w weronie

What a Christmas Coincidence | Larry One Shot

Tytuł: What a Christmas Coincidence (Cóż za Świąteczny Zbieg Okoliczności)

Autorka: sherriane

Banner: świetna robota Mini, serdecznie dziękuję!

Ilość słów: 10 104

Opis: - Och, stul dziób. Jest tak zapracowany, że sam domyśliłem się, iż po prostu… najzwyczajniej w świecie potrzebuje dobrego odpoczynku. – Uśmiechnął się promiennie i zanim zaspokoił ciekawość wchodzącej mu już niemal na głowę trójki, sięgnął jeszcze po swój kubek i siorbnął cicho, biorąc chyba najdłuższego łyka gorącej czekolady całego wieczoru. Oblizał wargi i spokojnie odstawił naczynie. – Kupiłem mu małe wakacje w Weronie.

Albo po prostu świąteczne AU, w którym Louis i Harry są małżeństwem, jednak za nic w świecie nie mogą zrozumieć, co tak bardzo spodobało im się w sobie nawzajem, gdy byli nastolatkami. Louis, aby tylko pozbyć się Harry’ego z domu, w ramach świątecznego prezentu kupuje mu lot i trzydniowy pobyt w Weronie - mieście Romea i Julii. Nie jest świadomy, że jego mąż przygotował dla niego dokładnie taką samą niespodziankę. Prawdą może okazać się to, że ten głupi zbieg okoliczności pomoże im zakochać się w sobie… na nowo.

Od autorki: W ostatniej chwili zaczęłam pisać i chyba w ostatniej chwili publikuję… Generalnie są jeszcze święta! A akcja dzieje się w znacznej większości po Wigilii, więc uznałam, że będzie to z mojej strony jeszcze dopuszczalne. Bardzo chciałam to już zrealizować, gdy zaczęłam, no i… swojej opinii na wszelki wypadek nie zostawiam, żeby nie zniechęcać :D Serdecznie zapraszam do czytania i będę wdzięczna za Waszą ocenę - bo ja już sama nic nie wiem :P Mam nadzieję, że spędziliście cudowne święta :) xx


Na ulicach wcale nie było mrozu, a śnieg już nie prószył . Niewielka jego część widoczna była na chodnikach, jezdnia nie była tylko i wyłącznie jedną wielką pluchą, z kolei światła… one rozświetlały każdy ogromny plac, a jednocześnie każdy najmniejszy zakamarek. Potrafiły sprawić, że od zawsze ponury róg ulicy, którą Louis aktualnie spieszył się na spotkanie, w tym akurat okresie mienił się każdym kolorem tęczy.

Hah, tęcza.

Typowy odgłos dzwoneczka i spory, chłodny powiew wiatru, który wpadł do lokalu razem z szatynem, naprawdę musiał świadczyć o tym, że był spóźniony. Czy był? W najgorszym wypadku z pół godziny.

Keep reading