owia

Owia Salt Pond, Saint Vincent #saltpond#owia#stvincent#thegrenadines#volcaniceffects#trees#whitesand#pond#caribbean#islandlife#natgeo#island#horizon#travel#paradise#rocks#whitesand#volcano#corals#ocean#caribbeansea#nature#pond#waves#sand#green#white#blue

yours-forever-in-a-sweater asked:

Jestem młodą Polką szukam pomysłów na tatuaż o tematyce staro słowiańskiej. Nie udało mi się znaleść niczego co nie było by źle zrozumiane i utrudniało mi na przykład znalezienie pracy. Więc pytam czy znasz jakieś wzory/symbole których mogłabym użyć?

Temat bardzo ciekawy, jednak ciężki. Z oryginalnych znaczeń zachowały się nikłe ślady, w większości zakamuflowane w różnych formach sztuki ludowej i po wielu ewolucjach związanych z kreowaniem się lokalnej stylistyki przez stulecia. Nad oryginalnymi motywami “starosłowiańskimi” [naturalnie poza tymi bardziej “uniwersalnymi” - czyli znanymi i w innych kulturach] tak naprawdę wciąż toczą się spory i niełatwo jest podać gotowy zestaw wzorów, a już zwłaszcza z ich potwierdzonymi znaczeniami. Przy okazji nadmieniam, że warto nie przekreślać motywów ludowych jako jedynie “folkowych”, gdyż są Słowiańszczyzną i jej starą symboliką przesiąknięte.

Mogłabym podać niektóre elementy czy zakresy, w kierunku których można zwrócić się w poszukiwaniu inspiracji. Jeśli ma to być tatuaż, najlepiej jeśli porozglądasz się dalej sama i odnajdziesz motyw o znaczeniach najważniejszych dla siebie - a i istotnym “detalem” jest wielkość planowanego tatuaża.

Keep reading

Z listów.

Minął jakiś czas. Przestałam go obliczać. Znów rośnie pomiędzy nami ocean, skrupulatnie oblewając twarze martwą wodą. Jest mi bardzo samotnie, mój miły. Śniadania upływają mi obok pustego miejsca. Noce zaś z resztką powietrza, zostawioną na poduszce z twoich snów. Uśmiech przebiegle omija mą twarz a słońce chodzi na około, nie docierając do mnie. Moje policzki wypłowiały nie kąpane w dotyku twych rąk. Usychają. Jest tu tyle ciszy i ani trochę twojego, ciepłego szeptu. Zbladły moje oczy, odcięte od bezkarnego blasku twojego spojrzenia. Czajnik krzyczy tylko dla mnie, mizernie. Drzewa szumią głośniej, donioślej i nikt nie karmi mnie śmiechem. Niczyje objęcia wynurzają się z ciemności nocy. Nikt nie bije moim sercem, w pokoju słychać tylko zadławiony szloch. I każde najdrobniejsze mrugnięcie powiek przypomina mi o tobie. Kołdra zarzucona na dwie strony też. Sen mnie nie chce, więc powierzam się sufitowi. Wie o tobie już wszystko. Zna dokładny rozkład twojej skóry. Który z czasem zamazuje się w moich dłoniach, odchodzi we wspomnienie. Jak cały ty i twoja obecność - tutaj.

-Lena Jastrzębska 30 kwietnia 2015 r.

soursheep asked:

cześć lamusie! mam bardzo poważne pytanie. dzięki twojemu blogowi zaczęłam interesować się kulturą słowiańską i rodzimowierstwem, jednak nie jestem pewna, gdzie szukać na ten temat źródeł. masz może jakieś propozycje? z góry dziękuję i pozdrawiam :)

Polecam zajrzeć np. na bardzo treściwą stronę Bogowie Polscy, oprócz zamieszczonych już materiałów można tam odnaleźć wiele odniesień do wartościowych źródeł bibliograficznych [każdy artykuł posiada listę przypisów!]. Część publikacji ujęłam też na liście źródeł pod sekcją “Słowianie”, zalinkowanych jest tam wiele książek dostępnych w bibliotekach online [do przeglądania większości należy ściągnąć wtyczkę djvu]. W tym momencie bardzo dobrą lekturą na wstępne zapoznanie się z tematem mogłaby być “Religia Słowian” Andrzeja Szyjewskiego. Warto też zajrzeć do publikacji tyczących się etnografii, szczególnie zwyczajów i wierzeń ludowych. I - czytać, czytać, czytać :)

stormy-forests asked:

do all of those questions!! (language freak here)

 It sounds fun~! ♥

☾ : favourite word from your language - wróżka

♧ : favourite word from the english language translated in your language - słowik (nightingale)
✌ : favourite proverb/saying from your language - “kiedyś staniesz się wystarczająco dorosły, aby ponownie czytać baśnie” (C.S. Lewis)
☮ : translate the first lines of your favourite song in your language - 

“We, the Slavs, we know how ours works for us,
We now to move what mother gave through genes .
This is the hot blood, this is our Slavic call!”

☆ : give the first lines of a song which is originally in your language - 

My Słowianie wiemy, jak użyć mowy ciała,
wiemy, jak poruszasz tym, co mama w genach dała.
To jest ta gorąca krew! To jest nasz słowiański zew! 

(”We’re Slavic”) by Cleo & Donatan :^)

 
☯ : what do you love about your language? I think it’s magical and very unique also hard to study for native people too. 
☪ : what do you hate about your language? Um, probably stylistic of this language. I often make stylistics mistakes in my essays… 
❀ : which language(s) would you like to speak fluently? 

English and Japanese (^^)

♡ : which languages do you speak/have you learned in school? English and French 
❁ : which language(s) do you think of as the most beautiful? French is really beautiful language, but it’s too hard for me. I wish that I’ll be able to speak it fluently and Japanese sounds very melodious.
✓ : funniest word in your language - “jajo” :^)
ϟ : translate a sentence:

“Animals are here with us, not for us.” - “Zwierzęta są tutaj z nami, nie dla nas.”

Tadeusz Gajcy

Do potomnego                

Jestem jak ty zapewne: nisko,
a jeszcze niżej źdźbło i kret.
Niebo różową idzie kreską
i na papierze zgina brew;
krzesło pode mną, dachu jęzor
spływa ceglasty, dłonie czyni
podobne nocy. Są godziny,
że martwe palce cicho leżą
jak gdyby śpiąc, uwierzyć trzeba,
że obraz ten to na powietrzu
odbicie ptaka albo drzewa
i tylko cień spłowiały z wierzchu
przemawia za mnie. Oto świat,
w którym struchlałym krokiem mierzę
ziemię kulistą ponoć. Maszt
gwiaździsty nocą skrzypi rzewnie
i w górze jest jak czujne zwierzę,
co martwym okiem liczy czas.

Niewiele wiem jak ty zapewne:
rzeka przepływa miastem moim,
a nad nią z brązu postać stoi
i domy z prawej, domy z lewej,
w których o twarzach nam podobnych
w pościelach leżą, oczy mrużą
ludzie znużeni jak obłoki
w sen zapatrzeni niby w lustro.

Lecz inny dzień: zgiełkliwą mową
pchają lot ptaka, jeśli czasem
odważy się i skrzydłem bosym
dotknie tej ziemi. Wciąż miarowo
noszą swe ręce zaciśnięte
przy ciałach sennych i nad głową
nie widząc planet nieforemnych
depcą rośliny bardzo piękne,
odmienne kształtem od fal ziemi.

Niewiele rzeczy martwych znam:
w mieście jest ogród barwnych lamp,
świergoce trąbka, tramwaj syczy
i w salach pełnych świateł różnych
pieni się jadło tajemnicze
i błyska metal głośnych muzyk.

Są światy dwa i znasz je także:
wystarczy rzęsą oczy przykryć,
a widać tło błękitne, gwiazdę
wysoko na nim, ruch zieleni
nad tajemniczym ptaków krzykiem.
Więc ciałem rosnąc jak korzeniem
przystajesz nad krawędzią jawy
i ruszasz wargą, jakbyś śpiewał,
a milczysz przecież, serce ważysz
miłości pełne i zdziwienia.
Jak łatwo w świecie tym ogarnąć
potrafię ciebie, słowo słyszę,
jak słyszysz ty, gdy ciemną wargą
spływa wysokie i ogniste.

Bez nieba jest królestwo drugie,
które wydało mnie i głos.
Naftowe wieże srebrnym łukiem
błyskają tutaj, fabryk łańcuch
o wieżach sztywnych jak o palcach
przeciera chmury. Niby kos
na prostych torach pociąg gwiżdże
i czesze senną, lekką grzywę
na drutach silnych. Gdy popatrzę,
jak dym przewija się i pasma
obłoków giną w trawach krótkich,
to jest jak w śnie, gdy ręka ruchem
niewiedzy pełnym obok szuka,
kiedy za oknem jak ampułka
świeci latarnia. Ciemne brwi
uchodzą wtedy jak jaskółka
i ciało ciągle nieruchome
jest jak ciosany nocą płomień
w złudzeniu tym.

Jedna jest ziemia, która niesie
ciebie i mnie, i jedna młodość;
w niej nauczony lęku - pięści
wzniosłem krnąbrne ponad głową
i w szczęk żelaza zasłuchany
mijałem dzień po dniu jak krzyże
jak ty - podniesiesz na mnie kamień
lub rzucisz z wzgardą ziemi grudę.

Kochałem tak jak ty zapewne,
ale mi serca dano skąpo
na miłość moją niepotrzebną,
bowiem stawały nad epoką,
której imiona dajesz teraz
olbrzymia śmierć i przerażenie.

Nie żebym uląkł się lub płakał,
nie żebym czekał już skazany
na trwałość kruchą - szukam w gwiazdach
zarysu twego. Między nami
jak dłonie dwie złączone są
pamięci nasze i miłości,
a jeden tylko wspólny dom,
który nade mną w tobie rośnie.
Piszę -jak grabarz dół wybiera
na ciała bezruch, dłoni rozpacz
i słowo małe staje nieraz
jak krzyż lub wieniec. Jeśli zostać
dane mu będzie - ręka twoja
otworzy je i sercem spełni,
a czas, co młodość ku jesieni
przechyla twardo - twarz wywoła
kamienną już i nocną wiecznie.

I teraz noc. Dalekie niebo
jaskrawe krzyczy niby paw.
Wysoka świeca jak ołówek
na stole moim. Ojca twarz
w żałobnej ramie… Szeptem mówię,
a wiem, że głos mój silny nazbyt
wysoko idzie. Uśmiech gwiazdy
miłości pełen i ironii
niedbałym cierniem wokół skroni,
i cisza, w której śpiących oddech
nasila się, fujarką ciecze,
Źrenicom zwartym każe odejść
na krawędź rzeczy nieczłowieczej.
Kiedy spłowieje chmury brzeg
zahuczą dzwonki i weselne
młyny potoczą koła swe,
błazen zapieje, skrzypce pełne
melodii będą. Śpiew i gwizd
poniesie człowiek w przestrzeń znaną
i swej ojczyzny wierny syn
rozkoszy sennej odda ciało.

A blisko - mur omszały chroni
spokoju tych, co dłoni wierząc
i miłość mierząc ostrzem broni
upadli w piasek twarzą szczerą.
Szyderczy krzyż imiona proste
ocienią chętnie; jeszcze słychać
bojowy marsz i bliski pocisk,
co grobem był im i kołyską.

Szeroki obłok drogą sunie,
szczękają osie, bagnet wąski
jak obłamany cierń gałązki
nad ramionami drży i błyska
i pieśń radosna w gęstej łunie
ma gniazdo trudne i nazwisko.

Ten czas, ta noc, ta ziemia czarna
potrafi zwodzić, serca grono
zaciskać mocno jak ty wargę,
która znów słowo da potomne.
Jesteś jak ja zapewne: czas
opływa lekko ciało twoje
jak rybę szybką; oczy masz
pojone światłem, co koronę
wijąc nad ziemią twą przemija.
Może jak ja w swej dłoni chwilę
dymiącą pieścisz, w pierś kierujesz
człowieka, który mową dziwną
na krzyżach także imię pisze.

I może ty znów nad ojczyzną
posępny szlak pocisku widzisz
i drzewa kształty jak szubienic
skrzypią ci groźnie, ostro lśnią,
a serce dzwoni jak zły pieniądz,
gdy patrzysz chmurnie poprzez noc.
A wtedy kochać ci wypadnie
niewielki obszar, gdzie piramid
malutkie grudki leżą na dnie,
a z wierzchu zwiędły kwiat lub kamień.
A wtedy - mierząc sercem skąpym
swój krok i słowo już daremne
podasz jak laur dłonie obie
i kochać będziesz razem ze mną.

Cokolwiek pieszczą dłonie nasze,
niewierne jest: czy liść, czy woda
przecieka poprzez palce; twarz się
odsuwa bliska w cienie gęste
i tak odsuwa się nam młodość
i radość prosta, że jesteśmy.
A wtedy tęsknić nam wypadnie
i patrzeć w czas jak w księżyc wsteczny,
gdzie płomień huczał, broni granie
głuszyło szmer i brzóz, i leszczyn,
a wtedy chmur ponury krąg
będzie nam dziwny, bo nie znany,
gdy zamiast cienia lotnych maszyn
objawi się pogodny gołąb
i księżyc w trawach niby dłoń
co niegdyś hełmem wieńczył czoło.
Tak będzie tylko. Miasto, w którym
do ciebie piszę - stoi ciemne,
choć zwykle słońce liże mury
spryskane pismem krwi daremnej.
Człowiek przechodzi tam niewielki
i oczy zwraca żalem zbrojne,
jak ja do ciebie poprzez wieki
bezbronne słowo i opowieść.

Oto na papier mój upada
jak ćma lub niewiadomy komar
brzęczenie stali. Ślepy granat
usta położył na powietrzu
i ten jest śpiew, co uczył wcześnie
miłości mojej i pokory.
I ta jest wiedza we mnie mocna,
i ten jest tylko chudy śpiew:
fujarką był mi grom i pocisk
i ogień barwił krzepko sen.

I spełnić więcej się nie może,
bo to już kres i płynność wieczna.
Stalówki mojej sine ostrze
jak serce trwanie me określa
i znowu noc. Powieka spada
jak trumny wieko, pióro zaś
wysmukłym krzyżem w palcach rośnie
i ledwie błyska ciemna gwiazda
jak odblask niklu albo kości.

W tym kraju smutnym pełnym gwiazd
samotne trwanie, młodość chrobra
i sen pod pługiem, co jak orła
złamane skrzydło idzie nisko.
Dalekie niebo się nachyla
i ufnie błyska lot motyla,
lecz człowiek ręce nie jak skrzydła,
a broń śmiertelną z sobą dźwiga.
I nigdy ust nie zmieni w skrzypce,
a oczu w światło. Ogień czysty
na bark męczeństwo, serca trwogę
przyjmuje w siebie. Własny portret
wśród chmur spalonych siarką widzi.

I wtedy spada jękiem miedzi
mozolne słowo, warga puchnie
jak mnie, choć znowu szeptem tylko
do ciebie mówię.
I wiem, że chyląc głowę trudną
nad liter bruzdą - widzisz jeszcze
mój obraz: idę przez powietrze,
a za mną miasto moje idzie.
Niebiosa górą, echo trąb
i mocny oddech tych, co śpią
podwójnym trwaniem: pierwsze chroni
omszały mur za stosem broni,
a drugie - pościel biała spiętrza.
Ten czas, ta noc i ja bez miejsca
nad tobą ważą się i uczą:
ostatni sen, a boleść pierwsza
i słona miłość nad ojczyzną.

I znowu noc i ziemia jedna
powiąże nas. Na stole moim
warkoczem jasnym cichnie świeca
i dom nade mną cicho stoi,
a z głębi czarnej, jakby z mieszka
wychodzą światy. Starczy oczom
powieki małej, aby tło
powstało jasne, gwiazdy szpon
i nierozumny krzyk stworzenia.

Niewiele wiem jak ty zapewne:
idziemy razem patrząc czujnie:
ty - na gwiaździstym, prostym niebie
szukasz płomienia i mnie w łunie,
ja - odwrócony - serce pełne
miłości smutnej niosę jak
żołnierz mogiłę pod swym hełmem
niesie przez czas.

fangirlinglvlmaster replied to your post “cześć lamusie! mam bardzo poważne pytanie. dzięki twojemu blogowi…”

Gieysztor! Gieysztor też dobrze pisał o mitologii słowiańskiej!

Zgadza się, “Mitologia Słowian” Gieysztora jest wciąż jedną z najlepszych polskich publikacji na ten temat! Jest na zalinkowanej liście źródeł :) 

Szyjewski jest jednak wyjątkowy - jest to jedna z bardzo niewielu publikacji na ten temat pisanych z punktu widzenia religioznawcy, nie historyków [jak Gieysztor] czy etnografów, i wiele osób chwaliło jego książkę jako napisaną w bardziej przyswajalnej formie. Po “Religii Słowian” da się też jasno odczuć, że Gieysztora ogromnie szanuje [jego książkę nazywa “najbardziej dojrzałą”]. Obie pozycje stawiałabym na początku listy “lektur” dla początkujących w tym temacie!

Jesienna cisza

Jesienna cisza… Jak gdyby zmęczone,
Tatry się w śniegu owiały zasłonę,
Wiatr na milczących szczytach kładzie głowę,
Słońce półsenne w mgły fioletowe
Kryje się zwolna; na całej przestrzeni
Zawisa jakaś smutna gędźba cieni.

Szerokie, ciche, chwiejne, powietrzane
Leżą nad całą kotliną rozwiane
Skrzydła jesiennej ciszy, a w ich puchu
Mgły się wieczorne tulą i bez ruchu
Wiszą w przestrzeni, jak nieobleczone
W czyn sny — — gdzieś dawno, przez umarłych śnione…

Stoję samotny na urwisku skały — —
Patrzę na cichy ten świat osępiały,
A przed mem okiem powoli zaczyna
Ciemnych mar jakichś sunąć się drużyna
I ginąć kędyś na granicy świata — —
To mego życia są umarłe lata…

     – Kazimierz Przerwa-Tetmajer

jakbym replied to your photo:petition to stop alex krycek from being so…

))))))))))))))))))

don’t you russian smiley me…..

(holy shit imagine krycek actually using russian smileys in his texts or emails… amazing)

a propos, ostatnio się zastanawialiśmy z moim ojcem: co to w ogóle ma być za nazwisko, krycek? mój ojciec twierdzi, że to brzmi bardziej z czeska, ja nie wiem, ale na pewno nie jest to żadne słowiańskie nazwisko jakie bym znała >:^o what gives

Do czasów króla Stanisława Augusta w polskim sądownictwie stosowano, dla wydobycia jak najliczniejszych zeznań, tortury. Wkrótce proceder wylewania wrzącego tłuszczu na skórę przejęli  zbóje i rabusie, chcący ze swych ofiar wydobyć miejsce ukrycia kosztowności.  Do naszych czasów przysłowie dotarło w formie znaczeniowo zmienionej, bowiem oznacza dokuczanie komuś. Jak więc oba te znaczenia połączyć? 

Ekonom na dawnej wsi był człowiekiem znienawidzonym.  Dotkliwie karał za każde, najdrobniejsze nawet przewinienie. Po skoszeniu pańskiego zboża, rodzice wysyłali zwykle dzieci aby pozbierały pozostawione na polu pojedyncze kłosy. Zwykle jednak ta drobna „kradzież” zostawała odkryta przez ekonoma, który na koniu gonił dzieci, bijąc je batem. Ze strony ekonoma więc te baty to kara, zaś według dzieci to zwykła złośliwość i dokuczanie. A odwrócone tyłem do całej sytuacji kobiety?  Pracują bez oglądania się, nie obchodzi ich co dzieje się z tyłu, wiedzą jaka kara może je spotkać za próbę obrony dzieci. 

MARIUPOL
BATALION DONBAS - NA LINII OGNIA
Nie liczcie, jest ich 300. W takich warunkach żołnierze chyba najbardziej zdziesiątkowanego batalionu ukraińskiej wojny żyli do przedwczoraj w głównej hali mariupolskiego lotniska, kiedy nie byli akurat na pierwszej linii frontu w Szirokino, gdzie huk moździeżowych pocisków i serii z automatów nie cichną prawie nigdy. Byli w najcięższych walkach tej wojny. Po masakrze w kotle iłowiańskim batalion prawie przestał istnieć.
Strażnik, który dziś pełni wartę przy bramie nowej bazy, trafił do niewoli z wieloma innymi. “Pięć miesięcy siedziałemu separów” - mówi - “Na początku rząd negocjował tylko to, żeby nas nie zabili. Obchodzili się z nami źle. Kiedy odkryli, że kolega jest z "Donbasu”, na miejscu przestrzelili mu obie stopy. W jednej stopie kula przeszła między kośćmi, ale w drugiej roztrzaskała jedną. Leczyliśmy je przez cały pobyt w więzieniu. W końcu wymienili nas na
swoich". Jak trafił na wojnę? “Pracowałem na budowach w Poznaniu. Tam się dużo buduje w ramach projektów Unijnych, na brak pracy nie możesz narzekać. Ale jak wybuchła wojna, przyjechałem bronić kraju.” Ma nadzieję, że wojna skończy się szybko, bo trzeba zarabiać pieniądze w Polsce i utrzymywać gospodarstwo na Ukrainie. “Sadzę dużo warzyw w szklarni, ale panele pękają, wszystko zarasta. Jakby wojna skończyła się do końca roku, to jeszcze się to wszystko da odratować. Ale jeśli potrwa dłużej - wszystko pójdzie na zmarnowanie”. Żegnamy się. “Dziękuję, że mogłem porozmawiać po polsku” - mówi. - “Lubię ten język, od samego początku mi się spodobał. Polaków też lubię. Powodzenia!” by marcin.wyrwal http://ift.tt/1Sb0s9R