evimajerczyk.info.pl
JESTEM OFIARA WLASNEJ DOBROCI - ŻYCIE NA MARGINESIE
0.0 00 DAWNO NIE PISAŁAM… NIE JEST FAJNIE. WIADOMO ZDROWIE MOJE TO KOSZMAR. LECZ JESZCZE DODATKOWO MAM POWAŻNE PROBLEMY, ŻE TAK TO NAZWĘ RODZINNE. Wiecie? Człowiek czasem jest tak głupi i naiwny, że przechodzi to wszelkie pojęcie. I ja taka jestem. Od miesięcy, a może już lat? Staję na ,głowie’ by pomóc trzem osobą. Jednej w pewnym sensie mi się udało bo nie cpa i nie pije. Drugi jeszcze nie wiadomo jak postępi. Od jutra się zacznie z nim jazda i zobaczymy co zrobi. Czy uszanuje pomoc i szanse jaką dostał? Czy ją zmarnuje… Jest jeszcze ten trzeci. Chyba najgirsza osoba z tych wszystkich. 11 lat niszczyla mnie i moje życie. Lecz ja pomimo to nie zostawiłam go samemu sobie. Tym bardziej, że prawie umarł przez poważna chorobę i nie ma nikogo na świecie prócz mnie. Niestety nie uszanowal szansy jaka dostał w formie najważniejszej czyli ŻYCIA drugiego. Bo lekarze byli pewni, że umrze… I umierał mi na rękach… Opuścił szpital i zaczął znów chlac. Leki bierze jak sobie nagle przypomni. Pomimo błagan i nawet gróźb robi co robi. Można by mu to jeszcze wybaczyć bo bezdomny. U jakiegoś menela mieszkał. Więc co to za życie? POSTANOWILAM ZAWALCZYC MU O MIESZKANUE KOMUNALNE. Z POMOCĄ PRZYJACIÓŁKI DOSTAŁ TO MIESZKANIE. TERAZ MIAŁ PODPISAĆ UMOWĘ REMONTOWA. Wzięłam go miesiąc temu z tej meliny w innym mieście. Pomimo, że sama nie mam nic zalatwilam mu ubrania itd. Zaczęłam kombinować remont. Załatwiać meble itd. Wszystko było dobrze. On grzeczny. W domu mi pomagał. I bum! Wpłynęła jego renta na konto w ubiegłym tygodniu. I tak skończyło się wszystko. Poszedł chlac pomimo próśb i gróźb. Przepadła ważna wizyta u lekarza, która ledwo udało mi się na już załatwić. Jak mi głupio było dzwonić i odwołać. Także miał odebrać leki, które go trzymają przy życiu. Też to zaprzepaścil. No i mieszkanie. Dziś powinien zgłosić się po umowe i klucze…. Niestety woli pić. Był wczoraj pijany bym go przyjęła. Powiedziałam NIE! Mam zasadę u mnie w domu pijanych osób nie ma. Powiedziałam, że przepierdolil wszystko. Przepil pieniądze. A on mnie zwyzywal. Nie dość, że ledwo żyje. Miałam ostatnio razem trzy ataki z braku leków. Moj organizm jest przez to bardzo słaby. Do tego doszła grypa. To nie mogę spać przez niego. Jestem wystraszona. Boję się. Płacze. Bo wiem, że on się wykańcza, a ja nie jestem w stanie przemówić mu do rozsądku. Pomimo wszystko zawsze byłam przy nim. A on tak mi się odplaca. I TAK STAŁAM SIĘ OFIARĄ WŁASNEJ DOBROCI… Tak, tak… Byłam dobra. Starałam się jak mogłam mu pomoc. Dawałem nie jedną szanse. I teraz co? Jestem klebkiem nerwów. Do tego zaplakana i wystraszona. Bo się boję! Boję się, że nie długo nastąpi koniec… I on umrze. Cierpię i to kara za dobro i moje pomocna dłoń, która wyciągnęłam. Kara za to, że wierzyłam w niego pomimo wszystko. Siedzę w domu… Na lekach, że zaraz przyjdzie znów pijany lub przepity… Trzesacy się, że dostanie ataku padaczki bo ma od dziecka. Wylaczylam demofon i dzwonek do drzwi. Bo nie mam sił stawać przed wyborem: wypierdalaj bądź wejdź pomogę Ci. Nie chcę czuć się winna, że go pogonilam, a mu się coś stało. A przecież mogłam go wpuścić i by go coś tam ominęło. Nie chcę patrzeć na te wiotkie, chore ciało i zastanawiać się czy dac mu szanse czy nie? Bo która to już będzie? Setna szansa? ZAPRASZAM NA POWIĄZANE BLOGI: Od serca dla serca Wiersze Złote myśli Wędkarstwo Zdj.tyt. wzięte z internetu Podobne