miecze

Rycerskość palna i ręczna

Zdarzyło mi się mieć w klasie kilku sympatyków broni. Chociaż może sympatyk to trochę zbyt mocne słowo. Może raczej osoba, która lubi jakiś typ broni. No dobra, tak już lepiej. Zetknąłem się z zamiłowaniem do broni palnej, takiej jak pistolety, karabiny różnej maści. Natknąłem się na właścicieli łuków, którzy, ze względu na moje własne preferencje, tym faktem zaskarbili sobie moją przychylną opinię. Niektórzy woleliby mieć szablę. Jednak ja sam jestem zdania, że nic tak nie zdobi żołnierza, jak miecz długi, zwany potocznie (choć nie do końca poprawnie) półtoraręcznym.

Nie wiem czemu, ale jakoś do samej broni palnej nie jestem przekonany. Bez zwątpienia posiada ona bardzo wysoką siłę rażenia i skuteczność, jednak czegoś w niej brak.. jakiejś finezji, wirtuozerii, którą posiadają miecze. Nawet łuki, szczerze przeze mnie umiłowane, nie są tak interesujące, jak walka mieczem. Bo łucznik, nie odmawiając umiejętności żadnym łucznikom zmarłym i żywym, musi tylko trafić. Bezpiecznie, lub mniej, ale tylko trafić z odpowiedniej odległości. W bezpośredniej walce to od umiejętności szermierza w głównej mierze zależy jego szansa na przeżycie. Jeden błąd może bardzo szybko zakończyć się w najlepszym przypadku porażką i uszczerbkiem na zdrowiu, a w najgorszym - zgonem.

Wiem, że już dawno przeminęła era szlachetnych pojedynków, gdzie dwóch ludzi stawało przeciwko sobie na udeptanej ziemi. Bezpowrotnie odeszły czasy, gdzie to ostrza mieczy decydowały o losach państw. I trochę szkoda. O ile piękniejszy byłby świat, gdyby dwóch skłóconych ludzi walczyło w uczciwym pojedynku na śmierć i życie, zamiast zza białych biurek wciskać duży, czerwony guzik oznaczający wystrzelenie pocisków? Byłoby lepiej. I ciekawiej. Niestety te czasy odeszły, choć ciężko powiedzieć, czy tak naprawdę kiedykolwiek miały miejsce. Pozostały nam już tylko podania i książki. Dużo książek, dzięki którym błyszczące ostrza, przesłonięte krwią, na zawsze pozostaną żywe, przynosząc wytchnienie współczesnym ludziom. I dając złudne marzenia na zmianę tego świata na coś innego, coś, gdzie prawdziwy fan królestw, miecza i magii mógłby znaleźć swoje miejsce.

Takie miejsca jednak nie istnieją nigdzie indziej poza granicami wyobraźni. Dopóki możliwości techniczne nam na to nie pozwolą i dopóki nie będziemy zdolni przenieść umysłu do wirtualnego, odpowiednio zaprojektowanego świata, pozostaje tylko śnić (o ile ktoś pamięta swoje sny). Chociaż, godząc się ze smutną rzeczywistością, karabin snajperski nie wydaje się być taki zły i chyba najbardziej przypada mi do gustu spośród bogatego asortymentu współczesnych narzędzi do zabijania.

Kiedyś, o ile mi się nie znudzi i środki na to pozwolą, może sprawię sobie jakiś porządny miecz. Może zdarzy się tak, że pomacham nim tylko kilka razy, po czym odłożę w kąt. Może tak się stanie. Ale chociaż w czasie tych kilku machnięć będę mógł poczuć się wreszcie nie jak czytelnik, nawet nie jak autor, lecz jako bohater epickich opowieści. Przez chwilę. A potem znów będę sobą, któremu do rycerza na białym koniu daleko. Któremu daleko nawet do cynicznego, obskurnego wiedźmina. Któremu daleko do kogokolwiek z cudzych i własnych bohaterów. Bo zwyczajnie nie może być blisko.

Słowa, myślę sobie są takie nieprzewidywalne. Żaden pistolet, miecz, armia ani król nie mogą się mierzyć z potęgą jednego zdania. Miecze mogą ranić i zabijać. Słowa zagnieżdżają się w naszych ciałach i pasożytują w nich jak robactwo. Niesiemy je ze sobą w przyszłość, nie mogąc się od nich uwolnić.”
Tahereh MafiDar Julii