maszyny

Je偶eli ludzie kiedykolwiek spojrz膮 na ciebie z艂ym okiem dlatego, 偶e p艂aczesz z powodu fikcyjnych postaci powiniene艣 obdarzy膰 ich spojrzeniem pe艂nym politowania i im wsp贸艂czu膰. Je偶eli oni nigdy nie p艂akali z powodu fikcyjnego bohatera, je偶eli nigdy 偶adnego nie kochali (a przecie偶 jaka to przyjemno艣膰), je偶eli nigdy nie p艂akali nad ksi膮偶k膮, filmem, piosenk膮 to utracili oni jedn膮 z najwi臋kszych przyjemno艣ci jakie 偶ycie ma do zaoferowania. Poniewa偶, to 偶e fikcja nie dotyczy spraw prawdziwych, nie oznacza, 偶e nie zawiera ona prawdy, a znajdziemy j膮 w alchemii naszych 艂ez
—  Cassandra Clare
I chc臋 si臋 z Tob膮 bawi膰 w chowanego i dawa膰 Ci swoje ubrania i m贸wi膰 Ci, 偶e podobaj膮 mi si臋 Twoje buty i siedzie膰 na schodach kiedy bierzesz prysznic i masowa膰 Ci szyj臋 i ca艂owa膰 Ci stopy i trzyma膰 Ci臋 za r臋k臋 i wychodzi膰 razem 偶eby co艣 zje艣膰 i nie obra偶a膰 si臋 kiedy mi wyjadasz z talerza i spotyka膰 si臋 w barze i rozmawia膰 o tym jak min膮艂 dzie艅 i przepisywa膰 na maszynie Twoje listy i przenosi膰 Twoje pud艂a i 艣mia膰 si臋 z Twoich wariactw i dawa膰 Ci ta艣my, kt贸rych nie s艂uchasz i ogl膮da膰 wspania艂e filmy i ogl膮da膰 g艂upie filmy i narzeka膰 na programy radiowe i robi膰 Ci zdj臋cia kiedy 艣pisz i wstawa膰 偶eby przynie艣膰 Ci kaw臋 i bu艂eczki i dro偶d偶贸wki i chodzi膰 do Florenta na kaw臋 o p贸艂nocy i nic sobie nie robi膰 kiedy podkradasz mi papierosy i nigdy nie masz zapa艂ek i opowiada膰 Ci program telewizyjny, kt贸ry widzia艂em poprzedniego wieczora i zabiera膰 Ci臋 do okulisty i nie 艣mia膰 si臋 z Twoich dowcip贸w i pragn膮膰 Ci臋 wczesnym rankiem, ale nie budzi膰 Ci臋 偶eby艣 mog艂a sobie jeszcze pospa膰 i ca艂owa膰 Twoje plecy i g艂aska膰 Twoj膮 sk贸r臋 i m贸wi膰 jak bardzo kocham Twoje w艂osy, Twoje oczy, Twoje usta, Twoj膮 szyj臋, Twoje piersi, Twoje po艣ladki, Twoj膮… i siedzie膰 na schodkach pal膮c papierosa dop贸ki Tw贸j s膮siad nie wr贸ci do domu i siedzie膰 na schodkach pal膮c papierosa dop贸ki Ty nie wr贸cisz do domu i martwi膰 si臋 kiedy si臋 sp贸藕niasz i dziwi膰 si臋 kiedy jeste艣 wcze艣niej i dawa膰 Ci s艂oneczniki i chodzi膰 na Twoje przyj臋cia i ta艅czy膰 do upad艂ego i przeprasza膰 kiedy nie mam racji i cieszy膰 si臋 kiedy mi przebaczasz i ogl膮da膰 Twoje fotografie i 偶a艂owa膰, 偶e nie znam Ci臋 od zawsze i mie膰 w uszach Tw贸j g艂os i czu膰 dotyk Twojej sk贸ry i wpada膰 w panik臋 kiedy jeste艣 z艂a i jedno Twoje oko staje si臋 czerwone, a drugie niebieskie i w艂osy opadaj膮 Ci na lew膮 stron臋, a twarz ma orientalne rysy i m贸wi膰 Ci 偶e jeste艣 wspania艂a i tuli膰 Ci臋 kiedy si臋 boisz i obejmowa膰 Ci臋 kiedy kto艣 Ci臋 zrani i chcie膰 Ci臋 kiedy poczuj臋 Tw贸j zapach i obra偶a膰 Ci臋 dotykiem i kwili膰 jak dziecko kiedy jestem obok i kiedy jestem daleko i 艣lini膰 Twoje piersi i pie艣ci膰 Ci臋 w nocy i marzn膮膰 kiedy zabierasz ca艂y koc i dusi膰 si臋 z gor膮ca kiedy go nie zabierasz i wpada膰 w zachwyt kiedy si臋 u艣miechasz i rozp艂ywa膰 si臋 ze szcz臋艣cia kiedy si臋 艣miejesz i za nic nie rozumie膰 dlaczego my艣lisz, 偶e Ci臋 odrzucam i dziwi膰 si臋 jak co艣 takiego mog艂o przyj艣膰 Ci do g艂owy i zastanawia膰 si臋 kim jeste艣 naprawd臋, ale i tak Ci臋 akceptowa膰 i opowiada膰 histori臋 o zaczarowanym w anio艂a le艣nym ch艂opcu, kt贸ry z mi艂o艣ci do Ciebie przelecia艂 ocean i pisa膰 dla Ciebie wiersze i zastanawia膰 si臋 dlaczego mi nie wierzysz i odczuwa膰 uczucia tak g艂臋bokie, 偶e brak s艂贸w 偶eby je wyrazi膰 i chcie膰 kupi膰 Ci ma艂ego kotka, o kt贸rego b臋d臋 zazdrosny bo b臋dziesz po艣wi臋ca膰 mu wi臋cej uwagi ni偶 mnie i zatrzymywa膰 Ci臋 w 艂贸偶ku kiedy musisz wyj艣膰 i p艂aka膰 jak dziecko kiedy w ko艅cu sobie p贸jdziesz i t臋pi膰 karaluchy i kupowa膰 Ci prezenty, kt贸rych nie chcesz i odnosi膰 je do sklepu i wci膮偶 na nowo prosi膰 Ci臋 o r臋k臋, mimo, 偶e odmawiasz mi ju偶 kt贸ry艣 raz poniewa偶 Ci si臋 wydaje, 偶e mi na tym nie zale偶y chocia偶 zale偶y mi bardzo od kiedy zrobi艂em to pierwszy raz i potem w艂贸czy艂em si臋 po mie艣cie, kt贸re wydawa艂o si臋 puste bez Ciebie i chcie膰 tego czego Ty chcesz i wiedzie膰, 偶e zatraci艂em si臋 ca艂y i mimo to wiedzie膰, 偶e przy Tobie jestem bezpieczny i opowiada膰 Ci o sobie najgorsze rzeczy i dawa膰 Ci to co we mnie najlepsze bo jeste艣 tego warta i odpowiada膰 na Twoje pytania chocia偶 wola艂bym tego nie robi膰 i m贸wi膰 Ci prawd臋 kiedy wcale tego nie chc臋 i zachowywa膰 si臋 uczciwie dlatego, 偶e wiem 偶e sobie tego 偶yczysz i gdy my艣l臋, 偶e wszystko sko艅czone czepia膰 si臋 Ciebie przez kr贸ciutkie dziesi臋膰 minut zanim na dobre wyrzucisz mnie ze swojego 偶ycia i zapomnie膰 kim jestem i pr贸bowa膰 by膰 bli偶ej bo pi臋knie jest uczy膰 si臋 Ciebie i warto zrobi膰 ten wysi艂ek i m贸wi膰 do Ciebie 藕le po niemiecku i jeszcze gorzej po hebrajsku i kocha膰 si臋 z Tob膮 o trzeciej nad ranem i jakim艣 cudem, jakim艣 cudem, jakim艣 cudem, opowiedzie膰 Ci chocia偶 troch臋 o nieprzepartej, dozgonnej, przemo偶nej, bezwarunkowej, wszechogarniaj膮cej, rozpieraj膮cej serce, wzbogacaj膮cej umys艂, ci膮g艂ej, wiecznotrwa艂ej mi艂o艣ci jak膮 do Ciebie czuj臋
Tak czy inaczej, komu potrzebny jest B贸g, kt贸ry pozwala ludziom zagubi膰 si臋 a偶 tak bardzo, 偶eby pope艂nia膰 samob贸jstwa? I po co mia艂by istnie膰 diabe艂, skoro B贸g jest w艂a艣nie taki? Mo偶e w og贸le istnieje tylko szatan, prawdziwy B贸g tego pieprzonego 艣wiata, a mo偶e nie ma ani boga, ani diab艂a ani nic i wszyscy modl膮 si臋 do niczego, jak dzikie plemiona, kt贸re od daj膮 cze艣膰 samolotom, poniewa偶 uwa偶aj膮 wielkie maszyny za b贸stwa. Jeden wielki, og贸lno艣wiatowy kult samolot贸w…
—  Jenet Fitch
Nikt tylko ty. (鈥) Chc臋 zasypia膰 przy tobie i robi膰 ci zakupy i m贸wi膰 jak bardzo lubi臋 by膰 z tob膮 ale oni wci膮偶 ka偶膮 mi robi膰 g艂upie rzeczy. (鈥) I chc臋 si臋 z tob膮 bawi膰 w chowanego i m贸wi膰 ci 偶e podobaj膮 mi si臋 twoje buty i siedzie膰 na schodach kiedy bierzesz prysznic i masowa膰 ci szyj臋 i trzyma膰 ci臋 za r臋k臋 i wychodzi膰 razem 偶eby co艣 zje艣膰 i nie obra偶a膰 si臋 kiedy mi wyjadasz z talerza i spotyka膰 si臋 w barze i rozmawia膰 o tym jak min膮艂 dzie艅 i przepisywa膰 na maszynie twoje listy i przenosi膰 twoje pud艂a i 艣mia膰 si臋 z twoich wariactw i dawa膰 ci ta艣my kt贸rych nie s艂uchasz i ogl膮da膰 wspania艂e filmy i ogl膮da膰 g艂upie filmy i narzeka膰 na programy radiowe i robi膰 ci zdj臋cia kiedy 艣pisz i wstawa膰 偶eby przynie艣膰 ci kaw臋 i bu艂eczki i dro偶d偶贸wki i chodzi膰 do Florenta na kaw臋 o p贸艂nocy i nie 艣mia膰 si臋 z twoich dowcip贸w i pragn膮膰 ci臋 wczesnym rankiem ale nie budzi膰 ci臋 偶eby艣 m贸g艂 sobie jeszcze pospa膰 i ca艂owa膰 twoje plecy i g艂aska膰 twoj膮 sk贸r臋 i m贸wi膰 jak bardzo kocham twoje w艂osy twoje oczy twoje usta twoj膮 szyj臋 i siedzie膰 na schodkach pal膮c papierosa dop贸ki tw贸j s膮siad nie wr贸ci do domu i siedzie膰 na schodkach pal膮c papierosa dop贸ki ty nie wr贸cisz do domu i martwi膰 si臋 kiedy si臋 sp贸藕niasz i dziwi膰 si臋 kiedy jeste艣 wcze艣niej i i opowiada膰 ci o sobie najgorsze rzeczy i dawa膰 ci to co we mnie najlepsze bo jeste艣 tego warty i odpowiada膰 na twoje pytania chocia偶 wola艂bym tego nie robi膰 i m贸wi膰 ci prawd臋 kiedy wcale tego nie chc臋 i 偶a艂owa膰, 偶e nie znam ci臋 od zawsze.
—  Sarah Kane - Crave
Ludzie staj膮 si臋 coraz g艂upsi. Mamy do dyspozycji t臋 niesamowit膮 technologi臋, mimo to komputery zosta艂y zamienione w maszyny do masturbacji. Internet mia艂 nas uwolni膰, zjednoczy膰, ale tak naprawd臋, da艂 nam sta艂y dost臋p do dzieci臋cej pornografii. Ludzie przestali pisa膰. Zamiast tego bloguj膮. Zamiast m贸wi膰 鈥 pisz膮 esemesy. Bez interpunkcji, bez gramatyki, u偶ywaj膮c skr贸towc贸w typu 鈥濴OL鈥 i 鈥濴MFO鈥. Dla mnie jest to grupa g艂upich ludzi, kt贸rzy pseudokomunikuj膮 si臋 z innymi g艂upcami w j臋zyku przypominaj膮cym bardziej j臋zyk jaskiniowc贸w ni偶 ten, kt贸rym m贸wili kr贸lowie.
—  Hank Moody