zapierdalam

17.08.2017 06:00

Marzenia?
Nie mam. Wszystkie straciłem wraz z postępem mojej “choroby”, w momencie stracenia jakiejkolwiek siły do życia.
Aktualnie nie mam nawet ochoty wstawać z łóżka, więc konsekwencją tego jest pobudka o szesnastej. Gdyby to wszystko miało być takie kurwa proste co nie?
Niestety zawsze znajdzie się osoba, lub osoby które z najmilszą kurwa chęcią będą chciały mi zakłócić ten przepiękny spokój, bo przecież dlaczego nie? Jestem tylko ciekaw jak to będzie. Wolałbym zniknąć z tego świata ale aktualnie nie mogę zostawić jednej osoby samej, gdy świat ogarnęła epidemia spierdolenia.
I tak jakoś lecą te dni, miesiące, lata, aż w końcu ciężko już mi myśleć o tym jak bardzo ten czas mija. Żeby wykazać jakąkolwiek chęć robienia czegokolwiek zawsze musiałem wiedzieć co z tego będę miał, bo tak jakoś nie widziałem sensu w pracy która nie przyniesie żadnych zysków. A mi się po prostu nie chcę. Moje lenistwo wzrosło do poziomu w którym nie chcę mi się nawet żyć. No bo i tak kiedyś umrę i wszystkie starania pójdą się kochać za przeproszeniem. Po co mam myśleć o przyszłości, o pracy, rodzinie, skoro jutro możne mnie jebnąć auto i c'est la vie.
“Dziękuję. Spektakl skończony, proszę udać się do wyjść i zapraszamy ponownie”
Tak odbieram życie. Jako wielki teatr złożony z miliardów aktorów, a ja w nim odgrywam swoją rolę i nic więcej. Mam określony cel, nie obieram własnej trasy, tylko zapierdalam tam gdzie muszę bo na tym polega moja egzystencja w tym świecie, a jako aktor muszę wykonywać swoje obowiązki. A gdy spektakl się kończy widzisz jak opada kurtyna zwana powiekami gasną światła i koniec.