mocno mocno mocno

Obóz Herosoów - Perypetie niespisane (1)

II
 Chwytasz swoją broń. Trzymasz ją pewnie, mimo lekko trzęsących się dłoni. Wiesz, do czego będziesz musiała jej użyć oraz jakie masz zadanie.
Czujesz pot zatrzymujący się na brwiach i spływający po skroniach. Bierzesz głębszy wdech po czym wypuszczasz powietrze układając usta w dzióbek. Odwracasz głowę w prawą stronę i widzisz swoją przyjaciółkę – rude włosy wysuwają się jej spod ciemnej czapki, a zielona farba porusza się zgodnie z policzkami, na których jest namalowana, kiedy dziewczyna szura nerwowo zębami. Gdy skina głową w twoją stronę już wiesz, że nie możecie się wycofać. Ani jedna, ani druga.
Wasza umiejętność cichego poruszania się wciąż nie jest najlepsza, ale bardzo się staracie, kiedy wychodzicie zza drzew i kierujecie się w stronę dwóch domków. Słyszysz, jak wasze bronie przesuwają się po trawie i modlisz się w duchu, żeby nikt was nie zauważył.
Jeszcze tylko kilka kroków, abyście mogły oprzeć się o zimne ściany budynków. Nagle obok ciebie rozlega się odgłos rozdeptywanej gałązki, a zaraz po nim ciche przekleństwo.  Patrzysz kątem oka na towarzyszkę, ale ona tylko zagryza wargę, po czym nieznacznie unosi kciuk do góry, aby pokazać, że wszystko w porządku.
Twoje serce bije szybko, a kosmyki włosów wysuwają się zza uszu i opadają tuż przed oczami, tworząc - ledwie widzialną dla ciebie - jasną zasłonę. Czujesz niewypowiedzialną ulgę, kiedy obie docieracie do chłodnych ścian domów. Opieracie się o nie plecami, oddychając głęboko. Żadna z was nie może sobie na to pozwolić zbyt długo – nie wiadomo, kiedy was ktoś dostrzeże. Patrzysz na nią, a ona na ciebie. Kiwasz głową. Ruda dziewczyna przełyka ślinę, wypuszcza powietrze przez nos, a następnie powoli obraca się w kierunku waszego celu. Trzyma broń, tak, jak ta broń powinna być trzymana – prawa ręka jest gotowa do wciśnięcia włącznika, a lewą podtrzymuje otwór, z którego będzie lać się wodnista zagłada.
Robisz dokładnie to samo co ona. Wasz cel jest już otoczony – jego część siedząca po waszej prawej zostanie zmaltretowana przez ciebie, a ta z lewej – przez nią.
Przyjaciółka patrzy na ciebie uważnie. Zaczynasz odliczać. Twoje usta układają się w ,,trzy” potem ,,dwa’’, a na końcu ,,jeden”. Kiedy wypowiadasz ostatnie, bezgłośne słowo obydwie równocześnie wciskacie włącznik.
Dwa duże strumienie wody uderzają w spokojnie siedzące pomiędzy dwoma domkami córki Afrodyty. Tak bardzo masz ochotę się śmiać, ale dobrze wiesz, że to jeszcze nie koniec przedstawienia.
Dziewczyny zaczynają przeraźliwie krzyczeć. Gwałtownie podnoszą się z miejsc i zaczynają uciekać. Biegną jednak na oślep, a woda, która dostała się do ich klapek nie jest ich sprzymierzeńcem. Teraz jednak obie, wraz ze swoją towarzyszką, pozwalacie sobie wyjść zza ścian i gonić potomkinie Afrodyty tak daleko, na ile pozwala wam wasza broń.
Duże ciśnienie nakazuje niektórym z nich upaść na trawę, jednak kilku udaje się uciec przed waszym psikusem. Doskonale wiesz, że teraz zapewne biegną szukać Chejrona, bądź Pana D. Ta wiedza każe ci czerpać jeszcze większą radość z waszej małej bitwy.
- ŚMIGUS DYNGUS, małe żaby! – wydziera się Gabrielle przekrzykując szum wody.
I
Kiedy widzimy, że już wystarczy wyłączamy szlaufy. Jedna z córek Afrodyty odejmuje dłonie z twarzy. To Drew. Cały jej makijaż spłynął równo z wodą i teraz na jej pomarańczowej koszulce są widoczne jasne plamy – pozostałości podkładu. Mimo braku makijażu Drew wcale nie wygląda brzydko – wręcz przeciwnie, nawet dużo lepiej.
- Dzisiaj nie jest śmigus dyngus, ruda małpo! W moim kalendarzu pisze, że jest lipiec!
- Nie mówi się pisze, tylko jest napisane – mówię, chlustając ja po twarzy kolejnym strumieniem wody.
- A poza tym, jestem córką Posejdona, mogę mieć Śmigus Dyngus, kiedy mi się spodoba! – dodaje Gabrielle ponownie wciskając włącznik.
- DI ANGELO! REED! Co wy wyprawiacie?! Natychmiast odłóżcie te szlaufy! – na przedzie OrszakuKtóryWymierzyNamKaręBoTakWypada idzie Chejron, obok niego córki Afrodyty, a na samym końcu (niezbyt zainteresowany całą sytuacją) Pan D.
- Więc - zaczynam.
- Pora na nas – dokańcza Gabrielle
Rzucamy szlaufy na ziemię i odwracamy się. Zdejmuję gumkę z włosów, a ruda ściąga z siebie czapkę i rzuca ją za siebie. Nie widzę gdzie trafiła, ale znając jej celność, to czapka musiała spaść na twarz Drew albo w inne ciekawe miejsce.
Rzucamy się przed siebie i mijając drzewa biegniemy przez las. Co prawda Chejron to centaur, więc od razu dogoniłby nas, ale oczywiście mamy plan. Po kilku krokach gwałtownie skręcamy i wpadamy z rozpędu w gęstwinę. Nie jest to zwyczajna gęstwina – po kilku naszych nachalnych prośbach udało nam się przekonać syna Demeter, aby pomógł nam w tej sztuczce. Sprawa z gęstwiną wygląda teraz tak: owa gęstwina jest bardzo gruba i może się wydawać, że nie da się przez nią przejść. Tak też będzie, jeśli ktoś spróbowałby spokojnie w nią wejść. Jednak kiedy ktoś się rozpędzi i w nią wbiegnie, to nie będzie problemu z przeniknięciem na drugą stronę. Usadowiłyśmy ją w dobrym miejscu – tuż obok małego rozdroża, porośniętego obficie drzewami i krzakami. Dlatego też nie będzie wyglądać na to, że po prostu rozpłynęłyśmy się w powietrzu, a na to, że musiałyśmy obrać najbardziej niewidoczną drogę.
Powiedziałyśmy synowi Demeter, żeby nikomu o tym nie mówił. Tak dla własnego bezpieczeństwa. I dla naszej przyjaźni, oczywiście.
Wpadamy w gęstwinę i gwałtownie się zatrzymujemy. Nie jesteśmy pewne, czy ktoś nas goni. Nikomu się z pewnością nie chciało – i tak wszyscy wiedzą, że wrócimy na kolację.
Gęstwina to nie tylko kryjówka. Kiedy jest się po drugiej stronie można dojść do jeziora. Właśnie tam się teraz udajemy. Obmywamy twarze z farb i moczymy nogi, przyglądając się zachodzącemu słońcu. Dochodzi do nas zapach kiełbasek, więc nie ociągając się, wstajemy i kierujemy się do ogniska. A tam czeka na nas kara, jedzenie i przyjaciele. A jutro nadejdzie nowy dzień pełny przygód w Obozie Herosów.