sutasz

Ikona w technice sutasz

Witam ponownie po długiej przerwie. Wymyśliłam sobie ambitny projekt, no i trochę mi się z nim zeszło (w międzyczasie popełniłam jedynie tutorial z poprzedniego postu). Spędziłam wiele godzin na szyciu i musiałam często-gęsto improwizować, żeby moja robótka przypominała szkic. Ostatecznie jestem zadowolona z rezultatu, więc spieszę się pochwalić.

Ucząc się sutaszu “wzrokowo” przeglądałam wiele stron w internecie i zauważyłam, że technika ta wykorzystywana była jedynie do wyrobu biżuterii. Postanowiłam więc użyć jej do jakiejś “wyższej formy”. Mianowicie obrazka. Takiego na ścianę. A skoro jest to technika pracochłonna i bogato zdobiona koralikami, to obrazek musi być wyjątkowy. Najlepiej taki, którym można by kogoś obdarować np. na chrzciny. Motyw nasunął się więc sam - Matka Boska z Dzieciątkiem.

Niezbyt dobrze rysuję z pamięci, ale za to całkiem nieźle odwzorowuję. Więc kiedy już obmyśliłam kompozycję, wyszukałam w internecie obrazki z podobnym układem i naszkicowałam swój pomysł.

Szkic wyszedł trochę za mały, więc go zeskanowałam i przeskalowałam. Ten też nie był jeszcze dość duży, toteż spożytkowałam go na dobór kolorów.

Po kolejnym przeskalowaniu otrzymałam szkic w zadowalającym rozmiarze i rozplanowałam na nim sznurki i koraliki.

Następnie w moim ulubionym sklepie zakupiłam przybory. Akurat pojawił się chiński sutasz, więc skusiłam się na niego z powodu większego wyboru kolorów (szczególnie metalicznych). Później okazało się, że można go przypalać, co niejednokrotnie przydało mi się przy pracy.

I tu zaczyna się zabawa :)

W połowie szycia włosów przypomniałam sobie, że miałam je zrobić inaczej. No ale cóż…

Takie dziwne mi te włosy wyszły. Martwiłam się, że ciężko będzie mi do nich dopasować resztę (jak się okazało niepotrzebnie).

Kocyk dopasowałam do włosów.

Uff, tu się namęczyłam. Jeden jedyny granatowy sznurek okazał się strasznie sztywny. Złamałam na nim dwie igły. Koła wyszły przez to trochę nierówne.

Jak widać włosy wszytko mi psuły, nic do siebie nie przystawało.

Na szczęście sznurki dały się poprzesuwać i pościskać, i w rezultacie po zszyciu wyglądało to jak należy.

Byłam już blisko końca, więc nie chciało mi się co chwilę robić zdjęć. Tu dodałam jeszcze aureolę i łokieć.

A tak wygląda lewa strona.

Najpierw tył podkleiłam żółtym filcem pod kolor aureoli.

Potem przyszyłam zaczep z drutu.

Podkleiłam folią do bindowania (dla usztywnienia).

I przyszyłam drugą warstwę filcu z okienkiem na dedykację (jako alternatywa dla grawera ;P). Pierwszy raz wykorzystałam haft koralikowy i muszę przyznać, że bardzo mi się spodobał.

Zużyłam ponad 17m sznurka i blisko 1,5 tysiąca koralików w ciągu 3 tygodni niezbyt intensywnej pracy. Myślałam, że będę miała dość szycia na długi czas, ale jest zupełnie odwrotnie. Z tym, że na razie poświęcę się mniejszym formom.

Tak wygląda gotowa ikona.

A tu znajdziecie film.

P. S. - Szyjąc ikonę cały czas miałam przed oczami żart rysunkowy z dzieciństwa, na którym nawiedzony artysta malował jakieś bohomazy i mówił do siebie: “Ten obraz to dzieło sztuki, a sprzedanie go będzie arcydziełem!”.