warszaffka

Wyleczcie znieczulicę.

Piszę to, bo jestem zła. Jak zwykle zresztą. Tak sobie, o, weszłam, wyleję gniew i wrócę do normalnego życia.

Jakiś czas temu zdarzyła mi się pewna historia i tak nagle dzisiaj mi się przypomniała i stwierdziłam, że o niej napiszę.

Już pewnie wszyscy się domyślili, że jestem dość związana z Warszawą. Mieszkam poza nią, ale chodzę tu do szkoły, robię zakupy, moja babci tu mieszka itd. Moje liceum jest w dość dobrym miejscu jeśli chodzi o komunikację. A pisząc “dobrym” mam na myśli, że jest zajebiście dobre - pociągi, tramwaje, autobusy (kiedyś prawie mnie taki zabił), metro, helikopter, łódź podwodna i aeroplan. 

No to przechodząc do opowieści. Wracałam sobie kiedyś szczęśliwa do domu, bo odwołali nam ostatnią lekcję. Doszłam na przystanek tramwajowy i czekam. Mignęła mi gdzieś jakaś roześmiana grupka dzieci w podstawówkowo-gimnazjalnym wieku. Pomyślałam sobie, że mają fajnie, bo wracają razem, a ja sterczę sama, bo nikt nie jedzie tam gdzie ja. I przyjechał jakiś tramwaj, grupka się wpakowała, tylko jeden chłopak, który wchodził ostatni, nie zdążył. Przebiegł kawałek za tramwajem i uderzył kilka razy w drzwi, ale on sobie pojechał. “Kurcze, szkoda, teraz zostanie sam, jak oni sobie pojechali”. Ale on zrobił coś dziwnego. Potrzebuję do tego obrazka.

Stanął w miejscu oznaczonym 1, oparł się barierkę i patrzył się za tym tramwajem. I było w nim coś, co dawało znać, że jest zdenerwowany. No to co ja zrobiłam? Z miejsca 3 przedreptałam do 1, zapytałam się go czy wszystko okej, on się odwrócił i okazało się, że PŁAKAŁ. Poratowałam chusteczką i po chwili rozmowy wyszło, że jest z jakiejś szkoły poza miastem, ma na imię (załóżmy) Adam, ta grupka to była jego klasa, przyjechali na wycieczkę na wystawę, on nie zdążył wsiąść i nie ma telefonu. I ogólnie był przerażony. No to powiedziałam, że spokojnie, pewnie już na niego czekają na następnym przystanku. Wsiedliśmy w tramwaj i wysiedliśmy na kolejnej stacji. Adam chciał kupić bilet u motorniczego, ale się okazało, że mu brakuje jakiś 10 groszy. No to zebrał wszystkie drobniaki, które już wrzucił do tej miseczki na pieniądze i stanął obok mnie. 

Patrzyło się wtedy na nas jakiś dwóch chłopaków i na początku byli tylko tacy “wtf?”. Ja jeszcze go trochę uspokajałam, mówiłam że na pewno już na niego czekają i że ma się nie denerwować. I dosłownie widziałam ten moment, w którym im zaskoczyło co się stało i tylko się tak spojrzeli na siebie, potem powiedzieli, że Adam zostawił jeszcze 20 groszy w tej miseczce, a potem nas przepuścili w drzwiach, mimo że też wysiadali na tym przystanku co my. I właśnie dlatego nie wierzę w zepsutą młodzież. I jeśli znacie kogoś, kto wierzy, to mu to opowiedzcie.  

No ale wracając. Moja nadzieja w zorganizowanie grupki legła w gruzach, bo okazało się, że nie czekał nikt z jego wycieczki. No to troszkę panika, bo o co chodzi. Ta grupka była malutka, jak mogli nie zauważyć, że jedno dziecko zostało i z nimi nie wsiadło. Wypytałam go jeszcze czy nie zna numeru telefonu do żadnego kolegi czy coś. Ale nie. No to (DZIĘKI CI XXI WIEKU) wpisałam w internet jego szkołę, znalazłam numer do sekretariatu i zadzwoniłam. Pani zapisała sobie mój numer i powiedziała, że opiekunka wycieczki zaraz do mnie zadzwoni. Zadzwoniła. Dowiedziała się gdzie jesteśmy i powiedziała, że już się wracają. Było wtedy jakoś zimno, a chłopak był ubrany tylko w koszulkę i bluzę. Z trzy razy się go zapytałam czy na pewno mu nie zimno bo trochę sobie poczekaliśmy. Dołożyłam mu te 10 groszy do biletu i w końcu przyjechali. Podeszła do mnie ich opiekunka i moja przestrzeń osobista znikła, bo zostałam zamknięta w uścisku. Podziękowała i chyba powiedziała, że uratowałam jej życie. Odpowiedziałam, że naprawdę nie ma za co. No i pojechali. Tym razem wszyscy. A ja wróciłam do domu w lekkim szoku, bo… No chyba nie muszę tłumaczyć.

Ach, i na moim pięknym rysunku zaznaczyłam coś dwójką. To miejsce, gdzie siedziała jakaś dorosła pani, patrzyła się na Adama i nic nie zrobiła. Jeszcze przechodząc obok niej zostałam obdarowana zdziwionym spojrzeniem. Niesamowite.

No to tyle. Błagam, nie bądźcie znieczuleni, bo to co się stało Adamowi mogło się zdarzyć absolutnie każdemu (weźcie pod uwagę też wasze przyszłe dzieci). Ja sama kilka razy zgubiłam się w Warszawie, a mam z nią do czynienia od urodzenia. I sama czasem mam ochotę żeby mi ktoś pomógł, bo naprawdę nie wiem co mam robić.

Nic mnie to nie kosztowało (no może poza 10 groszami, ale BŁAGAM), uczucie fajne, a chłopak wrócił bezpiecznie do domu.

I jeszcze jedno. DO KURWY NĘDZY, PANIE MOTORNICZY, CZY TAK CIĘŻKO JEST SPOJRZEĆ W LUSTERKO CZY WSZYSCY WSIEDLI. ZAMKNĄŁ MU PAN DRZWI DOSŁOWNIE PRZED NOSEM, ON JUŻ MIAŁ WSIADAĆ I NAGLE PAN ODJECHAŁ. CHUJ PANU W DUPĘ.