tajlandia

Phuket, Tajlandia

Phuket, Thailand

Jest to największa wyspa Tajlandii. Położona jest na morzu Andamańskim, jej środek jest górzysty, ale brzegi słyną z najpiękniejszych piaszczystych plaż.

Wyspa niestety ucierpiała w czasie tsunami w roku 2004, zginęło wówczas ponad 5 tysięcy ludzi.  Dosyć szybko starano się odbudować zniszczone regiony, a przynajmniej infrastrukturę turystyczną. Wprowadzono też programy ostrzegawcze przed tsunami.

Większość mieszkańców wyspy jest buddystami, ale dużą część stanowią także muzułmanie.

about Phuket

10

Na szczęście to, co zastaliśmy na wyspie spełniło nasze oczekiwania. Teraz czekają na nas trzy dni błogiego lenistwa i pysznego jedzenia. Na razie zaczęliśmy od curry z krewetkami, zupy kokosowej i najlepszego na świecie soku z arbuza.

Suvarnabhumi Gang-Bangkok

Na lotnisku Suvarnabhumi w Bangkoku wylądowaliśmy wczoraj po zaskokująco przyjemnym locie z Bangkok Airways (tani bilet, nowy samolot, pyszny, duży obiad i napoje w cenie). Wcześniej upewniliśmy się co do warunków Visa On Arrival, więc w dobrych humorach wyruszyliśmy do odpowiedniego oddziału Imigration Office.

Mając wypełnione wszystkie dokumenty otrzymane w samolocie, przygotowane zdjęcia w odpowiednim formacie, wypełniliśmy prosty formularz i staneliśmy w okienku po wizę. W okienkach obok siebie przyjęło nas dwóch panów rozwalonych wygodnie na krzesłach i po rzucie okiem na nasze paszporty i dokumenty padło pytanie: return ticket? Zdziwieni tak abstrakcyjnym pytaniem odpowiedzieliśmy niczym na spowiedzi, że kupimy w trakcie pobytu w Bangkoku, ponieważ nie wybraliśmy jeszcze najlepszej oferty. Pan obsługujący Kasię zaczął w tym momencie dłubać w zębach, a mój rozwalił się na swoim krześle, założył nogę na nogę i uciął sprawę krótkim zdaniem: no entry, bring me the ticket. Długopisem wskazał mi kartkę wisząca obok niego i na tym rozmowa się zakończyła. Po moim monologu z prośba o to, żeby chociaż nam zasugerowali co dalej Pan łaskawie poinformował mnie - są przecież przedstawicielstwa linii lotniczych na lotnisku, po czym rozmowę uznał za skończoną.

External image

Kartka informująca o warunkach Visa On Arrival na lotnisku w BKK wisząca na okienku wizowym.

Abstrahując od idiotycznego wymogu (którego nie spotkaliśmy w Indonezji, Kambodży, Wietnamie i Laosie, do których wlatywaliśmy korzytając z VOA), o którym nie ma słowa na oficjalnej stronie rządowej, najbardziej zabolał nas sposób załatwienia sprawy, który przypominał skośnooki PRL jakby wyjęty z filmów Bareji. Bangkok jest przecież doskonałym miejscem dla wielu backpackerów do krótkiego przystanku w podróży po Azji, aby dwa tygodnie później wylecieć gdzieś dalej - co jeżeli ktoś nie ma w dokładnie tej chwili odpowiedniej sumy na bilet, laptopa, czy zwyczajnie nie wie jeszcze gdzie chce się wybrać dalej? Nie wspominając o prozaicznym fakcie, że w tym momencie Twój bagaż jeździ sobie na taśmie w kółko i kto wie czy ktoś się nie skusi na samotny plecak zbyt długo czekający na właściciela.

Na szczęście przed wyjazdem spłaciliśmy karty kredytowe, naładowane laptopy mieliśmy w bagażu podręcznym, więc źli i zniechęceni takim przywitaniem zabraliśmy się do działania. Jak się okazuje wi-fi na lotnisku, choć otwarte - wymaga logowania. Nic na to nie wskazuje, ponieważ nie pojawia się żadna strona informacyjna (a przynajmniej nie pojawiała się wczoraj tak na PC jak i Mac). Jedynie ikonka w moim Win7 pokazywała połączenie do sieci bezprzwodowej, lecz brak połączenia do Internetu. W punktach informacyjnych, po wpisaniu się na listę i podaniu numeru paszportu (LOL), otrzymamy darmowy kupon na piętnastominutowe połączenie do wi-fi. Strona do wpisywania tego kodu nie pojawiała się, ale na szczęście istnieje też wersja premium darmowej sieci bezprzewodowej na lotnisku i na tym hotspocie nasz kod na szczęście zadziałał. Wybór i zakup biletu w kwadrans to utopia, ale na szczęście kuponów można wziąć więcej.

Po zakupie biletu pozostaje go wydrukować - tylko jak? Kawiarenek internetowych nie widzieliśmy, a w bezcłowych sklepach drukarek nie sprzedają;) Na szczęście bilet kupiliśmy w Thai Airways, które posiadało biuro w strefie przylotów na innym piętrze i rozgarniętego pracownika, który na podstawie numerów rezerwacji z Internetu wydrukował nam potwierdzenia biletów. Nie mam pojęcia jak mają poradzić sobie inni, aczkolwiek wierzę w ludzi i być może jakaś dobra dusza pomoże z wydrukiem biletu nie swojej linii. Nie była to krótka podróż, ponieważ podróżując pomiędzy piętrami przechodzi się kontrolę osobistą wraz z pasażerami, którzy szykują się do wylotu…

Finalnie całość zajęła nam półtorej godziny, sporo nerwów, kombinowania i niepotrzebnych frustracji. Można by powiedzieć, że na własne życzenie, bo przecież gdzieś musza o tym pisać. Pewnie gdzieś piszą - na pewno jednak nie jest to temat rozmów, a strona ministerstwa wydaje się być wiarygodna;-) Na załączonym obrazku widać tajlandzkie wymogi, aby otrzymać VOA w maju 2011 - za szczególnie interesujący uważam punkt o posiadaniu 10,000 THB (890 PLN) lub 400 USD (1055 PLN), które należy pokazać urzędnikowi. My postanowiliśmy zaryzykować i nie mieć przy sobie takiej ilości gotówki - nikt tego nie sprawdził. W Sieci jednak zdarzają się historie ludzi, którzy zostali o to poproszeni. W takim przypadku najbliższy bankomat znajduje się na czwartym piętrze (po wylądowaniu znajduje się na drugim poziomie lotniska) - odważnych może czekać wycieczka przez dwie kontrole osobiste z wylatującymi pasażerami i długa droga przez piętra, aby pobrać gotówkę. Jaki jest sens wożenia prawie dwóch tysięcy złotych w kieszeni czy plecaku w mieście kieszonkowców i oszustów - nie wiem, wyczuwam jakąś solidarność zawodową celników z powyższymi…


txt by Kuba

9

Podróż tajskimi kolejami regionalnymi przypomina PKP. Można liczyć na opoźnienia, zatrzymywanie się pociągu w szczerym polu i sprzedawców napojów orzeźwiających. Chociaż tutaj jest ich zdecydowanie więcej i mają bogatszy asortyment. Ale to nie jedyny plus. Nikt tutaj nie narzeka na przeciąg, bo i tak wszystkie okna są otwarte no i cena biletu jest bezkonkurencyjna: 3 zł dla dwóch osób za przejechanie 80 km.

Tajlandia: zalana fabryka Hondy

 

Powódź zalewająca od dwóch i pół miesiąca Tajlandię nie oszczędziła fabryki Honda Motor w prowincji Ayutthaya. Na jej parkingu znajdują się tysiące podtopionych samochodów. Na zdjęciach widać, że udało się uratować jedynie niewielką ich część, przetransportowaną na estakadę wzniesioną ponad pozostałymi drogami.

Fabryka jest jednym z 10 tys. przedsiębiorstw, które ucierpiały z powodu żywiołu.

Ponad 3 mld dol.

Klęska żywiołowa, która pochłonęła życia 283 ludzi, prawdopodobnie będzie kosztowała sektor wytwórczy ponad 100 mld bahtów tajskich, czyli ok. 3,3 mld dolarów.

- Zalegająca woda przyczyniła się do upadnięcia ponad 10 tys. przedsiębiorstw w 15 prowincjach, pozbawiając pracy około 350 tys. ludzi – ogłosili przedstawiciele Ministerstwo Pracy w poniedziałek.

Największa powódź od 1995

Powódź, która trwa od lipca to najgorsza powódź od 1995 roku, a prowincja Ayutthaya, na terenie której znajduje się fabryka Honda Motor, jest jedną z najbardziej dotkniętych w Tajlandii.

Zdjęcia:

Fabryka

Parking gotowych samochodów

Aktualna mapka sytuacyjna Google

Mój komentarz:

Wygląda na to, że znów będziemy pracować 3 dni w tygodniu…