tramwaj

I pisz do mnie o wszystkim. Że kawa jest za gorąca i że lodówka zbyt pusta. Że gdy biegłeś na tramwaj, na Konopnickiej, ochlapał Cię czerwony samochód. Ford chyba. I że na sali ktoś śpi w trzecim rzędzie pod oknem, a wykładowca założył krawat sprzed wojny. Że przerwy zbyt krótkie, a papierosy za drogie. Że dzień zbyt szybko mija i czasu za mało by wszystko opowiedzieć.

Człowiek może być “zobowiązany” do radości. W tym znaczeniu ktoś, kto jadąc tramwajem, staje się świadkiem cudownego zachodu słońca albo zaczyna czuć zapach kwiecia akacji, ale zamiast oddać się sposobności przeżywania piękna przyrody, dalej czyta gazetę – można powiedzieć, że ten ktoś w pewnym sensie “zaniedbuje obowiązek”.

— Viktor E. Frankl: Lekarz i dusza

Nie ma większej straty czasu niż czekanie, a czekamy przecież non stop. Na tramwaj, na kawę, na film, na niektóre osoby. Czekamy stojąc w korku, w kolejce w sklepie, aż wystygnie zupa, aż skończą się reklamy. Czekamy na lato, słońce, śnieg i deszcz, lepszą pogodę, święta, na ciasto z piekarnika, na zagotowanie wody, na windę, na wakacje i na weekend, na wypłatę, na lepsze czasy, aż w końcu na przyjaźń, gwiazdkę z nieba i miłość. …i obudzimy się kiedyś za starzy, za brzydcy, zbyt zmęczeni, za grubi, za słabi, zbyt wypaleni, za mało kreatywni… i jeśli nie będziemy starać się teraz, później już nic nie wynagrodzi nam straconych dni, dlatego rodzi się w mojej głowie pytanie: a czy Ty dzisiejszy dzień przeżyłeś czy przeczekałeś?
—  Bezustannie
Muszę wrócić do źródła, bo przecież nie po to kładę się spać, by sny o wolności przerywały mi rozklekotane tramwaje. I nie po to mam płuca, by je gwałcić fabrycznym dymem. Muszę wrócić do źródła, bo nie po to mam oczy, by je drażnić widnokresem z betonu. I nie po to mam serce, by mi pękało na środku pustej ulicy milionowego miasta. Aby żyć, muszę wrócić do źródła. Tu, gdzie teraz jestem, świat skończył się już dawno.
—  Jarosław Borszewicz
PIERWSZY LIST OD OSTATNIEJ MIŁOŚCI
Niebo nad Krakowem
ma kolor moich myśli,
a krakowskie tramwaje
mają barwę twoich oczu…

Nie wiem, czy ty to czujesz,
ale z każdym rokiem
kocham cię o 365 dni mocniej,
a w latach przestępnych aż o 366!

Nic nie łączy ludzi tak bardzo
jak rozłąka.
Dlatego śpię w okularach,
aby cię lepiej widzieć,
gdy mi się przyśnisz.

Bo tak szczerze mówiąc,
to już tylko tęsknota za tobą trzyma mnie przy życiu
i nie mogę się doczekać naszego spotkania.
Powspominamy to,
co się między nami nigdy nie zdarzyło
i zaplanujemy coś, co już dawno zrobiliśmy.

Wiem, wiem!
Napisałeś ostatnio, ze miłość nie istnieje…
No to jak w takim razie  wytłumaczysz fakt,
że po każdym rozstaniu z tobą
ważę o połowę mniej?
PS
Dobrze, że jesteś,
bo już się bałam,
że do końca życia będę niczyja…
—  Jarosław Borszewicz - Pomroki