evimajerczyk.info.pl
WSZYSTKO SIE ZMIENIA - ŻYCIE NA MARGINESIE
0.0 00 DAWNO NIC NIE PISAŁAM…. BRAK WENY, CHĘCI I CZASU… ZBYT WIELE MYŚLI PRZEZEMNIE PRZELATUJE I CZĘSTO NIE WIEM, KTÓRA BY TU UCHWYCIĆ I MOŻE O NIEJ COŚ NAPISAĆ? Wszystko sie zmienia, sytuacje na co dzień, zdrowie, a co najgorsze ludzie. Tak bo zmiany w człowieku jakie zachodzą nie zawsze są dobre. I tak o to mój wspolokator z różnych złych uzależnień popad w inną skrajność, która nazywa się obsesją zdrowego jedzenia i ćwiczeń. Jego zachowanie jest obłędne. Osobiście ja bym dała szpryce, potem w kaftan i łup do psychiatryka ito na izolatke co by nie wykańczal ducha winnych ludzi. No niestety zamknąć ot tak się nie da i ja zostałam jego ofiarą. Ostatnio opowiadając to w Mops mojej przyjaciółce wpadłam w furie? Wybuchlam? Nie wiem jak to nazwać. Zaczęłam opowiadać, zaczęłam płakać i nie szło mnie uspokoić. Myślałam, że choć mam zapewnione wsparcie drugiej osoby, że mogę na nią liczyć. Wyciągnęłam ja z dna. Staralam też być dla niej wsparciem stała się moim psychicznym katem. STWIERDZIŁAM, ŻE JA JUŻ DŁUŻEJ TAK NIE WYTRZYMAM. ILE MOŻNA BYĆ DLA KOGOŚ POWIETRZEM, TAKIM ZBĘDNYM DUCHEM? I JESZCZE USŁYSZEĆ, ŻE KAŻDY UMIERA I CZY TO KTOŚ CZY TO JA DLA NIEGO NIE MA ZNACZENIA. I tak o to zrozumiałam, że nie tędy droga. Przecież tyle przeszłam, tyle walczyłam o siebie i innych, a jeszcze ile przedemna? Ile bolu i łez mnie to kosztowało by teraz ktoś nie miał do mnie za grosz szacunku. Uważam, że mam prawo do szczęścia i choć nie dużego zainteresowania. Lecz to, że ja zasługuje widać nie każdy widzi. Bo co on już wszystko zrobił? Czego ja chcę? Przecież pracuje do opłat się doklada i już nie chleje. Toż chodzący cud. A teraz jeszcze ma pasje (obsesyjna) ćwiczyć, czytać artykuły o istnieniu tylko dla siebie (jakieś coś co mogło by być określone psychologia aczkolwiek tak egoistycznych artykułów czy filmików na YT nie można nazwać psychologia gdyż to obraza tej dziedziny). I wiele innych okropnych rzeczy robić. Nie będę tu Wam opisywać. Gdyż świat jest maly i lepiej czasem coś zachować dla siebie. I ten o to ideał zakończył swoją misję życiową. Nie umi nawiązać nawet prostego dialogu. Każde słowo wypowiedziane z moich ust jest uznane za debilizm. Same w ogóle odezwanie się to już dramat. Bo jakim prawem ja się odzywam? I tak o to tworzy się obsesyjny swój własny świat dazacy do nikąd. Choć z pozoru jemu wydaje się, że jakiś rozwój duchowu przechodzi. Niech mu tam będzie. Ja osobiście zakanczam etap w życiu o nazwie: PROSZĘ POROZMAWIAJ ZE MNĄ I ZAINTERESUJ SIĘ MNĄ. I TAK O TO WŁAŚNIE WSZYSTKO SIE ZMIENIA. ZMIENIŁO SIĘ ŻYCIE. JUŻ NIE JESTEM BEZDOMNA. ZMIENIŁ SIĘ TEŻ ON. JEGO SPRAWA. LECZ JA TEŻ JESTEM INNA. LECZ NIE INNA W TAKI SPOSÓB JAK PRZYKŁADOWY ON. JA SIĘ ZMIENIŁAM CO DO OCENIANIA SYTUACJI I PODEJMOWANIA DECYZJI. Zdałam sobie sprawę, że zasługuje na odrobinę szczęścia to po pierwsze. A po drugie zrozumiałam, że mam choroby jakie mam. Nie mam pewności czy np. za rok nie będę już całkiem niewidoma? Czy następna zmiana rakowa nie będzie tą, która już tak łatwo nie usunę? Czy gdzieś w końcu podczas ataku nie uderze tak mocno głowa, że się zabiję? Taka jest prawda… Dużo by tu wymieniać. Lecz nie chodzi mi w tym momencie o uzalanie się i dramatyzowanie. Chodzi o to, że zdałam sobie sprawę, że naprawdę czas leci, mam choroby jakie mam i muszę teraz już korzystać z życia ile się da bo może to za niedługo zniknąć bezpowrotnie. I tak dotarło do mnie, że ja chcę jeszcze z kimś się pośmiać, może gdzieś pójść razem choc by na spacer, albo wsiąść do pociągu na gape razem i ruszyć przed siebie. I co najważniejsze obudzić się rano, spojrzeć na tą osobę i z uśmiechem na twarzy powiedzieć: Jaki piękny dzień bo Ty tu jesteś. Wiem, że sytuacji zdrowotnej, a bawet finansowej za bardzo nie jestem w stanie zmienić. Lecz sytuację życiową chodzi mi o dom, rodzinę, a może miłość mogę zmienić. Mogę spróbować być z kimś, kto też jest tak chory jak ja i będziemy się nawzajem rozumieć i choć słowem wspierać. I jest taka osoba… Więc może czas się zdecydować i zrobić totalny hard core? Obrócić życie do góry nogami? I spróbować zacząć wszystko od nowa. Może udało by się tą osobę odciągnąć od złej przeszłości i być razem szczęśliwymi? I właśnie ocenilam sytuacje i praktycznie podjęłam decyzje… Muszę zrobić ten krok w nieznane. Co najwyżej z jednego bagna trafię w drugie. Lecz przynajmniej spróbuję. I nie będę potem żałować, że spierniczylam sobie całkiem życie i tak już zniszczone. WIECIE CO? CHOROBY SPOWODOWAŁY, ŻE MOJE ŻYCIE JEST TAK BARDZO OGRANICZONE. NAWET ZALECANO PRZESTAĆ MI PISAĆ ZE WZGLĘDU NA WZROK. COŚ CO DAJE MI TYLE RADOŚCI, A I CHOĆ TE PARĘ ZŁOTY NA CHLEB. I tak siedzę w domu sama non stop. Bo choć mieszkam z kimś jestem całkiem sama. Zmagam się dotego z bólem, strachem i innymi przykrymi sprawami. Moje wychodzenie z domu to tylko po to by pójść do lekarza. Czyli wychodzę te 2- 3 razy w tygodniu bo niestety często się zdarza, że co tydzień mam tyle wizyt. I tak co dzień zastanawiam się czy będzie na leki? Czy będę mogła pojechać na badania? Czuję się jak wrak człowieka. Nafaszerowana mnóstwem prochów jestem jak zombie. Czasem zastanawiam się po co ja się obudziłam rano? No po co? I wtedy myślę sobie by walczyć o życie swoje. No, ale co to za życie bez najmniejszego szczęścia? Los odebrał mi już praktycznie wszystko. Lecz nie odebrał mi uczuć i potrzeby kochać i być kochaną. Więc nadszedł czas by spełnić tą potrzebę. Mało tego powiedzieć STOP traktowaniu mnie jak jakiś przedmiot przez osobę, której tyle dałam pomocy kiedy wszyscy odeszli i zostawili jego. Może z chorobami i biedą ciężko jest walczyć aczkolwiek z drugim czlowiekiem łatwo. Tylko trzeba znaleźć w sobie tą siłę i powiedzieć głośno, stanowczo i wyrażenie: DOŚĆ!!! Już raz mi się udało więc drugi raz też dam rady! ZAPRASZAM NA INNE MOJE BLOGI: Poprostu Ewa Psychologia i pomoc Wędkarstwo z pasją Zdjecie tytułowe wzięte z internetu Podobne