okna

Nie chciałbym odpowiadać teraz na pytanie, jak to jest, mieć osiemnaście lat, chociaż za dziesięć lat pewnie powiem ci, że byłem wtedy nieśmiertelny. Gdy jesteś dopiero co pełnoletni, przebiegasz przez ulicę na czerwonym, bo jesteś pewien, że to nadjeżdżający samochód rozbije się o ciebie, że chodnik z perspektywy siódmego piętra jest gumowy, że każdy wypity alkohol w twoim organizmie zamienia się w wodę, że możesz przyjąć więcej związków chemicznych niż szklarnia, bo twój mózg jest kuloodporny i nieprzerwanie stabilny. Nic nas nie rozkruszy. Mamy po osiemnaście lat i moglibyśmy jeść szkło bez kaleczenia ust, pić kwas, wyskakiwać z okna tylko po to, aby wzbić się do lotu.
Jest piątek, tydzień później, a deszcz ciągle pada, zasłaniam okna by zablokować dopływ światła. Pod kołdrą chowam się od świata, samotność i ciemność jest dla mnie teraz idealna.

Ludzie sądzą, że tak walczymy o prawo do wolnej aborcji, bo jesteśmy zwyrodniałymi grzesznicami i tylko marzymy o tym, żeby (nie owijając w bawełnę) się wyskrobać. Że jak tylko nam na to pozwolą, to od razu pobiegniemy sobie rezerwować termin, bo można, bo wolno. Tak nie jest. 

Aborcja to bardzo trudna decyzja i nikomu nie życzę przed nią stanąć. Ale nie życzę też śmierci matce trojga dzieci, która nie może usunąć kolejnej ciąży, a sama w jej imię bezsprzecznie umrze. Nie życzę widoku nowo narodzonego potomka rodzicom, którzy wiedzą, że po kilku godzinach przestanie oddychać. Nie życzę dziewięciu miesięcy cierpienia dziewczynie, która wracała wieczorem do domu i jakiś samiec postanowił zrobić z niej naczynie na swoją spermę (swoją drogą gwałciciel dostałby mniejszy wyrok niż ona po usunięciu ciąży). Nie życzę młodemu małżeństwu wyrzeczenia się swojego życia, pasji i możliwości na rzecz opieki nad skrajnie niepełnosprawnym dzieckiem, od którego nigdy nie usłyszą “mamo” czy “tato”. 

Możecie powiedzieć, że nikt nie każe się tymi dziećmi zaopiekować, że są okna życia, że można je oddać, że można je kochać, że co one winne. A co jest winna ta dziewczyna, że urodziła się dziewczyną i żyje w tak chorym kraju? 

To nasze ciała i nasza sprawa. Jeśli jesteśmy wierzący, to osądzi nas Bóg, a nie prokurator czuwający przy łóżku na sali porodowej. Jeśli to grzech, to my z nim będziemy żyć i to my za niego będziemy odpowiedzialne. 

Podziwiam matki opiekujące się niepełnosprawnymi dziećmi, podziwiam te, które rodzą dzieci gwałcicieli i kochają je tak samo. Szanuję je bardzo. Ale nikt nie ma prawa kazać mi być tak silną i tak dobrą, nikt nie ma prawa kazać mi wyrzec się swojego życia tylko dlatego, że mam w sobie jakiś zarodek wielkości dwóch milimetrów. To jest moje ciało, nie państwa, nie episkopatu. 

Przekazujmy to dalej, uświadamiajmy innych. Czasem niewiedza ma straszliwe konsekwencje. Nie chcę być zakładnikiem własnego kraju tylko dlatego, że mam macicę. Nie chcę żyć w państwie kościelnym. Nie chcę się tak bać.

Ps. Liczba aborcji w krajach, w których ją zalegalizowano, drastycznie spadła. 

Siedzę na parapecie okna z kubkiem gorącej herbaty, patrzę w niebo pełne gwiazd, dostrzegam jedną, spadającą. Myślę nad życzeniem i uświadamiam sobie że jesteś nim ty :)
Gdybym rzucał się z okna za każdym razem, kiedy coś mi nie wyszło – spędziłbym życie w locie.
—  Dmitrij Nagijew
Miłość jest wtedy, kiedy chcesz z kimś przeżywać wszystkie cztery pory roku. Kiedy chcesz z kimś uciekać przed wiosenną burzą pod obsypane kwieciem bzy, a latem zbierać z tym kimś jagody… i pływać w rzece. Jesienią robić razem powidła i uszczelniać okna przed wiatrem. Zimą - pomagać przetrwać katar i długie wieczory, a jak już będzie zimno, rozpalać razem w piecu.
—  Janusz Leon Wiśniewski