on-i-ona-ona-i-on

Kendi dibimizden de biz mesulüz

İlkokula yeni başladığım zaman, kapıdan girer girmez görüyorum onu. Ya da bu böyle değil ama insan anılarını istediği gibi hatırlıyor. Samsun’dayız. Çocuğun adı Hasan Hüseyin. İlk aşkım. Hasan Hüseyin Korkmazgil’i henüz tanımadığım için bu ismi biraz köylü buluyorum. Adımın ne kadar modern olduğunun farkındayım çünkü. Ama Hasan Hüseyin çok sevimli, iki yanağında iki gamzesi var. Hem de çalışkan. Zaten ikimizin ortak noktası var; ikimiz de okumayı okula başlamadan önce sökmüşüz. Ama o dört işlemi de biliyor, ben bilmiyorum. Bu yüzden ona daha da aşık oluyorum.

Hasan Hüseyin bizim evde çok meşhur. Şiirler, mektuplar yazıyor sağa sola fırlatıyorum. Dedem bize gelince ona anlatıyorum büyük aşkımı. Hayatım boyunca Hasan Hüseyin’i seveceğime de inanıyorum. Bizimkiler merak ediyor bir gün, okula geliyorlar. Annem başlıyor gülmeye, Hasan Hüseyin’in boyu benim omuzlarıma anca geliyor çünkü. Olsun ben onu öyle seviyorum.

Dördüncü sınıfa geçtiğimiz yıl tayinimiz çıkıyor. İstanbul’a. Çok ağlıyorum. Hasan Hüseyin’i geride bırakacağım. Beni unutacak. Çok ağlıyorum. Birlikte bitiremeyeceğiz okulu. En çok da buna ağlıyorum galiba. Onun beni sevip, sevmemesi umurumda bile değil. Artık onun yanına çalışkanlar kümesine ben oturamayacağım.

Sonra yıllar geçti tabi. Unutulmayacak sanılan ilk aşk unutuldu. Ama Hasan Hüseyin Korkmazgil’in dizeleriyle tanışınca bir gün, sızlamadı değil içim.  Başkalarına da aşık oldum. Şimdi sayın deseniz, hatırlamam. Her defasında bir öncekinden daha güçlü sandım hislerimi, her defasında daha çok yenildim.

Bir gün bir adam çıktı karşıma, omuzları geniş. O omuzların üzerindeki yüzü Allah yarattıysa özene bezene yaratmış, yok Darwin haklıysa onun evrimi bizden çok ileri. Ancak çok başarılı bir heykeltıraş yapabilir bu heykeli. O adam ki bana bir kitap dolusu yazı yazdırdı.

O yazıları okuyanlar benim hiç mutlu olmadığımı zannettiler. Aslında haklılardı, aşık insan mutlu olamazdı, yâri yanında olsa bile. Çünkü sevdadan sadece sevdayı taşıyan mesuldü. Ben kendimi o sevdayla hiç mutlu edemedim, onu da edemedim elbette. Çünkü ben sevgililik müessesini de hiç değer vermedim. İki insan ilişkiyi nasıl yönetir, nelere dikkat etmek gerekir, kaçan kovalanır mı, kovalanan yorulur mu, mesaj atmasam beni merak eder mi, başkasıyla kıskandırmaya gerek var mı, bak kaç saat oldu nerede bu herif, beni aldattı mı, beni aldatır mı, beni aldattıysa aynısını yapmalı mıyım, evlenir miyiz, çocuklarımız olur mu, mutlu olur muyuz, mutlu olamazsak mutsuz olmaya da var mıyız vs vs. Hiç aklımdan geçmedi böyle şeyler. Anlar ve anılarla da ilgilenmedim. O anın tadını çıkarayım da heybemde bir sürü anım olsun. Yok ya. Zihnim o kadar hatırayı nereye depolasın?

Ben sadece çok sevdim. Bir sonraki adımı hesaplamadan koştum, yol boş mu, sapa mi, sokak çıkmaz mı, yolun sonu uçurum mu? Öyle davransam benden soğur mu, böyle davransam daha çok aşık olur mu, ilk geceden sevişirsem adım basite çıkar mı, içip sapıtırsam benden ayrılır mı… Bunların hiçbirini düşünmedim. İçimden geldiği gibi sevdim. Sarılmak istiyorsam sarıldım, öpmek istiyorsam öptüm, küfür etmek istiyorsam ettim, kovmak istiyorsam kovdum. Özlediğimde de hemen aradım ha beklemedim sarhoş olmayı. İlk büyük ayrılığımızda da imkanım vardı yurt dışına gittim. Çünkü bu illetten kurtulmam lazımdı çünkü aşk insanı yerdi. Sahi hala inanıyor musunuz mutlu aşklara?

O gel gitli, dalgalı, ilişkiye benzemeyen ilişki bitti, bir çifte benzemeyen biz ayrıldık. Arabanın içindeyiz, gece üç, ben nasıl ağlıyorum, hiç görmeyin. Bu ilişkiyi bitiren sensin niye ağlıyorsun dedi. Bak bu yoldan bir sürü araba geçip gidecek, bir daha senin araban geçmeyecek ona ağlıyorum dedim. Size yemin ederim ona ağlıyordum. Onun yolu bizim evin önüne düşmezdi çünkü. Hani düşse arada bir görüp mutlu olacağım. Sonra bizim evin önünden başka arabalar geçmeye başladı. Kimi durdu. Kimi son gaz bastı gitti. Çünkü ben sevgili olmak için yaratılmamıştım. Ama kimi sevdiysem iyi sevdim, güzel sevdim. Sonuna kadar gittim. Çok çok özeniyorum şimdi birbirlerini idare eden, nerede ne yapacağını bilen, ilişkinizi özenle koruyan, dengeli davranan, mutlu olmayı becerebilenlere. 14 Şubat’ta romantik yemek yiyenlere, kapitalizmin oyunu laflarına aldırış etmeden birbirlerine hediye alanlara… Yaradılıştan gelmeyince öğrenilmiyor bu meret.

Sevgili yalnızlar, boş verin, biz sevmeyi beceremediğimizden değil dibine kadar sevebildiğimizden yalnızız. Çünkü o dibe bir biz bir de sevgimiz sığıyor. Sonuç olarak kendi dibimizden de biz mesulüz. Göğe beraber bakanlara selam, biz önümüze bakalım.

anonymous asked:

Ona? Ona jest wszystkim co mam, co kiedykolwiek było mi dane. Jest poranna kawa i pierwszym promieniem słońca. Jest Domem, ktorego nigdy w pełni nie zaznalam. Jest bezpieczeństwem i ostoja. Jest pierwsza i ostatnia szluga w paczce. Jest każdym porankiem i każdym wieczorem. Jest nocą pełna przemyśleń i porankiem gdy z bólem musze wstać. Jest łzami i najpiękniejszym usmiechem. Jest kazda myślą, słowem, czynem. straciłam Ja.

Najpiękniejsze jakie czytałam ❤😭

Opiszcie mi osobę, która jest dla Was ważna

Znów się boję.

Teraz za dwoje. Że ostatecznie nie jestem taka fantastyczna, jak ci się wydaje, że zaraz przypomnisz sobie dziewczynę, z którą randkowałeś ostatnio i zrobi ci się żal, że tamta relacja nie przetrwała. Że ona ma kręcone włosy blond, że jest fotografem i że ma fanpage. Że seks był świetny i że strasznie była napalona na pierwszej randce, ale poszliście do łóżka na drugiej.

Nie wspominaj o niej.

Że z inną chciałeś tworzyć rodzinę, próbowałeś i się starałeś. Że ona w sumie nie była tego warta, ale przyjaźń trwa już x lat. Że nie wyobrażasz sobie bez niej życia i jest najlepsza.

Nie wspominaj o niej.

Że lubiłeś z nią chodzić na spacer do parku, że rozmawialiście o polityce i ona cię rozumiała jak nikt. Że kupiła ci ten kubek, do którego nalewasz mi herbaty.

Nie wspominaj o niej.

Że z nią tak szybko mijał czas, że odwiedziliście Zakopane i na Krupówkach kupowaliście pamiątki dla waszych rodzin. Że wspólnie adresowaliście pocztówki.

Nie wspominaj o niej.

Że ona chciała ci rodzić dzieci, a ty byłeś całkiem gotowy, żeby je z nią mieć. Że kupowałeś jej kilogramy truskawek i w samochodzie miałeś szampana, gdy odbierałeś ją z dworca.

Nie wspominaj o niej.

Że jest chora, że przeziębiona, że trafiła do szpitala, że chciałbyś dla niej być. Że nie wiesz, jak sobie z tym poradzić i że źle ci, że mało się odzywa. Że macie wspólną przeszłość, bo z przyszłości ona zrezygnowała.

Nie wspominaj o niej.

Że to wszystko już przeżyłeś, może i momentami lepiej. Że to wszystko już czułeś i w tym samym miejscu byłeś. Że teraz tylko ja, chociaż jeszcze rok czy dwa lata wcześniej tylko ona.

Nie wspominaj o niej.

Zwyczajnie się boję. Że nie będę wystarczająco dobra, zabawna, tajemnicza. Że po mnie będzie jakaś, której opowiesz o mnie. Że wspomnisz, że czasami spisywałam nasze dialogi i wysyłałam Ci w nocy sms z hasłem „wiesz, nie?” i nic więcej nie mówiliśmy. Że byłeś pierwszym facetem od dawna, któremu chciałam ugotować rosół. Że do ciebie jechałam pociągiem i zaklinałam ludzkość, aby wymyśliła szybsze połączenie. Że o mnie myślałeś, że jestem wyjątkowa, ale jednak się zawiodłeś.

Nie wspominaj o niej.

Nie jestem gotowa na to, żeby z kimś konkurować. Moja pewność siebie przy tobie jest w sumie mała, mimo że świetnie to maskuję i och co to nie ja. Tak naprawdę to po prostu bardzo się boję o ciebie. I o siebie się boję. Dlatego proszę – nie wspominaj o niej. Żadnej. Nie umiem konkurować z kimś, kto po latach jest idealizowany. Nie wspominaj o niej, bo ze stresu nie mogę wtedy spać, trochę płaczę i ciężko mi oddychać.

Wiem, że ona była, przed tobą też ktoś był. Nie wykreślimy ich z życia i nie będziemy udawać, że to pierwszy raz ta kąpiel i ten film, ta piosenka i taki seks. Możemy do tego wrócić chwilę później, jak już nauczysz się mnie i zaczniemy tworzyć wspólne wspomnienia, unikalne takie, które będą najważniejsze. Bo teraz najważniejsi powinniśmy być my – nie oni.

Po prostu usiądź obok mnie,

Nic nie musisz mówić.

Posłuchaj ze mną ciszy,

Poczuj prawdziwy zapach powietrza,

Bo do tej pory nie miałeś czasu na to,

By się nim porządnie zaciągnąć.

Możesz mnie dodatkowo przytulić.

Moje blade dłonie są zawsze zimne,

Czekają, aż weźmiesz je w swoją dłoń,

Kiedy poczują odrobinę ciepła Twojego,

Więc wyjątkowego…

Proszę,

Zmarnuj ze mną tylko chwilę…

Wiem, że nuda zabija związki. Ani przez sekundę nie czułem nudy z moją żoną i ona mam wrażenie też nie. Zawsze jest tak, że emocje gasną, ale cały czas trwa związek duchowo emocjonalny. I on cały czas inspiruje, cały czas kręci. Człowiek wstaje rano i jest ciekaw, co ona powie. Po prostu. Zwyczajna rzecz. Nie ma tak, że ktoś cię znudzi, to mówisz danke. To ja sobie znajdę nową lalkę i będę się bawił. Nie ma tak, bo wtedy człowiek zostaje z szeregiem lalek albo ze wspomnieniami o nich. Do człowieka trzeba się dogrzebać, doskrobać. To nie jest tak, że jak cię żona zmęczy, znudzi to jest koniec. Wystarczy chwilę przeczekać i już jest dobrze.
Znów się boję.
Teraz za dwoje. Że ostatecznie nie jestem taka fantastyczna, jak ci się wydaje, że zaraz przypomnisz sobie dziewczynę, z którą randkowałeś ostatnio i zrobi ci się żal, że tamta relacja nie przetrwała. Że ona ma kręcone włosy blond, że jest fotografem i że ma fanpage. Że seks był świetny i że strasznie była napalona na pierwszej randce, ale poszliście do łóżka na drugiej.
Nie wspominaj o niej.
Że z inną chciałeś tworzyć rodzinę, próbowałeś i się starałeś. Że ona w sumie nie była tego warta, ale przyjaźń trwa już x lat. Że nie wyobrażasz sobie bez niej życia i jest najlepsza.
Nie wspominaj o niej.
Że lubiłeś z nią chodzić na spacer do parku, że rozmawialiście o polityce i ona cię rozumiała jak nikt. Że kupiła ci ten kubek, do którego nalewasz mi herbaty.
Nie wspominaj o niej.
Że z nią tak szybko mijał czas, że odwiedziliście Zakopane i na Krupówkach kupowaliście pamiątki dla waszych rodzin. Że wspólnie adresowaliście pocztówki.
Nie wspominaj o niej.
Że ona chciała ci rodzić dzieci, a ty byłeś całkiem gotowy, żeby je z nią mieć. Że kupowałeś jej kilogramy truskawek i w samochodzie miałeś szampana, gdy odbierałeś ją z dworca.
Nie wspominaj o niej.
Że jest chora, że przeziębiona, że trafiła do szpitala, że chciałbyś dla niej być. Że nie wiesz, jak sobie z tym poradzić i że źle ci, że mało się odzywa. Że macie wspólną przeszłość, bo z przyszłości ona zrezygnowała.
Nie wspominaj o niej.
Że to wszystko już przeżyłeś, może i momentami lepiej. Że to wszystko już czułeś i w tym samym miejscu byłeś. Że teraz tylko ja, chociaż jeszcze rok czy dwa lata wcześniej tylko ona.
Nie wspominaj o niej.
Zwyczajnie się boję. Że nie będę wystarczająco dobra, zabawna, tajemnicza. Że po mnie będzie jakaś, której opowiesz o mnie. Że wspomnisz, że czasami spisywałam nasze dialogi i wysyłałam Ci w nocy sms z hasłem „wiesz, nie?” i nic więcej nie mówiliśmy. Że byłeś pierwszym facetem od dawna, któremu chciałam ugotować rosół. Że do ciebie jechałam pociągiem i zaklinałam ludzkość, aby wymyśliła szybsze połączenie. Że o mnie myślałeś, że jestem wyjątkowa, ale jednak się zawiodłeś.
Nie wspominaj o niej.
Nie jestem gotowa na to, żeby z kimś konkurować. Moja pewność siebie przy tobie jest w sumie mała, mimo że świetnie to maskuję i och co to nie ja. Tak naprawdę to po prostu bardzo się boję o ciebie. I o siebie się boję. Dlatego proszę – nie wspominaj o niej. Żadnej. Nie umiem konkurować z kimś, kto po latach jest idealizowany. Nie wspominaj o niej, bo ze stresu nie mogę wtedy spać, trochę płaczę i ciężko mi oddychać.
Wiem, że ona była, przed tobą też ktoś był. Nie wykreślimy ich z życia i nie będziemy udawać, że to pierwszy raz ta kąpiel i ten film, ta piosenka i taki seks. Możemy do tego wrócić chwilę później, jak już nauczysz się mnie i zaczniemy tworzyć wspólne wspomnienia, unikalne takie, które będą najważniejsze. Bo teraz najważniejsi powinniśmy być my – nie oni.
—  Paulina Hofman, blog jestemspragniona.pl
2

Spójrz za okno.  Widzisz jesienne liście, które leniwie opadają na schłodzoną pierwszymi mrozami ziemię. Niebo stało się szare, pewnie też ma depresję - tak jak Ty. Po plecach przechodzą Ci ciarki, jest Ci zimno.

W dłoni trzymasz herbatę z miodem i imbirem w ulubionym kubku. Jesteś okryta ciepłym kocem, a na nogach masz brązowe zakolanówki. Twój kościsty brzuch ukrywa za duży sweter, ale Twój ulubiony…

I wtedy myślisz o Nim. na pewno nie potrzebowałabyś tylu rzeczy na sobie, gdyby ktoś chciał Cię przytulić. Ale zrozum, te spojrzenia nic nie znaczyły. Mało ludzi codziennie patrzy się na Ciebie? Tak samo on, jak inni ludzie - spojrzał w Twoją stronę.

Ludzie mijając Cię na chodniku, rzucają Ci pogardliwe spojrzenia. Jak mogła być tak naiwna?!

Głupia, narobiła sobie nadziei, to teraz cierpi. Chociaż… Z drugiej strony jest mi jej żal...

I nagle wszyscy współczują.

Nagle kochają…

Chapter 65: Behind The Scenes
  • Wrexie:so what would have happened if flowey hadn't interrupted
  • Ona:gosh like, I love when he uses her name too
  • Ona:he would have snuck into a hospital
  • Ona:grabbed a soul
  • Ona:and come back
  • Ona:and everything would have been find
  • Ona:fine
  • Ona:because I'm boring
  • Ona:and I want Sans and Hope to be happy
  • Ona:contrary to the evidence against me
  • Wrexie:omg ona
  • Wrexie:squishes your cheeks
  • cat:back
  • cat:finished
  • cat:fuckin flowey
  • cat:i’m just imagining
  • cat:sans being mistaken for the grim reaper
  • cat:if seen
  • cat:or if he like asks consent of someone dying or close to death?
  • Wrexie:imagine him just spending
  • Wrexie:an hour or two with a lonely kid before they die
  • cat:oh god
  • Ona:oh look you guys made it sad
  • Ona:why am I not surprised

So my friend found this picture of me from her wedding (I was a bridesmaid) and sent it to me today. And I actually really like this picture of myself??? So here you guys go.

Here’s an almost five year old picture of Ona, pre-baby. If you guys are really curious or nice I might post something more recent. *shrugs*