momentem

Pocałunek jest tym momentem, kiedy zawsze mimowolnie opuszczasz powieki ku dołowi delektując się smakiem, zapachem, bliskością. Jest jedną z tych chwil, których nie ogląda się z otwartymi oczami. To ten moment, kiedy patrzymy sercem. Tylko sercem.
It's a bright light kind of blur - One Shot - Tłumaczenie

Tytuł:  It’s a bright light kind of blur  (link do oryginału)

Autorkawhiskeyinthejar

Tłumaczenie: Madeleine

Baner: wspaniała Mini!

Beta: Nattie

Zgoda: jest

Pairing: Harry Styles/Louis Tomlinson

Opis: “ -  Przebraliśmy się za drag queen i przyszliśmy jako panny młode - mówi Harry beznamiętnie i Louis kiwa głową, cienie odbijają się na jego nosie.

- Wyglądałeś ślicznie, kochanie - przyznaje Louis, przejeżdżając pieszczotliwie kciukiem po tyle ręki Harry'ego (której wydaje się, że nie zechce puścić w najbliższym czasie, w przypadku gdyby Harry i jego obrączka z dalekiem mieli uciec w stronę brokatowego horyzontu).”

lub

Harry budzi się i nie pamięta zeszłej nocy, ale jest pokryty brokatem i myśli, że mógł przypadkowo poślubić swojego najlepszego przyjaciela.




To nie zdarza się często, że mózg Harry'ego czuje się, jakby powoli był konsumowany przez wielki pożar, ale dzisiejszy poranek jest jednym z tych momentów.

Dzisiejszy poranek jest również tym momentem, kiedy Harry leży na jedwabnej pościeli (nawet nie zdawał sobie sprawy, że w ogóle gdzieś jest jedwabna pościel, myślał, że to tylko wytwór złej literatury) i jest tak goły, jak w dzień swoich narodzin.

Cóż, prawie. Jest coś przerażająco lepkiego na jednym z jego policzków (wolałby raczej o tym nie myśleć) i wydaje mu się, że ma na sobie szczególnie niewygodne buty. A to niewygodne oznacza “skręcę i złamię ci każdą pojedynczą kość w stopie”. Wreszcie jest pokryty na całym ciele warstwą brokatu lub cekinów; więc, nie jest tak całkiem nagi. Harry zakłada, że to przynajmniej jest coś.

Harry ryzykuje otwarcie powiek i automatycznie wolałby tego nie robić, ponieważ wdzierające się do jego oczu światło, jest jak oblewanie ich benzyną przed podłożeniem ognia.

- Cóż, cholera - komentuje pokój-z-jedwabnymi-pościelami.

Kiedy to mówił, nie koniecznie oczekiwał odpowiedzi.

- Po prostu to odeśpij, sugarpuff - mówi ktoś, głosem niewyraźnym od snu - jakby był dopiero w połowie drogi do jawy -, ale Harry rozpoznałby ten pieprzony głos wszędzie.

- Louis? - pyta, ośmielając się podnieść jedną powiekę i sprawdzić okolicę.

Być może, po namyśle, nie powinien tego robić. Louis leży na brzuchu tuż obok niego, z twarzą zwróconą w stronę Harry'ego, także pozbawiony ubrań. Mimo, że ma piękny plastikowy diadem zaplątany we włosach i niechlujny, rozmazany makijaż, i Harry jest prawie pewien, że ma na sobie naszyjnik ze stokrotek i prezerwatyw.

Harry nawet nie zdawał sobie sprawy, że można dostać stokrotki w Vegs.

Najważniejszą sprawą jest jednak to, myśli, że w rzeczywistości nic nie pamięta z ostatniej nocy. Nic z tego. W ogóle.

- Myślę, że zwymiotuję - mówi Harry, ale Louis już powrócił do swojego sennego świata.

Uznając, że byłoby lepiej nie zabrudzić łóżka czymkolwiek co przypomina wymiociny, Harry wstaje ostrożnie i idzie przez pokój malutkimi kroczkami, starając się utrzymać równowagę za pomocą rąk. Bardzo chwiejnymi malutkimi kroczkami, ponieważ wychodzi na to, że stopy Harry'ego są przyspawane do szpilek i czuje się, jakby jakiś brutalny drań próbował zmienić kształt jego nogi. To chyba nawet nie jest jego rozmiar.

W każdym razie, to wszystko idzie na nic, bo Harry potyka się o coś bardzo przypominającego ciało i upada tuż obok niego, wzdychając z przygnębieniem.

- Kto tam? - pyta narośl na podłodze. Harry zastanawia się krótko, czy jest gdzieś pistolet w tym pokoju i czy lepiej będzie celować w tego kogoś, czy w siebie.

- Pieprzona wróżka - odpowiada i to wydaje się rozwiać wszystkie dalsze obiekcje, które ma przeszkoda.

- Co tu robi wróżka? - pyta ktoś inny, a Harry wciąż nie może odpowiedzieć sobie na pytanie o pistolecie.

- Działalność charytatywna. To jest to, co robią wróżki, ty kutasie.

- Wróżki nie przeklinają - odpowiada drugi głos, zbyt sensownie.

Być może Harry powinien zastrzelić ich wszystkich.

Keep reading