nie wymiotuj

And This Is How It Starts | Larry One Shot | Tłumaczenie

Tytuł: And This Is How It Starts

Autorka: sinfularry

Tłumaczka: sherriane

Banner: Mini 

Zgoda: melduję, iż jest!

Gatunek: fluff (serio!!), smut

Opis: Bad boy Harry sprawia Louisowi przyjemność na tyłach ich klasy od angielskiego, podczas gdy obaj słuchają The 1975. W roli także: Nick Grimshaw jako opryskliwy nauczyciel.

Od tłumaczki: halo halo stop - to nie tak jak myślisz, kotku! Ja wiem, że opis. Że niby smut tylko. I tak, smut. Ale fluff! Nie będę kłamać - 80% tego one shota to fluff, 20% - smut. Jeśli przyszliście tylko po tę dwudziestkę, to zapraszam na sam koniec tekstu :D Ale przy okazji ominie Was… a może lepiej zobaczcie tagi.

~~~

Po tym, jak wcisnął przycisk „drzemka” tak o trzy razy za dużo, Louis jęknął, i westchnął, i ziewnął, i niemal nie wpadł w szał, kiedy zaczął wlec się w stronę łazienki, żeby wziąć prysznic. Włączył 8tracks, mając nadzieję, że muzyka, która akurat leciała, była akceptowalna. Rozebrał się oraz wszedł do brodzika, śpiewając nieprzytomnie piosenkę, która wydobywała się akurat z głośników. Gdy kołysał się na palcach w przód i w tył w rytm utworu, starał się przypomnieć sobie, w jaki dzień tygodnia właśnie się obudził. Zajęło mu to chwilę, ale uśmiechnął się, kiedy zrozumiał, że to środa. Czyli Club Day. Dzień, w którym lekcje są krótsze, a jego wolny czas spędzany z Harrym dłuższy. Zakręcił wodę, po czym nałożył odżywkę na swoje włosy – ponieważ je zapuszczał – i owinął ręcznik wokół pasa.

Podszedł do lustra, biorąc do ręki swoje małe opakowanie kremu nawilżającego z pobliskiej szafki. Przeglądnął się. Louis nie był zarozumiały ani nic. Był tylko… trochę pewny siebie. Mógł być naprawdę nieśmiały i okazjonalnie znajdował się jakiś dupek w szkole, który by się z niego śmiał, bo był gejem, ale szatyn tak naprawdę nie przejmował się tym tak długo, jak tylko był z siebie zadowolony. Był naprawdę dobrym dzieckiem, zawsze zachowywał się zgodnie z zasadami, ale zawsze też był nieco inny. Ale to „inny” nigdy źle nie działało. Miał dobrą rodzinę i dobrą grupkę przyjaciół na collegu.

Kiedy skończył nakładać krem, podszedł na palcach do swojej komody, nie dlatego, że musiał być cicho, tylko dlatego, że czasem lubił być nieco wyższy. Był całkiem drobny, ale energiczny i wyróżniający się z tłumu. Harry często mówił mu, że był skrzatem, a Louis udawał, że mu to przeszkadzało, chociaż tak naprawdę zawsze dostawał wtedy łaskotek na całym ciele.

Zaczął przekopywać szafkę, dopóki nie znalazł ulubionych spodni, tych, dzięki którym jego tyłek wyglądał fenomenalnie, a także pary slipów i całkiem białego t-shirtu. Nie do końca widział sens w tym, żeby wystrajać się do szkoły w Club Day, bo zazwyczaj były to tylko pełne leniuchowania wolne dni, które opierały się na jak najmniejszej ilości notatek i filmach.

Wrócił do lustra i sięgnął po korektor z półki, zakrywając kilka ledwo widocznych pryszczy, a następnie rozpylając puder oraz upewniając się, że oczyścił swój mały kolczyk w nosie, żeby się błyszczał. Potem sięgnął po swój tusz do rzęs – grzeczniej mówiąc, swojej siostry Lottie – i pochylił się bardziej przed lustrem, opierając o nie rękę, żeby utrzymać równowagę, po czym otworzył szeroko oczy, a jego usta ułożyły się w kształt litery „o”. Mrugnął kilka razy, czarny kosmetyk pokrył jego długie rzęsy, sprawiając, że niebieski kolor jego oczu był jeszcze bardziej intensywny. Louis próbował być pewnym, że makijaż nie był tak naprawdę mocny, tylko poprawiał jego wygląd i go ulepszał. Lubił myśleć, że dobrze sobie z nim radził.

W drodze do drzwi sięgnął po bluzę z kapturem i beanie, zanim skierował się do samochodu i zorientował, że zapomniał kluczyków.

***

Z miejsca, w którym siedział, Louis mógł zobaczyć go niemal perfekcyjnie. Opierał się o ścianę i uśmiechał prosto do dziewczyny, która wyglądała na absolutnie zauroczoną i która najwidoczniej nie była tak ważna dla Louisa, bo ten nawet nie znał jej imienia.

Keep reading

anonymous asked:

Co robiłaś dobrej pory, że udało ci się tyle schudnąć? Miłego dnia słonko ❤

początkowo jadłam to co zawsze, z tym że wymiotowalam. później przeplatalam to wszystko z glodowkami i tak mi minęły ze trzy/cztery lata. teraz nie wymiotuje od jakiegoś tygodnia, waga stoi

anonymous asked:

Mam ochotę zwrócić to co przed chwilą zjadłam, gdy zobaczyłam jaka liczba widnieje na wadze..

Po jedzeniu zwykle waży się więcej, więc spróbuj się uspokoić i nie wymiotuj. Jeżeli czujesz się źle zawsze możesz zrobić głodówkę jutro

I hear you calling in the dead of night - Rozdział 11 część 1

Podczas gdy Louis przebiera się w łazience, Harry zerka do pokoju szatyna, aby sprawdzić co porabiają dziewczynki. Leżą przytulone do siebie na łóżku, tworząc wielką plątaninę rąk i nóg.

Chciałem tylko życzyć wam dobrej nocy – mówi cicho Harry, przytulając lekko najbliższą dziewczynkę.

- Będziesz tutaj rano? – ziewa sennie Phoebe, wtulając twarz w klatkę piersiową chłopaka, gdy ją podnosi.

Harry zwalcza uśmiech, czując się nieco roztrzepany na tę myśl. To żaden sekret, że dziewczynki go uwielbiają i chcą go blisko siebie (nawet Lottie, która jest zbyt fajna, by się do tego przyznać), ale wiedza, że Louis również go tutaj chce, sprawia, że wszystko jest jeszcze lepsze. Harry nie musi już się czuć, jakby chodził na paluszkach wokół nastrojowych huśtawek drugiego chłopaka, starając się zachować dystans. Louis go kocha. Te słowa są jak magiczne zaklęcie wybudzające Harry’ego z długiej śpiączki, i nadal nie może przekonać siebie, że jest przytomny.

- Tak. Będę tutaj. – I każdego następnego poranka, myśli, ale nie mówi tego głośno.

- Zrobisz nam śniadanie? – pyta Daisy z podekscytowaniem, szarpiąc rąbek koszulki chłopaka, gdy ten schyla się, by ją przytulić.

Harry zatrzymuje się i pociera swój podbródek, udając, że się nad tym zastanawia.

- Jeśli umyjecie swoje zęby oraz buzie i będziecie w łóżku przed dziesiątą trzydzieści. – Fizzy jęczy, ale chętnie akceptuje uścisk, przywierając do bruneta trochę dłużej niż jej siostry.

Lottie spogląda z miejsca, gdzie siedzi oparta o wezgłowie, szybko pisząc wiadomości na swoim telefonie. Każdego dnia coraz bardziej przypomina Louisa, nie tylko fizycznie, ale ma również ten sam błysk w swoich niebieskich oczach oraz wysoko zadarty podbródek.

- Nie przytulę cię – mówi śmiertelnie poważnie, wracając do swojego telefonu.

- Ach, jesteś teraz dla mnie zbyt fajna, co? – dokucza jej Harry.

- Zawsze byłam dla ciebie zbyt fajna. – Lottie przewraca oczami, tak bardzo przypominając Louisa, że to wywołuje ból w jego klatce piersiowej. Harry stara się nie dopuścić tego do siebie. Wie, że nie chodzi tylko o niego, Lottie zaczęła zmuszać swoją mamę do wysadzania jej ulicę od szkoły, żeby jej przyjaciele nie widzieli, ale to nadal kłuje. Harry nigdy nie przeszedł przez ten buntowniczy okres, ale nie mógł pozwolić sobie na zrażenie do siebie jedynego rodzica, którego miał.

- Więc zgaduję, że jesteś również zbyt fajna na naleśniki z jagodami – mówi wolno Harry. Ogromne oczy Lottie błyszczą krótko z podniecenia, zanim jej twarz z powrotem przybiera wyraz nonszalancji.

- Dorzuć do tego filiżankę kawy i może pomyślę o przytuleniu ciebie – negocjuje.

- Jedna filiżanka. I ani słowa twojej mamie.

Lottie uśmiecha się szeroko i przytula się do chłopaka na bardzo krótką chwilę.

- Jakbym w ogóle jej coś mówiła.

Impreza trwa jeszcze przez cztery godziny aż ktoś nie wymiotuje na trawniku przed domem i jeden z sąsiadów nie grozi wezwaniem policji. Harry nie wie zbyt wiele o imprezach, ale przypuszcza, że był to sukces pod każdym względem. Szczerze mówiąc jest szczęśliwy, że to już koniec. Próbuje bardziej wyjść ze swojej skorupy, ale myśli, że może nie być typem imprezowicza. Wydaje się, że dla Louisa życie towarzyskie jest czymś, co ładuje jego baterie, karmi jego apetyt na ekscytacje i plotki, ale dla Harry’ego jest to po prostu męczące. Jako gospodarz imprezy Louis upewnia się, że rozmawia ze wszystkimi, ale Harry twierdzi, że lepiej radzić sobie z jedną lub dwoma osobami w tym samym czasie. Większość czasu spędza umoszczony w rogu kanapy, grając w karty z Liamem oraz Zaynem i przekrzykując głośną muzykę, i nie pije nic mocniejszego niż Cola.

Kiedy impreza dobiega końca, Louis upewnia się, że każdy ma kierowcę, dzwoni po taksówki lub organizuje podwózki do domu dla tych, którzy jej nie mają. Jest całkowicie trzeźwy, gdy stoi na ganku na zimnym, nocnym powietrzu i macha ludziom, którzy odjeżdżają z podjazdu.

Podczas gdy dom pustoszeje, Harry zbiera na wpół puste butelki i śmieci do worka oraz wyciera wszystkie lady i powierzchnie. Robi to tylko z większego i postanawia posprzątać właściwie rano. Jest wykończony – zarówno z powodu później godziny, jak i wysiłku, który włożył w przeprowadzenie rozmów przez cały wieczór – ale chce upewnić się, że dom będzie czysty przed powrotem rodziców Louisa. Do czasu kiedy Louis zamyka drzwi frontowe na klucz, opadając na ziemię naprzeciwko nich, Harry zdążył wynieść śmieci i wyłączyć wszystkie światła na dole.

- Dziękuję – wzdycha Louis, wdzięcznie zapadając się w ramionach Harry’ego. – Jesteś niesamowity.

- To nic wielkiego – mówi zmęczonym Harry głosem.

Louis obejmuje drugiego chłopaka w pasie, całując jego policzek.

- Chodź, kochanie. Chodźmy do łóżka.

Nie licząc tego, że Louis wcześniej powiedział mu, że go kocha – Harry nie sądzi, że kiedykolwiek słyszał coś tak miłego.

Szczęściarz. Harry nigdy nie sądził, że to słowo będzie go dotyczyło – nigdy nawet nie wierzył w odrobinę szczęścia, dopóki Louis nie wyznał mu swojej miłości – ale teraz uważa, że nie ma bardziej odpowiedniego słowa. Kiedy w nocy Louis przewraca się na drugi bok i bez myślenia obejmuje Harry’ego, jakby wracał do czegoś po bardzo długiej podróży, jakby wracał do domu, Harry czuje się szczęśliwy. A najlepsze jest to, że to uczucie ciągle rośnie, kiełkuje w jego piersi jak małe ziarenka miłości. Harry uważa, że nie ważne ile czasu minie, nigdy nie przestanie czuć się szalony i niesamowicie szczęśliwy.

W poniedziałek w szkole, w drodze na lekcję angielskiego, stykają się ramionami i Louis chwyta dłoń Harry’ego, robiąc to tak łatwo i bez żadnego wysiłku, jakby ten gest był czymś zwyczajnym. Ale dla Harry’ego jest wszystkim. Harry stara się zwalczyć swój uśmiech, nieśmiało opuszczając głowę, kiedy kontynuują rozmowę, ale czuje się jakby każda komórka jego ciała nadawała prawdę, a skóra iskrzyła jak przewód pod napięciem. Myśli, że nawet astronauci mogą zobaczyć to z kosmosu – nie ma nic subtelnego w ich spojrzeniach – nic w ich gestach lub wyrazach twarzy, które mogą być błędnie odebrane jako coś innego, ale nie miłość.

Harry nigdy nie czuł się w ten sposób – oszołomiony i lekko pijany ze szczęścia – kiedy uderza się w palec o nogę od stołu, kiedy dostaje z powrotem swój sprawdzian z matematyki, na którym widnieje trójka plus napisana czerwonym długopisem, nawet ledwo to zauważa, po prostu postanawia zrobić to lepiej, być mniej niezdarnym. Rzeczy, które kiedyś powodowały u niego depresję lub wpędzały go w zły nastrój wydają się teraz być drobnymi niedogodnościami, odpędzonymi tak łatwo jak zabicie muchy łapką. Oczywiście ktoś nazywa ich pedałami, gdy idą ręka w rękę wzdłuż korytarza – i oczywiście jest to Stan – i podczas gdy Harry przez chwilę czuje się, jakby ktoś wylał na niego wiadro lodowatej wody, udaje mu się nawiązać współpracę ze swoimi koniczynami i idzie dalej. Słyszał już to wcześniej, ale nie boli go to tak bardzo jak kiedyś, ponieważ teraz ma przy sobie Louisa. Kiedy szatyn rusza w stronę byłego przyjaciela, aby się odpłacić, oczy pełne niebieskiego ognia, Harry po prostu ściska jego rękę i ciągnie go dalej.

- Chodź. Nie jest tego wart, kochanie.

Liam lubiący Zayna pomaga trochę łagodzić niektóre sytuacje, w których się znajdują. Poprzedni związek Liama trwał trzy lata, a jego wybranką była o kilka lat starsza tancerka o imieniu Danielle, ale pomimo takiej długości zalotów, nigdy nie wydawał się być nią tak zauroczony jak Zaynem. Harry przyłapuje Liama na niezręcznym noszeniu artystycznego portfolio Zayna pomiędzy lekcjami i czekaniu przy jego szafce po ostatnim dzwonku jak posłuszny szczeniaczek czekający na powrót swojego pana.

Cokolwiek Harry mógł myśleć o Liamie Payne, widzi go teraz w całkowicie nowym świetle. Liam oczywiście uwielbia Zayna – otwiera mu drzwi i daje mu małe prezenty między lekcjami – pomarańcze, czasopisma artystyczne i ręcznie napisane wiadomości z mnóstwem serduszek. Publicznie Zayn niechętnie przyjmuje zaloty Liama, ze zmęczoną miną, zachowując się jak zła królowa obdarowywana prezentami przez swoich poddanych, ale prywatnie, uśmiecha się dużo częściej i równie często przybiera marzycielski wyraz twarzy, który Harry przypisuje Liamowi.

Jeśli ktoś jest w szoku, że nie jeden, a dwóch kapitanów drużyny piłkarskiej jest gejami, nikt nie ma odwagi powiedzieć im tego w twarz. I nawet pogłoski i plotki krążące wokół Harry’ego i Louisa nie są w stanie przeniknąć przez bańkę szczęścia tego pierwszego. To zabawne – ale nie zaskakujące – że po zmarnowaniu takiej ilości czasu na byciu przestraszonym i umawianiu się z niewłaściwymi ludźmi, kiedy są naprawdę razem, rzeczy po prostu znajdują się we właściwym miejscu. Pomimo dziwnych, seksualnie frustrujących pierwszych tygodni ich przyjaźni i latach odpychania od siebie uczuć do drugiego chłopaka, kiedy w końcu zaczęli się ze sobą spotykać, było to jakby nigdy nie było żadnych wątpliwości, że będą razem.

Jeśli Harry jest czymkolwiek zaskoczony, to tym, jak mała rzecz może w rzeczywistości dużo zmienić. Zazwyczaj nadal je swój lunch z Zaynem w sali artystycznej, chociaż czasami Louis i Liam do nich dołączają. Nadal gorączkowo pisze opowiadania. Nadal spędza wolną lekcję w bibliotece. Nadal opiekuje się dziewczynkami dwa razy w tygodniu. I oczywiście, obściskuje się z Louisem trochę więcej niż kiedyś, ale tego należało się spodziewać.

Zostały dwa tygodnie do balu zimowego i chociaż Harry pozornie wspierał decyzję Zayna dotyczącą ubrania sukienki, tak naprawdę wewnątrz był w rozsypce.

W pewną sobotę, kiedy Louis i Harry przytulają się na jego łóżku i oglądają film, Pancake zwinięta w kłębek pomiędzy nimi jak kropka w zdaniu, Louis odwraca swoją uwagę od filmu i przygląda się twarzy swojego chłopaka. Harry stara się skupić, naprawdę – To właśnie miłość jest jednym z jego ulubionych filmów – ale cały czas myśli o balu i myśl o nim napawa go przerażeniem. Louis zaprosił go tydzień temu, pojawiając się przy szafce bruneta pomiędzy lekcjami z waniliową babeczką i ręcznie narysowaną kartką. Harry powinien być zachwycony – i naprawdę jest – ale nie może przestać myśleć o ogromnej ilości tkanin w pokoju Zayna lub o jego podnieconym głosie, gdy nadaje o każdym detalu.

- Harry, wszystko w porządku? – pyta Louis, zatrzymując film.

Harry próbuje się uśmiechnąć, ale wygląda na wymuszony i nienaturalny.

Przepraszam, ja… martwię się balem, tak sądzę – mówi, bawiąc się dłońmi.

Uśmiech Louisa nieco słabnie, ale szybko przybiera troskliwy wyraz twarzy.

- Jeśli tak się tym martwisz, nie musimy iść tam razem…

- Nie, nie, to nie o to chodzi – mówi pospiesznie Harry, aby go uspokoić, splatając ich palce. – Cieszę się, że idziemy tam razem. – Ramiona Louisa rozluźniają się i Harry uśmiecha się lekko do niego, chociaż nadal skręca go w żołądku.

- Po prostu… martwię się o Zayna… - Harry przegryza wewnętrzną część swojego policzka, dopóki nie czuje metalicznego smaku swojej krwi w ustach. Wie, że sukienka Zayna ma być niespodzianką dla Liama, co oznacza niespodziankę dla każdego, ale martwi się, że niespodzianka Zayna nie zbierze takiej reakcji, na jaką oczekuje.

- Jest dużym chłopcem .– Louis wzrusza ramionami. – To nie tak, że będzie jedynym, który przyprowadzi ze sobą innego chłopaka.

- Tak, ale będzie jedynym ubranym w sukienkę – mówi cicho Harry, patrząc uważnie na Louisa.

- Cholera – przeklina Louis. – Oni go ukrzyżują.

- Właśnie. – Harry przegryza swoją dolną wargę, w ogóle nie czując się lepiej w związku z tą całą sprawą. – Ale… on jest tak tym podekscytowany… on i jego mama pojechali do Londynu w zeszły weekend, aby kupić materiał i szyli sukienkę przez cały tydzień… a ja nie mam serca, aby mu powiedzieć…

Louis ściska dłoń drugiego chłopaka.

- Ufasz mi?

Harry przewraca oczami.

-  Oczywiście.

Louis uśmiecha się promiennie.

Świetnie. Mam zamiar wszystko naprawić, okej? Nikt nie powie o Zaynie złego słowa. Mogę ci to obiecać. Prawdopodobnie nawet w ogóle nie zauważą – mówi Louis, z szelmowskim błyskiem w oku i przebiegłym uśmiechem.

- Louis… - zaczyna Harry, któremu całkowicie nie podoba się wyraz twarzy szatyna. Louis uważany jest za największego kawalarza w szkole. Harry jest pewien, że cokolwiek planuje może wpędzić ich w kłopoty, lub nawet gorzej, mogą zostać wydaleni ze szkoły.

- Po prostu mi zaufaj. – Louis całuje Harry’ego i to sprawia, że chłopak całkowicie zapomina o co martwił się na samym początku. Nadal  jest zdenerwowany całą tą sprawą, ale czuje się teraz trochę lepiej, że powiedział o tym Louisowi i tej nocy śpi spokojnie, z głową Louisa schowaną pod jego brodą.

Minęły dwa tygodnie i Harry nadal nie ma dość. Ma wrażenie, że budzenie się obok Louisa w jego łóżku, z drzemiącą Pancake pomiędzy nimi jest tylko snem. Harry czuje się o wiele bezpieczniej niż w ciągu kilku ostatnich lat – każdy kogo kocha znajduje się pod jednym dachem – jego mama, Gemma, Louis i Pancake. Ostatnio wszystko w jego życiu wydaje się być cudem – że ma dach nad głową i nie odczuwa braku jedzenia, towarzystwa i miłości – kiedy przez tak długi czas nie wiedział, co będzie jadł i czy będzie miał gdzie spać. Harry nie wyrywa się już ze snu, dysząc ciężko przez koszmary i czując bat na tylnej części swoich nóg, gdy gorące łzy cicho spływają po jego policzku. W ostatnich dniach bardzo często budzi się uśmiechnięty.

W niedzielę Harry budzi się przed Louisem, co daje mu możliwość niespostrzeżonego oglądania chłopaka. Jest piękny, o czym Harry zawsze wiedział, ale jest to inny rodzaj piękna, kiedy śpi – nie animowany, wyrazisty wdzięk, który ma publicznie – obnosząc się dumnie pod uwagą innych ludzi, fruwając niczym jasny kanarek z lśniącymi oczami. We śnie jego twarz jest delikatna i rozluźniona, a długie rzęsy rzucają cienie na jego policzki. Wygląda bezmyślnie, wrażliwie i jakoś młodziej.

Ostre i złote elementy twarzy Louisa sprawiają wrażenie, jakby zostały wyrzeźbione ze światła i Harry ma nieodpartą chęć, aby uwiecznić jego piękno w jakiś sposób – naszkicować je ołówkiem lub napisać wiersz – chociaż jest po prostu szczęśliwy, że leży spokojnie, z Louisem w swoich ramionach. Louis ziewa sennie, szybko mrugając oczami.

- Ty głupku, czy ty patrzysz na mnie, jak śpię? – Louis uśmiecha się szeroko, patrząc na Harry’ego przez jedno uchylone oko.

- A co jeśli tak? – pyta wesoło Harry, przyciskając usta do niebieskiej żyły na skroni Louisa. Szatyn zamyka oczy i wydaje z siebie zadowolony pomruk, starając się wrócić do spania. Harry całuje obojczyk swojego chłopaka, sprawiając, że Louis zaciska pięści.

- Mmm… Jest zbyt wcześnie – protestuje niewyraźnie Louis.

- Nieprawda – śmieje się Harry, popychając Pancake, aby mógł owinąć nogę wokół bioder drugiego chłopaka. Pancake zeskakuje na podłogę, miaucząc z niezadowolenia oraz liżąc delikatnie swoje potargane futro i Harry wysyła jej przepraszające spojrzenie.

- Nie mogę uwierzyć, że zakochałem się w rannym ptaszku – grymasi Louis, starając się schować swoją twarz z powrotem w poduszkę Harry’ego i ukrywając swój uśmiech, kiedy się odwraca. Harry żyje dla tego uśmiechu – którym Louis obdarza tylko jego – ze zmarszczkami wokół jego oczu.

- Powiedz to jeszcze raz – nalega Harry, podnosząc wyżej koszulę Louisa, by dostać więcej jego skory.

- Że jesteś rannym ptaszkiem?

- Że mnie kochasz – mówi stłumionym głosem Harry, gdy całuje ścieżkę od mostka Louisa do jego pępka.

- Jesteś całkowitą zmorą – burczy Louis, przerywa zdanie i jęczy, gdy Harry robi malinkę na jego biodrze.

- Cholera. – Biodra Louisa mimowolnie podrywają się do góry, gdy Harry całuje jego erekcję przez gruby materiał spodni dresowych. Harry próbuje rozwiązać sznurek tak uwodzicielsko jak tylko potrafi, nie przestając patrzeć na drugiego chłopaka, kiedy panika błyska w oczach Louisa. Szatyn kładzie dłonie na ramionach Harry’ego, odsuwając go od siebie.

- Harry. Przestań.

- Proszę, chcę ci obciągnąć… - dyszy Harry, głosem szorstkim od pożądania. Od kiedy zaczęli się spotykać, mieli kilka seksualnych przygód – wolne, leniwe ocieranie się przez ubrania w wąskim łóżku Louisa i raz pomiędzy stosami książek na tyłach biblioteki – ale nic podobnego do obciągania, które dostał od Louisa tamtej nocy podczas imprezy. To nie tak, że narzeka. Harry jest naprawdę szczęśliwy z powodu tego, co Louis jest skłonny mu dać – samemu nie posiadając w tych sprawach żadnego doświadczenia – ale czasami czuje się tak przytłoczony pragnieniem, że nic nie wydaje się wystarczające. Chce całować i ssać każdy centymetr skóry Louisa.

Louis siada gwałtownie, przyciągając nogi do swojej klatki piersiowej tak szybko, że prawie uderza Harry’ego kolanem w jego podbródek.

- Po prostu odpuść – warczy Louis, kiedy Harry wyciąga rękę, zirytowanie pojawia się w jego głosie, gdy używa wewnętrznej części dłoni, aby odepchnąć bruneta. Twarz Harry’ego płonie z zażenowania i wstydu. Dlaczego czuje się winny za pragnienie Louisa tak bardzo? To już jest wystarczająco złe, że Harry kompletnie nie ma pojęcia co robi, ale Louis tylko pogarsza sprawę, zachowując się jakby robił złą rzecz przez ten cały czas. Doszło już do tego, że nawet nie może sięgnąć do rozporka Louisa, aby ten się nie wzdrygał.

Harry patrzy na narzutę jak skarcony pies, który właśnie nasikał na dywan i uspokoił się na srogi ton głosu Louisa. Chwilę później zdaje sobie sprawę – zszokowany – że czeka aż Louis go uderzy. Myśl ta sprawia, że przez jego ciało przechodzą dreszcze. Ufa Louisowi i wie, że chłopak nigdy by go nie skrzywdził, ale po tak wielu latach spędzonych z jego ojcem, zawsze jest przekonany, że zostanie ukarany za każde najdrobniejsze przewinienie.

- Wiem, że jeszcze tego nie robiłem, ale może mi pomożesz? Po prostu chcę, żebyś czuł się dobrze – mamrocze cicho Harry, starając się powstrzymać drżenie w swoim głosie. Dlaczego Louis musi sprawiać, że czuje się tak głupio? Harry sam idealnie daje sobie z tym radę.

- Idę wziąć prysznic – mamrocze Louis, wyślizgując się z łóżka i zostawiając zdezorientowanego bruneta samego. Harry owija się ramionami i kołysze się w tył i przód, walcząc ze łzami i zastanawiając się, co zrobił źle.

Był tak niesamowicie szczęśliwy przez ostanie dwa tygodnie, że nawet nie pomyślał o tym, że może Louis nie chce się spieszyć. Nie był w tych sprawach ekspertem i to głównie Louis był liderem w łóżku, co mu w ogóle nie przeszkadzało. Wystarczyło mu, że Louis go kochał; wszystko inne wydawało się tylko bonusem. Ale za każdym razem, gdy między nimi stawało się coraz intymniej – Louis zawsze odpychał Harry’ego w ostatniej chwili – nawet wtedy, kiedy był całkowicie podniecony. Następnie Louis uciekał do łazienki, nie wracając do pokoju dopóki nie był pewny, że brunet już śpi. Harry mógł tylko wyobrażać sobie, że Louis sam sobie dogadza, podczas gdy Harry sfrustrowany i niezadowolony leżał w łóżku patrząc na sufit. Co było z nim nie tak?

Harry chciał zapytać Zayna, który wcześniej był w związku z Louisem, ale to było zbyt prywatne oraz zawstydzające i nie chciał zawieść  zaufania Louisa. Łamał sobie nad tym głowę przez cały tydzień, ale nie mógł tego zrozumieć. Czy Louis martwił się tym, że jest zbyt mały? Tamtego wieczora wspomniał o tym, jak wielki jest Harry; czy czuł się niedowartościowany? Albo miał problemy ze wzwodem i pozostaniem twardym tak jak wtedy, gdy słyszał kłótnię Louisa z Eleanor? Albo co gorsza nie pociągał Louisa? Harry przypomniał sobie tę okropną noc, kiedy przez ścianę słyszał jak Louis i Eleanor uprawiali sex i kiedy chłopak bezwstydnie zadowalał ją palcami na parkingu samochodowym po meczu. Louis oczywiście był seksualną bestią, więc dlaczego był taki przeciwny robienia tych rzeczy z Harrym? Czy Harry – czy jego blizny – zniesmaczyły Louisa w jakiś sposób?

Kochali się przez lata zanim Louis wyznał mu swoje uczucia, ale co jeśli miłość tutaj nie wystarczy? Co jeśli nie było żadnego pociągu seksualnego? Co jeśli było to jednostronne i Louis po prostu bał się mu o tym powiedzieć? Co jeśli tak naprawdę nie był gejem? Im dłużej o tym myślał, tym gorzej się czuł.

Może… może gdyby Harry po prostu wślizgnął się pod prysznic – może gdyby pokazał Louisowi, że nie przejmuje się tym, jak wygląda, że będzie go kochał bez względu na wszystko – może wszystko będzie w porządku.

W łazience jest gorąco i mglisto od pary, kiedy Harry wślizguje się do niej niepostrzeżenie, rozbierając się najciszej jak tylko potrafi. Trzęsą mu się ręce, gdy odciąga kurtynę na bok i robi krok w przód. Louis stoi nieruchomo ze spuszczona głową. Jest tyłem do Harry’ego, krople wody spływają po jego ramionach, łącząc się w eleganckim zagłębieniu jego kręgosłupa zanim spływają po jego soczystym tyłku. Harry niepewnie obejmie Louisa w pasie, opierając podbródek o ramię drugiego chłopaka.

- Hej. Pomyślałem, że przyda ci się jakieś towarzystwo.

Louis wzdryga się, jakby został porażony prądem i odwraca się, by spojrzeć na Harry’ego z wściekłością w oczach, Harry prawie się przewraca cofając w pośpiechu. Nie chciał tego zrobić, ale jego oczy naturalnie spojrzały na dolną część ciała Louisa. Nie jest już twardy, ale Harry zbyt późno zdaje sobie sprawę, dlaczego Louis trzymał go z dala, i pomimo gorąca rozchodzącego się w kabinie prysznicowej, jest mu zimno i cała krew spłynęła z jego twarzy.

- Jak? Kto? – jąka się Harry, a jego oczy rozszerzają się w szoku.

- Wynoś się – syczy Louis, popychając Harry’ego tak mocno, że uderza plecami o kafelki. – Wypierdalaj.

Harry wyskakuje spod prysznica jak poparzony kot, na oślep chwytając ręcznik ze stojaka. Gdy jest już w swoim pokoju, siada na brzegu łóżka, nadal mokry, z ręcznikiem niechlujnie przewiązanym wokół bioder, a w jego głowie mocno wiruje. Nie chodzi o to, co widział, ale o to, jak Louis zamachnął się na niego, przypominając dzikie i nieprzewidywalne zwierzę.  Właśnie w taki sposób patrzył na niego jego ojciec, kiedy wpadł na niego, gdy pijany leżał na dole schodów, wyciągając rękę, by go gdzieś uderzyć lub uszczypnąć.

Płacz przychodzi jak nagła burza, krótki i przerażający w swojej intensywności, łzy spływają po policzkach Harry’ego, gdy dyszy i dławi się. Bierze szybki łyk ze swojego inhalatora, który go otumania, ale ostatecznie nadal ciężko mu oddychać. Nie słyszy nawet jak Louis wraca do pokoju i kiedy szatyn obejmuje go ramionami od tyłu, Harry podskakuje jak złapana w siatkę ryba.

- Harry, przepraszam. Tak bardzo cię przepraszam – szepcze Louis, składając kojący pocałunek we włosach drugiego chłopaka. Ciepło skóry Louisa i znajomy zapach jego umytego ciała sprawia, że Harry płacze jeszcze mocniej. Mija kilka minut zanim się uspokaja i kiedy to robi, Louis trzyma go wystarczająco mocno, aby zostawić siniaka, jakby starał się trzymać wszystkie jego kości razem. – Przepraszam.

- To moja wina – czka Harry. – Nie powinienem był cię tak zaskakiwać. Myślałem… To moja wina – powtarza żałośnie, wycierając swoją twarz rogiem poszewki od poduszki.

- Nie. Nie zrobiłeś nic złego. Nie powinienem był cię popychać. Ja po prostu… bałem się, okej? Bałem się, że mnie znienawidzisz.

Harry okręca się, żeby spojrzeć na Louisa i jest zaskoczony, widząc, że on również płacze.

- Nigdy nie mógłbym cię znienawidzić – mówi Harry, przerażony, że szatyn w ogóle o tym pomyślał.

Louis przegryza swoją wargę, odgarniając mokre loki Harry’ego z jego czoła.

- Tej nocy, kiedy zapytałem cię o twoje blizny, zrobiłem to, ponieważ myślałem, że jesteś podobny do mnie. Chciałem ci powiedzieć, ale potem tym opowiedziałeś mi o swoim tacie i cholera, Harry, on naprawdę cię skrzywdził. A ja robiłem to sobie sam. I myślałem, że mnie znienawidzisz, jeśli je zobaczysz.

- Dlaczego… dlaczego to zrobiłeś? – pyta drżącym głosem Harry. To niemożliwe, aby okaleczony chłopak, którego widział pod prysznicem i szczęśliwy chłopak, którego zna i kocha był jedną i tą samą osobą. Dlaczego Louis trzymał w sekrecie taką rzecz? Jak udało mu się ukryć to tak dobrze, nie tylko przed Harrym, ale przed wszystkimi?

- Eleanor zawsze czepiała się mojej wagi i Stan mówił o facetach będących pedałami i ja… ja nienawidziłem siebie tak bardzo, myślałem, że coś jest ze mną nie tak. Karałem siebie w taki sposób.

- Kiedy zrobiłeś to po raz ostatni? – pyta Harry, nie mogąc znieść myśli, że Louis robił to podczas gdy się spotykali, że całkowicie błędnie odczytał znaki.

Louis  chowa twarz w ramieniu Harry’ego, jego głos jest gruby ze wstydu.

- Tej nocy, kiedy powiedziałem ci, że Eleanor jest w ciąży. Ciąłem się i potem ty przyszedłeś do mojego pokoju i wpadłem w panikę. Zostałeś i porozmawialiśmy, ale przez cały ten czas starałem się, abyś nie zobaczył krwi.

Harry pamięta, że wszedł do pokoju Louisa po jego kłótni z Eleanor, pamięta, że podszedł do małej, zwiniętej postaci siedzącej pod ścianą obok łóżka. Louis nie miał na sobie koszulki, ubrany był jedynie w szorty do koszykówki, głowę miał wciśniętą między kolanami, a jego ramiona trzęsły się od płaczu. Harry po prostu założył, że…

Odejdź, Harry…

Nie. Wiem, że to nie moja sprawa i że nie do końca  rozumiem, co się między wami dzieje, ale dlaczego pozwalasz jej się tak traktować?

Nie, ty naprawdę nie rozumiesz…

Więc mi powiedz…

Harry po prostu założył, że Louis płakał, ponieważ pokłócił się z Eleanor, a potem po ich rozmowie, że ze względu na ciążę. W tamtym czasie był zbyt zaniepokojony swoimi zranionymi uczuciami, by zainteresować się tymi Louisa. Pamięta jak szatyn zszedł na kolację kulejąc, uśmiechał się dzielnie do swoich sióstr i krzywił się, kiedy myślał, że Harry nie patrzy. Ale był przekonany, że winna temu wszystkiemu była kontuzja kolana. Nic nie podejrzewał. Nawet nie pomyślał…

- Pokażesz mi? – pyta cicho. Louis zaciska wargi w wąską linię, gdy powoli ściąga ręcznik, łzy szybko i cicho spływają po jego zaczerwienionych policzkach. Na jego udach znajduje się przynajmniej trzydzieści blizn, wystarczająco wysoko, że postronny obserwator nie był w stanie ich zauważyć, gdy miał na sobie szorty – różnej grubości i począwszy od mocnego różu do wyblakłej bieli. W ostrym świetle dziennym wyglądają nawet gorzej niż pod prysznicem.

Zanim może pomyśleć nad tym co robi, Harry pochyla się, wilgotnymi rzęsami dotykając lekko delikatnej skóry ud Louisa, przyprawiając tym samym drugiego chłopaka o gęsią skórkę. Bardzo delikatnie całuje blizny, jakby starał się odczytać swoimi ustami wzór napisany brajlem. Stara się to zrozumieć. Stara się pokazać, że to w porządku – że on jest w porządku – że Harry nigdy by go nie osądzał lub myślał o nim gorzej. Louis drży pod nim, rozpadając się pod jego pocałunkami i kiedy Harry w końcu wspina się do góry, aby złożyć pocałunek na ustach drugiego chłopaka, Louis uczepia się go kurczowo, jakby swobodnie spadali przez puste powietrze.

- Proszę, obiecaj mi, że już nigdy więcej tego nie zrobisz – nalega Harry, między coraz bardziej żarliwymi pocałunkami.

- Obiecuję – płacze Louis, złączając gwałtownie ich usta, smakując jak mieszanka słonych łez i miętowej pasty do zębów.

Harry obciąga Louisowi po raz pierwszy tej nocy i po wszystkim leżą nago w pozycji na łyżeczkę, ich ciała są zrelaksowane i zaspokojone. Blizny na przedniej części ud Louisa wpasowują się do tych na tylnej części ud Harry’ego jak czarno-białe klawisze fortepianu. Harry szepcze w ciemność tak cicho, że nie jest pewien czy Louis go usłyszał dopóki nie słyszy jego ostrego, odpowiedniego wydechu.

- Nie przeszkadza mi, że masz blizny. Pasujemy do siebie w ten sposób.

ROZDZIAŁ 11 część 2

Young & Beautiful - Rozdział XXIX

Opis: Louis, ku swojemu przerażeniu, uczęszcza do elitarnego uniwersytetu, gdzie imię Zayn Malik coś oznacza, Niall Horan nie przestaje gadać, wszędzie stoją fortepiany, a Harry Styles, jedyny syn uzależnionego od narkotyków, psychicznie chorego, byłego rockmana, ma perfekcyjny uśmiech i pozbawione emocji oczy.

Autorka: Claire

Zgoda na tłumaczenie: Oczywiście jest!

Link do oryginału: Kliknij tutaj

Keep reading