teatralne

#13295

Nie chcę się z tobą pieprzyć. Seks jest dla mnie śmieszny, przereklamowany. Nikt mnie nie pociąga, włącznie z tobą. Chuj wie czemu tak chcę, żebyś mnie zbił, zatłukł. Wiem, że cię wkurwiam, bo jestem bezczelny, niezaangażowany, apatyczny, arogancki i samolubny, a Pan Wolontariat, Kółko Teatralne i Same Piątki tego nie lubi. Zatkaj mi czymś tę tryskającą jadem mordę, żebyś nie musiał tego słuchać i mnie zajeb, pobij, potnij, błagam, bo wyobraźnia już mi nie wystarcza, to niezaspokajalna potrzeba.

Wear it like a crown - część 5.2

Miłego czytania! x



Louis poruszał się wśród ulicznych dzieciaków, jakby był jednym z nich.

Nie, to złe określenie. Poruszał się jak lider, jak ktoś, kto zapewniał innym poczucie kierunku i wiedział, że słuchali każdego jego słowa. I tak było. Były dzieciaki, które próbowały stworzyć aurę niebezpieczeństwa – czapki z prostym daszkiem i mroczne tatuaże – oni wszyscy orbitowali wokół Louisa. Oni mu ufali. Zwyczajne „Mamy dzisiaj specjalnego gościa, ale każdy, kto będzie zawracał mu głowę, odpowie przede mną” wystarczyło, by zażegnać wszelkie problemy.

Harry zastanawiał się, czy szatyn zdawał sobie sprawę jaką moc posiadał. Raczej nie.

Kim w ogóle był ten facet? Co nim kierowało? I gdzie były jego młodsze siostry? Nigdy wcześniej nie wspominał o swojej rodzinie, nie powiedział nic o swojej przeszłości, mimo wielu godzin spędzonych razem. Czyżby z jakiegoś powodu stracił kontakt ze swoją rodziną, i właśnie w ten sposób ich zastępował, otaczając się bandą kłopotliwych dzieciaków i upewniając się, że jedli do syta przynajmniej raz w tygodniu?

Keep reading

Unknown, unlabeled, untitled – rozdział 11

Tytuł: Unknown, unlabeled, untitled

Pairing: Larry Stylinson

Opis: „Okryty złą sławą członek boy bandu opuścił klub z nieznajomym.” Louis przeczytał nagłówek. Pod spodem było zdjęcie chłopaka z ciemnymi loczkami, zielonymi oczami i bardzo ciasnymi spodniami. Oboje przez chwilę uważnie studiowali artykuł, przelotnie go czytając.
- Czy to…? – Louis zmarszczył brwi. Ten koleś wyglądał prawie dokładnie jak…
Niall przechylił głowę na bok.
- Jak do…?
- Czy on nie wygląda jak…? – powiedział Louis.
- Te włosy… - przytaknął mu Niall.
- Usta… - dodał Louis. Dokładnie znał te usta.
Byli cicho przez chwilę, a potem…
- CHOLERA JASNA! – wykrzyknęli jednocześnie.
- Louis…?
- Tak? – szepnął bez tchu.
- Właśnie pieprzyłeś się z najbardziej pożądanym facetem na tej ziemi. Pieprzyłeś się z Harry’m Styles’em z One Direction.

Od tłumaczki: Hejka! W końcu jest jedenastka! Przepraszam, że tak późno, ale zarówno ja, jak i moja beta miałyśmy trudny okres w szkole/na uczelni, więc wybaczcie. Mam wrażenie, że ten rozdział jest totalnie do dupy przetłumaczony, ale może końcówka wam to wynagrodzi :) Poza tym za tydzień zaczynam ferie, więc może uda mi się wyrobić z następnym rozdziałem trochę szybciej :)

Enjoy! 

Rozdział 11

Not that kind of follower

*Persepktywa fana*

- Jenna, jesteś tego pewna? – zapytała Elle, pozostając w tyle za dziewczyną. – Czuję się jak nadrzędny stalker!

- Chcesz się dowiedzieć kim jest Tommo, czy nie?

- Tak, chcę – westchnęła Elle. – Ale to, co robimy, jest takie przerażające.

- Już jesteśmy na miejscu. Za późno żeby wracać – Jenna powiedziała z determinacją, więc Elle porzuciła marne próby przekonania jej. Przeszły między budynkami uniwersytetu. Był późny poranek, co oznaczało, że po kampusie kręciło się sporo ludzi. Jenna i Elle opuściły swoje zajęcia, tylko po to, by być może mieć małą szansę znalezienia jakiejkolwiek wskazówki, kim jest tajemniczy Tommo. Sprawdziły w Internecie kiedy odbywają się zajęcia teatralne i złapały autobus na kampus.

- Okej, zacznijmy! – powiedziała Jenna, z jedynie lekkim zawahaniem. Rozejrzała się, próbując znaleźć kogoś, kto wyglądał na typ imprezowicza, ponieważ doszły do wniosku, że Tommo najwyraźniej dużo imprezował i wydawał się być jedną z tych głośnych osób.

- Zapytajmy jego – powiedziała Ella, wskazując na chłopaka w bluzie z kapturem i słuchawkami wystającymi z kieszeni. Miał ciemne włosy, był lekko opalony, wysoki, o szerokich ramionach.

- Cześć! – Jenna wesoło zawołała do niego. Spojrzał na nią zdezorientowany, jednak uśmiechnął się.

- Cześć?

- Mogę ci zadać pytanie? – odezwała się Jenna, a Elle została za nią w tyle, czując się trochę niezręcznie. – Wiesz gdzie odbywają się zajęcia, jeśli uczysz się by zostać nauczycielem teatralnym?

- Uh, tak. – Pokiwał głową w kierunku dużego budynku, jakieś sto metrów dalej. – Tam.

- Dziękuję! I och, znasz kogoś, kto mógłby nazywać się Tommo? – Obserwowała jak jego oczy robią się ciemniejsze, trochę smutne, ale potem chłopak potrząsnął głową. – Jesteś pewny? – zachęciła.

- Tak. Na razie – powiedział im i odszedł szybkim krokiem. Jenna z podejrzliwością obserwowała jego oddalające się plecy.

- Wyglądał jakby wiedział.

- Proszę, czy możemy iść dalej? – popędziła ją Elle. – Chciałabym wrócić do szkoły.

- W porządku, chodź w takim razie.

Podeszły do budynku, który wskazał im chłopak. Otworzyły wielkie drzwi i wśliznęły się do środka. To miejsce wyglądało jak normalna szkoła, ale z wysokim sufitem i marmurową podłogą. Tuż naprzeciwko wejścia znajdowały się szerokie schody, prowadzące na drugie piętro. Jenna i Elle popytały trochę i dowiedziały się, gdzie odbywały się zajęcia. Na szczęście było to na pierwszym piętrze. Założyły wysokie buty, żeby nie wyglądać na niskie, wśród starszych od siebie ludzi. Obie miały tylko siedemnaście lat, a reszta ludzi wokół miała mniej więcej koło dwudziestki i wyżej. W końcu udało im się znaleźć odpowiednią klasę. W holu stali ludzie, rozmawiając i śmiejąc się. Jenna zmierzyła tłum wzrokiem.

- On powinien tu być. Ich zajęcia zaczynają się za mniej więcej… – Spojrzała na zegarek. – … trzy minuty.

- Sama nie wiem. Brzmi jakby kopał rowy – powiedziała Elle, marszcząc brwi. Mimo wszystko był ranek, więc może zdecydował się opuścić zajęcia? Nie mogła znaleźć wśród tłumu nikogo, kto pasowałby do opisu Tommo. Nikt nie wyglądał za bardzo jak ten Tommo, którego sobie wyobrażały. Nikt nie miał na sobie bluzki w paski albo toms’ów, ani nie wyglądał za bardzo gejowsko, szczerze mówiąc. Nie, żeby wierzyły w  stereotypy, ale jednak. Nikt nie wyglądał tak, jak tego oczekiwały. Wyglądający na nauczyciela mężczyzna przeszedł przez korytarz zamaszystym krokiem, na co Jenna jęknęła. Cholera. Tommo się jeszcze nie pokazał. Albo był gdzieś w tłumie, wyglądając inaczej niż to sobie wyobrażały.

- Dzień dobry, klaso – powiedział radośnie mężczyzna i różne glosy odpowiedziały mu „dzień dobry”. Studenci zaczęli wlewać się do klasy, kiedy nauczyciel przytrzymywał drzwi.

- CHWILA! – głośny głos przetoczył się przez korytarz. Głowa Jenny podskoczyła gwałtownie by rozejrzeć się dookoła i zobaczyć chłopaka, biegnącego przez korytarz. Na stopach miał toms’y, ubrany był w czerwone, podwinięte u dołu i ujawniające kostki spodnie, dopasowaną białą bluzkę i rozpinany sweter. Jego włosy były karmelowe i miękkie, grzywka porządnie ułożona, a jego skóra opalona, chociaż w tej chwili wydawał się być podenerwowany. Tak, pomyślała Jenna. Tak, tak, tak.

- PROFESORZE DUNCAN! – wrzasnął, a nauczyciel obrócił głowę i westchnął na widok biegnącego chłopaka. – Niech się pan nie waży zamykać tych drzwi, dopóki ja nie będę w środku, psorze!

- Tomlinson, dlaczego zawsze się spóźniasz? – powiedział nauczyciel, potrząsając głową, ale z błyskiem czułości w oku.

- Tomlinson?! – wyszeptała Elle do Jenny. – TOMlinson! – przygryzła policzek, żeby nie zacząć krzyczeć.

- Przyrzekam, że tym razem miałem ważny powód! – powiedział chłopak.

- A cóż to mogło być? – profesor Duncan zastanawiał się zirytowanym tonem, w ogóle nie wierząc, że ten powód był ważny. Chłopak szybko przebiegł między dwiema dziewczynami. Był już przy drzwiach, torba ześlizgiwała się z jego ramienia.

- Mój chłopak mi obciągał, więc musiałem się spóźnić – Tomlinson wyjaśnił z bezczelnym uśmiechem na twarzy, łapiąc oddech po biegu. Wszedł do środka, a nauczyciel przewrócił oczami.

- Och mój pieprzony Boże! – Jenna prawie krzyknęła do Elle.

- Dziewczyny? Jesteście w mojej klasie? – Pytanie było skierowane do nich.

- Nie, proszę pana – odpowiedziała Elle, próbując zachować spokój. Profesor zamknął za sobą drzwi.

- JEZU PIEPRZONY CHRYSTE! – wybuchła Jenna.

* * *

Zajęcia były nudne. Naprawdę cholernie nieinteresujące. Słyszał to wszystko wcześniej. Jasne, lubił profesora, chociaż mieli trochę burzliwy związek. Koledzy z klasy też byli w porządku, ale Louis czuł wstręt do monotonnej, powtarzającej się pracy. Lubił kiedy wszystko było nowe i ekscytujące, to sprawiało, że było interesująco. To jednak, zdecydowanie takie nie było.

Jego myśli podryfowały w kierunku ostatnich dni. Po swojej małej wpadce na twitterze, która właściwie nie była taka zła, jeśli się o tym myślało, Torry shippers były zdezorientowane. To była dobra rzecz. Szczerze, nie do końca rozumiał ten wielki szum wokół swojej osoby. Jedyną rzeczą, która mogła prowadzić do przypuszczenia, że Louis i Harry mogliby być razem, było zdjęcie przedstawiające Harry’ego, gdy opuszczał klub z nieznajomą osobą tej pamiętnej nocy. I Louis, który tweetnął dzień później, że zaliczył kogoś i wie coś, czego nie wie nikt inny. Poza tym, nic. Jak mogła zrobić się z tego taka wielka sprawa? Och tak, jasne. Harry zaobserwował go kilka dni później. Ale pomijając to, tak naprawdę nie było niczego, na czym Torry shippers mogły opierać swoje przypuszczenia! Jak mogła wyniknąć z tego taka wielka sprawa? Pewna myśl zabłysnęła w umyśle Louisa. Jeśli ludzie tak szybko zaczęli przypuszczać, że Harry umawia się z Tommo, najwyraźniej już wcześniej musiały być jakieś podejrzenia, że nie był całkiem hetero, prawda? To było zbyt szalone, żeby ludzie tak po prostu natychmiast, bez jakiegokolwiek dowodu, zaczęli wierzyć, że Harry umawia się z kimś tej samej płci,. Okej, Louis musiał przyznać, że kiedy oglądał kilka wideo z udziałem One Direction, zanim zetknął się z tym całym szaleństwem na punkcie 1D, Harry miał kilka momentów, gdzie nie wyglądał szczególnie jak stereotypowy heteroseksualista. Zauważył też inne rzeczy. Harry nie wyszczególniał konkretnej płci. Kiedy był pytany czego szuka w dziewczynach, zawsze odpowiadał słowami „ta osoba”, „ten ktoś” albo „ktoś kto”, a raz nawet „jeśli kogoś lubisz, lubisz go”. To mogło być uznane za „jego” albo „ich”, ale Louis widział jak to ześlizguje się z jego ust, wierząc, że Harry miał na myśli to pierwsze. Więc może ludzie już tak jakby wiedzieli, że Harry’emu aż tak bardzo nie podobały się dziewczyny? Cóż, dla mediów był tak hetero, jak Barney Stinson w „Jak poznałem waszą matkę” (jeśli pominiecie fakt, że aktor był gejem), ale niektórzy ludzie wiedzieli. To tak, jakby to wszystko dało Louisowi trochę nadziei. Jeśli od czasu tej sytuacji z Torry’m ludzie już wiedzieli i zaakceptowali to, więc może nie będzie tak źle, jak się obawiali, jeśli Harry będzie się później chciał ujawnić?

- Tomlinson, byłoby mi miło, gdybyś wrócił z powrotem do mojej klasy, proszę – powiedział surowo Duncan, mierząc go wzrokiem, gdy Louis siedział, gapiąc się przez okno. Szarpnął się gwałtownie na swoim siedzeniu, zaskoczony przerwaniem jego rozmyślań. Część klasy wybuchła śmiechem, a Louis wpatrywał się w nauczyciela.

- Wiesz, psorze, nie ładnie budzić tak kogoś ze snu – powiedział bezczelnie.

- Zachowuj się – zganił go Duncan, unosząc siwą, krzaczastą brew. Louis przewrócił oczami i skupił się na zajęciach.

W końcu pozwolili im stamtąd wyjść. Louis ciągnął się za grupą, gdy Duncan wskazał na niego swoim cudownym, nauczycielskim wskaźnikiem, jakby chciał powiedzieć „Obserwuję cię, dzieciaku” i Louis przewrócił ciepło oczami w jego kierunku. Chwilę później jego telefon zaczął dzwonić. Odebrał, z uśmieszkiem patrząc na ekran.

- Cóz, cóż – powiedział, idąc korytarzem i mijając dwie dziewczyny, które stały opierając się o ścianę. – Minęło dopiero trochę ponad godzinę, a ty już szarpiesz się za włosy, krzyczysz i płaczesz, bo za mną tęsknisz.

- Ha ha – powiedział Harry na drugim końcu linii.

- Co jest?

- Cóż…

Louis wybuchł śmiechem.

- Więc tęskniłeś za mną! – Na jego twarzy pojawił się uśmieszek, czuł jak w jego klatce piersiowej robi się ciepło. Harry był uroczy.

- Zamknij się – odpowiedział chłopak po drugiej stronie linii, brzmiąc jakby rumienił się i Louis mógł dokładnie wyobrazić sobie jak jego policzki zabarwiały się na różowo, jak zawstydzony odgarniał włosy i jak ten jeden dołeczek ukazywał się, kiedy uśmiechał się nerwowo. Westchnął. – Ale tęskniłem…

- Gdzie teraz jesteś? – zapytał Louis. Miał dzisiaj tylko jedne zajęcia i wracał do domu przed pracą.

- W twoim mieszkaniu? – powiedział Harry.

- Jeszcze? Nie masz pracy albo czegoś lepszego do roboty? Och Boże, nie mów, że leżysz w moim łóżku, wąchając prześcieradła albo robiąc coś równie przerażającego. Jeśli już, to powinieneś je wyprać. Nie chcę w nich spać po ostatniej nocy – powiedział z uśmieszkiem na twarzy, kiedy wyślizgnął się przez drzwi szkoły, przytrzymując je otwarte dla dwóch dziewczyn, które ciągnęły się za nim.

- Nie wącham prześcieradeł! – zaprotestował Harry. – Ale jestem w twoim łóżku, wciąż nieubrany…

Louis przewrócił oczami.

- Nie zrobiłeś jeszcze śniadania dla naszego maleństwa?

- Jeszcze nie wstał – powiedział Harry. – I myślę, że trochę się mnie boi, bo powiedziałem, że go zabiję. Można by pomyśleć, że zrozumie, iż nie mówiłem serio. Cóż, może tylko trochę.

- Jestem pewny, że jeśli potraktujesz go dobrze kawą i naleśnikami, znowu cię pokocha. – Louis przeszedł przez kampus, kierując się w stronę ulicy, poza teren uniwersytetu.

- Może przekupię go jeszcze bekonem.

- Tak zrób.

- Albo mógłbym po prostu zostać nagi w łóżku i poczekać tu na ciebie.

- Hej, skarbie. Mamy brudne myśli, co?

- Tylko troszeczkę…

- Cóż, jeśli będziesz miał szczęście, może dostaniesz buziaka, kiedy wrócę do domu… – Louis wymruczał do telefonu.

- Naprawdę? Co jeszcze? – głos Harry’ego był niski i głęboki, sprawiał, że Louis chciał pobiec do domu i zaatakować go. Dlaczego jego chłopak był tak niewiarygodnie seksowny? Wtedy przyszło mu coś do głowy.

- OCH MÓJ PIEPRZONY BOŻE! – wykrzyknął. – JEŚLI TY SOBIE DO TEGO OBCIĄGASZ, TO JA CIĘ ZABIJĘ!

Usłyszał za sobą pisk. Harry zaśmiał się do telefonu.

- Nie obciągam sobie – powiedział. – Ale mógłbym…

Louis odwróci się i zobaczył dwie dziewczyny, którym przytrzymał drzwi, stojące tylko niecałe dwa metry dalej. Wiedział, że słyszały to co właśnie powiedział. Pokiwał im i uśmieszek uformował się na jego ustach, gdy ujrzał wyraz zaszokowania na ich twarzach. Odwrócił się znowu, wchodząc na chodnik poza kampusem.

- Kochanie, jeśli mógłbyś zatrzymać te myśli przez jakieś piętnaście minut, będę tam z tobą.

- Dla mnie brzmi dobrze. Plus, jesteś mi coś winny za dzisiaj rano.

- Więc teraz jesteśmy sobie winni różne rzeczy? – powiedział Louis. – W tym przypadku, powiedziałbym, że jeśli mamy liczyć blowjoby, nadal jesteś daleko w tyle. Miałem swoje usta wokół ciebie o wiele więcej razy niż ty wokół mnie. – Louis zastanawiał się czy to było okej, rozmawiać w ten sposób na ulicy. Mógł zostać aresztowany za coś jak … totalne… seksualne… demoralizowanie?

- Cóż, technicznie, ale jeśli…

- Przerwę ci w tym momencie, kochanie. Odbędziemy tę konwersację, kiedy wrócę do domu, a teraz dzwonię po taksówkę, więc proszę nie mów nic zboczonego, albo zostanę wyrzucony z taksówki za odpowiadanie tobie.

Louis zamachał na przejeżdżającą taksówkę i auto zatrzymało się przy krawężniku. Nie zauważył, że dwie dziewczyny, które szły za nim, zrobiły dokładnie to samo.

* * *

*Persepktywa fana*

- Tak jakby umieram – powiedział Elle, opierając głowę na dłoni, z łokciem opartym na stole.

Podążyli autem za wyraźnie gejowskim chłopakiem, otrzymując bardzo dziwne spojrzenie od kierowcy taksówki, kiedy poprosiły go, żeby jechał za inną taksówką. Jenna najwyraźniej nie zdawała sobie sprawy, że śledzenie kogoś było dosyć przerażające. Siedziały w kawiarni, naprzeciwko ulicy, przy której stał budynek, do którego wchodził chłopak. Zamówiły coś do jedzenia, bo nie wiedziały jak długo „Tomlinson” będzie w środku.

- Ja też – westchnęła Jenna. Minęło już półtorej godziny. To zaczynało się robić niedorzeczne. Może powinni po prostu wrócić tutaj innego dnia?

- Naprawdę wierzysz, że to jest Tommo? – zapytała Elle, lekko marszcząc czoło. Nie mogła nic poradzić na wątpliwości przepływające przez jej umysł. Jak miały się dowiedzieć czy Tommo i Harry się umawiają? Tommo napisał, że ma chłopaka, a Harry mówił, że jest singlem. To nie pasowało. Wyraziła swoje myśli na głos do Jenny, a ta tylko potrzasnęła głową.

- Naprawdę myślisz, że ich management pozwoliłby Harry’emu powiedzieć, że umawia się z kimś, a zwłaszcza z chłopakiem?

- Cóż, nie.

- A ten koleś, za którym szłyśmy? Nosi czerwone spodnie, jest bezczelny i jest gejem. I rozmawiał przez telefon z kimś, kto najwyraźniej jest jego chłopakiem. I, och, jego nazwisko to „Tomlinson”!

- Ale co z tym kolesiem, N.? To mógłby być jego chłopak – kłóciła się Elle. Nie chciała, żeby to była prawda, ale jednak.

- Whatever. Po prostu zobaczmy co się stanie.

Zajęło to dwadzieścia minut.

- Och mój pieprzony Boże! – wykrzyknęła Elle. Na szczęście to miejsce było prawie puste, poza kelnerką, która popatrzyła na nich w szoku. Łzy zaczęły spływać po twarzy Elle, a Jenna podskakiwała w górę i w dół jak idiotka. Z tego pieprzonego budynku, do którego wszedł wcześniej Tomlinson, wyszedł właśnie nie kto inny, jak ich największy idol. Harry pieprzony Styles.

- Ja zaraz umrę! – krzyczała Jenna. Ella dalej płakała, łapiąc się za włosy. Jenna nie wiedziała co robić. Harry miał na sobie swój znak rozpoznawczy: czarne, ciasne jeansy, luźny, ciepły sweter, a jego loki schowane były pod beanie. Wyglądał na promieniejącego, uśmiech igrał na jego ustach. W rzeczywistości był jeszcze piękniejszy. Rozejrzał się na boki, a później szybko wspiął się do czarnego auta, które zaparkowane było przed budynkiem. Odjechał.

- Umieram. UMIERAM! – zapłakała Jenna. Elle wciąż trzęsła się od łez. Kelnerka nadal gapiła się na nie.

Tylko dwie minuty później z budynku wyszła dwójka chłopaków. Jednego z nich rozpoznały jako Tomlinsona, teraz miał na sobie inne ubrania. Drugiego chłopaka nie widziały wcześniej. Był trochę wyższy od Tomlinsona, jego włosy były pofarbowane na ładny blond odcień. Uśmiech nie opuszczał jego twarzy, miał na sobie białe buty i czarne jeansy. Zaczęli iść wolno w dół ulicy.

Jenna chwyciła Elle za ramię, narzuciły kurtki na ramiona i wybiegły z kawiarni.

* * *

- Nie jestem co do tego całkiem pewny – powiedział Louis, gapiąc się na szarawe i wyglądające na zimne, jezioro, marszcząc przy tym brwi. Już zamarzał, stojąc dopiero półnagi, ubrany tylko w kąpielówki. Był późny marzec. Marzec!

- Zamknij się. Chcesz, żeby ubrał tę sukienkę, czy nie? – Niall pokiwał w kierunku drugiej strony jeziora, gdzie z telefonem w dłoni stał Harry, gotowy by zacząć nagrywać w sekundzie, gdy Louis skoczy. Był wczesny ranek i niewielu ludzi dookoła. Louis został wyciągnięty z łóżka przez Nialla, rannego ptaszka, błagającego o trochę zabawy. Zabawy, czyli oglądania jak Louis łapie zapalenie płuc.

- Tak – westchnął Louis. Naprawdę chciał zobaczyć przebierającego się Harry’ego, który zawstydzi siebie. Głównie dlatego, że Harry nawet przez sekundę nie wierzył,  że Louis poradzi sobie ze swoją częścią zakładu.

- Cóż, w taki razie ruszaj! – Niall wskazał na jezioro. Louis zmarszczył nos w niezadowoleniu. Ranek był trochę mglisty, niebo szare i zachmurzone, i szczerze mówiąc jezioro nie wyglądało za bardzo świeżo, ani nawet trochę czysto.

- Nie chcę – jęknął Louis.

- Jeśli sam tego nie zrobisz, to cię popchnę – zagroził Niall. Louis dalej jęczał, ale zrobił niepewny krok do przodu. Widział Harry’ego na drugim brzegu, ubranego w ciepłą kurtkę i prawie na pewno mógł stwierdzić, nawet z tej odległości, że uśmiechał się złośliwie. Suka.

- Jesteś gotowy czy co? – krzyknął Harry przez całe jezioro.

- Nie popędzaj mnie, suko!

- Nie bądź taką ciotą! Skacz! – odciął się Harry i Louis zmrużył oczy. Nikt nie nazywał Tommo ciotą.

- Przysięgam na Boga, że jeśli coś spieprzy i zapomni wcisnąć nagrywania, zabiję go – powiedział przez zęby do Nialla.

- Słuchaj, czy masz zamiar zrobić to w najbliższym czasie? Bo ja tu odmrażam sobie tyłek. Pospiesz się! – narzekał Niall.  Louis powoli obrócił się do niego.

- Czy ty mówisz serio? – Louis spiorunował go wzrokiem, stojąc tylko w kąpielówkach. – TY odmrażasz sobie tyłek? – Jeśli spojrzenie mogłoby zabijać, Niall byłby teraz w grobie.

- Idę stanąć obok Harry’ego… – Blondyn szybko odsunął się do Louisa i potruchtał wokół jeziora, zajmując miejsce po drugiej stronie. Louis jęknął w duchu, gapiąc się na zimną wodę, jakby go coś bolało.

- NO DALEJ, LOUIS! – wrzasnął Niall.

- Zaczynam nagrywać! Teraz albo nigdy! – dodał Harry i podniósł telefon do góry.

- Pieprzcie się, oboje! – przeklął ich Louis. Zrobił ostatni krok i z krzykiem skoczył. Myślał, że zaraz umrze. UMRZE. Nie, ale tym razem poważnie. Jego kończyny natychmiast zaczęły boleć z zimna, a płuca były nienaturalnie ciężkie. Oddychał ciężko, próbując złapać powietrze i przeklinając głośno Nialla i Harry’ego, którzy rechotali jak idioci. Louis wyczołgał się z jeziora, krzycząc:

- CHYBA ZARAZ ZEMDLEJĘ. NIENAWIDZĘ WAS!

Śmiech był jedyną odpowiedzią, jaką usłyszał. Jego ciało ociekało lodowatą wodą, kończyny trzęsły się jak szalone. Poważnie, czuł jakby jego usta przybrały niebieski odcień, a jego ruchy były sztywne. Boże, gdzie były ubrania, które ze sobą wziął? Obrócił się dookoła, szukając ich desperacko. Ale nigdzie ich nie było!

- Gdzie do cholery są moje ubrania?! – wrzasnął. Kobieta, który wyprowadzała na spacer psa, gapiła się na niego, jakby był szaleńcem. Cóż, jeśli pływałabyś w jeziorze, na mroźnym zimnie i nie miałabyś żadnych ubrań, też byś tak wyglądała, suko. Usłyszał jak śmiech dwóch idiotów z drugiego końca jeziora staje się jeszcze głośniejszy i zamarł. Powoli obrócił się i zobaczył, że prowokująco trzymali w górze jego ubrania. Harry nadal filmował.

- HAROLD, JESTEŚ MARTWY! – krzyknął.

* * *

- To twoja wina – powiedział Louis i zakaszlał. Leżał zapakowany szczelnie w łóżku, kołdra podciągnięta była aż po samą brodę, a na stoliku nocnym stał kubek gorącej herbaty. Harry leżał na kołdrze obok niego i głaskał go po głowie.

- Wiem. Przepraszam, kochanie – powiedział miękko.

- Jestem chory przez ciebie.

- Przepraszam. – Harry wycisnął miękki pocałunek na jego skroni. Louis westchnął z zadowoleniem. Jeśli bycie chorym oznaczało bycie zasypywanym pocałunkami Harry’ego, to było całkiem w porządku. Poza kaszlem, który zafundowała mu zimna woda.

Harry opublikował wczoraj na twitterze wideo przez aplikację keek, i teraz czternaście milionów ludzi plus siedem tysięcy Louisa (followersi, których nazywał SWOIMI, i którzy byli z nim od początku) zobaczyli kąpiel Louisa w jeziorze razem z kaczkami. Harry nagrywał z drugiego brzegu, tak, że nikt nie był w stanie powiedzieć jak Louis wygląda, chociaż jego zasób przekleństw został bardzo jasno ujawniony. Ludziom podobało się nagranie, a Louisowi z pewnością będzie się podobać to, co Harry musiał zrobić w zamian.

The Tommo (@TheTommo)
Mam nadzieję, że wszyscy jesteście zadowoleni z wyzwania, bo teraz jestem chory. Dzięki @Harry_Styles

Napisał ze swojego telefonu, gdy Harry położył głowę na jego, okrytym kołdrą, ramieniu. Oczy Harry’ego były zamknięte, ale nie spał. Wyglądał ślicznie. Jego policzek był przyciśnięty do Louisa, a jego brwi zmarszczone. Jego loki nie były tak kręcone jak zwykle, ale włosy pozostały miękkie i trochę puszyste. Louis zdusił w sobie chęć, by wysłać w twitterową przestrzeń wiadomość o uroczej pozycji Harry’ego na jego ramieniu.

The Tommo (@TheTommo)
Z braku rzeczy, o których mógłbym pisać kiedy jestem chory, mogę wam przyznać, że kilka dni temu 2 ludzi wyznało, że są we mnie zakochani tego samego dnia

The Tommo (@TheTommo)
Niestety, musiałem odrzucić ich obu. Smutny dzień w historii ludzkości… Ale co mogę powiedzieć, chyba jestem bardzo rozkoszną osobą.

- Kto ci powiedział, że jest w tobie zakochany? – zapytał Harry, jego głos był niski, a brwi lekko zmarszczone.

- Darren, a druga osoba jest poufna – powiedział Louis. Nie chciał ujawniać sekretów Nialla. Jeszcze nie był pewny jak Niall się z tym czuje. Nie był nawet pewny, czy blondyn w ogóle zamierza zbadać tę nową stronę siebie. W tym wypadku, mówienie czegoś byłoby bezcelowe.

- Darren powiedział, że jest w tobie zakochany?

- Yep.

- A ty odrzuciłeś ich obu… – Jego głos stopniowo cichł.

- Yep.

- Dla mnie?

- Oczywiście, że dla ciebie.

- Hmm – wymamrotał Harry. Wycisnął miękki pocałunek na okrytym materiałem ramieniu Louisa. Louis westchnął. Był teraz naprawdę szczęśliwy. W tle, z gównianej wieży Louisa, sączyła się cicha muzyka, Harry leżał na jego ramieniu i było mu bardzo ciepło i przytulnie. I gdzieś tam w mieszkaniu był też Niall. To też było miło wiedzieć.

Pomyślał o tweetcie, którego dopiero co wysłał. Darren powiedział mu, że go kocha. On nie odwzajemniał jego uczuć. Niall powiedział mu to samo, chociaż nie było to do końca prawdziwe, ale jednak. Nie odwzajemniał jego uczuć. Ale Harry przyciskający się do jego boku… Naprawdę mógłby wyobrazić sobie, jakby był w nim zakochany. Zastanawiał się czy już nie był? Nigdy wcześniej nie czuł się tak, więc skąd mógłby wiedzieć? A jeśli go kochał… Czy Harry czuł to samo, czy teraz to gówniany los odpłacał mu się za dwóch chłopaków?

- Haz? – zapytał wolno.

- Tak?

- Kiedy zamierzasz mi powiedzieć, że mnie kochasz? – zapytał. Harry zachichotał nisko.

- Cóż, jesteś całkiem bezpośredni, prawda?

- Tak.

- Nie wiem – odpowiedział szczerze Harry.

- Zrobiłbyś to teraz? – zapytał, prawie szepcząc.

- Myślę, że może mógłbym.

- Może nie powinieneś? – powiedział Louis, pozwalając swoim palcom przeciągnąć wolno przez ciemno czekoladowe włosy Harry’ego.

- Nie powinienem?

- Może to jeszcze nie czas.

Harry myślał o tym przez sekundę.

- Może nie.

- Nadejdzie odpowiedni czas.

- Tak – westchnął Harry.

- Kiedykolwiek będziesz gotowy – odpowiedział prosto Louis.

~*~*~

Skomentuj / Zapytaj

Zouis || In the Beginning

Tytuł: In the Beginning (Na początku)

Paring: Zouis (Zayn Malik i Louis Tomlinson)

Z udziałem: Liam Payne, Niall Horan, Harry Styles, Gemma Styles

Opis: Nie miał pojęcia, kiedy się to zaczęło. Pewnego dnia obudził się, a Louisa nie było przy jego boku, prawa strona jego łóżka była tak zimna, jakby w ogóle na niej nie leżał przez całą noc, mimo że Zayn pamiętał, iż zasypiali razem; tak zdarzyło się już któryś poranek z rzędu. Właśnie wtedy zorientował się, że coś jest nie w porządku. Było nie w porządku już od bardzo dawna. Zayn naiwnie wierzył, że to chwilowe, że pewnego dnia wszystko wróci do normy i ich związek będzie tak samo namiętny i gorący jak na samym początku. Ich ogień wypalał się z każdym dniem coraz szybciej. Pytanie, jakie krążyło po jego głowie przez cały czas, brzmiało: dlaczego?.

AU – alternatywna rzeczywistość, 1D nie istnieje

Ilość słów: +20000

Ostrzeżenie: Zawiera wątki homoseksualne, sceny dla dorosłych oraz przekleństwa

Inspiracja: „Let it Die” - Three Days Grace & „Rehab” - Rihanna

Od autorki: Hii! Nawet nie pamiętam, ile czasu minęło od ostatniego jedno-partu. Jestem ogromnie szczęśliwa, że udało mi się napisać to dość szybko, choć zanim w ogóle go zaczęłam, minęło kilka miesięcy. Pomysł na tego shota podesłała mi Miczlotka i z początku miał być to jedynie krótki prompt, lecz pomysł przypadł mi do gustu na tyle, że postanowiłam (za namową Miczi, bo zawsze macza w tym palce, za co ją ogromnie kocham i nienawidzę) zrobić z tego dłuższy projekt. Jestem z niego zadowolona i mam nadzieję, że wyszedł całkiem w porządku. I ostrzegam, że jest dość… ponury. ;)

Pewnie jest to dość jasne, ale jednak chciałam wyjaśnić sprawę co do budowy tego shota. Pierwszy fragment przedstawia jakoby sytuację obecną, po czym następne są wspomnieniami w kolejności chronologicznej rozgrywające się w różnych odstępach czasu, aż do przedostatniego fragmentu, który jest kontynuacją tego pierwszego. Ma to sens? Mam nadzieję, że tak!

Miłego czytania, kochani! xx

Keep reading

Young & Beautiful - Rozdział XXVII

Opis: Louis, ku swojemu przerażeniu, uczęszcza do elitarnego uniwersytetu, gdzie imię Zayn Malik coś oznacza, Niall Horan nie przestaje gadać, wszędzie stoją fortepiany, a Harry Styles, jedyny syn uzależnionego od narkotyków, psychicznie chorego, byłego rockmana, ma perfekcyjny uśmiech i pozbawione emocji oczy.

Autorka: Claire

Zgoda na tłumaczenie: Oczywiście jest!

Link do oryginału: Kliknij tutaj

Keep reading

Prompt - 1001 dni, 1001 róż

Anonim: Prompt-Louis i Harry mieszkali na wsi, jako zakochani nastolatki. Potem Hazz bez słowa wyjeżdża. Lou się załamuje. Po kilku latach Harry staje się sławny(zostaje członkiem 1D), a Lou o tym nie wie. Harry przyjeżdża do domu Lou z 1001 czerwonych róż(wtedy gdy niema Louis'a w domu )bo zamierza się oświadczyć Louis'owi. Tomlinson płacze gdy go widzi i daje mu z liścia. Lecz zgadza się. ;) Dziękuję bardzo!!

Autorka: Powiem nieskromnie, że jestem zadowolona:) Mam nadzieję, że wam się też spodoba:)

***************************************

Rozbrzmiał dzwonek oznaczający zakończenie lekcji, na korytarz wysypał się tłum uczniów cieszących się końcem zajęć i możliwością powrotu do domu. Przy szafkach zrobił się okropny tłok, każdy chciał się do niej dostać, by schować niepotrzebne książki i z lżejszym plecakiem móc opuścić szkołę. Wśród nich był 16-letni chłopak, z burzą loków na głowie.

 - Harry! – wysoki, zachrypnięty głos przebił się przez szum rozmów. Chłopak odwrócił się, jego zielone oczy błysnęły, a w policzkach pojawiły się dołeczki, kiedy usta ułożyły się w szerokim uśmiechu. W jego stronę zmierzał przystojny szatyn z roztrzepanymi włosami i najpiękniejszymi, błękitnymi tęczówkami jakie kiedykolwiek widział. To właśnie był jego Louis.

Louis był w ostatniej klasie i był gwiazdą szkoły. Wszyscy go uwielbiali. Wiecznie uśmiechnięty, zabawny, inteligentny…jak tu kogoś takiego nie kochać. Harry nie raz zastanawiał się co takie Tomlinson w nim widzi. Mógłby mieć każdego, ale on wybrał nieśmiałego Stylesa.

 - Cześć kochanie – Lou stanął na palcach cmokając loczka w policzek i chwytając jego dłoń – Gotowy?

 Harry pokiwał głową zamykając szafkę i razem ruszyli w stronę wyjścia. Przemierzając korytarz Harry czuł na sobie pełno spojrzeń innych. Wiedział, że ludzie szepczą na jego temat. Wiedział, że nie akceptują loczka jako chłopaka szatyna. Sam nie wiedział dlaczego, ale uważali, że nie był wystarczająco dobry dla niego, że nie jest wart Lou. Nie raz słyszał jak tak mówili. Znaleźli się również odważni, którzy powiedzieli mu to w twarz. Jednak nikt nie chciał mu wytłumaczyć dlaczego tak uważają. Louis o tym nie wiedział. Harry nie chciał mówić, bojąc się, że mu nie uwierzy. Z kolei inni przy Tommo udawali zachwyconych ich związkiem.

 - Wszystko dobrze Haz? – zauważył, że jego chłopak jest jakiś nie swój.

 - Tak – na potwierdzenie posłał mu uśmiech i cmoknął w policzek.

Keep reading