yimb

YOU’RE IN MY BODY Pt. 116 - REBRANDING

Hello! 

I decided to give this another shot! I hope you like it! If you’ve never heard of this story before, here you can find the first 115 parts (Geez!) of this story!

please share this if you like it! thank you!

xoxo ♥♥♥


Pt. 116 - Rebranding

Keep reading

You in my bed - Rozdział 5

*Harry*

Tydzień później.

Siedziałem na podłodze oparty o łóżku z laptopem na nogach. Dawno nie sprawdzałem poczty, twittera, ani innych tego typu rzeczy. Dla umilenia sobie atmosfery włączyłem piosenkę “Like we used to” zespołu A Rocket To The Moon. Gdy się skończyła, nacisnąłem przycisk ponownego odtwarzania po raz setny chyba dzisiejszego wieczoru. Napisałem na twitterze, że cholernie mi się nudzi. Od razu dostałem +50 retweetów. Jakbym napisał, że jestem kobietą, nic by się nie zmieniło. Trudno było ogarnąć te wszystkie wiadomości, które dostałem. W szybkim tempie obejrzałem tweety od fanów z całego świata. Odpisałem kilku dziewczynom. Jedna się zapytała, dlaczego nie posiedzę z Louisem i oznajmiła, że dawno nie widziała Larryego, na końcu dodając uśmiechniętą buźkę. A moja buźka wcale po przeczytaniu tego nie była uśmiechnięta. Dla nich to był Bromance, zwykła zażyłość braterska. To wszystko. Dla Louisa też. Szkoda, że ja zawsze musiałem odstawać.

“Lubiłeś być wyjątkowy.”, powiedziałem w głowie.

- Ale nie aż tak. - dodałem na głos.

Keep reading

YOU’RE IN MY BODY UPDATE

Hello groovy people of the internet (I might just steal this, i like it),

as you can see, i have had a lot of demand to get back to writing JL fanfics. I’ve been reading these messages every now and then and they always started an internal conflict for me since i never knew if i should start it up again or not. I honestly thought i’d never do it again. For a long time i didn’t want to, or had no ideas, and to be honest i’m kind of unhappy with Jared’s behavior lately, and since the character in ‘you’re in my body’ is mostly based on me, i always figured she’d be unhappy as well. 

But the demand has been getting louder, and since i appreciate it so much that people actually still care about what i write, i don’t want to let you down. So i have written a new chapter, and have some ideas for follow ups. 

But:

It’s different. The tone of the story won’t be like before. The first chapter is titled “Rebranding” (coming tomorrow i think) and i mean it. You might not like it. You might not be interested in the drama that i mean to bring back. And i will have to accept that. 

If this post is the first time you ever heard about ‘You’re in my body’, please give it a shot. If this post is a reminder that you used to read it and liked it, please consider revisiting it. If this post is what you’ve been waiting for… I’m sorry to have kept you waiting. All previous chapters can be found here.

Originally posted by drink-the-cyanide-sunshine

Thank you for reading this and my stories!

Love,

Maggie xoxo ♥♥♥

You in my bed - Rozdział 4

*Harry*

Mijały kolejne minuty ciszy, a on wciąż nic nie mówił. Patrzeliśmy sobie w oczy, odkąd tu przyszedł. Trudno było rozgryźć, o co mu chodzi. Zayn należał do tego grona osób, które potrafią się idealnie maskować. O swoich uczuciach mówił rzadko, naprawdę sporadycznie mówił, co go gryzie w danym momencie. Jedynie Liam go zawsze przycisnął i jemu powiedział wszystko. Miał on podejście do wszystkich, to trzeba było przyznać. Zawsze martwił się o nas. Nawet bardziej niż nasze rodziny. Nas… Nie, nie martwił się JUŻ o nas, teraz już tylko o pozostałych członków zespołu. Ja obchodziłem go tyle co zeszłoroczny śnieg. Pasowało mi to. Nie musiałem mu się ze wszystkiego tłumaczyć i mogłem zatrzymać dla siebie, co mnie boli. Jednak nie ukrywałem przed sobą, że tęskniłem za tym. Chyba każdy lubi, jak ktoś się o niego pomartwi. To ciągłe wypytywanie “Co się dzieje?”, w odpowiedzi “Nic, naprawdę”, a później “Ale powiedz, co cię dręczy”. I tak długo tego wysłuchujesz, dopóki sam doznasz satysfakcji z tego, że ktoś wypytuje o twoje problemy i mówisz mu, jak to jest źle.

Keep reading

You in my bed - Rozdział 6

*Harry*

Gapiłem się w to nadające pudło drugą bitą godzinę. Nawet nie miałem siły, by podnieść swoje cztery litery i zapalić światło. Ponoć oglądanie po ciemku szkodzi wzrokowi. Puściłem tą wiadomość mimo chodem i nadal próbowałem skupić się na jakiejś dennej komedii romantycznej z banalnym zakończeniem. Półtora godzinna historia o facecie, który miał pecha do kobiet. “Summer? Poważnie jej imię to Summer?”, spytałem siebie w pierwszym minutach. “A kolejna to co, będzie Autumn?”, dodałem chwilę przed koniec.

I naprawdę miałem ochotę sobie uścisnąć dłoń, kiedy w ostatniej scenie główny bohater poznaje cudowną dziewczynę, równie piękną co Summer i o równie niezwykłym imieniu, a mianowicie Autumn.

Próbując jak najszybciej zapomnieć o tej najgorszej w moim życiu obejrzanej komedii romantycznej, pokręciłem jedynie z politowaniem głową. Dochodziła godzina jedenasta w nocy. Niall siedział już dawno u siebie w pokoju, Liam pojechał do Danielle, Louis siedzi u Eleanor, a Zayn od dwóch dni w Bradford.

- Nienawidzę jej! - usłyszałem krzyk, a zaraz równie głośne trzaśnięcie drzwiami frontowymi.

Lou wparował do salonu niemalże w ułamku sekundy. Zaczął nerwowo chodzić po pokoju, w tą i we w tą. Machał rękoma, jak histeryk w zaawansowanym stadium swojej choroby. Już chciałem się zapytać, co się stało, gdy on zaczął monolog:

- Nienawidzę jej! - powtórzył. - Dziwka, pierdolona suka. Gdyby nie ja, nikt by jej nie zauważył. Kim ona tak naprawdę była? Nikim. Modelka od siedmiu boleści. “Louis, to koniec. Ja cie już nie kocham” - powiedział piskliwym tonem, ale zaraz znów wrócił do swojej barwy - Nigdy bym nie pomyślał, że ona może taka być. Wydawała się taka bezbronna, niewinna, słodziutka, milutka. Dawałem jej wszystko, nawet o nic nie musiała prosić. Zabierałam na zakupy, romantyczne kolacyjki, a co mam w zamian?! Nic. Zero. Puściła się z jakimś fotografem. Ponoć to przez to, że po zdjęciach z cała ekipą poszła na imprezę, a on się do niej dobierał. Ale to i tak nie zmienia faktu, że mnie zdradziła. A przecież ja bym jej nigdy… - nie dokończył.

Keep reading