modelu

psa

i cant believe i have to post this but @boys [cis, trans, nonbinary boys inclusive] listen up!!

u dont gotta look like a model

u dont gotta have abs

u dont gotta try to look light skinned if youre not

u dont gotta try to look dark skinned if youre not

u dont gotta be masculine

u dont gotta have light eyes

u dont gotta have thinner eyebrows

u dont gotta be skinny

u dont gotta keep your fingernails short

u dont gotta be muscular

u dont gotta wear “boy clothes”

u dont gotta have short hair

u dont gotta be “handsome”

u dont gotta have a beard

u dont gotta have a flat chest

u dont gotta have small lips

u dont gotta have short eyelashed

u dont gotta hide your emotions!!

u dont gotta look like a stereotypical boy

but!!

u are allowed to be "ugly” in the eyes of the media

u are allowed to be feminine

u are allowed to be beautiful in your dark skin

u are allowed to be beautiful in your light skin

u are allowed to shave your body hair

u are allowed to be chubby or fat

u are allowed to have bushy eyebrows

u are allowed to have long eyelashes

u are allowed to grow your fingernails

u are allowed to like makeup and nail polish

u are allowed to have big lips

u are allowed to be comfortable with a female body if youre trans or afab nonbinary

u are allowed to wear “girl clothes”

u are allowed to be pretty

u are allowed to have beautiful dark eyes

u are allowed to be expressive and creative and emotional!!

there is no wrong way to be a boy and i cant believe were so bad about letting boys know that no matter what youre still valid

this has been a psa

Baker Street

Baker street, one shot.

Paring: Larry

Ostrzeżenia: miłość homoseksualna, sceny +18

Ilość słów: ok 9k

Gatunek: dramat, smut, fluff

Opis:

AU, na Baker Street mieści się mieszkanie jednego z najlepszych detektywów w Londynie. Louis Tomlinson jest dupkiem, a Harry mimo to postanawia powierzyć mu sprawę.

x

Kochani! Publikuję tego tak długo pisanego one-shota. Powiem Wam, że na początku naprawdę byłam zadowolona, ale teraz czytam go po raz dwusiestypiątymilionowy i mam sporo wątpliwości, a tak bardzo bym chciała by Wam się spodobał! Małe ostrzeżenia: postać Louisa rzeczywiście jest lekko barwiona serialowym Sherlockiem Holmesem (tytuł shota jest małą podpowiedzią, co? ;)), ale przysięgam, że nie-fanów serialu nie będzie to razić, naprawdę niewiele wykorzystałam ;) to była po prostu inspiracja do wykreowania bohatera.

I soundtrack do tego ff ( posłuchajcie koniecznie ;)) : Coming home ; The breach ; Pressure ; Wait for me ; If I had a boat

Zapraszam do czytania! x

___

Louis patrzy znudzonym wzrokiem na ruchliwy o tej porze Londyn. Pomimo deszczu, który z hukiem obija się o szyby i parapety, ludzie kroczą żwawo ulicami. Kolorowe parasole, kryjące przed ciężkimi kroplami zupełnie nie pasują do ponurej aury miasta. Wzdycha, oddalając się od dużego okna. Idealną ciszę zakłóca Niall, który wchodzi do przestrzennego salonu, gdzie Louis zwykle pracuje. Trzyma w rękach kubek z parującą cieszą, podając go szatynowi.

Keep reading

Touch down like a 747


Touch down like a 747, one shot.

Paring: larry

Ostrzeżenia: miłość homoseksualna, sceny +18, daddy!kink

Ilość słów: ok 7k

Inspiracja: Ed Sheeran - Autumn leaves, tytuł został zaczerpnięty z tej piosenki.

Autorka: mini /  praca własna, wszelkie prawa autorskie należą do mnie.

Gatunek: smut, fluff

Opis:

Lotnicze AU, gdzie Harry jest pierwszym po Bogu, Louis młodym, uległym stewardem, a całość zaczyna się od wspólnej pasji. Dodajmy do tego kilka lotniczych przepisów, podróży, zmian kontynentów, potężne maszyny powietrzne i niewinny flirt.
I to wszystko trzydzieści tysięcy stóp nad ziemią.

_____

Harry rozgląda się po swojej sypialni w domu rodzinnym w Homles Chapel. Prawie nic się tu nie zmieniło. Może przybyło trochę kurzu na półkach, a drewno mebli zmatowiało. Ale w środku wciąż czuć zapach dzieciństwa, niewinności i czegoś, dzięki czemu wciąż chce się tu wracać.
Jego wzrok ląduje na małym modelu samolotu na komodzie i niewielki uśmiech pojawia się na jego spierzchniętych wargach. Wspomnienia siłą wdzierają się w głowę zielonookiego.
Miał dziesięć lat kiedy ojczym kupił mu pierwszy model wojskowego M28. I Robin na pewno nie spodziewał się, że ten niewinny gwiazdkowy prezent przerodzi się w ogromną fascynację u małoletniego chłopca. Cóż, w fascynację która przetrwała do dnia dzisiejszego.
Harry nie pamięta dokładnie jak to się wszystko potoczyło. Był tylko głupim nastolatkiem, który ubierał szerokie spodnie i bluzy z kapturem, ale wieczorami brał do ręki grube księgi i czytał jak samoloty wzbijają się w powietrze. Czytał natchniony o prawach fizyki, o konstrukcjach, o typach maszyn. I marzył, że będzie mógł kiedyś latać.
Jako szesnastolatek postanowił spróbować swoich sił w pobliskim aeroklubie. Do tej pory pamięta jak przekonywał mamę o wypisanie zgody odnośnie uczestnictwa w szkoleniu szybowcowym. Anne krzyczała głośno, że nie chce zamartwiać się o swoje dziecko, które będzie przecinać strugi powietrza. Ale widziała w oczach Harrego tę iskrę, ten zapał, więc zatoczyła kręgi na swoich skroniach z grymasem na twarzy, a potem podpisała papier.
Cóż, później kręconowłosy zrobił swój pierwszy lot, i w życiu nie czuł się tak wolny… Po prostu wiedział, że to jest to, co chce robić do końca swoich dni.
Jako siedemnastolatek posiadał już licencje na szybowce. Posiadał również złamane serce, bo to był czas pierwszych zauroczeń, miłości i brutalnej rzeczywistości, która uświadomiła go, że woli chłopców. Nie wszyscy byli tak wyrozumiali jak jego matka jeśli chodzi o tę kwestię. Właśnie w takich momentach słabości łapał za ster i wzbijał się w powietrze, czując ulgę i kontrolę nad własnym życiem.
Szybko przesiadł się na samoloty silnikowe. Było inaczej, odpowiedzialnie. Uczył się więcej, a wolne chwile spędzał na lotnisku, bez względu na okoliczności i panującą pogodę. Żar lał się z nieba, a jego czoło pokrywało się kropelkami potu. Poprawiał raybany na nosie, gryząc źdźbło trawy między zębami, ignorując zalotne spojrzenia dziewczyn pracujących na płycie. A potem usadawiał się wygodnie w fotelu i prosił wieżę o pozwolenie do startu. To było to. To zawsze było to.

Keep reading

Stay warm, close your eyes - część I

Tytuł: Stay warm, close your eyes (Ogrzej się, zamknij swoje oczy)

Autorka: Paulina

Pairring: Louis Tomlinson x Harry Styles (Larry), Sophia Smith x Liam Payne (Sophiam), Louis Tomlinson x Nick Grimshaw (Tomlinshaw)

Opis: Louis jest początkującym projektantem mody, który pragnie wykorzystać swoją życiową chwilę. Mieszka samotnie, a pośród czterech ścian ma jedynie białą kotkę, która dotrzymuje mu towarzystwa. Harry jest studentem geografii, pracującym dorywczo w herbaciarni, by zarobić pieniądze na realizacje swoich marzeń i utrzymanie się w Londynie. Pewnego dnia natrafia na szatyna, gdy ten zajmuje miejsce przy jednym ze stolików, po raz pierwszy zamawiając dla siebie dzbanuszek herbaty, która – być może – odmieni jego życie.

Nagłówek: Ania

Beta: niezastąpione Daria i Jill

Ostrzeżenia: Alternatywna rzeczywistość: One Direction nie istnieje, wulgaryzmy, sceny miłości męsko-męskiej (+18)

Od autorki: Pierwsza część! :) Jest ona nieco krótsza od pozostałych, ale stanowi wstęp do całej historii. Mam nadzieję, że przekona ona Was do dalszego czytania. Kolejna część w czwartek. x

Wchodzące słońce rozświetlało budzące się do życia miasto. Nowoczesne, szklane budowle i zabytki sprzed wielu lat mieniły się w jego promieniach wszystkimi kolorami tęczy. Zaczynał się pierwszy, suchy dzień w Londynie od bardzo dawna. Wydawać by się mogło, że mieszkańcy tego trzeciego pod względem wielkości miasta Europy zapomnieli już, jak wyglądają słoneczne ulice. Nic dziwnego, że wszyscy wstawali z łóżka w dużo lepszych nastrojach.

Prawie wszyscy.

Keep reading

You're My Wonderwall - Prompt (Larry)
Anonim: Hej kochanie <3 Nie wiem, czy nadal przyjmujesz propozycje promptów, ale jeśli tak, to bardzo bym chciała, żebyś napisała dla mnie Larry’ego. Louis i Harry są parą od niedawna. Harry nadal nie może uwierzyć, że Louis wybrał właśnie jego, niezdarnego i nieśmiałego Hazze. Dlatego mimo, że uwielbia Lou, to czuje się w jego towarzystwie trochę niepewnie, boi się, że jeśli popełni jakiś błąd albo powie coś głupiego, to Louis go zostawi. Oczywiście słodko na koniec <3 Z góry dziękuję xx - Autorka: Przepraszam, że tak długo, ale kompletnie nie miałam pomysłu na tego prompta. Nawet miałam problem z wymyśleniem tytułu dla niego. Ale na szczęście naszła mnie wena podczas słuchania piosenki “Wonderwall” stąd też wziął się ten tytuł xd Ale mimo wszystko czuję, że to nie jest to co chciałaś żebym napisała :-/  ———————————————————————————————————————————————————

Harry przeszedł szkolny korytarz, niepewnie przegryzając swoją wargę. Jego celem było przemierzyć korytarz bez zbędnego wpadania na kogoś lub rozwalania czegoś niechcący, ale tak jak zawsze nie udało mu się to. Wpadł na idącego z przeciwnej strony Louisa, który trzymał w rękach model układu słonecznego. Przez zderzenie Louis wypuścił z rąk model, który spotykając się z ziemią roztrzaskał się na kawałki.

- O Jezu Louis, tak bardzo cię przepraszam. – powiedział Harry i natychmiast upadł na kolana, próbując pozbierać kawałki planet.

- Cholera Harry! Już jest po mnie, miałem oddać to pani Atkinson, aby dała mi tą dwóję na koniec. Czy ty zawsze musisz wszystko zepsuć. Teraz na pewno przez ciebie obleję. – wykrzyczał zdenerwowany Louis.

- Ja naprawdę bardzo, bardzo, baaaaardo przepraszam. Nie zauważyłem cię. Może da się to jeszcze jakoś skleić. – powiedział z nadzieją brunet.

- Wiesz Harry, może zostaw to już lepiej zanim jeszcze bardziej to rozwalisz. – stwierdził Louis, po czym podniósł resztki modelu i poszedł do sali plastycznej z nadzieją, że znajdzie tam jakiś dobry klej. Zaraz po tym jak Louis zniknął za drzwiami klasy, Harrego złapały wyrzuty sumienia. Niebieskooki nie raz mówił mu o tym, że jest bardzo kiepski z geografii i ledwo co udało mu się przekonać nauczycielkę, aby dała mu jeszcze jedną szansę. Szansę, którą Harry najwidoczniej mu zepsuł. A co jeśli Louis przez niego nie zda do następnej klasy. Szatyn znienawidzi go za to, a jeśli nawet nie znienawidzi to przynajmniej z nim zerwie. W oczach bruneta zaczęły kumulować się łzy. Myślał, że jakoś wytrzyma i pójdzie na lekcję, ale co raz gorsze myśli zaczęły przechodzić mu przez  głowę, co skończyło się tym, że postanowił wrócić do domu. W trakcie drogi Harry rozpłakał się tak bardzo, że kilka przechodnich zaczepiło go z pytaniem czy wszystko w porządku, ale Harry nie zwracał na nich uwagi. Jego jedynym celem było dotrzeć do domu, zakopać się w swoim łóżku i wypłakiwać w nim swoje oczy przez cały dzień. Zielonooki po prostu nie rozumiał dlaczego jest taki beznadziejny. Przecież Louis jest taki idealny. Ma piękne niebieskie oczy niczym ocean, cudowny śmiech, którym zarażał wszystkich dookoła, zawsze perfekcyjnie ułożone w quiffa, kasztanowe włosy oraz doskonale wyrzeźbione ciało. Harry czuł się jakby na niego nie zasługiwał, bo powiedzmy sobie szczerze, Louis mógłby mieć każdego, więc dlaczego wybrał akurat Harrego? Brunet tak długo myślał nad odpowiedzą na to pytanie, że nie zauważył kiedy był już pod swoim domem. Zauważył, że samochód jego mamy stoi na podjeździe więc nie chcąc jej niepokoić szybko przetarł swoje oczy i wysmarkał nos, doprowadzając siebie do mniej więcej normalnego stanu. Wdrapał się powoli po schodach i otworzył drzwi. Wszedł do przedpokoju i ściągnął buty, po czym chciał iść na górę do swojego pokoju, ale przeszkodził mu w tym głos jego rodzicielki.

- Harry? To ty? -  spytała.

- Tak mamo. – odpowiedział i pokonał kilka stopni, ale znowu usłyszał głos swojej matki.

- Co robisz w domu o tej godzinie? Coś się stało? – spytała, a po chwili pojawiła się przy schodach, patrząc na Harrego z dłońmi umieszczonymi po obu stronach bioder.

- Nic mamo, po prostu nie za dobrze się czułem. – skłamał, próbując nie patrzeć swojej matce w oczy.

- Płakałeś? – zapytała z troską.

- Nie, to chyba alergia, nie przejmuj się. Idę do swojego pokoju się położyć. – poinformował i szybko pokonał resztę schodów, a następnie wszedł do swojego pokoju. Przebrał się w dresowe spodnie i tak jak planował położył się na łóżku i rozpłakał. Płakał tak długo, że po jakimś czasie był tym tak zmęczony, że zasnął.

***

Obudziły go drobne dłonie odgarniające delikatnie jego niesforne loki z twarzy. Przez chwilę myślał, że to jego mama, ale kiedy przechylił się bardziej do osoby, do której należały dłonie, poczuł bardzo znajomy zapach. Louis. W tamtym momencie Harry nie wiedział co ma zrobić. Nie chciał otwierać oczu, bo bał się, że Louis przyszedł tam tylko dlatego, żeby powiedzieć, że z nimi koniec. Ale mimo, że nie chciał ich otwierać, nie chciał też leżeć tam niewidomo jak długo. Z jego rozmyśleń wyrwał go delikatny głos szatyna.

- Harry, wiem, że już się obudziłeś, nie musisz udawać.

Kręcono włosy wiedział, że nie ma już wyjścia i musi otworzyć oczy, ale tak bardzo nie chciał rozmawiać z Louisem. Przynamniej nie teraz. Brunet mocno zacisnął oczy i odwrócił się tyłem do Louisa.

- Skarbie co się stało? Zrobiłem coś nie tak? –spytał ponownie.

- Co się stało?! Przecież dobrze wiesz co się stało. Przeze mnie oblałeś z geografii.  Jak chcesz ze mną zerwać to zrób to od razu, a nie rób mi nadziei, że jednak nie jesteś na mnie zły.– odpowiedział niewyraźnie Harry, przyciskając poduszkę do swoich ust.

- Po pierwsze Harry wcale nie oblałem z geografii. Po wejściu do sali z plastyki spotkałem Zayna, który pomógł mi to wszystko posklejać. A po drugie Harry zrozum, że nawet jeśli bym oblał to i tak bym z tobą nie zerwał. Dla mnie jesteś ważniejszy niż ocena z głupiej geografii. – powiedział rysując palcami malutkie kółeczka na plecach Harrego.

Zielonooki pociągnął głośno nosem i ponownie odwrócił się w stronę swojego chłopaka. – Louis czy ty wiesz co mówisz? Jak ktoś taki jak ja może być dla ciebie ważny? Nie ma we mnie nic wyjątkowego. Po prostu czuję, że jestem dla ciebie niewystarczający.

- Słuchaj Harry jesteś dla mnie idealny. Wszystko w tobie jest wyjątkowe. Chociażby te twoje urocze dołeczki. – powiedział i przyłożył palec do miejsca gdzie powinien znajdować się dołeczek. – Albo te twoje rozczulające loczki. – Louis przeniósł dłoń na głowę Harrego i przeczesał nią jego niesforne włosy. – A twoje ciało, no proszę spójrz tylko na siebie. Niejedna kobieta może pozazdrościć ci twoich idealnych nóg. – na te słowa Harry rozpromienił się lekko.

- Naprawdę tak uważasz? – spytał cicho.

- Tak, uważam cię za totalny ideał. – powiedział z uśmiechem Louis.

Harry podniósł się i usiadł okrakiem na Louisie mocno się w niego wtulając.

- Czyli nie chcesz ze mną zerwać? – zapytał.

- Jakbym to zrobił to musiałbym być kompletnym idiotą. – zaśmiał się cicho. Po chwili odchylił się i podniósł podbródek zielonookiego,  a następnie złożył na jego ustach delikatny pocałunek. 

———————————————————————————————————————————————————

Będzie mi miło jeżeli po przeczytaniu zostawisz chociaż serduszko, a jeżeli chciałabyś skomentować możesz zrobić to tutaj —-> click xx