prl

10

Scenes from Polish villages around 1960s-1970s, photographed by Paweł Pierściński.

  1. Winter in the village of Krajno, 1964.
  2. Harvesting linen, village of Oblęgorek, 1961.
  3. Road along the Kamienna river, 1976.
  4. Adam Zagadło - folk sculptor in Krzyżka village, 1967.
  5. Mrs Helena Kaczmarska. Village of Denków, 1967.
  6. Potters in the village of Chałupki, 1967.
  7. Village of Krajno, 1962.
  8. Haymakers during harvest in the village of Lubcza, 1974.
  9. Haymaker in Sinusoida, 1970.
  10. Old type of fence woven of willow switches, village of Komorów, 1968.
10

City of Warsaw, Poland between 1973-1983 photographed by Chris Niedenthal [source].

Most of the shots above show the situation before and after the imposition of martial law in Poland. Click [here] to see a set of photographs taken by Niedenthal during the 1981/2 protests in Warsaw.

On the last picture you can see a contrasting Pewex - which was chain of hard currency shops selling imported goods:

The emergence of Pewex stores made it possible to for natives to obtain the unobtainable; a familiar sight to any foreigner in Poland at the time, these special ‘tourist shops’ offered a wide range of goods, but only in return for hard currency. The Pewex chain of stores, and their coastal equivalent Baltona, were open to the general public. Stocking the cult goods of the time, such as the dangerously named Derek aftershave, these shops became a constant reminder to Poles of what was available in the West, and more painfully, to those in power. But with rationing in operation in the ordinary stores, Pewex shopping became a necessity, not just a luxury, for the everyday Pole. The scheming involved to get hard currency became an art form, and it was for this reason sailors, taxi drivers and others who had regular contact with foreigners were envied by the common worker. [source / read more]

10

Jan Styczyński

KOTY

Jan Styczyński’s Koty (Cats) is an exceptionally graceful aesthetic creation of the post-Stalinist thaw. The album’s charming innocence makes it an exact opposite of Orwell’s animal farm. It is a visual piece that perfectly disregards its contemporary social and political reality. Koty features over one hundred black and white photographs picturing indoor and wild animals, in the form of portraits, genre scenes, and cityscapes. >>> full English text

Koty Jana Styczyńskiego są wyjątkowo wdzięcznym pod względem estetycznym produktem artystycznym czasu postalinowskiej odwilży. W swej ujmującej niewinności album jest czymś dokładnie różnym od orwellowskiego folwarku. To dzieło plastyczne w idealny sposób ignorujące rzeczywistość społeczno-polityczną swego czasu. Oto Koty - ponad setka czarno-białych fotografii ukazujących udomowione i dzikie zwierzęta, w ujęciach portretowych, scenkach rodzajowych, pejzażu miejskim. Zarazem jednak książka ta antycypuje podobne tematyczne zbiory o pozornie większym ciężarze gatunkowym - jak choćby późniejszy o parę lat album Mały człowiek Zofii Rydet. Ludzkie emocje projektowane są tu na popularne zwierzęta, a rodzaj narracji przypomina klasyczny fotoreportaż: koty w obcych krajach, na tle Giewontu, na ulicy, w domu, za kratą. W tym sensie jest to więc dzieło typowe dla fotografii humanistycznej połowy XX wieku, z jej skłonnością do idealizacji wybranych wycinków rzeczywistości, pokazywanej w wybiórczy i pogodny sposób (nie pojawia się tu na przykład motyw śmierci tak dziś popularny w ikonografii tematu). Koty to adaptacja steichenowskiego sposobu widzenia świata: “życie jest piękne we wszystkich jego przejawach". Co prawda wolnego człowieka w PRL-u nie dało się przedstawić, ale wolnego kota - jak najbardziej.

Koty sytuują się na formalistycznych marginesach politycznej odwilży, ale powstały przecież w czasie, w którym formalizm miał rewizjonistyczny posmak. Pod względem plastycznym album jest doskonale zakomponiowany, ekspresyjnie kontrastuje czerń i biel. Przypomina wręcz rodzaj ćwiczenia formalnego w duchu wczesnych modernistów. Książka jest przy tym dynamicznie złamana ze swobodnie komponowanymi rozkładówkami. Cechuje ją też poczucie humoru, czego wyrazem jest choćby wstępny tekst sygnowany przez psa fafika.

Koty to piękny album o niczym i jednocześnie przejmujący kamuflaż. Dla Styczyńskiego, podobnie jak to było w wypadku innych twórców jego pokolenia (Z. Dłubak. E. Lokajski, E. Haneman) fotografia była rodzajem eskapistycznej praktyki, odreagowania intensywnych doświadczeń czasu wojny (Styczyński był członkiem AK w komórce wywiadu), a potem ucieczką przed politycznym i artystycznym terrorem stalinizmu. Patrząc na tę książkę przez pryzmat późniejszych publikacji fotografa warto zwrócić uwagę na fakt, że mimo współpracy z największymi ówczesnymi wydawnictwami państwowymi, łączy je konsekwentna intuicja do tematów odległych od oficjalnej rutyny peerelowskich albumów krajoznawczo-propagandowych. Styczyński, niesłusznie zapomniany, ma na koncie przynajmniej kilka wybitnych albumów fotograficznych (np. Ludzie areny, 1975), spośród których większą uwagę poświęcono dotąd tylko Wiśle (1973). Fotografie z tej książki włączyło do swojej kolekcji warszawskie Muzeum Sztuki Nowoczesnej, podążając zresztą za jednym ze znanych obrazów Wilhelma Sasnala namalowanym na podstawie zamieszczonego w tej książce fotograficznego portretu Władysława Broniewskiego. 

fotografie: Jan Styczyński

tekst: Jan Styczyński

opracowanie graficzne: Wiktor Górka

wydawca: Sport i Turystyka, Warszawa

rok wydania: 1960

objętość: 120 stron

format: 27 x 21 cm

oprawa: twarda, płócienna z obwolutą

nakład: 20 350 egz.