, ile nas jest i jak mają na imię wszystkie dzieci, a Grzesio słucha i się uśmiecha. Czasami puszcza takie śmieszne bańki ze śliny. Sara wyobraziła sobie minę małego Grzesia i zaczęła się głośno śmiać. Po chwili jednak przestała i spojrzała prosto w Antkowe oczy. -Jak myślisz, ja też będę mieć młodszą siostrę, albo braciszka? -Pewnie tak, a dlaczego pytasz? – Antek spojrzał z zaciekawieniem na Sarę. -Bo, zastanawiam się, czy jak będę mieć młodsze rodzeństwo, czy wtedy rodzice o mnie zapomną… – mówiąc to zaczęła nerwowo machać nóżkami. -Pewnie, że nie Głuptasie! – uśmiechnął się Antek i mocno przytulił siostrę – Oni zawsze o nas będą pamiętać, a szczególnie wtedy, gdy urodzi się nasz młodszy brat lub siostra. Zobacz, widzisz tę świeczkę palącą się na stole u Twoich rodziców? -Tak… – przytaknęła dziewczynka. -Ta świeczka jest dla ciebie i zawsze będzie tylko dla ciebie. Ten skaczący płomyk pokazuje jak mocno cię kochają i pamiętają o tobie każdego dnia. Szczególnie dzisiaj. -Dlaczego akurat dzisiaj? – zdziwiła się dziewczynka. -Ponieważ dzisiaj jest 15 października i wszyscy nasi rodzice, moi, twoi, Kuby, Wojtka, Martynki, Rózi i innych dzieci, z którymi tutaj jesteśmy, zapalają świeczki specjalnie dla nas. A ten skaczący płomyk, to ich miłość do nas. Sara spojrzała na zapaloną świeczkę na kuchennym stole. Spojrzała na swoją mamę i tatę. Chwyciła swojego ulubionego misia za łapkę i wstała. -Pójdę się do nich przytulić, aby nie było im tak smutno. – mówiąc to wstała z gałęzi i popłynęła do rodzinnego domu i zasiadła przy stole ze swoimi rodzicami. Mocno chwyciła oboje za rękę. * Rodzice Sary spojrzeli na siebie, a następnie na swoje dłonie, ponieważ poczuli nagłe na nich ciepło. Po ich policzkach popłynęła łza… *** 15 października – Dzień Dziecka Utraconego Podobne