poraniony

Storm Cloud | Larry One Shot

Tytuł: Storm Cloud

Autorka: Sherriane

Beta: niezastąpiona Monia

Banner: świetna robota Mini!

Ilość słów: 19 969

Opis: Książę Louis Tomlinson spodziewa się wizyty krawca. Nie ukrywa jednak zdziwienia, gdy zamiast wiernego mu Philipa w zastępstwie przybywa… ponoć jeden z jego dobrych znajomych. Dobry znajomy nie powinien tylko przybyć z genialnym planem - nie powinien go porwać, przetrzymywać, a przede wszystkim chcieć sprzedać w odległym kraju. Można przypuszczać, że nie powinien być też Harrym Stylesem - najniebezpieczniejszym piratem wędrującym po oceanie.

One shot powstał na podstawie pomysłu na prompta podesłanego przez anonima.

Od autorki: Tak, miał to być tylko prompt ograniczający się mniej więcej do 3 tysięcy słów. Szybko się zorientowałam, że nie powstanie nic krótszego niż 10 tysięcy, a ostatecznie powstał… kolos, powstała moja jak do tej pory najdłuższa praca! Mam nadzieję, że jest warta sporej ilości czasu, jaką musiałam jej poświęcić - jednak to jak zawsze podlega tylko Waszej ocenie. Będzie mi niezwykle miło, jeśli zaszczycicie mnie choćby najkrótszym komentarzem! :)


Storm Cloud

Na angielskim niebie widniała tego dnia chyba rekordowa ilość wielokolorowych chmur. Kolory oczywiście ograniczały się tylko i wyłącznie do szarości – z balkonu, po chwili ostrożnego studiowania panoramy miasta, można było zauważyć, że te coraz mniej przyjemne, z pewnością deszczowe, a może nawet burzowe, napływały z pogrążonego w ciemności zachodu.

Książę Louis wolał jednak oglądać wszystko zza okna, tego największego w jego komnacie, rozciągającego się przez naprawdę sporą część północnej strony pałacu.  Stojąc tuż przy szybie i rozmyślając o, wbrew pozorom wcale nie żadnej książęcej sprawie, bo o zbliżającej się kolacji, wędrował wzrokiem po niezbyt wesoło wyglądającej ścieżce. Może lepszym określeniem byłoby słowo „droga”? Tak czy siak, szeroko rozłożone brukowe kostki z niezwykle zadbaną roślinnością po obu ich stronach, w widoczny sposób prowadziły do głównej bramy posiadłości.

Przez to, że Louis nie mógł przypomnieć sobie momentu, w którym jego mama zapowiadałaby mu na ten dzień jakichkolwiek gości, a sam również żadnych się nie spodziewał, był nieco zbity z tropu i zaskoczony, widząc wjeżdżający po wspomnianej drodze samochód. Lokaj posłał tylko uśmiech kierowcy i nie robił żadnego problemu z przepuszczeniem go przez bramę. Samochód skręcił, tym samym znikając z zasięgu wzroku Louisa. Zapewne zwykła, ludzka ciekawość zmusiła młodego chłopaka do wyjścia z komnaty, przejścia przez kawałek korytarza i oparcia się o ścianę tuż obok kolejnego okna – znacznie mniejszego, jedynego w całym pałacu, który zapewniał widok na odpowiednią część podwórza. Ze spokojem patrzył  na zatrzymujący się samochód, gasnące światła, a więc zapewne i wyłączany silnik, a dopiero później na wysiadającego zza kierownicy mężczyznę. Jedynym, co Louis zdążył zauważyć, zanim ten odwrócił się i zniknął z tyłu samochodu, był widoczny na jego twarzy, szeroki uśmiech. Całkowicie dla Louisa obcy, zresztą jak cały ten człowiek. Dopiero kiedy z tylnego siedzenia została przez niego wyciągnięta duża, charakterystyczna torba, księciu wszystko się rozjaśniło. Krawiec. Wywrócił oczami i momentalnie odszedł od okna, nie widząc już sensu w spoglądaniu na mężczyznę, skoro i tak za moment spotka się z nim twarzą w twarz.

Keep reading