ustach

Czy to coś prawdziwego? Ten smak w ustach, ból głowy. Jakby wszystko, co jest mi dane służyć do odczuwania, nienawidziło tego, co jest mi dane w życiu. I mdli mnie, coraz częściej mnie od tego mdli.

są ludzie, którzy umierają z uśmiechem na ustach, gdy przeżyli już swoje życie. Podczas gdy inni umierają, żyjąc, nosząc coś ciemnego, brudnego i suchego w sobie każdego dnia.
—  Maria Ernestam ‘Córki Marionetek’
Chcę pisać o tobie. Twoim imieniem wesprzeć skrzywiony płot, zmarzłą czereśnię, w twoich ustach składać strofy wygięte, o twoich rzęsach kłamać że ciemne. Chcę wplątać palce w twoje włosy. Znaleźć wgłębienie w szyi, gdzie stłumionym szeptem serce zaprzecza ustom. Chcę twoje imię z gwiazdami zmieszać z krwią, być w tobie, być z tobą, zniknąć, jak kropla deszczu którą wchłonęła noc.
—  Halina Poświatowska

anonymous asked:

Moja mama mi opowiadała, że kiedyś jak mieszkała z moją ciocią to miała zamknięty pokój i normalnie wszystko było. Pewnego razu obudziła się w nocy, bo poczuła jak ktoś na niej usiadł. Otworzyła oczy, ale nie mogła nic powiedzieć, bo ktoś trzymał rękę na jej ustach i trzymał za ramiona. Zaczęła się rzucać i próbowała krzyczeć. Gdy moja ciocia to usłyszała to wbiegła do pokoju i jak weszła to aż para z ust szła, bo było tak zimno, a wiadomo, gdy jest zimno to są duchy czy coś pod to.

o jezu.. ja w takiej sytuacji to bym się chyba od razu poplakala… ps czemu z anonima?:(

П'ятдесят вiдтiнкiв Лученков

Te urodziny mogę zdecydowanie zaliczyć jako najlepsze w moim życiu. Nie chodzi mi ani trochę o prezenty, ale o atmosferę jaką otrzymałem.

Sobota idealna- obudziłem się rano, Tomek leżał obok mnie i głaskał mnie po włosach. Leniwie się przebudziłem i wtuliłem w niego. Było mi tak błogo i nie miałem ochoty się ruszać, jednak Sahara w ustach zmusiła mnie do tego. Pochyliłem się po szklankę z wodą w stronę stolika, a gdy się odwróciłem w łóżku zamiast Tomka zobaczyłem tylko wielki bukiet czerwonych róż. Liczył 21 sztuk. Po otrzymaniu życzeń i 21 buziaków dostałem symboliczne 21 klapsów, z czego misiek miał chyba największą radochę. Wstałem i szukałem odpowiedniego naczynia na kwiaty. Następnie zrobiłem nam śniadanie a Tomek zaczął powoli sprzątać, mi oczywiście zakazując, bo jak uznał jubilatowi nie wypada się narobić. Nie posłuchałem go, nie chciałem, żeby sam się narobił i napocił. Po pracy zabrałem się za robienie obiadu- czyli standard jeśli chodzi o nasze weekendy. Po posiłku jako, że mieliśmy trochę czasu stwierdziłem, że powinienem wieczorem jakoś wyglądać. Wskoczyłem, więc pospiesznie do wanny robiąc sobie a’la spa. O niespodziance widziałem bardzo dobrze, ale nie przeszkadzało mi to. Około godziny 19.30 zaczęliśmy się powoli zbierać. Stwierdziłem, że skoro wybieramy się tylko do klubu to nie ma sensu się jakoś zbytnio stroić. Zwykła koszula, nie opinająca mnie zbytnio, ciemne jeansy i maxy- zdecydowanie najwygodniej jak się dało. Tomek wyglądał podobnie z wyjątkiem butów- ze swoją fiksacją na punkcie białych Jordanów nie ubrałby przecież nic innego. Misiek zadzwonił po taksówkę i po chwili już jechaliśmy. Nie braliśmy auta, bo wiedzieliśmy, że i tak obaj będziemy pić, więc nie miało to sensu.

Pinokio to zdecydowanie mój ulubiony klub w Szczecinie. Głównie cenię go za wystrój i fakt, że jest to klub studencki, więc panują tam ograniczenia wiekowe-osoby poniżej 18 roku życia nie są mile widziane, dzięki czemu nie ma zbytniego tłumu. Gdy przyjechaliśmy czekali już na nas koło szatni Ala z Damianem. Moja piękna księżniczka w czarnej, króciutkiej sukience z wielkim srebrnym łańcuszkiem na piersiach przyciągającym uwagę innych facetów w klubie przez co Damian zerkał tylko nerwowo na niektórych. Mimo dwunastocentymetrowych szpilek wciąż była niższa ode mnie niemal o głowę.

 -Oskar! Chodź staruchu!- podbiegła do mnie, rzucając mi się na szyję- Wszystkiego najlepszego! Jak najwięcej zdrowia, szczęścia,spełnienia marzeń, żebyś nigdy się nie zmieniał, jak najwięcej seksu i miłości…-życzenia na prawdę były długie i urocze. Kocham ją za to. Wycałowała mnie całego dając mi bukiet kwiatów, przytuliłem ją mocno podnosząc do góry i dziękując -Kocham Cię Mały najbardziej na świecie- pisnęła puszczając mnie w końcu.

 -Ekhem ja Ci dam zdrajczyni- uśmiechnął się Damian podchodząc do mnie- Oskar wszystkiego co najlepsze- poklepał mnie po ramieniu a potem dostałem prezent. 

-O Łucznekov w końcu jakoś wyglądasz, prawie nie widać zakoli- Alka zaśmiała się i pokazała mu język.

 -Cicho ponton *wybacz Misia musiałem XD*, prawie nie widać, że masz takie wary…wary…wary- zbliżył się i cmoknął ją w policzek. 

-Ah-ha-ha, ale śmieszne fałdziarzu, człowiek z Ukrainy wyjdzie, ale Ukraina z człowieka nigdy- zawsze to robili, nie ważne gdzie byli ani z kim. Pociśnięcie tego drugiego było dla nich tradycją. Przeszliśmy dalej do zamówionej przez Tomka loży. Siedziałem z Damianem i brechtaliśmy jak zawsze z jakiś głupoty w czasie, gdy nasze kochania przeszły do obgadywania osób z pracy- czyli standard. Po jakiś 10 minutach zjawiło się kilka osób, bez których także sobie nie wyobrażam funkcjonowania. Moja fantastyczna najlepsza studentka Uniwersytetu Szczecińskiego- Patrycja, brat Ali Matt, Zuzix, Bartek i cała reszta tych najlepszych osób, bez których beka jest niemożliwa. Łącznie było nas 14 osób. Potem był regularny balet- tyle, że urodzinowy i w świetnym gronie. 

Wróciliśmy do domu około godziny 3.30, przyznam, że miałem mętny wzrok i lekko chwiejne nogi, dlatego Tomek pomagał mi iść. On był zaledwie lekko zrobiony w sumie nie było po nim tego widać, ale nigdy nie pił za dużo, gdy wychodziliśmy gdzieś razem i ja byłem ‘nie w stanie’. Za bardzo się o mnie martwił, poza tym jedno z nas zawsze musi kontrolować sytuację, żeby nic się nie stało- no i zazwyczaj był to on- ze względu na moją beznadziejnie słabą głowę. Ale w tamtej chwili nie przeszkadzało mi to, śmialiśmy się cały czas rozmawiając o głupotach, które przypomniał nam pół godziny wcześniej Matt. Gdy znaleźliśmy się w domu byłem tak wykończony, że nie miałem siły na nic, więc Tomek pomógł mi się umyć i szybko wskoczyliśmy do łóżka spać.

 Rano nie czułem się jakoś rewelacyjnie, ale po wypiciu wody z cytryną szybko mi przeszło. Tomek jeszcze spał a ja siedziałem na brzegu łóżka głaszcząc go po głowie. Zamruczał przez sen i instynktownie przysunął się w moim kierunku. Wyglądał jak taki duży kociak- albo raczej tygrysek. Drapałem go chwilkę za uchem a następnie wstałem, przykrywając go szczelnie kołdrą, cmoknąłem w policzek i poszedłem po cichu do kuchni. Na śniadanie zrobiłem nam górę omletów i miętową herbatę. 

Gdy kończyłem ostatnią turę omletów do kuchni wszedł Tomek. Miał na sobie tylko ledwo co zawiązany biały, puchaty szlafrok i był wyraźnie zaspany przez co wyglądał uroczo. 

-hej Perełko- ziewnął obficie, po czym podszedł do mnie i położył mi dłonie na talii zaciskając mocniej palce, a brodę oparł o moje ramie całując kawałeczek mojej szyi- ale ładnie pachnie 

-Obudziłem Cię?- zapytałem dając mu ukradkiem buziaka 

-Nie, po prostu się obudziłem, bo nie było mojej małej dzidzi do tulenia- odsunął się zalewając, gotującą się wodą herbaty 

-Chciałem zrobić coś dobrego do jedzenia, pewnie jesteś głodny- wyłączyłem gaz i nałożyłem wszystkie omlety na talerz, zanosząc je na stół. To samo zrobił Misiek z piciem. Usiedliśmy obok siebie, Tomek na brzegu stołu a ja na ukos od niego kładąc mu nogi na uda- strasznie lubię tak siedzieć. 

-Smacznego Misiek- uśmiechnąłem się i włączając telewizor pilotem -Smacznego stara dwudziestojednoletnia dupo- zaśmiał się i cmoknął mnie w policzek 

-Spaaadaj, sam zaraz będziesz miał ćwierć wieku głupku- mruknąłem skacząc po kanałach 

-Weź, ty już lepiej cicho bądź- zaczął jeść uśmiechając się do mnie a po chwili dodał- Mysha weź otwórz okno, gorąco tu 

-Nie, zimno mi jest- napiłem się herbaty, właściwie po to żeby się rozgrzać 

-To ci oddam szlafrok, ugotuję się tu- po czym zdjął go z siebie, nakładając mi na ramiona. Po chwili wstałem i otworzyłem okno 

-Zmarzniesz golasie- zaśmiałem się, otulając nowo zdobytym okryciem. Uwielbiałem mieć na sobie jego ubrania, zawsze były przyjemne w dotyku, ładnie nim pachniały i sprawiały, że czułem się lepiej. 

-Ja nie ty zmarzlaku- pokazał mi język i wcinał z apetytem dalej. Na prawdę lubiłem gotować, nie tylko dlatego, że sprawiało mi to radość i byłem w tym nieskromnie mówiąc dobry, ale głównie dla niego. 

-Co dziś robimy?- zapytałem, kładąc z powrotem nogi w to samo miejsce -Niespodzianka- puścił mi oko- zobaczysz 

-Ale już dostałem prezent wczoraj, coś Ty znowu wymyślił 

-A daj spokój, to żaden prezent- nałożył kolejnego omleta- ten prezent Ci się bardziej spodoba 

-Misiek szkoda hajsu, mieliśmy odkładać na… 

-Jezu jesteś jak moja matka, no taki sam po prostu- przerwał mi, śmiejąc się- przestań i się tym nie martw, misio o wszystko zadba, zaufaj mi Wstał i zaczął sprzątać po posiłku. A ja już nie mogłem usiedzieć w miejscu. Uwielbiałem niespodzianki, ale byłem też bardzo niecierpliwy i ciągle o tym myślałem. 

-Kocie no powiedz mi!- jęczałem, dopijając ostatni łyk 

-Nie, niespodzianka to niespodzianka, chodź jeszcze sobie poleżeć- gdy skończył zmywać, objął mnie w pasie i uniósł wysoko do góry. Złapałem go za szyję i objąłem udami w pasie. Trzymałem się go kurczowo w obawie, że spadnę chociaż wiem, że to fizycznie nie możliwe. Kilka razy udawał, że mnie upuszcza, ale w efekcie doniósł mnie do sypialni i rzucił na łóżko. Sam szybko wskoczył obok mnie i objął ramieniem

-W sumie to jestem jeszcze trochę śpiący- mruknąłem tuląc się do jego klatki piersiowej

-To śpij Maluszku- pogłaskał mnie po głowie, a potem chwycił mnie delikatnie za podbródek i wpił się namiętnie w moje wargi. Nagle zakręciło mi się lekko w głowie, dotknąłem jego twarzy oddając równie namiętnie pocałunek. Na wewnętrznej stronie uda czułem jego dłoń, która leniwie mnie drażniła. Oderwaliśmy się od siebie patrząc sobie głęboko w oczy.

T…Tomek..tak na pewno nie zasnę- uśmiechnąłem się czochrając mu włosy 

-No dobra, śpij skarbie- objął mnie w pasie i przytulił się do moich pleców.  Dzień szybko minął. Po południu krzątałem się po kuchni wycierając naczycia. Z zamyślenia i pracy wyrwał mnie głos Tomka, zbiegającego po schodach i zapinającego mankiet koszuli. Był w klasycznym garniturze, czarnych lakierkach, białej koszuli, włosy miał wyjątkowo elegancko ułożone. Wyglądał cholernie seksownie.

 -Masz 2 godziny. Masz ładnie wyglądać- rozkazał i podszedł do mnie całując mnie w dolną wargę. Zrobił to dość agresywnie i władczo jak miał w zwyczaju. 

 -Dobrze, ale gdzie idziemy?- zapytałem. Wiedziałem, że dostanę niespodziankę, ale nie miałem pojęcia co to może być.   

-Zobaczysz- rzucił sucho i wyszedł, trzaskając drzwiami. Wycierałem talerz, patrząc przez okno jak wsiada do auta wraz z czarną, skórzaną aktówką, której wcześniej nie zauważyłem i szybko odjeżdża.  Skończyłem sprzątać w kuchni i zgodnie z tym co powiedział mi misiek pobiegłem się wykąpać. Po zrobieniu sobie małego ‘spa’ poszedłem wybrać coś odpowiedniego. Ubrałem się w jasnobłękitną koszulę, garnitur i także lakierki. Ułożenie włosów zajęło mi z 20 minut, ale było warto. W końcu wyglądałem jak przystało. Poperfumowałem się i zobaczyłem, że zostały mi 3 minuty, skorzystałem, więc z tego czasu, żeby poszukać spinki do garnituru. Gdy uznałem, że jestem całkiem gotowy spostrzegłem, że Tomek właśnie podjechał pod dom. Założyłem mój ulubiony płaszcz i szary komin od mamy Tomka i wyszedłem.  Wsiadłem do auta i uśmiechnąłem się szeroko do mojego skarba.   

-Co robimy? Co robimy?- na prawdę nie mogłem się doczekać, aż się dowiem.  

-Dowiesz się w swoim czasie- spojrzał na mnie kątem oka wyjeżdżając na drogę.   

-Coś Ty taki tajemniczy? Gdzie byłeś?- zasypywałem go pytaniami jednak on milczał. Położył dłoń na moim udzie, zaciskając palce. Zrezygnowałem z dopytywania się i oparłem się wygodnie, patrząc przez okno.  

-Do filharmonii- mruknął  -Co?- oprzytomniałem patrząc na niego  -Zabieram Cię do filharmonii- powtórzył dodając gazu 

 -Jeeejku! Jak się cieszę! Dzięki skarbie! Już tak dawno chciałem się wybrać…-cieszyłem się jak małe dziecko. Nachyliłem się do niego i pocałowałem go energicznie z 8 razy w policzek  

-Wiem- skwitował to krótko- właśnie dlatego nie chciałem Ci mówić dzieciaku- Popatrzył na mnie podjeżdżając pod budynek. Zaparkował i udaliśmy się do środka. Muszę przyznać, że uwielbiam filharmonię czy teatr. To miejsca w których mógłbym dosłownie mieszkać. Jak się okazało moją niespodzianką był koncert symfoniczny, na który chciałem iść od miesiąca. Siedziałem urzeczony muzyką i moim fantastycznym mężczyzną obok. Wiedziałem, że jego to kompletnie nie jara- wręcz przeciwnie. Zawsze go to nudziło, dlatego doceniałem ten gest, że był gotowy zrobić to dla mnie. Po występie wyszliśmy powoli podziwiając filharmonię, jej konstrukcję i wystrój, w którym byłem zakochany. Ci architekci to jednak geniusze. Wyszliśmy na parking idąc pod rękę. Zatrzymałem się przy aucie podchodząc do niego.  

-Dziękuję kochanie za wieczór. Kocham takie niespodzianki- pocałowałem go, czując jak kładzie dłonie na mojej talii, przyciągając mnie zaborczo do siebie  

-To dopiero początek wieczoru Mały- uśmiechnął się w ten zniewalający sposób 

 -Jak to? To co teraz?- zapytałem, dotykając kciukiem kącika jego ust 

-Jak już mówiłem: zobaczysz- wziął mnie pod ramię i podprowadził na drugą stronę auta otwierając mi drzwi. Wsiadłem zdziwiony lekko, ale też bardzo szczęśliwy. Kociak wsiadł szybko obok i ruszyliśmy. O dziwo zatrzymaliśmy się na Rynku Siennym- czyli starszej dzielnicy Szczecina. Znajduję się ona pod Zamkiem Książąt Pomorskich i jest jedną z najbardziej wystawnych w naszym mieście.   

-Tutaj? Jejku misiu nie trzeba było!- pisnąłem i przytuliłem go 

-Cicho, trzeba trzeba- jakby na moje życzenie Tomek zaprowadził mnie do mojego ulubionego lokalu w Szczecinie- Buddah Thai Fusion. Kocham ten indyjski wystrój, tajskie jedzenie i elegancką, pełną klasy atmosferę. Na wejściu zamówiliśmy przystawki dla dwojga i po kieliszku czerwonego wina. W takich lokalach podoba mi się także to, że obsługa nie śmiałaby nawet spojrzeć choćby odrobinę krzywo na nas, nawet trzymających się za rękę i patrzących sobie głęboko w oczy. Jako główne danie wziąłem mojego ulubionego kurczaka w curry, Tomek chrupiącą kaczkę i kolejny kieliszek wina. Siedzieliśmy i rozmawialiśmy. Atmosfera była wspaniała, na prawdę to wielkie szczęście mieć takiego skarba.  

-Dziękuję- szepnąłem, kładąc dłoń na jego. 

 -Za co?- zdziwił się odkładając kieliszek  

 -Za dziś, za ten świetny wieczór, za filharmonie, za kolację- splotłem nasze palce, biorąc ostatniego łyka alkoholu  

-Nie tak szybko, to wciąż nie wszystko- wyszczerzył lekko te śnieżnobiałe zęby, mrużąc oczy

-Masz ochotę na spacer?   

-No pewnie- ucieszyłem się- tylko pójdę do toalety  

-Dobrze, ja zapłacę i widzimy się na zewnątrz- tak też się stało. Gdy wyszedłem Tomek stał przed lokalem, czekając na mnie.  

-Chodźmy skarbie- nadstawił ramię, abym mógł się o niego oprzeć. Ruszyliśmy w dół Wyszyńskiego i znaleźliśmy się nad samą Odrą na Bulwarach.  

-Uwielbiam to miejsce, zwłaszcza nocą- powiedziałem opierając głowę o jego ramię, gdy dotarliśmy na miejsce. Dużo rozmawialiśmy i śmialiśmy się, ale teraz atmosfera zrobiła się bardziej romantyczna  

-Wiem o tym Mały- stanął naprzeciwko mnie, zasłaniając mi światło księżyca w pełni. Ujął delikatnie moją twarz w dłonie, po czym namiętnie mnie pocałował.

-Nie zimno Ci? - uwielbiałem to jego zatroskane spojrzenie 

 -Nie Kotku, wszystko jest dobrze…idealnie- szepnąłem podnosząc wzrok i patrząc głęboko w te ciemnozielone oczy.  

-I o to chodziło…Oskar?  

-Tak? 

 -Nie miałbyś ochoty się gdzieś ze mną przejechać? Ale musisz się zgodzić w ciemno- mruknął, cholera co on taki tajemniczy, a z resztą co tam  

-Znowu niespodzianka…hmm..niech będzie- chwyciłem go za rękę i udaliśmy się w stronę auta. 

 -Teraz nie widzisz tego co właśnie robię i nie zwracasz uwagi na to, że prowadzę po winie- uśmiechnął się kładąc mi dłoń na udzie  

 -Nie widzę, tylko jedź ostrożnie- poprosiłem cicho. Zgodnie z moją prośbą Tomek jechał powoli i ostrożnie. Ku mojemu zdziwieniu zatrzymaliśmy się pod Radissonem-eleganckim hotelem. Byłem bardzo zdziwiony   

-Dlaczego tu przyjechaliśmy?- zapytałem, patrząc na niego naiwnie, gdy szukał miejsca do zaparkowania. Wyglądał bardzo elegancko i seksownie, był skupiony na swoim zajęciu i odpowiedział nawet nie racząc mnie swoim spojrzeniem

-Bo to idealne miejsce  

-Miejsce do czego?-dociekałem  

-Żeby Cię wziąć, podziwiając piękno tego miasta- wysiadł znowu na mnie nie patrząc. Siedziałem chwilę w bezruchu, bo dopiero po chwili dotarły do mnie jego słowa…co za arogant- ale kochałem go za to. Otworzył mi drzwi i weszliśmy do środka.  Hotel był pięciogwiazdkowy, co wskazuje jego miejsce na liście najlepszych hoteli w tym regionie. Zdecydowanie przynosił miastu chlubę.  

-Dobry wieczór! Pan z rezerwacji?- zapytała niska blondynka w formalnym, galowym stroju, patrząc na Tomka  

-Tak, pokój gotowy?- zmierzył ją chłodnym spojrzeniem, co zmusiło ją do spuszczenia wzroku   

-Tak, proszę klucze. Miłego wieczoru życzę- uśmiechnęła się od mnie, Odwzajemniłem uśmiech i spojrzałem na Miśka  

-Zaraz do Ciebie dołączę, idź do pokoju- podał mi klucze, gdy staliśmy przy windzie, która właśnie przyjechała  

-D..dobrze- lubiłem, ba, kochałem takie niespodzianki. Wszystko takie eleganckie, wykwintne i piękne. Jak się okazało, pokój był na najwyższym piętrze, co mnie jeszcze bardziej ucieszyło. Wysiadłem z windy i ruszyłem w kierunku drzwi. Otworzyłem je i wszedłem do środka. Pokój był gustownie urządzony, z wielkim małżeńskim łóżkiem, małą szafką nocną, stolikiem, na którym znajdował się szampan i dwa kieliszki. Podszedłem do dużego okna, które oddawało całe to piękno, które kryło się na zewnątrz. Szczecin okryty nocną kołderką z blaskiem lamp i gdzieniegdzie neonów. Wszystko to wydawało się takie malutkie- tramwaje, chodzący ludzie, jeżdżące samochody. Odwróciłem się i zobaczyłem Tomka, który wszedł do pokoju z wcześniej wspomnianą skórzaną walizką i wielkim bukietem czerwonych róż.  

-Tomuś, co Ty…ile tego wszystkiego…nie trzeba było- jąkałem się patrząc jak podchodzi do mnie z kwiatami  

-To i tak za mało, żeby Ci powiedzieć jak bardzo Cię kocham. A także żeby Cię przeprosić  

-Przeprosić? Za co?- zdziwiłem się, unosząc głowę do góry, aby móc spojrzeć w jego oczy

-Za mojego brata, wiem, że sytuacja u mnie w domu i jego zachowanie bardzo Cię zraniło. Myślisz, że nie słyszałem jak płakałeś niemal każdej nocy w łazience po powrocie z Ukrainy? Było mi wstyd, że Cię tak potraktowali i oto jestem- przepraszam i wszystkiego najlepszego…-ostatnie słowa wyszeptał wprost do mojego ucha, że aż po plecach przeszły mi ciarki  

-Jejku, dziękuję Kochanie…to najpiękniejsze urodziny w moim życiu- chwyciłem go za szyję, dłonie kładąc na jego twarzy, gładziłem kciukami jego dolną wargę i obrysowywałem jego kości policzkowe 

 -Zasługujesz na to, kocham Cię Mały- odsunął się otwierając z hukiem szampana, który polał mu się po dłoni  

-A ja Ciebie- mruknąłem, biorąc od Tomka kieliszek, który właśnie mi podał, napełniając go uprzednio po brzegi  

-Za Ciebie, za nas- wzniósł toast, łapiąc mnie za dłoń i przyciągając do siebie  

-Za nas…-powtórzyłem biorąc łyka alkoholu. Gdy skończyłem odstawiłem kieliszek na stolik, na którym leżał piękny bukiet kwiatów

-Jak ja Ci się za to odwdzięczę?  

-Bądź mój…cały mój i tylko mój…teraz- brzmiało to bardziej jak rozkaz, ale sprawiło, że przywarłem do niego ciałem. W tym momencie poczułem, że budzi się we mnie ten drugi Oskar, ten wewnętrzny głos, który uświadamiał mi, że chyba czasem mam coś z małego masochisty, podziwiający tą całą zmysłowość Tomka. Uwielbiałem, gdy taki był- taki władczy, dominujący, lekko arogancki i bezczelny. Miał tego pełną świadomość, bo chwycił mnie i wpił się w moje usta w drapieżny i nachalny sposób. Oddawałem pocałunek ledwo dysząc. Jego dłonie sunęły powoli po moich plecach, a następnie znalazły się z przodu na klatce piersiowej. Zwinnym ruchem, odpiął mi guzik marynarki i zsunął ją ze mnie. Patrzyłem w jego oczy nie mogąc się ruszyć, byłem zachwycony tą chwilą. Tomek miał jednak inne plany. Odwrócił mnie do siebie tyłem i pchnął brutalnie na szybę. Jęknąłem głośno i chciałem się odwrócić, żeby na niego spojrzeć, jednak mi to uniemożliwił  

-Ani mi się waż- wysyczał mi do ucha ściskając moje nadgarstki z tyłu- Stój tak i nawet nie drgnij.  

Stałem oparty o szybę z rękoma wykręconymi lekko do tyłu czekając na to co nastąpi. Nagle usłyszałem dźwięk otwieranej aktówki, chciałem zobaczyć po co mu to, ale zanim do końca się odwróciłem Tomek w błyskawicznym tempie znalazł się za moimi plecami. 

-Kazałem Ci się nie ruszać- warknął, przyciskając mnie z powrotem do szyby. Zanim się zorientowałem Tomek jednym ruchem chwycił za moją koszulę i dosłownie ją ze mnie zerwał, nie obchodziło go to, że właśnie się porwała. 

-Tooomek! Co Ty?!- pisnąłem cicho- Nie będę miał w czym wróci…

-Cicho- poczułem tylko jak ponownie chwycił moje nadgarstki i związał je jakimś sznurkiem- Masz być grzeczny, rozumiesz?

-T..tak- ucichłem, czując, że pozbawił mnie górnej garderoby, oprócz krawata. Zmusił mnie, abym się obrócił i wpił w moje wargi, dopiero teraz poczułem jak bardzo jest podniecony- ten obecny żar, aż od niego bił. Czułem jak majstrował przy moich spodniach, aby je rozpiąć. Gdy mu się udało, przełożył mnie przez swoje ramię i rzucił na łózko. Dopadł do mnie i jednym ruchem zerwał wszystko co miałem na sobie poniżej pasa, zostawiając mnie jedynie w krawacie.

-Nie ruszaj się- warknął i wstał z łóżka, zdejmując marynarkę. No brawo geniuszu i tak bym się nie ruszył, bo przecież leżałem na plecach, a ręce miałem przygniecione i związane pod swoim ciałem. Spojrzałem na niego a on tymczasem raczył się szampanem, patrząc na mnie przymrużonymi oczami.

-Też chcę- jęknąłem widząc jak pije, byłem spragniony. 

-To poproś- ponownie zrobił większy łyk i poluźnił krawat, wyglądało to niesamowicie erotycznie

-P..proszę- przeciągnąłem się, wijąc się na łóżku. Było mi chłodno. Tomek popatrzył na mnie spojrzeniem wyższości i zrobił ostatni łyk. No tak, sam się napił, ale mi już nie da- egoista. Wskoczył obok mnie na łóżko i błądził dłońmi po moich ramionach i piersiach. W końcu nachylił się nade mną i przysuwając swoje wargi do moich poczułem jak przekazał mi ze swoich ust łyk szampana, który poprzednio zrobił. Był chłodny i pyszny, nie był za słodki ani za cierpki- wręcz idealny, a oprócz tego smakował Tomkiem. Połknąłem niemal wszystko, a kilka kropel pociekło mi z kącika ust co szybko zostało przez niego zlizane. Zawisł nade mną i patrzył mi w oczy, na brzuchu czułem chłód od jego klamry od paska, która zaczynała mi się wrzynać co trochę bolało. Jakby nie patrzeć Tomek był kompletnie ubrany w przeciwieństwie do mnie. 

-Weź pasek, boli- jęknąłem nieskładnie 

-Dopiero zacznie- uśmiechnął się niedostrzegalnie 

-To groźba czy obietnica? -zapytałem, wierzgając nogami

-Jak się nie uciszysz to groźba- mruknął schodząc chłodnymi wargami w dół mojego ciała, zadrżałem a oprócz tego- załaskotało mnie to 

-Tooomek, no weź…to łaskocze- nie wiem czy wspominałem, ale mam straszne łaskotki. Wystarczy mnie dotknąć lżej, a ja już tarzam się ze śmiechu. 

-Miałeś być cicho- warknął i jednym szybkim ruchem obrócił mnie na brzuch. Nagle poczułem jak pośladek mnie zapiekł- od jego uderzenia, a za chwilę kolejnego. Usiadł na moich udach i delikatnie całował mnie po karku, robiąc gdzieniegdzie malinki, na pewno zostaną ślady. Jego dłoń tymczasem zawędrowała zdecydowanie niżej, czułem poślinione palce w sobie i jak zawsze dotarł do mnie lekki niepokój przed bólem. Chciałem jednak jeszcze, jego delikatne ruchy sprawiały ogromną przyjemność. Jęczałem cicho jego imię w poduszkę, a on zrobił to szybciej dodając palec. Chciałem go dotknąć, ale nie miałem jak przez związane na plecach dłonie, próbowałem, go dosięgnąć jednak bezskutecznie. Chwycił mnie za nadgarstki przyciskając je mocno do mnie, że aż pisnąłem cicho z bólu,a drugą ręką za włosy, ciągnąc je boleśnie do tyłu. Po chwili wyjął ze mnie palce, które niemal doprowadziły mnie do końca. Wstał ze mnie i nonszalanckim ruchem zsunął koszulę. 

-Tomek…chcę Cię dotknąć…proszę- czuję się totalnie bezbronny 

-Też chcę żebyś mnie dotknął- pochylił się i rozwiązał moje dłonie, na nadgarstkach miałem wyraźne obtarte ślady po sznurku. Zauważył to i czule chwycił mnie za ręce całując ślady. Usiadłem na łóżku obok niego i wtuliłem się w jego silny tors. Sunął palcami po mojej brodzie, a następnie namiętnie mnie pocałował, czułem jak cały świat mi wirował. 

-To co z tym dotykaniem? Na kolana Mały- przytaknąłem niemo i po chwili znalazłem się w tej pozycji. Podziwiałem dłuższą chwilę jego ciało nie mogąc oderwać wzroku. Po chwili pozbawiłem go spodni i bielizny, uwalniając jego męskość…o jejku… 

Siedział zadowolony patrząc na mnie z góry. 

-Weź go do ust- wykonałem polecenie utrzymując z nim kontakt wzrokowy. Patrzył na mnie władczo głaszcząc mnie po włosach. 

-Grzeczny chłopiec- widziałem, że robię to dobrze, bo mój mężczyzna dyszał z przyjemności, mrużąc oczy. Staram się robić to intensywniej, mocniej zasysając. Uwielbiałem to: tą gładkość i smak.

 -O kurwa…Oskar przestań- szeptał przez zaciśnięte zęby, aż słychać było świst powietrza- Nie chcę dojść w Twoich ustach…chcę dojść w Tobie

Udawałem, że go nie słyszę i kontynuowałem liżąc i ssąc. 

-Oskar! Powiedziałem dość!- wstał raptownie, przez co się wystraszyłem niemal odskakując. Pochylił się i położył mnie na łóżko. Patrzył na mnie chwilę i całował po brodawkach, przygryzając je lekko, a potem wrócił do ust

-Tomek, proszę, weź mnie- jęczałem błagalnie

-Nie wiem czy zasłużyłeś-  podniósł wzrok i patrzył mi w oczy, widział jednak, że jestem cały rozgrzany i moje ciało jest gotowe go teraz błagać o każdy najmniejszy ruch -Pragnę Cię Kociaku…- mruknął cicho i nie odrywając wzroku od mojej twarzy wsunął się we mnie powoli. Zamknąłem oczy, delektując się tym uczuciem i tym, że należę do niego. Tak, jestem teraz jego własnością. Uniosłem biodra żeby wyjść mu na spotkanie, ale on się wycofał. Popatrzyłem na niego zawiedziony, a on w końcu się nade mną zlitował. Wplotłem palce w jego blond włosy i dyszałem ciężko. Czułem ból, ale przyjemność była tysiąc razy większa. 

-Chciałbym Cię pieprzyć cały tydzień, bez przerwy- wysyczał mi do ucha, gryząc je lekko

-Tomek… szybciej, proszę- spełnił moją gorącą prośbę i teraz obejmuję go udami w pasie, żeby nadążyć za tym szaleńczym tempem. Na moim przyrodzeniu, pojawiła się jego dłoń, która tylko zwiększyła mój stan euforii. 

-No dalej, dojdź dla mnie, Mały- uśmiechnął się tryumfująco, całując moje popękane i spierzchnięte wargi. Ta chwila mogłaby trwać wieki- jednak jego słowa doprowadziły mnie na sam szczyt, a jego moje głośne jęki, sekundę po mnie. Wygiął się i skończy we mnie, całując moją szyję. Wiłem się pod nim i wzdychałem głośno. Opadł na mnie i wtulił twarz w zagłębieniu mojej szyi. Gdy największe emocje opadły, usiadłem jeszcze lekko skołowany, opierając na jego ramieniu głowę.

 -Kocham Cię Tomuś- mruknąłem cicho, to jedyne na co się zdobyłem 

-A ja Ciebie mój dwudziestojednoletni Szkrabie- zaśmiał się i podał mi kieliszek. Wypiłem łapczywie, bo byłem na prawdę spragniony. Napełnił je ponownie i podał mi rękę. Wstałem powoli i czułem się całkiem obolały, szybko wpadłem mu w ramiona. 

-Ubierz koszulę Mysha, bo zmarzniesz- szepnął i nałożył mi swoją na ramiona. 

-Dzięki Kotku- usiedliśmy obaj z szampanem na niskim, szerokim parapecie. Wtuliłem się w jego tors, opierając się na nim, nagle w pokoju rozbrzmiała włączona przez Tomka nastrojowa Beyoncé z kawałkiem Haunted- Piękna noc 

-Prawie tak piękna jak Ty…zadowolony?- zapytał, ocierając się nosem o mój kark 

-Bardzo, dziękuję kochanie..to magiczny wieczór- szepczę. Jestem wykończony. Nagle ciszę rozerwał jego głos

 -Chciałbym, żeby tak było zawsze, żebyśmy się zestarzeli razem i kupili dom w Binowie- uśmiecha się szeroko na myśl o tym. Pamiętam, gdy jeszcze na początku, gdy byliśmy razem nie lubił mówić o tak dalekiej przyszłości, chyba pomyślał o tym samym, bo nagle dodał- dziękuję Ci Mały 

-Za co? -Za to, że mnie wychowałeś, za to, że mnie zmieniłeś, za cholernie wiele rzeczy…gdyby nie to, heh sam dobrze wiesz co nam groziło. Nie chcę nawet myśleć, gdzie bym teraz był gdyby nie Ty- chciałem mu przerwać, ale uciszył mnie kładąc mi palec na wargach- pozbyłeś się moich kilku niepotrzebnych obliczy, jestem innym człowiekiem, dziękuję. Siedzę w ciszy i patrzę na niego chwilkę w końcu nie wytrzymuję

 -Oj tam, nic się nie zmieniłeś, po prostu już nie robisz takich głupot. Wciąż jesteś moim zimnym draniem, którym sprawił, że usychałem tu rok bez Ciebie, ale nie przeszkadza mi to, gdy o tym myślę, bo wiem, że łobuz zawsze kocha najmocniej- całuję go namiętnie, czując w jego ustach smak wykwintnego szampana. Zarzuca mi dłonie na szyję i patrzy głęboko w oczy wyznając miłość, kolejny raz tego magicznego wieczoru. 

Zaspany Szczecin budzi się do życia przez poranne promienie. Zza uchylonego okna słychać kilka ptaków, kraczących w czasie lotu. Ruch aut się zwiększa, podobnie jak częstotliwość komunikacji miejskiej i ilość ludzi na przejściach dla pieszych. I pomyśleć, że każdy z nich ma kilka obliczy, głównie takie, których nie widzi nikt inny poza tą jedną wyjątkową osobą.

"Wewnętrzna wolność"

we mnie pną się
słoneczne kwiaty polne
bursztynowe zboża
i młodych drzew konary
wychodzą mi przez usta
przez oczy i uszy
tworzą bukiety wspomnień

we zamieszkał ptak
o kolorowych skrzydłach
które rozkłada w moich płucach
przyciągając mi niepodległe niebiosa

we mnie kłębią się
wolności różowe obłoki
osiadły w żyłach i przewodach
mgliście smakują na ustach

a ty mój miły
otwórz mnie
wypuść ze mnie
te łaskoczące motyle

-Lena Jastrzębska 16 lutego 2015 r.

Kocham zasypiać w Jego ramionach. Moment, w którym jest On ostatnią rzeczą jaką widzę zanim zamknę oczy. Chwilę przed tym, gdy moje myśli staną się coraz bardziej gęste i powolne.
Kiedy zawieszona między snem a rzeczywistością, zacznę mylić jawę z fantazją, wtedy ostatni raz spojrzę na Niego spod przymrużonych powiek i z leniwym uśmiechem na ustach usnę wiedząc, iż jest On najrealniejszą rzeczą, jaka mnie kiedykolwiek dotknęła.
—  Chyba napiszę o Tobie książkę

mksxjaehyo asked:

Dlaczego gloryfikujesz typa który prawie mnie zabił z paskudnym uśmiechem na ustach? Jakieś wytłumaczenie? Teraz? Natychmiast?

Jego uśmiech jest piękny :”c przepraszam senpai… Ale gdyby Cię zabił byłoby łatwiej porobić parę rzeczy…… albo nie, nie wazne. Tak. Postąpił okropnie.