szumy

Słowa staniały. Rozmnożyły się, ale straciły na wartości. Są wszędzie. Jest ich za dużo. Mrowią się, kłębią, dręczą jak chmary natarczywych much. Ogłuszają.
Tęsknimy więc za ciszą. Za milczeniem. Za wędrówką przez pola. Przez łąki. Przez las, który szumi, ale nie ględzi, nie plecie, nie tokuje.
—  Ryszard Kapuściński

Po ostatnim dźwięku ciężko rozpocząć nowy utwór. Pojedyncze frazy, strzępki melodii i całe założenia harmoniczne poprzedniego dzieła, rozgrywają się wciąż w głowach oszołomionych słuchaczy. Trzeba je zastąpić nowymi. Zabrać wszystkich w zupełnie inną podróż. Zapomnieć o brzmieniu wygasłych już instrumentów, zadać nowe metrum, poustawiać akordy, rozłożyć na pięcioliniach role i bez mrugnięcia okiem prowadzić cały band do przodu.

Pod palcami czujesz szorstki chłód cegieł. Patrzysz na czerwona ścianę. Nikt poza Toba zdaje się jej nie zauważać. Za plecami opada pył. Tłum milczy. Przełykasz ślinę, wycierasz chusteczką dłonie. Sekundy wiszą, coraz cięższe. Nad Tobą, nad sceną, nad widownią. Siedem - liczysz. Nie patrzysz muzykom w oczy. Rozmawiasz z Bogiem. Podnosisz ręce.

Odkąd cię poznałam, noszę w kieszeni szminkę,
to jest bardzo głupie nosić szminkę w kieszeni,
gdy ty patrzysz an mnie tak poważnie, jakbyś w moich
oczach widział gotycki kościół. A ja nie jestem
żadną świątynią, tylko lasem i łąką - drżeniem liści,
które garną się do twoich rąk. Tam z tyłu szumi
potok, to jest czas, który ucieka, a ty pozwalasz mu
przepływać przez palce i nie chcesz schwytać czasu.
I kiedy cię żegnam, moje umalowane wargi pozostają
nie tknięte, a ja i tak noszę szminkę w kieszeni, odkąd
wiem, że masz bardzo piękne usta.
—  Halina Poświatowska - *** (Odkąd cię poznałam…)
Bardzo rzadko nie myślę o niczym. Bardzo rzadko mam takie chwile, że idę sobie i nic mnie nie obchodzi, nie myślę o niczym, tylko idę lekko. Przeważnie mam w głowie wielki szum. To jest może jakaś wada albo jakaś choroba umysłowa, żeby nie potrafić czasem nie myśleć(…) Bardzo chętnie bym czasami nie myślał, tylko tak szedł bezwiednie albo tak posiedział bezmyślnie, dając się żywotowi ponosić przez jakiś czas. Tak myślę, że to by było niezłe, taki czasami krótki odpoczynek. Wieczorami to można by doprowadzić do tego, żeby się udało przez ten czas zasypiać normalnie, a nie zapadać się gdzieś z wielkiego natężenia i szumu. Taki sen byłby lepszy i spokojniejszy na pewno. Bo jak ja zasypiam z myślami napiętymi, to te myśli, one we śnie ciągną się dalej i robią się z nich potwory. I ta biedna głowa nie odpoczywa wcale, tylko cały czas pracuje, cały czas w niej szumi, chociaż wygląda, że to śpiące, martwe morze. Ale to jest tylko na powierzchni. W głębinach tam szumi. Kipi.
—  Edward Stachura ‘Poranek’
Zapominam o szumie morza i o szeleście liści podczas samotnych jesiennych spacerów. Nie wiem, co to za uczucie - przytulić się do kogoś, kogo lubię. Nie pamiętam jak to jest płakać z rozpaczy albo ze szczęścia. Nie czuję unoszenia się i opadania kącików moich ust. Nie wiem, jak brzmi mój głos i ulubiona piosenka. To koniec końców, ostateczność. Tak umiera istota, która mało wiedziała, a pragnęła wszystkiego co możliwe. Nie oddycham. To wszystko.
—  11 maja 2015 r.