to zawsze moja wina

Czekam na ciebie...

Od pewnego czasu, jestem przybity i emanuje smutkiem. Oczywiście, że gdy ktoś spyta to mówię, że nic - nie za bardzo mi w to wierzą. A chodzi o to, że boli mnie to, że najbliższa mi osoba mnie opuściła. To była moja wina. Nie potrzebnie wyładowywałem na niej swoją złość. Zawsze to znosiła, ale wtedy zrobiłem to za mocno. Sam o sobie myślę, że jestem chamski, niedojrzały, irytujący, a także arogancki. Cieszył mnie fakt tego, że była. Cieszyło mnie to jak ze mną wytrzymywała, a ja to z pieprzyłem. Zwaliłem na całej linii. Przeprosiłem ją, powiedziała, że “mi wybaczyła”, powiedzmy. Ale i tak się ze mną nie przyjaźni, nie gada, nawet nie chce przebywać w moim towarzystwie. Smutne jest też to, że nie chce ode mnie prezentu na nadchodzące urodziny na które czekałem ponad pół roku tej znajomości tylko po to żeby jej złożyć głupie życzenia, których, nawet też nie przyjmie. A chyba najżałośniejsze, najśmieszniejsze, czy po prostu najsmutniejsze jest to, że ja nie mam jej niczego za złe i tylko czekam jak jej przejdzie, i znów będzie po staremu, gdy każdy mi mówi żebym o niej zapomniał, że to się nie zmieni…