od niego

Mój dziadek mówi, że jak kiedyś kolega zdradził swoją kobietę to odwracali się wszyscy od niego, nawet został pobity. Dziś jak zdradzisz kobietę to popierają Cię w tym. Czasami żałuję, że urodziłem się w takim wieku gdzie nikt nie wie jak szanować człowieka.
Wyobraź sobie, że już nigdy nie będziesz mogła go przytulić,
że już nigdy nie usłyszysz od niego “Kocham Cię”,
że już nigdy nie bedziesz biegła jak szalona na spotkanie z nim,
że już nigdy nie położysz się obok niego,
że już nigdy nie poczujesz jego zapachu,
że już nigdy nie dotkniesz jego ust,
że już nigdy gdy będzisz wtulona w niego i nie będziesz mogła myśleć jak wielką szcześciarą jesteś,
że już nigdy nie przyjdziesz spóźniona do domu po spotkaniu z nim,
że juz nigdy nawet się z nim nie pokłocisz.
Wyobraź sobie że to koniec, boli co?
Kaleczyłam swoje ręce, nacinałam skórę żyletką i patrzyłam jak płynie krew. Brzmi strasznie? Ale ja upatrywałam w tym ratunek. Nie miało znaczenia czy pozostaną blizny. Przyszłość wtedy dla mnie nie istniała, towarzyszyło mi przekonanie, że i tak wcześniej czy później umrę śmiercią samobójczą. Myśli o okaleczeniach były stale obecne. Nie radziłam sobie z doświadczaniem emocji, nie umiałam ich nazywać, ani wyrażać, ani poprosić o pomoc. Nikt mnie tego nie nauczył. Tkwiłam w samotności, przez którą nie potrafiłam się przebić. Tak bardzo wstydziłam się swojej słabości, że na zewnątrz przybierałam maskę osoby, której na niczym specjalnie nie zależy. Kaleczyłam się, gdy czułam się bezradna, gdy nie mogłam znieść samotności, gdy świat widziałam jak zza szyby, gdy chciałam się ukarać za swoją bezwartościowość. Widok krwi sprawiał, że spływał na mnie spokój, a właściwie obojętność. Czułam się silniejsza, ale nie w ten normalny, zdrowy sposób. Czułam się silniejsza w poczuciu, że cokolwiek by się nie zdarzyło, zawsze mogę sięgnąć po żyletkę. Taki stały element w świecie jawiącym mi się jako ciągłe zagrożenie. Ale był jeszcze inny powód… Rany i blizny były błaganiem o to, by ktoś się mną zaopiekował, by dostrzegł, jak bardzo cierpię i jestem w tym bezradna. Paradoks polegał jednak na tym, że równocześnie odczuwałam silny wstyd i robiłam wszystko, by nikt się nie dowiedział. Wyobrażałam sobie, że ktoś odkrywa moją tajemnicę i otrzymuję od niego wsparcie. Oddałabym wtedy wszystko za jedno słowo “rozumiem”…
Wielu odradzało jej ten związek. Mówili, że to skurwiel. Ba, on sam tak o sobie mówił. Ale ona poleciała za tym skurwielem. Oddała mu się bez reszty. Pokochała skurwiela. Jemu często odpierdalało, często się z nim kłóciła. Parę razy od niego uciekała i żaliła się, jaki jest podły i że się go boi. A to gówno prawda była, powiem ci. Jak jej chcieli pomóc, to się zawsze rzucała w jego obronie, chroniła go i walczyła o niego. Ona bez niego świata nie widziała i nie umiała żyć, taka wariatka. I cokolwiek tam było między nimi, to ona tego cholernie pragnęła.
—  Nancy/26.08.2017
Czy kiedykolwiek zastanawialiście się, dlaczego zwrot “zakochać się” w języku angielskim brzmi “fall in love”? Wydaje mi się, że użycie zwrotu “fall in” nie jest w tym przypadku bezcelowe. Miłość powinna być bowiem czymś bezinteresownym, czymś niespodziewanym, co przychodzi wtedy, kiedy najmniej tego oczekujemy, a przy tym tak ogromnym i ogarniającym nas samych, że nie jest w stanie tego uczucia zmienić nikt ani nic, nawet największe trzęsienie serca o sile wychodzącej poza skalę Richtera i rozpad centrum duszy na miliony drobnych okruszków. Nie może być to uczucie wymuszone, spowodowane chęcią bycia z kimś dla jakichkolwiek korzyści czy nawet z poczucia samotności lub pustki, bo to jest bardzo nikłe i nie prowadzi do niczego, co z miłością związane. Nie należy też mylić miłości z zauroczeniem czy fascynacją seksualną. Jestem pewna, że padamy ofiarą zauroczenia, ilekroć mijamy słodkiego szczeniaczka na ulicy. Możemy też zafascynować się pod względem seksualnym ciałem ratownika na plaży będąc na wakacjach w Mielnie. Jednak mogę Was zapewnić, że to nadal nie będzie TO. Miłość to coś znacznie więcej niż wygląd i czułe słówka. To miliony kompromisów, tysiące poświęceń, setki kłótni i wypowiedzianych w złym czasie nieodpowiednich słów. To też bycie przy kimś, jeśli ten ktoś nie chce dłużej już z samym sobą przebywać, to całkowite oddanie się drugiej osobie i uzależnienie swojego szczęścia od stopnia poczucia tego stanu u drugiego człowieka, bo to od jego szczęścia uwarunkowane jest nasze. To wszystko nie przychodzi, kiedy o to poprosimy. To pojawia się, kiedy nadchodzi odpowiedni czas i miejsce. I wtedy całkowicie poddajemy się temu uczuciu, oczywiście o ile jest prawdziwe. Wpadamy jak śliwka w kompot, otacza nas z każdej strony morze miłości i choć byśmy umieli pływać, nie potrafimy się z niego wydostać, jest zbyt wszechobecne i zbyt silne, aby móc od niego uciec. Stąd to wyrażenie - “fall in”. Bowiem zakochanie możemy porównać do “zapadania się”, ale w dobrym tego słowa znaczeniu. Nie oznacza to staczania się na dno, nie oznacza też utraty czegokolwiek. Wręcz przeciwnie. Miłość unosi nas na wyżyny, o których nie mieliśmy pojęcia. Daje siłę i pokonuje najskrytsze słabości. Chodzi tu raczej o “zatracenie się”. Tak, to właściwe określenie. Zakochany człowiek zatraca się w tym uczuciu bez pamięci, a jedyne co wypełnia jego myśli, to druga osoba. Autentyczność miłości bądź niemiłości można sprawdzić bardzo prosto. Człowiek prawdziwie zakochany rozmiłowuje się w drugiej osobie codziennie na nowo, na miliony różnych sposobów, kochając w nim najzwyklejsze rzeczy, to jak się uśmiecha, jak się porusza, jak nakłada rano spodnie czy nawet sposób w jaki prowadzi łyżkę z zupą z talerza w kierunku ust, które też kochamy najmocniej na świecie, mimo że na pierwszy rzut oka nie ma w nich nic nadzwyczajnego. I mimo, że czasami komuś zatrzęsie się ręka i obleje się tą zupą, nie przestajemy go kochać. Wtedy pędzimy po coś, aby tę osobę wytrzeć, choćbyśmy mieli przemierzyć kilometry czy oddać przy tym własne zdrowie. Pytamy z troską czy nic się nie stało, czy aby przypadkiem nie poparzył się tą zupą, a jeśli odpowiedź jest twierdząca, zajmujemy się raną, opatrujemy ją i troszczymy o tę osobę jeszcze bardziej niż zwykle. I to jest właśnie miłość. Poczynając od całkowitego zatracenia się w uczuciu, którym darzymy drugą osobę w okresie zakochania, do zakochiwania się w niej każdego dnia, wybaczania błędów, pomocy w trudnościach i kochania z całej siły pomimo wszystko i pomimo wszystkiemu, czasami nawet na przekór sobie.
—  westchnie-nie
MOTYWACJA DO SUKCESU! PROSZĘ, PRZECZYTAJ TO :)

Jesteś taka gruba że spadłaś na dno, ale wiesz po co jest te dno? Po to żeby się od niego odbić, więc weź się w garść - pij wodę, mniej jedz i pójdź poćwiczyć. Wiesz co się stanie później? Będzisz na samym szczycie. Będziesz z siebie dumna, że odwaliłaś kawał dobrej roboty i osiągnęłaś sukces, że schudłaś i jesteś ze swojego ciała zadowolona. Każdy będzie Cię lubił, znajdziesz chłopaka, ale najważniejsze - będziesz z siebie zadowolona. Jak masz kogoś kochać jak nienawidzisz siebie? Więc weź się w garść i zacznij działać, a nie ciągle płaczesz i marzysz o tej ślicznej figurze, bo to ci nic nie da. Weź się za siebie, nie pożałujesz.

Teraz tak z innej strony. Możesz sobie teraz myśleć: “Co ona pieprzy?” lub “To nie takie łatwe jak ci się wydaje!” Wiem i zgadzam się z tymi przykładami, bo sama próbuje dążyć do celu, ale wymyśliłam sobie taką jakby motywację i chciałam się z wami tym podzielić bo może komuś to pomoże chociaż w małym stopniu tak jak mi. Też chciałam wam uświadomić, że ciężka praca się opłaca, naprawdę. Nie rezygnujcie z marzeń, bo one same się nie spełnią - to je trzeba spełniać.

Wycinaj toksyczne osoby ze swojego życia.
Jeśli ktoś nie tylko cie nie rozwija, ale wręcz ciągnie cie w dół – uciekaj od niego. Niezależnie od tego ile wspólnie przeżyliście i kim ta osoba dla ciebie jest. Jedna z najgorszych rzeczy to zmarnowanie swojego potencjału tylko dlatego, że ktoś cie pociągnął w dół.