polski siatkarz

ZŁOTA DROGA DO SUKCESU

Mijają kolejne miesiące, a we mnie wspomnienia wciąż gorące.

Dokładnie pamiętam ostatnią akcję i na trybunach ogromną owację.

Bo po 40 latach Polska została znów Mistrzem Świata.

Rozpierała mnie duma, i nadal rozpiera, bo takich tytułów Polska często nie odbiera.

Wszyscy kibice nie mogą uwierzyć w swoje szczęście, a przecież jeszcze nie tak dawno, krytykowali trenera i jego do kadry podejście.

Nie nadaje się mówili, odpadniemy na początku, a mi od tych wszystkich bzdur przewracało się w żołądku.

Bo wierzyłam że się uda, że Antiga zdziała cuda, że pokaże im jak grać.

Bo nie siła tylko głowa i technika, mogą zmieść z parkietu przeciwnika.

I tak było od początku gdy budował kadrę, powołał Buszka i Mike choć niektórym wydawało się to być nienormalne.

Pożegnał Kurka i Bartmana, cała Polska była załamana.

Za to przekonał Wlazłego, który z klubu był jego kolegą, by wrócił i pomógł reprezentacji, ale to i tak nie poprawiło jego reputacji.

Lecz gdy przyszedł maj i Światowa Liga, gdy na tamten czas rezerwami z dwóch meczów w Brazylii z jednego wyszliśmy niepokonani, coś się zmieniło, coś zaiskrzyło, coś w tej drużynie się wytworzyło.

Uwierzyli, że mogą wygrywać, że są w stanie najlepszych ogrywać.

Owszem koniec końców do Finał Six awansować się nie udało, ale zyskali coś więcej, pewność siebie a ostatnio mieli jej mało.

Zaczęły się przygotowania i czas wielkiego wyczekiwania na ten ważny dzień.

Wcześniej jeszcze był Memoriał, test ostatni, tak ktoś wspomniał.

Rosję wtedy pokonali w 5 setach bardzo trudnych pomagały im trybuny, i znów zyskali nie tylko zwycięstwo ale i wiarę w umiejętności przy okazji dostarczając połacie radości.

Bo to Rosja wielka niepokonana, a przed nami padła na kolana.

Odliczanie się zaczęło cały naród podekscytowany, po raz pierwszy na stadionie mecz siatkówki miał być rozegrany. 

30 sierpień piękna data, zaczęły się polskie Mistrzostwa Świata.

Mecz z Serbią na Narodowym ponad 60 tysięcy ludzi śledziło nikt nie żałował, wszyscy byli jedną rodziną.

Tamten Mazurek Dąbrowskiego na zawsze w pamięci pozostanie, było to jedyne takie jego wykonanie.

Dreszcz po plecach przeszedł gdy na stojąco, jednym głosem, wybrzmiały hymnu słowa, te emocje zrozumie tylko Polak.

3 krótkie sety i wygrana którą ludzie zapewne świętowali do rana.

Kurs Wrocław i kolejne mecze do wygrania, Nasi siatkarze byli dalecy od świętowania bo wiedzieli, że przed nimi długa droga, gdyby tylko wiedzieli jaka na końcu czeka na nich nagroda.

Australia,Wenezuela ,Kamerun, Argentyna, nikt nas nie pokonał fajnie się tę mecze wspomina.

Łódź faza druga, los nas nie oszczędził więc na nasze nieszczęście trafiliśmy do grupy śmierci.

Z Ameryką na pierwszy ogień przyszło nam się mierzyć i niestety, polegliśmy jakoś trzeba było to przeżyć.

Wrócili krytycy z przed Światowej Ligi widać było że są szczęśliwi, bo na ich wyszło, bo mieli rację, znów zaczęły się spekulacje.

A ja się modliłam do Boga do Arka Gołasia, on też był siatkarzem wiedział że przed naszymi trudna trasa.

Mecz z Włochami miał być kluczowy tylko 3 punkty dawały nam fory. Zaczęło się nieciekawie pierwszy set przegrany, ale ostatecznie to my byliśmy na fali.

Brnęliśmy dalej teraz czekało nas spotkanie z Iranem.

I znów wygrana tylko za 3 punkty dawała nam awans do 3 rundy.

Zapowiadało się wspaniale nasi siatkarze grali niebywale, jak natchnieni niespotykaną siłą wygraliśmy pierwsze 2 sety i 25 pkt od awansu nas dzieliło.

Chyba było zbyt pięknie, bo w jednej chwili, z nieba do piekła żeśmy się stoczyli.

Kontuzja Winiarskiego, kolejne sety przegrane, awans odjechał, oby to spotkanie było chociaż wygrane!

Tie break praktycznie przegrywaliśmy cały, 2 punkty nam coraz dalej odjeżdżały.

Iran się cieszył my pogrążeni w smutku, oby tylko nie było tragicznego skutku.

Aż w końcu w naszych siatkarzach coś drgnęło i w jednej chwili jakby spotkanie na nowo się zaczęło.

Wygrywaliśmy kolejne akcje wróciła nadzieja i wiara że ten mecz może być jeszcze dla nas.

Blok Możdżonka rozstrzygnął spotkanie, myślę że kibice byli już po nie jednym zawale.

Wybuchła euforia! Ludzie krzyczeli i płakali, bo nasi siatkarze znów byli niepokonani.

Tamte chwile drużynę scementowały, bo z ciężkiego położenia się wyratowali.

2 sety z Francją miały dać awans, napięcie rosło ale wszyscy wiedzieli że mecz będzie dla nas.

I wtedy jak grom z jasnego nieba przyszła wiadomość, że awans w kieszeni i bić się nie trzeba.

Argentyna nam pomogła i Amerykę do domu posłała, cała siatkarska Polska na ich punkcie oszalała.

Mamy to! Mamy! Jesteśmy w szóstce! 

Wszyscy się cieszyli, ale byłoby dobrze jakby nasi z Francją jednak zwyciężyli.

I udało się znów w 5 setach, kolejne zwycięstwo można było dopisać, tą radość trudno słowami opisać.

Teraz wszystko zależało od losowania, kto będzie jeszcze do pokonania. 
Wszyscy kciuki trzymali żeby wszystko dobrze się skończyło, wyszło jak zwykle, pechowo było.

Z Brazylią i Rosją przyszło nam dzielić grupę, gdy to usłyszałam omal nie padłam trupem.

Gorzej trafić się nie dało, wszystko się skomplikowało.

Jako pierwszy mecz z Brazylią, wszyscy chcą by był zwycięski, żeby nie ponieśli klęski.

Dzień był wyjątkowy, 16 września ta data do historii polskiej siatkówki przeszła.

Straciliśmy wtedy naszego Gołasia.

Wszyscy czuli że jest z siatkarzami, że nam pomoże że się nie damy, i wygrają ten mecz dla niego, ale jakże daleko im było do tego.

Pierwszy set został z łatwością wygrany, niestety dwa kolejne trzeba było spisać na straty. 

Kiedy już wydawało się że w tym meczu nic się nie odmieni, wtedy nasi ruszyli do boju dopingiem kibiców niesieni.

Po każdej akcji widać było w naszych szeregach radość. Brazylijczycy dostali mocno w kość.

Doprowadziliśmy do tie breaka, którego na przewagi wygrać się udało.

Piłka po ataku Kłosa przeszła po palcu Sidao.

Arek nad nami czuwał, pomógł w ostatniej akcji, i znów siatkarze dostarczyli kibicom satysfakcji.

Bezcenne 2 punkty na nasze konto się wpisały, do półfinału 2 sety z Rosją wystarczały.

Przy nieziemskim dopingu z łatwością sąsiadów ograliśmy, i pewnie z pierwszego miejsca awansowaliśmy.

W końcu do Katowic Polacy przyjechali, tak długo wszyscy na tę chwilę czekali.

Nikt pewności nie miał że tak się stanie, ale ostatecznie z Niemcami mieliśmy zagrać w półfinale.

Mecz był zacięty i emocjonalnie trudny, tak bardzo chcieliśmy awansować do kolejnej rundy.

Udało się! Udało! Polacy w finale!

Z Brazylią zagramy o to kto stanie na piedestale.

Miał to być rewanż za 2006 rok kiedy to złoto było o krok, niestety ulegli wtedy Polacy ale teraz liczą wszyscy że wezmą się ostro do pracy.

Tak też się stało, w 4 setach pokonać już byłych mistrzów się udało! 
Atak Wlazłego nie do obrony.

Chuknął jak z armaty, mecz zakończony. 

Spodek odleciał z kibicami w środku.

Kto by pomyślał na samym początku, że uda się ograć Brazylię dwa razy, i wygrać to złoto o którym każdy tak marzy.

Polacy Mistrzami!

Mistrzami Polacy!

Głoszą wszem i wobec wszyscy rodacy!

Do końca życia będę pamiętać te chwile, na samą myśl o tym wszystkim mam w brzuchu motyle.

Powstała drużyna której mocą była mentalność.

Wygrywając niedowiarkom zrobili na złość.

Pokazali że są jednością, że się nie poddają i tą postawą nasze serca sobie zaskarbiają.

Była złota drużyna Wagnera, teraz jest Antigi.

Obydwoje stosowali te same triki.

Liczył się kolektyw nie same jednostki, po tym sukcesie wszyscy wyciągnęliśmy wnioski.

Złoty sen trwa i trwać nadal będzie, do końca życia w sercach Naszych i Naszych ZŁOTYCH SIATKARZY.