w centrum uwagi

Ona cała była sprzecznością i grą pozorów. Miała 20 lat, ale ciało i urodę dziecka. Tak też się zachowywała. Była bezpośrednia, śmiała się głośno i lubiła być w centrum uwagi. Maskę dziecka zrzucała szybko. Uwielbiała melanże do białego rana i jeszcze dłużej, chlała więcej od niejednego menela i wciągała tyle prochów, że potem ścigała się z tramwajami. Potrafiła do siebie przyciągnąć. Hipnotyzowała. Miała to coś, co chyba chciały mieć w sobie te plastikowe lale. Była dziewczynką i suką w jednym. Umiała w sobie rozkochać, ale jej miłość nigdy nie była zaspokajająca, bo ona już miała swoje miłości – wódkę i fetę. Zdawała się taka prawdziwa, jednak przy niej wszystko stawało się nierzeczywiste. Nie dało się z nią  wytrzymać. Wkurwiała tak, że rozerwałoby się ją na strzępy. Uzależniała, jak te prochy i wóda. Odchodziła, kiedy chciała. Nie przychodziła, gdy się jej pragnęło. Była obok, kiedy nie mogło się na nią patrzeć. Uśmiechała się słodko i umiała uderzyć bez mrugnięcia okiem. Sama siebie chyba kochała i nienawidziła.
—  własne/06.04.2017

anonymous asked:

Patrycja

Siedziałam z nia w ławce 3 lata i to były moje najgorsze 3 lata w życiu XDD mała, wredna blondyna, fałszywa jak nie wiem, roztrzepana, wszędzie jej pełno i lubi być w centrum uwagi 👅

Wear it like a crown - część 2.2

Nika: Hej :) Przepraszam Was bardzo za to małe opóźnienie, ale wczoraj  przyjechałam do Poznania późno wieczorem, a dzisiaj długo siedziałam na uczelni i dopiero przed chwilą weszłam do mieszkania :)

Enjoy! :D



James Corden miał przy sobie broń.

Mimo że była ukryta pod kurtką mężczyzny, Harry zauważył ją, kiedy James prowadził ich do sali konferencyjnej. Jego zespół zwarł szyki w tym samym momencie, gdy Johnson chciał ustawić się przed drzwiami. Minęło kilka chwil niezdecydowania, ciężkich jak te ogłuszające, pulsujące bicie serca, które czasami pojawia się w filmach.

Następnie Johnson powiedział – Harry, będę na zewnątrz, jak zwykle. Dobrze? – Jego lewe oko drgnęło nerwowo.

Harry zmusił się, by szybko odwrócić wzrok. – Chodź z nami. – Nie poznał własnego głosu.

Boże, nie miał najmniejszej ochoty brać w tym udziału. Ponadto, czy James miał w ogóle pozwolenie na broń? Harry słyszał plotki o ich niekonwencjonalnych metodach pracy, coś o znajomościach w wyższych instancjach, które doprowadziły do pewnego rodzaju swobody w pewnych kwestiach.

Keep reading

33 sceny z życia

Tytuł: 33 sceny z życia

Pairing: Larry

Opis:

Zatrzymaj się w miejscu, weź głęboki oddech i… żyj. 

Inspiracja: rozmowa z Dominiką  i Moniką oraz wiadomość od Pauliny

Beta: Monika

Od Autorki: Pomysł na tą historię pojawił się nagle i po prostu musiałam to napisać. Mam nadzieję, że chociaż komuś się spodoba:) 

Banner:  Ania

~~~~~~~~~~~~

 

1.

Czasami siedzisz i zastanawiasz się dlaczego to wszystko spotyka właśnie Ciebie, co zrobiłeś nie tak w swoim poprzednim wcieleniu, że teraz wszechświat mści się i zsyła na Ciebie samo zło i okropieństwo. Po chwili orientujesz się, że w zasadzie może nie zrobiłeś niczego złego, bo przecież nie jesteś kimś znaczącym i czasami po prostu każdemu przytrafiają się złe rzeczy, nawet tym najwspanialszym ludziom, których twarze znajdują się na okładkach tandetnych czasopism. A ty jesteś zwykłym chłopakiem z Doncaster, który ma swoje nastoletnie marzenia, które pewnie nigdy się nie spełnią, bo nie wyróżniasz się niczym na tle chociażby swojego rodzeństwa, które z dnia na dzień przytłacza cię coraz bardziej. Jesteś nikim, powtarzasz sobie te słowa, bo wtedy porażka boli mniej i żal odchodzi znacznie szybciej. Już nie pamiętasz kiedy czułeś, że masz kogoś uwagę skupioną tylko na sobie, zapominasz jak to było, gdy mama spędzała z Tobą czas i była tylko dla Ciebie chociażby przez chwilę, a tak przecież masz dziewczynę prawda? No tak masz dziewczynę, powinieneś być szczęśliwy… właśnie powinieneś.

Keep reading

Rozdział pierwszy; Sing It When You're Winning; polskie tłumaczenie

Harry spóźnił się do biura o piętnaście minut w dzień, w którym Louis Tomlinson wyjawił, że jest gejem.

Albo, innymi słowy, opowiadanie, w którym Harry jest stale źle wynagradzanym stażystą w redakcji magazynu, a Louis pierwszym piłkarzem gejem w Premier League, i wygląda na to, że wcale się nie potrzebują.

Notka od tłumaczki: Postanowiłam zająć się czymś lżejszym, dla odmiany. Mam nadzieję, że nowe ff Wam się spodoba. Enjoy. :) xx

Rozdział pierwszy:

Keep reading

Young & Beautiful - Rozdział XVI

Opis: Louis, ku swojemu przerażeniu, uczęszcza do elitarnego uniwersytetu, gdzie imię Zayn Malik coś oznacza, Niall Horan nie przestaje gadać, wszędzie stoją fortepiany, a Harry Styles, jedyny syn uzależnionego od narkotyków, psychicznie chorego, byłego rockmana, ma perfekcyjny uśmiech i pozbawione emocji oczy.

Autorka: Claire

Zgoda na tłumaczenie: Oczywiście jest!

Link do oryginału: Kliknij tutaj

Keep reading

O,  jest was tu już 14 000 ♥

Ja siedzę w domu chora i przynajmniej mam w końcu czas na czytanie (dlatego was tak wczoraj zarzuciłam cytatami Federico Moccia - jest absolutnie genialny!). Zastanawiałam się ostatnio nad typami czytelników i doszłam do wniosku, że jestem jednym z dziwniejszych. Podczas czytania książki, kiedy dojdę już do etapu dokładnego poznania relacji między bohaterami, nie mogąc doczekać się zakończenia, całe je czytam i dopiero potem wracam, aby dowiedzieć się jak do tego doszło. Zrobiłam tak już z ogromną ilością książek i wbrew pozorom, niczego mi to nie psuje. Wręcz przeciwnie, pomaga mi spojrzeć na bohaterów z dwóch różnych stron. Jestem jedyna czy ktoś z was też tak ma? :)

Przy okazji dziękuję wam również za wasze wsparcie i obecność, bo polskie-zdania zostały docenione i znalazły się w zakładce Książki w ‘W centrum uwagi’ wraz z moim opisem i zdjęciem! Dziękuję! ♥♥♥

Kochani, na nowy rok: przede wszystkim siły. Nie poddawać się, nie wolno!

Buziaki i dobrego tygodnia. :)

Marta

3

Z wielką radością odebrałam e-maila od polskiej ekipy tumblra, która poinformowała mnie o chęci zamieszczenia mojego bloga w zakładce tumblra “w centrum uwagi” (można ją znaleźć [tutaj].), a dokładnie w sekcji “telewizja”.

Cóż mogę powiedzieć.. wyrażenie “podążaj śladami światowych twórców” niesamowicie mnie pokrzepiło i uszczęśliwiło :-) Cieszę się, że zostałam zauważona. Dziękuję Wam! Znajdować się wśród blogów światowej sławy jak “BBC One”, doprawdy..! ~Sh.

Drodzy czytelnicy

Dostąpiłam wątpliwego zaszczytu znalezienia się wśród promowanej przez Tumblr grupy blogerów piszących o sporcie po polsku. W rezultacie w ciągu kilku dni liczba moich obserwatorów wzrosła o jakieś 3592%. Jestem wprost wniebowzięta, tym bardziej, że 99,99% z nich to tzw. spam blogi, czyli blogi, które w mojej ocenie nie mają żadnego logicznego prawa istnienia, aczkolwiek są i zaśmiecają moją listę obserwatorów nic do niej nie wnosząc.

Owszem, dopuszczam na przykład możliwość, że niektóre z nich mogą być po prostu założone w celu samego w sobie obserwowania innych i nieangażowania się w aktywny udział w postaci tworzenia własnych notek, ale sądzę, że to i tak jest nie w porządku. Wolałabym, aby tacy blogerzy tak czy inaczej dali mi znak swojego życia, jako dowód na to, że nie są zaprogramowani :).

Osobiście zależy mi na tym, by wiedzieć, kto i dlaczego obserwuje mój blog. Dlatego nie rozumiem też na przykład dlaczego robią to osoby, które na pierwszy rzut oka nie znają polskiego. Kiedyś przez moment rozważałam pisanie bloga po angielsku, ale stwierdziłam, że po pierwsze nie byłabym stanie przekazać wszystkiego, bo nie pozwalałby mi na to poziom mojej znajomości języka, po drugie znając dogłębnie przypadki języków białoruskiego i ukraińskiego, jestem szczególnie wyczulona na punkcie używania własnego języka ojczystego i rozwijania umiejętności władania przede wszystkim nim. 

Aczkolwiek rozumiem jeszcze w kilku innych językach, więc nie obrażę się, jeśli ktoś napisze mi wiadomość po angielsku, rosyjsku, ukraińsku, białorusku, a nawet włosku i hiszpańsku :).

Dziękuję za uwagę.

Birds in Gilded Cages - Rozdział 7

Tytuł i link do oryginału: Birds in Gilded Cages

Autor: Graveyardwitch

Zgoda: jak najbardziej obecna

Pairing: Larry Stylinson

Rating: +18 (!!!)

Tłumaczenie: Agreed

Opis:

W Londynie znajduje się hotel, gdzie piękni, młodzi mężczyźni i kobiety trzymani są jak ptaki w złotej klatce, jak więźniowie, których obowiązkiem jest spełnianie twych najskrytszych, najmroczniejszych pragnień…  

Będąc uprowadzonym jako nastolatek, Harry Styles został zmuszony przez diabolicznego Pana Cowella do uprawiania prostytucji wśród kręgów najwyższej elity. Louis Tomlinson ma w przyszłości przejąć korporację swojego ojca oraz odziedziczyć wielomilionową fortunę…. mimo to jest głęboko nieszczęśliwy i zaręczony z kobietą, której nie kocha. Kiedy poznają się na przyjęciu, między nimi zaczyna iskrzyć - rozpoczynają pasjonujący, niebezpieczny związek… Ale czy to może być prawdziwa miłość, jeśli jeden z nich dostaje zapłatę? I czy Louisowi kiedykolwiek uda się uratować Harry'ego z hotelu Klatka Dla Ptaków?

Ostrzeżenie: historia opowiada o prostytucji, więc będzie zawierała TONĘ seksu. One Direction nie należy do mnie, itd., itp. Shippuję Larry'ego, ale nie obchodzi mnie, czy jest prawdziwy, po prostu lubię czytać i pisać fanfiction.

Za nagłówek dziękuję serdecznie niezastąpionej Ani!

***

Rozdział 7 - Od Porno do Szekspira

Mijał tydzień od ich spotkania i Louis wiedział już, że to, co czuł do Harry'ego, nie było… miłością. Nie mogło nią być… prawda? Nie, przypominało raczej słodkie uzależnienie, nieustające pragnienie, które udawało mu się ugasić jedynie w samotności za biurkiem, na tylnym siedzeniu prowadzonego przez szofera samochodu lub leżąc w łóżku. Tylko w takich chwilach mógł pogrążyć się we wspomnieniach, jakie pozostawił dotyk włosów Harry'ego pomiędzy palcami, smak jego ust, szelmowski uśmiech, to, jak wyglądał podczas szczytowania z głową odrzuconą do tyłu i mocno zaciśniętymi oczami, a wydany przez niego dźwięk… Najznamienitszy lament. Czasem pozwalał sobie nawet śnić na jawie o istnieniu alternatywnej rzeczywistości, w której byli zwyczajną parą, zajmującą się codziennymi rzeczami jak robienie zakupów, wspólne gotowanie posiłków, chodzenie do kina… Gdyby tylko mógł skryć się na zawsze w tym wyimaginowanym świecie. Ale coś zawsze przywracało go do rzeczywistości: wibracje interkomu albo połączenie od Eleanor, trajkoczącej o nowym miejscu na wesele. Przynajmniej bycie po drugiej stronie słuchawki telefonu z Nowego Jorku sprawiało, że bez trudu mógł udawać zainteresowanego. Mimo wszystko, bez względu na to, jak słodkie jego wspomnienia i sny były, tuż po nich zawsze następowała fala rozdzierających, wywołujących mdłości wyrzutów sumienia. Nie tylko ze względu na Eleanor, ale również dlatego, iż szatyn był całkiem pewny, że wyzyskiwano Harry'ego, a on to wspierał poprzez wykupywanie z nim spotkania… Mimo to wciąż chciał zarezerwować go ponownie, bardziej niż cokolwiek innego. Mógł winić tylko siebie, nikogo innego… Gdyby nie był tak okropną, samolubną, skrzywioną osobą, wtedy żaden z nich by nie cierpiał. Dlatego właśnie musiał wymierzyć sobie karę…

Podniósł ramię i powoli przejechał żyletką w poprzek ciała. Szkarłatna krew skapnęła na śnieżnobiałą pościel. Z bólu zassał powietrze do płuc.

Niespodziewanie drzwi za jego plecami otworzyły się.

Keep reading

Web Of Lies - rozdział siedemnasty

Tytuł: Web Of Lies (Sieć Kłamstw)

Autorka: Morgan

Link do oryginału: http://sometimesitshardtograsp.tumblr.com/post/15294221512/web-of-lies-chapter-seventeen

Fabuła: Harry miał dwie, stosunkowo dobrze strzeżone tajemnice w swoim życiu. Jednak sporo namieszał, pozwalając tym dwóm tajemnicom spleść się ze sobą . I teraz, gdy ktoś pozna pierwszy sekret, sieć kłamstw zacznie się rozplatać.

Historia zawiera sceny dotyczące samookaleczenia się, które mogą być kontrowersyjnym tematem dla niektórych osób. Jeśli ty lub ktoś kogo kochasz cierpi na to, proszę, szukaj pomocy.

Połączenie: Harry Styles & Louis Tomlinson (Larry Stylinson)

Od tłumaczki: Tak jak obiecałam, dodaję rozdział. Naprawdę się starałam, więc mam nadzieję, że nie ma większych błędów xx

***

Rozdział 17

W klubie było za głośno, by Louis mógł swobodnie pogadać z Zaynem, jednak to nie wydawało sie mieć znaczenia, ponieważ, tak czy tak, Mulat nie był zbytnio skory do rozmowy. Pomysł, który był absolutnie genialny w głowie Louisa, ani trochę nie wypalił.

Keep reading

Przyjaciel z boybandu [ONE SHOT] larry nouis

Witajcie misie!

Obiecałam i oto jest nowy shot. Mam nadzieję, że wam się spodoba, bo naprawdę dobrze się bawiłam pisząc je.

Nie przedłużając zapraszam :)




Z Niallem znałem się od zawsze. Byliśmy nierozłączni i traktowałem go, jak brata, którego nigdy nie miałem. Nikogo nie dziwiło więc, że zdecydowaliśmy się pójść do tej samej szkoły. Obaj marzyliśmy o wielkiej sławie i morzu piszczących na nasz widok dziewczyn. Choć tak naprawdę nigdy nie traktowaliśmy tych marzeń poważnie. Ot tak naoglądaliśmy się X-Factora i uznaliśmy, że fajnie byłoby żyć takim życiem. Od czasu do czasu przysiadaliśmy w moim garażu - Niall brzdąkał na gitarze, a ja próbowałem śpiewać. Nic wielkiego, naprawdę. Robiliśmy to, bo sprawiało nam przyjemność. Nigdy nie sądziłem, że to może zaprowadzić nas gdzieś dalej.
Nie, nie zrobiliśmy kariery i nie, nie mieliśmy morza piszczących fanek. Sądzę, że nie mieliśmy nawet jednej piszczącej fanki (moje siostry zwyczajnie się nie liczyły), ale poszliśmy o krok dalej zaczynając nagrywać filmiki i wrzucając je do sieci. Niall wciąż powtarzał, że youtube to najszybsza droga do sławy („w końcu Justin Bieber się w ten sposób wybił”), ale miałem co do tego mieszane uczucia. Mimo całej mojej miłości do przyjaciela nie sądziłem, że zajdziemy gdzieś dalej niż poza mój garaż. Owszem udzielaliśmy się społecznie. Nie było takiego wydarzenia w szkole, w którym nie wzięlibyśmy udziału. Nierozłączny duet - Niall i Louis. Nasze mamy śmiały się, że naszą przyjaźnią odstraszamy wszystkie potencjalne kandydatki na ich synowe, ale nie przejmowaliśmy się tym. Jeśli dziewczyna nie mogła zaakceptować naszej przyjaźni to nie była warta zachodu.

Nigdy nie rozmawialiśmy o tym, ale wydaje mi się, że Niall wiedział, że jestem gejem zanim ja sam zdałem sobie z tego sprawę. Po prostu tak było i to naprawdę wiele ułatwiało. Wiedziałem, że gdy zdecyduję się powiedzieć mamie to on będzie obok, by zapewnić mnie, że to nic złego. Że miłość nie jest zła i nie ma znaczenia kogo nią obdarzamy. A ja na nowo czułem się dobrze ze samym sobą.




Siedzieliśmy w moim salonie oglądając powtórki jakiegoś serialu. Nie przepadałem za nim, ale Niall był fanem, choć nigdy otwarcie się do tego nie przyznał, bo to „zbyt babskie”. Wakacje zbliżały się wielkimi krokami, a tym samym koniec roku. Dla nas był to przełom. Miałem skończyć szkołę i pójść na studia. Sam. Bez Nialla, któremu został jeszcze rok zanim do mnie dołączy. Nigdy tak naprawdę o tym nie rozmawialiśmy. To było oczywiste, że dołączy do mnie bez względu na to, jaką uczelnię wybiorę. Nierozłączni. Nawet nie próbowałem sobie wyobrażać, że mogłoby się stać inaczej.

- Te wakacje będą do dupy – marudził Niall spoglądając na mnie znad miski z popcornem, którym się objadał.
- Czemu? - zapytałem bojąc się usłyszeć odpowiedź. W głębi duszy chciałem, by rok, który spędzimy osobno przeminął, jak najszybciej.
- To nasza ostatnia szansa na spróbowanie swoich szans w X-Factorze, a te głupie gnojki nie chcą zrobić castingu w pobliżu naszej miejscowości. Nie sądzę, by nasze mamy były zachwycone wycieczką do Londynu.
- Pewnie nie – przyznałem mu rację milknąc na chwilę. Wiedziałem, jak wiele to dla niego znaczyło. On traktował tą całą sprawę z karierą poważnie. Zawzięcie ćwiczył grę na gitarze i nawet słyszałem parę razy, jak próbował śpiewać. Udział w castingu byłby spełnieniem jego marzeń bez względu na to czy przeszlibyśmy dalej czy nie. A skoro i tak miałem od września zamieszkać w Londynie to czemu by nie spróbować?
- Lou? Halo ziemia do Lou. Jesteś tu stary?
- Tak wybacz. Zamyśliłem się. Wiesz już, co zaśpiewamy?
- My? Śpiewamy? W sensie, że razem? Lou o boże nie mówisz poważnie.
- Jak najbardziej. W końcu to nasza ostatnia szansa, a ja i tak muszę dostarczyć do uczelni papiery, więc upieczemy dwie pieczenie przy jednym ogniu.

Nie zdołałem dodać nic więcej, bo wybuch radości mojego blond przyjaciela był tak duży, że dosłownie rzucił mnie na kolana. Śmiejąc się z dzikiego tańca szczęścia próbowałem sobie wyobrazić, czy ta próba coś zmieni. Czy Niall jeszcze bardziej się nakręci? A może to sprawi, że sobie odpuści uznając, że to nie jest dla niego? Choć nie sądzę, by taka opcja wchodziła w grę. Odkąd pamiętam marzył o wielkiej scenie i tłumach. To było coś, do czego został stworzony.



Dzień przesłuchania nadszedł szybciej, niż bym tego chciał. Wcale nie czułem się gotowy. Niby mnóstwo razy występowaliśmy przed publicznością (nie tak dużą, która może zadecydować o naszym dalszym życiu), ale mimo wszystko bałem się, jak cholera. Niall z kolei był kulką energii, która w każdej chwili mogła eksplodować. Odnalazł się w tej sytuacji zupełnie, jakby był do tego stworzony. Nie minęło pięć minut, a otaczał go tłum ludzi chętnych, by z nim pośpiewać. Więc siedział na schodach grając na swojej wysłużonej gitarze i zabawiając tłum. Przyglądając mu się z boku zrozumiałem, że to jest coś, czym chciał żyć Niall. To był jego świat. Kochał być w centrum uwagi. Owszem, ja też nie miałem z tym problemów i nie pogardziłbym życiem w świetle reflektorów, ale cóż. Mój świat nie zawali się, jeśli mi się nie uda.


Myślę, że mogliśmy rzucić jury na kolana. Mogliśmy im pokazać, że zasługujemy na szansę. Mogliśmy, ale… Nie udało się. Chciałbym zwalić winę na źle dobraną piosenkę, ale zdaję sobie sprawę, że to wyłącznie ja. Trema zjadła mnie żywcem, a myśl, że od jednego słowa padającego z ust siedzących przede mną ludzi zależą moje dalsze losy ścisnęła mi gardło i w efekcie zepsułem przesłuchanie. Wiem, że Niall nigdy nie będzie mieć do mnie o to pretensji. Był cudownym przyjacielem i cieszyłem się, że go poznałem, ale to była być może jego jedyna szansa, a ja mu ją odebrałem. Pewnie nigdy sobie tego nie wybaczę.

- Daj spokój Lou. Rozumiem. Mnie też zżerały nerwy. Przynajmniej spróbowaliśmy.
- Mogliśmy zajść dalej – mruknąłem pod nosem nie patrząc na niego.
- Widać to nie był nasz czas. Nie przejmuj się. To nie koniec świata. Przecież wiesz, że tak łatwo się nie poddam. A od kiedy posiadam przyjaciela mieszkającego w Londynie przez większość roku otwierają się przede mną nowe możliwości. Wiesz ile castingów odbywa się w stolicy? Dziesiątki. Któryś na pewno będzie przełomowy. Po prostu to nie był ten.

Zaśmiałem się cicho słuchając potoku słów przyjaciela. On naprawdę wierzył, że mu się uda. Zazdrościłem mu tej pewności siebie. Ja po tym castingu nie miałem zamiaru więcej próbować. To, że podobało mi się takie życie nie oznaczało, że byłem do niego stworzony. Chyba pozostanę przy cichym obserwowaniu innych, jak żyją swoim „amerykańskim snem”.




Te kilka tygodni dzielących mnie od wyprowadzki do Londynu minęło bardzo szybko. Ani się nie obejrzałem, a Niall żegnał się ze mną obiecując, że odwiedzi mnie w najbliższy weekend razem z moją mamą, by zobaczyć, jak się urządziłem i czy daję sobie radę. Ich nadopiekuńczość była całkiem miła. Wiedziałem, że mimo ciągłego narzekania na brak spokoju zatęsknię za domowym rozgardiaszem i Niallem, który bez skrępowania wpadał o każdej porze napastując naszą lodówkę. I będę tęsknił za moimi siostrami. Te małe potwory potrafiły dać się we znaki, ale nie wyobrażałem sobie życia bez nich. Teraz wszystko miało się zmienić, a ja chyba nie czułem się wystarczająco gotowy. Niestety było już za późno na zmianę decyzji. Tak więc stałem w swoim nowym mieszkaniu i nie bardzo wiedziałem, od czego powinienem zacząć. W końcu doszedłem do wniosku, że herbata powinna rozwiązać wszystkie moje problemy, więc zostawiłem torbę w przedpokoju i udałem się do kuchni. W duchu dziękowałem mamie za zadbanie o wyposażenie. Sam byłem marnym zakupowiczem i pewnie skończyłbym bez łyżek albo widelców.



Pierwszy tydzień studiów minął mi na poznawaniu uczelni, studiujących ze mną ludzi i zwiedzaniu Londynu, który chwycił mnie za serce i wiedziałem, że szybko go nie opuszczę. Za dobrze mi tu było. Mimo wszystko nie mogłem doczekać się odwiedzin Nialla i mamy. Blondyn przez cały tydzień zasypywał mnie wiadomościami, w których zapewniał, że umiera z tęsknoty i na tysiąc procent odwiedzi mnie w weekend. Każda z tych wiadomości wywoływała uśmiech na mojej twarzy. Choć studiowało ze mną wielu sympatycznych ludzi, to daleko im było do Nialla. On był jedyny w swoim rodzaju i w duchu zacząłem odliczać dni do końca jego nauki w liceum, by mógł zamieszkać razem ze mną.

Nierozłączni na odległość.




To zabawne, jak szybko mijają dni, gdy ma się jakieś zajęcie. Studia pochłonęły mnie bez reszty. Z trudem znajdowałem czas na wieczorne rozmowy z mamą i sen. Ani się obejrzałem, a pierwszy semestr był już za mną. Zaliczyłem wszystkie egzaminy i mogłem wrócić do domu na zasłużony odpoczynek. Nie mogłem się tego doczekać. Przez cały ten czas tęskniłem za zapachem domu, głośną atmosferą i Niallem. W Londynie mimo wszystko czułem się samotny.


- Lou wrócił! Mamo spójrz to Lou! - wołała od progu Daisy podskakując wokół mnie i wymachując rękoma. Zanim zdążyłem coś powiedzieć dołączyła do niej Phoebe.
- Dziewczynki dajcie mu spokój. Louis ma za sobą długą podróż i zasłużył na odpoczynek.

Choć nie spodobały im się słowa mamy to odpuściły i ze spuszczonymi głowami wróciły do salonu, w którym wcześniej się bawiły. Odetchnąłem wchodząc do kuchni i witając się zresztą rodzeństwa. Do pełni szczęścia brakowało tylko…

- Czyżbyś zapomniał o swoim ulubionym przyjacielu? - głos Nialla poniósł się po korytarzu, a na mojej twarzy momentalnie zagościł uśmiech. Teraz wszystko było na swoim miejscu.
- Nialler jesteś jego jedynym przyjacielem. Myślę, że nigdy o tobie nie zapomni. Raczej zestarzejesz się w jego towarzystwie – powiedziała Lottie śmiejąc się z własnego dowcipu. Pokazałem jej język, bo tak zachowuje się każdy dorosły, starszy, studiujący w Londynie brat po czym skupiłem swoją uwagę na blondynie.
- Opowiadaj, jak minęły ci ostatnie tygodnie, bo praktycznie nie było z tobą kontaktu.
- Wybacz. Masa nauki, egzaminy. Chciałem wszystko pozaliczać i móc tu przyjechać. Poza tym niewiele się działo. A co ty porabiałeś?
- Strasznie się nudziłem, śledziłem wszystkie nowinki o castingach w stolicy, nudziłem się i zasypywałem twoją skrzynkę masą wiadomości.
- Nie umknęło to mojej uwadze – zaśmiałem się kręcąc głową. Dobrze było wrócić do domu.
- I tak jakby odwiedzę cię w marcu. Nie masz nic przeciwko?
- Oczywiście, że nie. Przecież to mieszkanie w połowie należy do ciebie. Szykuje się jakiś casting?
- Tak jakby. One Direction szukają gitarzysty. Uznałem, że warto spróbować. Wiesz, że niespecjalnie ciągnie mnie do śpiewania.
- Czemu wydaje mi się, że powinienem kojarzyć tą nazwę?
- Może dlatego, że Lottie jest ich fanką?
- Chcesz grać w boybandzie? Niall staczasz się. Przecież zespoły, które uwielbia moja siostra są tabu przez duże T.
- Daj spokój Lou. Oni nie są tacy źli. Spodobałaby ci się ich muzyka. Poza tym będę tam tylko grać. To w sumie tylko w połowie bycie w boybandzie, prawda?
- Oszukuj się dalej – powiedziałem kręcąc głową jednak nie dodałem już nic więcej. Wiem, że Niallowi bardzo na tym zależy i powinienem go wspierać tak, jak przystało na najlepszego przyjaciela na świecie, którym oczywiście byłem. Poza tym fajnie byłoby mieć kumpla w zespole, za którym szaleje cały świat. Siostry wreszcie nabrałyby respektu. Albo tylko łudzę się, że tak by było. W każdym razie życzyłem mu, jak najlepiej i nie mogłem się doczekać jego przyjazdu.




- Denerwuję się Lou. A jeśli mi się nie uda? Jeśli mnie wyśmieją i wyrzucą za drzwi zanim w ogóle coś zagram?
- Bredzisz. Niby dlaczego mieliby to zrobić?
- A widziałeś ich? To bardzo gorący, przez duże G, boyband. Nie bez powodu szaleją za nimi tłumy. A ja? Spójrz tylko na mnie. Jeśli liczy się dla nich wygląd to odpadnę na starcie.
- Jeśli liczy się dla nich wygląd to stracą szansę na posiadanie najlepszego gitarzysty na świecie. Poza tym Niall jesteś gorący przez duże G. Nie przyjaźniłbym się z tobą, gdyby było inaczej.
- Dobrze wiedzieć, że tyle dla ciebie znaczę – powiedział zgryźliwie blondyn, jednak wiedziałem, że moje słowa poprawiły mu nastrój. Niall lubił czuć się wyjątkowy w ten sposób, choć nigdy tego nie rozumiałem.



Przesłuchanie trwało od dwóch godzin, a ja koszmarnie się nudziłem. Siedzenie na korytarzu i czekanie, aż Niall łaskawie ruszy swoją dupę z sali nie było idealnym planem na spędzenie soboty. Zwłaszcza, że blondyn wywalił mnie z łóżka bladym świtem byśmy „nie musieli stać w kolejce godzinami”. Zapomniał tylko o tym, że to nie on będzie musiał czekać godzinami. Czasami zastanawiałem się, czy gdyby chodziło o kogokolwiek innego to bym się tak poświęcał. Pewnie nie. Ten rodzaj przyjaźni potrzebuje wielu lat by rozkwitnąć. I naprawdę trudno to zniszczyć, choć nigdy nawet nie próbowaliśmy. Nawet nie pamiętam czy kiedykolwiek się kłóciliśmy.
Minęła kolejna godzina zanim drzwi otworzyły się i wylał się z nich tłum niezbyt szczęśliwie wyglądających ludzi. Próbowałem dostrzec blondyna, ale z marnym skutkiem. Mój niski wzrost po raz kolejny utrudniał mi życie, a ja miałem ochotę warczeć. Pięć centymetrów więcej i nie miałbym na co narzekać. Gdy go wreszcie odnalazłem nie do końca byłem pewien, czego mam oczekiwać. Jego mina nie zdradzała absolutnie nic. Już chciałem zacząć go pocieszać i mówić, jakimi idiotami są ci „gorący chłopcy”, gdy chłopak rzucił się na mnie z piskiem. Nic z tego nie rozumiałem.

- Niall? Wszystko w porządku? Ktoś cię uderzył w głowę?
- Nie dupku. Dostałem się. Przyjęli mnie! Co prawda na razie na okres próbny, ale jeśli się sprawdzę podczas prób i na najbliższym koncercie to ta robota jest moja. Jestem królem tego świata!

Zaśmiałem się cicho w duchu dziękując wszystkim znanym mi bóstwom. Nie miałem wątpliwości, że Niall będzie świetny, a to oznaczało, że od teraz mój najlepszy przyjaciel jest członkiem boybandu. Nie jestem pewien, czy dam radę z tym żyć.




Kilka kolejnych tygodni przeleciało mi przez palce nawet nie wiem kiedy. Niall okupywał moją kanapę, z której zrywał się bladym świtem, by pędzić na próbę i wracał późnym wieczorem kompletnie wyczerpany, ale zadowolony.

- Wpadniesz na nasz występ? - zapytał pewnego wieczora, gdy oglądaliśmy w salonie jakiś film.
- Muszę? Wiesz, jak lubię boybandy.
- Proszę proszę proszę. To mój pierwszy koncert potrzebuję cię tam. Najlepiej za kulisami byś posyłał mi pokrzepiające uśmiechy i trzymał kciuki w górze nawet jeśli będę koszmarny.
- Niall pajacu. Nie jesteś koszmarny i dobrze o tym wiesz. W porządku. Ale będę za kulisami, gdzie nie zobaczą mnie żadne rozwrzeszczane fanki. Nie chcę, by mnie napastowały.
- Jesteś najlepszy!


Zaśmiałem się cicho i ponownie skupiłem się na filmie. Miałem cichą nadzieję, że nie pożałuję tej decyzji. Naprawdę lubiłem swoje nudne, spokojne życie i wcale nie chciałem trafiać na okładki gazet, jako „przyjaciel nowego gitarzysty najgorętszego boybandu na świecie”. Serio taka metka strasznie by mnie zdenerwowała. Ale czego nie robi się dla przyjaciół.


I tak oto stałem za kulisami bacznie obserwowany przez ochronę, która niechętnie mnie wpuściła, gdy wstawił się za mną Niall. Rozglądałem się uważnie wyobrażając sobie siebie w takiej sytuacji. Czy potrafiłbym występować przed tysiącami fanów? Czy wytrzymałbym tą presje? Zawsze uważałem się za silną osobą, ale chyba zdecydowanie za bardzo ceniłem sobie prywatność, by stać się kiedykolwiek osobą publiczną. To wszystko fajnie wygląda z boku, gdy mówi się o cudzym życiu.

- Och nie. Błagam powiedz, że nie jesteś jednym z tych psychicznych fanów, który wykręca się mówiąc, że jest tu dla młodszej siostry.

Aż podskoczyłem słysząc te słowa. Stoję sobie ładnie, spokojnie, nikomu nie wadzę, a i tak ktoś musiał się przyczepić. Odwróciłem się by stanąć twarzą w twarz z jednym z tych „gorących przez duże G chłopców”.

- Przepraszam?
- Słyszałeś. Kto cię tu w ogóle wpuścił?
- Tamten miły ochroniarz. Myślę, że leci na mój tyłek, bo nie spuszcza z niego wzroku – powiedziałem na tyle głośno by owy ochroniarz usłyszał. Speszony odwrócił wzrok mrucząc coś pod nosem.
- To nie jest zabawne.
- Nie? A ja całkiem dobrze się bawię.
- Uff tutaj jesteś. Już się bałem, że mnie wystawisz i zwiejesz. Ooo widzę, że poznałeś już Harry'ego

Niall pojawił się w samą porę. Nigdy nie byłem damą w opresji, ale w tej sytuacji potrzebowałem ratunku tu i teraz. Rzuciłem się przyjacielowi w ramiona i zacząłem szlochać.

- Ni on mi dokucza. Myśli, że jestem jego fanem albo że przyszedłem tu dla siostry. Przecież wiesz, że Lottie nigdy by mnie o coś takiego nie poprosiła. Za bardzo mnie kocha.

Niall wybuchnął śmiechem spoglądając na zaskoczoną minę Harry'ego, który nie do końca rozumiał, co właśnie miało miejsce.

- To ty go znasz? - zapytał niepewnie drapiąc się po głowie.
- Mówiłem ci przecież, że mój przyjaciel wpadnie na występ. Oto on Louis Tomlinson królowa dramatu.
- Dziękuję, dziękuję autografów nie rozdaję – powiedziałem kłaniając się nisko i próbując powstrzymać wybuch śmiechu. Mina tego całego Harry'ego była bezcenna.

Na szczęście przedstawienie musiało dobiec końca, bo za chwilę mieli wyjść na scenę. Niall uściskał mnie jeszcze raz i pokazał miejsce, w którym mam stać i nie ruszać się z niego choćby nie wiem co, bo w przeciwnym razie nie będzie mnie widzieć. Więc stałem sobie grzecznie za kulisami i oglądałem koncert czując się co najmniej dziwnie. Nie, nie stałem się nagle ich wielkim fanem wyznającym im dozgonną miłość. Nie jestem nawet pewien, czy chcę ich lubić. Harry i jego pesymistyczne nastawienie do wszystkiego, co się rusza i ma funkcję mówienia zdecydowanie nie zrobił na mnie dobrego wrażenia. Ale tu nie chodziło o nich. Chodziło o Nialla, który był wspaniały i emanował pozytywną energią. Naprawdę był do tego stworzony. Urodził się, by stać na scenie i cieszyłem się, że miałem w tym swój skromny udział. Że mogłem być tutaj dla niego nawet jeśli ci „gorący przez duże G chłopcy” nie zamierzali mnie polubić.


- Wyjaśnij mi jeszcze raz dlaczego dałem się na to namówić? Bo musiałem być niespełna rozumu, gdy po raz pierwszy zapytałeś.
- Nie dąsaj się Lou. Polubisz ich. A zgodziłeś się, bo mnie kochasz i chcesz cieszyć się razem ze mną moim szczęściem.
- Hmm nie jestem pewny czy wszystko, co powiedziałeś jest prawdą, ale brzmi szlachetnie, więc niech będzie.
- Ahh Lou łaskawcze jak ja ci się odwdzięczę?
- Coś wymyślę, nie martw się o to.

Blondyn zaśmiał się kręcąc głową i pociągnął mnie w stronę windy. Naprawdę nie chciałem imprezować z tym boybandem. Tak naprawdę chciałem mieć z nimi jak najmniej wspólnego, choć przy Niallu to graniczyło z cudem. Zamiast tego jechałem windą do ich apartamentu, w którym mieli świętować pierwszy występ Nialla, który zapewnił mu miejsce w zespole. Przyznaje to uroczę, że tak bardzo go polubili, ale to naprawdę nic trudnego. Nialla nie da się nie kochać. To jedna z tych osób, która wzbudza sympatię samym spojrzeniem.

Serio pójdę do nieba za bycie tak cudownym przyjacielem.

Niepewnie przekroczyłem próg apartamentu, który był większy niż całe moje mieszkanie łącznie z balkonem i klatką schodową. To nie był dobry początek. Stanąłem za Niallem robiąc z niego ludzką tarczę oddzielającą mnie od tego wszechogarniającego przepychu, jaki panował w pomieszczeniu. Serio czułem się tym przytłoczony. Nie mógłbym tak żyć.

- A więc to jest ten wspaniały i niezastąpiony Lou, o którym bez przerwy słuchamy? - zapytał jeden z trójki wspaniałych, który na szczęście nie był Harrym. Loczek zdecydowanie nie był teraz moim ulubieńcem.
- Myślę, że to właśnie ja.
- Skromny, jak zawsze – zaśmiał się Niall klepiąc mnie po plecach i siadając na kanapie.
- Nie krępuj się. My nie gryziemy.
- Tylko oskarżacie o fanostwo. W sumie to nie wiem, co gorsze – mruknąłem zajmując miejsce obok mulata, który wydawał się być najspokojniejszym z nich wszystkich.
- A kto cię o coś takiego posądził? Daj spokój Lou nie możemy być aż tak koszmarni.
- To, że nie jesteście koszmarni nie znaczy, że muszę was lubić. Jestem tu, bo Niall jest moim przyjacielem i to jedyne, co mnie z wami łączy.

Po tych słowach zapadła niezręczna cisza. Wiem, nie zyskam tym ich sympatii, ale wcale o nią nie zabiegałem. Nie musieli mnie lubić tak samo, jak ja nie musiałem lubić ich. Ze względu na Nialla musieli mnie tolerować i tyle.

- Dobra kto ma ochotę na piwo i przekąski? Bo ja padam z głodu – powiedział Niall klaszcząc w dłonie.

Zaśmiałem się cicho. Cały Niall. Jeśli istniało coś, co blondyn kochał bardziej od gitary to było to jedzenie.

Później wszystko potoczyło się tak, jak pewnie powinno być od początku. Piwo i przekąski rozluźniły atmosferę na tyle, że prowadziłem spokojną rozmowę z mulatem, który przedstawił się jako Zayn. Był naprawdę zdziwiony, że nie znam jego imienia. Jak dla mnie to nie było nic niezwykłego. Nie każdy był ich fanem i znał na pamięć biografię, choć pewnie pierwszy raz kogoś takiego spotkał. Nic dziwnego, że tak bardzo starał się utrzymać rozmowę. To musiał być pierwszy raz od dawna, gdy ktoś rozmawiał z nim, a nie z postacią kreowaną przez media. Niedługo później dołączył do nas Liam, którego oczy były wielkie niczym u jakiegoś zwierzęcia. Na ten moment przychodził mi na myśl tylko jelonek Bambi, ale postanowiłem zachować tę informację dla siebie. Z dala od oślepiających fleszy i rozwrzeszczanych fanów byli całkiem sympatyczni, choć nie zamierzałem mówić o tym głośno. Wolałem uchodzić za wroga wszystkich boybandów.



Z ulgą powitałem skromne progi swojego mieszkania. Niemal ucałowałem swoją wytartą kanapę i dziury w dywanie. Moje śliczne, skromne, nieco zaniedbane mieszkanie. Tak bardzo tęskniłem. Naprawdę byłem dumny z Nialla. Osiągnął to, o czym marzył od zawsze i zamierzałem go wspierać, ale to całe życie w świetle reflektorów po prostu nie było dla mnie. Przepych mnie przerażał i wcale nie chciałem się nim otaczać. Może coś było ze mną nie tak, ale od zawsze żyłem skromnie i lubiłem to. Doceniałem wszystko, co mnie otaczało. I tak, byłem cholernie sentymentalny.


Studia pochłonęły mnie bez reszty. Tylko okazjonalne wiadomości od Nialla i mamy przypominały mi, że poza murami uczelni też toczy się życie, co trudno było mi pojąć będąc zakopanym w książkach po sam czubek głowy. I wręcz nie mogłem doczekać się przerwy między semestralnej. Chciałem znowu zaszyć się w swoim starym pokoju słuchając kłócących się bliźniaczek i narzekającej na wszystko Lottie. Tylko Fizzy zawsze była cicha i spokojna. Często siadała razem ze mną w pokoju nasłuchując harmideru, który zawsze panował w domu. Bardzo tego teraz potrzebowałem.





- Jak to jest być przyjacielem sławnego gitarzysty? - zapytała zgryźliwie Lottie.
- Ciebie też miło widzieć Charlotto.
- Nie nazywaj mnie tak.

Poczochrałem ją po włosach za co oberwałem w ramię po czym udałem się do salonu, gdzie reszta rodziny oglądała jakąś komedię.

- Czy nikt już za mną nie tęskni?
- Lou! - zawołały bliźniaczki rzucając się na mnie. Zaśmiałem się cicho tuląc je do siebie. Był w domu.
- Co u Nialla skarbie? Jak on sobie radzi?
- Jest do tego stworzony mamo. Urodził się by być na scenie.
- Kiedy ruszają w trasę?
- Za miesiąc.
- Jak sobie radzisz?
- Mamo mój przyjaciel jest w boybandzie to nie koniec świata. Choć w sumie…

Mama tylko zaśmiała się i poszła do kuchni przygotować kolację.



Posiadanie przyjaciela w boybandzie nie było takie złe dopóki nie stał się rozpoznawalny. Nagle wychodzenie z nim na kawę do pobliskiej kawiarni było niewykonalne. Wystarczyło, że wyszliśmy na ulicę, a otaczali nas paparazzie. Naprawdę tego nie potrzebowałem. Nie chciałem być na okładkach jako „tajemniczy przyjaciel nowego gitarzysty 1D”. Nie byłem tajemniczy do cholery. Mam na imię Louis i do diabła miałem dość.

- Niall jak ty sobie z tym radzisz?
- Po prostu na ogół ich ignoruję. Jak się nie reaguje to odpuszczają. Harry mówi, że najlepiej robić swoje i unikać gazet, w których zawsze piszą bzdury.
- Brzmi rozsądnie. Nie spodziewałem się tego po nim.
- Bo jesteś uprzedzony.
- To on jest uprzedzony nie ja.

Niall pokręcił tylko głową i zaciągnął mnie do apartamentu zespołu. Nawet nie miałem siły się przed tym bronić. Tam przynajmniej nie było paparazzie i tych okropnych fleszy.

- Rozgość się, a ja zaraz do ciebie wrócę – rzucił i zniknął na schodach.

Wzruszyłem ramionami i rozsiadłem się na kanapie. Wolałem niczego nie dotykać. Myślę, że nawet na doniczkę do kwiatka nie byłoby mnie stać, a co dopiero na coś innego.

- To znowu ty?
- Ciebie też miło widzieć słoneczko – powiedziałem słodko mrugając do niego.
- Uderzyłeś się w głowę?
- Wydaje mi się, że nie. Może to te flesze mi zaszkodziły.
- Ktoś tu próbuje zostać gwiazdą.
- Mówisz o sobie?
- A tak wyglądam?
- Mam odpowiadać?
- Czemu tu jesteś?
- Dla ciebie.

Zaśmiałem się w duchu widząc zaskoczenie malujące się na twarzy loczka. To było śmieszne. Ze wszystkich ludzi na świecie akurat mnie nie miał prawa posądzać o takie rzeczy.

- Niall to mój przyjaciel. Znamy się od zawsze i nie zamierzam teraz z tego rezygnować nawet jeśli to całe życie na świeczniku mi nie odpowiada. Niall jest ważniejszy niż stado niewyżytych reporterów szukających sensacji.

Myślę, że nie tego się spodziewał. Przez chwilę milczał przyglądając mi się badawczo po czym skinął głową i opuścił salon. Westchnąłem cicho i modliłem się w duchu, by Niall szybko wrócił, bo inaczej ogolę mu głowę we śnie.

- Wszystko w porządku stary?
- Myślę, że loczek zaczyna mnie lubić.
- Żartujesz? Loczek totalnie na ciebie leci. Nie przestaje o tobie mówić.
- Żart stary jak świat. Nie nabiorę się na to.
- Mi nie wierzysz?
- Jakoś tak nie mam zaufania do facetów z boybandów.

W nagrodę oberwałem poduszką. Radosny śmiech poniósł się po apartamencie nadając mu odrobiny ciepła. Może mogłem się przyzwyczaić do tego całego życia w świetle reflektorów jeśli to oznaczało mojego przyjaciela śmiejącego się tak, jak teraz.




Była sobota. Jestem pewny, że to sobota. Dzień wolny od studiów. Co oznacza, że mogę dłużej pospać, a to dłużej nie powinno się ograniczać do… ÓSMEJ nad ranem. Przecież to środek nocy jest.

- Kimkolwiek jesteś mam nadzieję, że spłoniesz w piekle. Giń przepadnij duszo nieczysta – pomstowałem kierując się w stronę drzwi, do których ktoś z uporem maniaka pukał. Serio komu życie nie miłe, żeby pukać o tak morderczej porze?
- Co ty tutaj robisz?! Budda cię opuścił?
- Eee… Nie jestem pewien, czy kiedykolwiek przy mnie był. Wpuścisz mnie, czy mam stać w progu?
- Możesz pójść do piekła -warknąłem wpuszczając go do mieszkania. Nawet nie byłem w stanie zastanawiać się, skąd on miał mój adres. Później policzę się z Niallem. Nie będzie słodyczy na podróż.
- Ładnie tu.
- Daruj sobie grzeczności. Chcesz herbaty? Nie jestem w stanie cię tolerować bez mojej zwykłej dawki kofeiny.

Nie czekając na jego odpowiedź poszedłem do kuchni. Naprawdę byłem ciężkostrawny bez swojej porannej herbaty. Zwłaszcza o tak wczesnej porze. Po kilku minutach wróciłem do niewielkiego salonu, gdzie Harry grzecznie siedział na kanapie i przyglądał się swoim dłoniom, które trzymał na kolanach. Postawiłem przed nim kubek, a sam zająłem swój fotel trzymając w dłoniach zbawienny napój.

- Co cię do mnie sprowadza gorący chłopcze?
- Po prostu chciałem z kimś pogadać. Z kimś, kto patrzy na to wszystko z dystansu.
- Masz na myśli sławę, scenę fanów i flesze?
- Mniej więcej.
- Więc opowiadaj.

I opowidał. O tym, jak bardzo boi się tego, że ludzie nie dostrzegą prawdziwego Harry'ego tylko wykreowaną przez media postać. Że nigdy nikt go nie pokocha tak naprawdę. Tłumy ludzi kochają Harry'ego z 1D, ale nikt nie zna Harry'ego Stylesa, który lubi spacery po lesie i muzykę indie, za którą reszta zespołu go biczuje.
- Ale dlaczego przyszedłeś z tym akurat do mnie?
- Bo ty widzisz to, czego nie dostrzegają inni. Widzisz prawdziwego mnie, który nie jest zbyt ufny i boi się, że nikt go nie zechce.
- Bredzisz. Jesteś gorący i sympatyczny. Na pewno kogoś poznasz.
- Dlaczego ciągle powtarzasz, że jestem gorący?
- To wina mojej siostry. Bez przerwy powtarza, że wszyscy jesteście gorący przez duże G.
- Więc twoja młodsza siostra jest moją fanką?
- Niestety tak wyszło. A teraz mój najlepszy przyjaciel z wami gra i po prostu wszystko jest nie tak. Dlaczego nikt mnie nie kocha?
- Jesteś straszną królową dramatu.
- Wiem. Ciężko na to pracowałem.

Harry zaśmiał się i to był najpiękniejszy dźwięk, jaki kiedykolwiek słyszałem. Serio. Niall miał wspaniały śmiech taki, którym wszystkich zarażał, ale śmiech Harry'ego był ciepły i otulał moje serce niczym koc w zimny jesienny wieczór. Cholera. Romantyzmy oznaczały kłopoty. A ja naprawdę nie potrzebowałem kłopotów zwłaszcza z gwiazdą boybandu w roli głównej. Przecież ja nie lubie boybandów.

- Myślę… Myślę, że już pójdę. Dzięki Lou za wszystko.
- Nie ma sprawy, ale następnym razem wpadaj z wizytami nieco później.
- Zapamiętam.

Niezręcznie przytuliliśmy się i już go nie było. A ja chyba nie do końca odczułem ulgę.




Pierwszy tydzień, gdy Niall był w trasie był dla mnie koszmarem. Brakowało mi zabawnych wiadomości, którymi zasypywał mnie blondyn. I tych zabawnych filmików z prób, które zapychały mi skrzynkę. Po prostu tęskniłem za moim przyjacielem. Tylko, że on był teraz nie wiadomo gdzie i nawet nie wiedziałem, co robi. Owszem mogłem wejść na pierwszy lepszy portal społecznościowy i wiedziałbym wszystko łącznie z tym, co jedli na śniadanie, ale nie tak chciałem się o wszystkim dowiadywać. Więc cierpliwie czekałem. I czekałem i czekałem. I tak minął miesiąc, drugi, trzeci. Ani się obejrzałem, a mój pierwszy rok na studiach przeminął. Jeszcze tylko kilka egzaminów i będę wolny na całe cudowne trzy miesiące. Nie planowałem całego wolnego czasu spędzić w Londynie. Tęskniłem za mamą i dziewczynkami. Tęskniłem za Niallem. I co najdziwniejsze tęskniłem też za Harrym. Sam nie wiem dlaczego. Przecież praktycznie go nie znałem. Przeprowadziliśmy jedną normalną rozmowę. Czy to możliwe, by tyle wystarczyło? Nigdy tak naprawdę nie byłem zakochany, bo nie szukałem miłości. Nie sądziłem, że ktokolwiek chciałby ze mną być, więc nie robiłem sobie nadziei. A potem pojawił się loczek z tymi swoimi dołeczkami i cudownym śmiechem i wpadłem. On pewnie nawet o mnie nie myślał. Dawno już zapomniał o naszej rozmowie i nadal traktował mnie, jak przyjaciela ich gitarzysty. Przecież właśnie nim byłem. Przyjacielem gitarzysty. Nikim ponad to.





Ostatni raz rozejrzałem się po mieszkaniu. Wszystko było wysprzątane. To co trzeba było wyłączyłem. Chwyciłem torbę i zamknąłem za sobą drzwi. Przede mną malowało się kilka godzin w ciasnym busie. Aż nie mogę się doczekać. Gdy tylko opuściłem bezpieczną klatkę schodową napadło mnie stado paparazzie. Flesz mrugał aż miło. Zabiję Nialla.

- Jak to jest być przyjacielem sławnego gitarzysty?
- Czy Niall opowiada ci o życiu w zespole?
- Jak blisko ze sobą jesteście?
- Czy Niall kogoś ma?
- Jak dobrze znasz resztę zespołu?
- Czy coś cię łączy z Harrym?

Od tych wszystkich pytań rozbolała mnie głowa. Zasłoniłem twarz ręką i jak gdyby nigdy nic ruszyłem w stronę postoju busów. Może ignorowanie zadziała? Męczyli mnie jeszcze jakiś czas. Cierpliwie wszystko znosiłem i udawałem, że naprawdę nie obchodzi mnie, że oni tu są i oślepiają mnie tymi cholernymi fleszami.





Po tym incydencie bałem się opuszczać mieszkanie. Paparazzie byli przed moją kamienicą dzień i noc. Skąd oni brali na to energie? Ja miałbym dość po godzinie. Niedługo miał się pojawić u mnie Niall. Miałem nadzieję, że dotrze bez przeszkód. Wspominałem mu o pewnych niedogodnościach, ale chyba nie brał ich zbyt poważnie. On w sumie niczego nie brał na poważnie.
Gdy usłyszałem pukanie do drzwi odetchnąłem z ulgą. Poszedłem otworzyć drzwi i niemal krzyknąłem z zaskoczenia. Razem z Niallem w moich drzwiach stał Harry. Tylko, co on tutaj u diabła robił?

- Lou tak mi przykro. Nie miałem pojęcia, że tak się ciebie uczepią – zawołał blondyn rzucając mi się w ramiona. Przytuliłem go ciesząc się, że wreszcie był obok. Naprawdę bardzo za nim tęskniłem.
- To nie twoja wina Ni. Jakoś sobie z tym radzę. Ignorancja działa.
- Mówiłem, że to dobry patent. Ale nie o tym mieliśmi rozmawiać. Tak w sumie, to Harry chciał z tobą pogadać, ale gdybym go tutaj nie przytargał za ucho to nigdy by się do nie zabrał, więc zostawię was i skoczę po coś do jedzenia, bo pewnie masz pustą lodówkę.

Pokazałem mu język, bo to takie dorosłe i zamknąłem za nim drzwi spoglądając niepewnie na Harry'ego, który jeszcze nie wydusił z siebie słowa.

- Chcesz herbaty?
- Chętnie.

Wskazałem mu ręką salon, a sam zniknąłem w kuchni by po chwili wrócić z dwoma kubkami najlepszego napoju na świecie.

- Więc?… O czym chciałem porozmawiać?
- Wcale nie chciałem! To Niall sobie coś ubzdurał. Ja nie mam z tym nic wspólnego – powiedział oburzonym głosem uparcie wpatrując się w swoje kolana.
- To wzruszające, ale jestem tutaj i jeśli coś mówisz to byłoby miło, gdybyś na mnie chociaż spojrzał. Od miesięcy każdy mój krok śledzą cholerni paparazzie tylko dlatego, że przyjaźnie się z Niallem. Chyba zasłużyłem chociaż na to, byś na mnie spojrzał podczas rozmowy. Prawda?
- Przepraszam po prostu… To wszystko jest skomplikowane i ja naprawdę nie wiem, co o tym myśleć, bo… Cholera. Przy tobie po raz pierwszy poczułem się dobrze. Nie, jak zawsze, gdy wychodzę na miasto i otaczają mnie fani. Po prostu mogłem być sobą i tak cholernie mi się to spodobało, że nie mogłem przestać o tym myśleć. I Niall uznał, że to jest coś co powinieneś wiedzieć, choć nie rozumiem dlaczego.
- Bo Niall jest niepoprawnym romantykiem i odkąd pamiętam próbował mnie z kimś wyswatać. Uznał, że się do tego nadajesz. Oto cała historia.
- Wyswatać? Ze mną?
- Na to wygląda.
- Co o tym myślisz?
- Myślę, że przez ostatnie kilka miesięcy za dużo o tobie myślałem i to raczej niezdrowe.

Delikatny uśmiech pojawił się na jego twarzy, gdy niepewnie spojrzał mi w oczy. Przewróciłem oczami na ten iście dziewczęcy trik i poczochrałem go po włosach.

- Nie myśl sobie, że tak łatwo ci pójdzie gwiazdo. Będziesz się musiał postarać, żebym zgodził się na randkę z tobą ty osądzający ludzi rozczochrańcu.
- Co tylko zechcesz Lou.