maszyny

3

Nowy Sącz
ul. Broniewskiego 8
„Kolej na Ciebie”
autorzy: Mariusz „Mgr Mors” Brodowski, Banan, Kifu
wykonanie w pierwszym tygodniu czerwca 2016 r.
foto z dnia 17 września 2016

Mural powstał z inicjatywy i na zbiorowe zamówienie mieszkańców bloku - pracowników kolei i potomków kolejarzy. Numer parowozu - 1313 - jest odwołaniem do numeru rzeczywistej maszyny, którą przed laty prowadził ojciec jednego z lokatorów. Artyści pracowali tylko za koszt farby.

><><><><><><><><><><><><><><><

Nowy Sącz, Poland
8 Broniewskiego St.
“It’s Your Turn”
authors: Mariusz “Mgr Mors” Brodowski, Banan, Kifu
realized in the first week of June 2016
taken on 17 September 2016

The mural was a group idea and commission of the house’s dwellers - railway workers and descendants of railway workers. The locomotive’s number - 1313 - is a nod toward the number of a real machine that years ago was operated by one of the residents’ father. The artists agreed to work for nothing but the cost of paint.

The title is a pun. “Kolej” in Polish means “railway”, but also “[someone’s] turn”.

Disclaimer: I am not the author of the art itself; I own only the photos.

I chcę się z Tobą bawić w chowanego i dawać Ci swoje ubrania i mówić Ci, że podobają mi się Twoje buty i siedzieć na schodach kiedy bierzesz prysznic i masować Ci szyję i całować Ci stopy i trzymać Cię za rękę i wychodzić razem żeby coś zjeść i nie obrażać się kiedy mi wyjadasz z talerza i spotykać się w barze i rozmawiać o tym jak minął dzień i przepisywać na maszynie Twoje listy i przenosić Twoje pudła i śmiać się z Twoich wariactw i dawać Ci taśmy których nie słuchasz i oglądać wspaniałe filmy i oglądać głupie filmy i narzekać na programy radiowe i robić Ci zdjęcia kiedy śpisz i wstawać żeby przynieść Ci kawę i bułeczki i drożdżówki i chodzić do Florenta na kawę o północy i nic sobie nie robić kiedy podkradasz mi papierosy i nigdy nie masz zapałek i opowiadać ci program telewizyjny który widziałem poprzedniego wieczora i zabierać Cię do okulisty i nie śmiać się z Twoich dowcipów i pragnąć Cię wczesnym rankiem ale nie budzić Cię żebyś mogła sobie jeszcze pospać i całować Twoje plecy i głaskać Twoją skórę i mówić jak bardzo kocham Twoje włosy Twoje oczy Twoje usta Twoją szyję Twoje piersi Twoje pośladki.
— 

Sarah Kane – Crave

I chcę się z tobą bawić w chowanego, i dawać ci swoje ubrania, i mówić ci, że podobają mi się twoje buty, i siedzieć na schodach, kiedy bierzesz prysznic, i masować ci szyję, i całować ci stopy, i trzymać cię za rękę, i wychodzić, żeby coś zjeść, i nie obrażać się, kiedy mi wyjadasz z talerza, i spotykać się w barze, i rozmawiać o tym, jak minął dzień, i przepisywać na maszynie twoje listy, i przenosić twoje pudła, i śmiać się z twoich wariactw, i dawać ci taśmy, których nie słuchasz, i oglądać wspaniałe filmy, i oglądać głupie filmy, i narzekać na programy radiowe, i robić ci zdjęcia, kiedy śpisz, i wstawać, żeby przynieść ci kawę i bułeczki, i drożdżówki, i chodzić do Florenta na kawę o północy, i nic sobie nie robić, kiedy podkradasz mi papierosy i nigdy nie masz zapałek, i opowiadać ci program telewizyjny, który widziałem poprzedniego wieczora, i zabierać cię do okulisty, i nie śmiać się z twoich dowcipów, i pragnąć cię wczesnym rankiem, ale nie budzić cię, żebyś mogła sobie jeszcze pospać, i całować twoje plecy, i głaskać twoją skórę, i mówić ci, jak bardzo kocham twoje włosy, twoje oczy, twoje usta, twoją szyję, twoje piersi, twoje pośladki, twoją…
I siedzieć na schodach, paląc papierosa, dopóki twój sąsiad nie wróci do domu, i siedzieć na schodach, paląc papierosy, dopóki ty nie wrócisz do domu, i martwić się, kiedy się spóźniasz, i dziwić się, kiedy jesteś wcześniej, i dawać ci słoneczniki, i chodzić na twoje przyjęcia, i tańczyć do upadłego, i przepraszać, kiedy nie mam racji, i cieszyć się, kiedy mi przebaczasz, i oglądać twoje fotografie, i żałować że nie znam cię od zawsze, i mieć w uszach twój głos, i czuć dotyk twojej skóry, i wpadać w panikę, kiedy jesteś zła i jedno twoje oko staje się czerwone, a drugie niebieskie, włosy opadają ci na lewą stronę, a twarz ma orientalne rysy, i mówić ci, jaka jesteś wspaniała
I tulić cię, kiedy się boisz, i obejmować cię, kiedy ktoś cię zrani, i chcieć cię, kiedy poczuję twój zapach, i obrażać cię dotykiem, i kwilić jak dziecko, kiedy jestem obok i kiedy jestem daleko, i ślinić twoje piersi, i pieścić cię w nocy i marznąć, kiedy zabierasz cały koc, i dusić się z gorąca, kiedy go nie zabierasz, i wpadać w zachwyt, kiedy się uśmiechasz, i rozpływać się ze szczęścia, kiedy się śmiejesz, i za nic nie rozumieć, dlaczego myślisz, że cię odrzucam, jeśli cię nie odrzucam, i dziwić się, jak coś takiego mogło przyjść ci do głowy, i zastanawiać się, kim jesteś naprawdę, ale i tak cię akceptować, i opowiadać historię o zaczarowanym w anioła leśnym chłopcu, który z miłości do ciebie przeleciał ocean, i pisać dla ciebie wiersze, i zastanawiać się, dlaczego mi nie wierzysz, i odczuwać uczucia tak głębokie, że brak słów, żeby je wyrazić
I chcieć kupić ci małego kotka, o którego będę zazdrosny, bo będziesz poświęcać mu więcej uwagi niż mnie, i zatrzymywać cię w łóżku, kiedy musisz wyjść, i płakać jak dziecko, kiedy w końcu sobie pójdziesz, i tępić karaluchy, i kupować ci prezenty, których nie chcesz, i odnosić je do sklepu, i prosić cię o rękę, mimo że odmawiasz mi już któryś raz, ponieważ ci się wydaje, że mi na tym nie zależy, chociaż zależy mi bardzo od kiedy zrobiłem to pierwszy raz i potem włóczyłem się po mieście, które wydawało się puste bez ciebie, i chcieć tego, czego ty chcesz, i wiedzieć że zatraciłem się cały, i mimo to wiedzieć, że przy tobie jestem bezpieczny, i opowiadać ci o sobie najgorsze rzeczy, i dawać ci to, co we mnie najlepsze, bo jesteś tego warta, i odpowiadać na twoje pytania, chociaż wolałbym tego nie robić
I mówić ci prawdę, kiedy wcale tego nie chcę, i zachowywać się uczciwie, dlatego że wiem, że tego sobie życzysz i gdy myślę, że wszystko skończone, czepiać się ciebie przez króciutkie dziesięć minut, zanim na dobre wyrzucisz mnie ze swojego życia, i zapominać, kim jestem, i próbować być bliżej, bo pięknie jest uczyć się ciebie i warto zrobić ten wysiłek, i mówić do ciebie źle po niemiecku i jeszcze gorzej po hebrajsku, i kochać się z tobą o trzeciej nad ranem, i jakimś cudem, jakimś cudem, jakimś cudem opowiedzieć ci chociaż trochę o nieprzepartej, dozgonnej, przemożnej, bezwarunkowej, wszechogarniającej ,rozpierającej serce, wzbogacającej umysł, ciągłej, wiecznotrwałej miłości, jaką do ciebie czuję.
23.08.2017 01:41

Nie ma już kurwa nic co by trzymało mnie przy tym jebanym zyciu.
Pierdole nauki starożytnych mędrców (czytaj. Moich rodziców) o tym, że muszę brać odpowiedzialność za swoje czyny, bo w takim razie powinienem dusić się w tym przeklętym ciele wiecznie. Nie mam już nawet dla kogo żyć. Dziewczynę zostawiłem, bo myślała bardzo dużo o przyszłości którą chciała ze mną dzielić. A ja nie chcę patrzeć na to jak ona będzie musiała wyżyć za 2k miesięcznie we Wrocławiu. Chciałbym żeby miała jakąś przyszłość, a nie wychowywała dzieci w jakiejś melinie z facetem który nie potrafi nawet zadbać o siebie i patrzeć jak leżę na glebie i trzęsę się przez ataki schizofrenii i paniki. Dla każdego kto mi kiedyś napisał, że jestem egoistą wysyłam śliczne “pierdol się” ale chuj w to. Wyobraźcie sobie przyszłości z chorym psychicznie chłopakiem bez wykształcenia gdy same nie możecie pracować bo studia? Super co nie? Tak wiem, że to bardzo płytkie myslenie, ale takie jest życie. Ona się ogarnie i znajdzie kogoś z ambicjami gdy ja sam będę się zastanawiał jak przeżyje następny miesiąc. Czasem myślę gdzie popełniłem błąd, zrozumiałem, że wolałbym być kompletnym debilem który myśli o swoim życiu, ale nie… Mi się kurwa filozofii zachciało. “Widzę więcej, to moim przekleństwem” jak to kiedyś Hukos powiedział. Jest w tym tak dużo prawdy.
Mój problem polega na tym, że ja nie potrafię myśleć jak każdy i być taką szarą masą, takim małym elementem tej maszyny spierdolenia, a gdy tylko myślę o tym świat kopie mnie w dupę i mówi “popierdoliło Cie? Siedź na dupie i rób to co Ci każą bo dzieciństwo nie trwa wiecznie.” I tak to złudzenie pięknego świata zostało rozmyte przez tą smutną szarą codzienność. Pisałem już kiedyś o tym (post 25.03.2017), ale w czasach gdzie mój blog czytało z 5 osób. Zwróciliście kiedyś uwagę na to jak wielu ludzi mijacie codziennie? Każdy z nich ma swoją ma swój sposób unikalną historię i przeżycia. A jakby tak w tym całym pędzie zatrzymać się i pomyśleć o tym jak bardzo mijamy się nawzajem z ludźmi którzy myślą podobnie? Byłoby zupełnie inaczej. Dlatego w życiu starałem się poznać jak najwięcej osób, poznawać ich historię, zainteresowania i zwyczaje. Jest to chyba jedyna rzecz w moim życiu której nie żałuję, bo dopiero wtedy otwieramy się na wszystko i widzimy świat z zupełnie różnych perspektyw. To jest na swój sposób piękne. Zamiast szukać inspiracji w rzeczach które są od nas oddalone, lepiej znaleźć te najbliżej, bo to one są najcenniejsze. Świat i tak ma na to wyjebane ale dla samego siebie warto. Moich “kazań” też nie musicie brać jakoś zbytnio do siebie, bo mam szesnaście lat i jestem idiotą przynajmniej tak mnie nazywają odkąd pamiętam. To jest takie dziwne, że kiedyś dziadek mi ciągle powtarzał, że ja nie jestem od myslenia, a teraz zaczyna mnie doceniać, szkoda tylko, że w czasie w którym ja nie docieniam samego siebie. To chyba nie jest tak. Ja nawet przeceniam samego siebie myśląc, że każdemu trzeba dać szansę, więc ja dałem ją życiu. To już chyba jest ostatnia szansa, później nie wiem co ze mną będzie. A tak na marginesie to tak, jestem chory a leczenie porzuciłem, bo dla mnie walka z depresją jest jak walka z samym sobą jak to napisałem we wpisie z 21.01.2017 polecam przeczytać bardzo mi się podoba ten post ale nie o tym dzisiaj. Jestem smutnym człowiekiem. Po prostu smutnym, choć nawet nie wiem czy to można nazwać jeszcze smutkiem. To jest coś wyżej, taka depresja lvl 55. Każdy chce mi pomóc, a mi jest tak cholernie przykro, że nie przyjmuję tej pomocy od ludzi których nie znam, ale i tak nigdy w życiu nikt nie martwił się o mnie bardziej niż oni. Wolę do wszystkiego dość sam, uczuć się na błędach (jednym z nich jest oczywiście nieudana próba samobójcza) nie wiem jak wiele osób dotrwało do tego momentu, ale na koniec powiem co mi się ostatnio dzieje. Więc tak. Przedstawię teraz sytuację z ostatniej imprezy na której byłem, w plenerze oczywiście. Na początku zaczyna mnie boleć głowa, co raz bardziej i bardziej, aż w końcu zaczynam słyszeć ciche “zabij się, zabij się, nikt Cię tu nie chcę jesteś nie potrzebny. Później ten głos staje się coraz głośniejszy i głośniejszy. Później pojawia się drugi który mówi “nie chce, przestań, kurwa nie chcę. Po chwili ja zaczynam płakać padam na ziemi, trzęsę się i zwijam w kłębek, a one się przekrzykują. Ja zaczynam krzyczeć jak tylko mogę, rzucać się po ziemi i uderzać ręką we wszystko dookoła aż przestanie. Trwa to około 15 minut. Pewnie spytajcie o znajomych. Hehe z 40 osób przy mnie została jedna. :) Dzisiaj trochę sporo czytania, mam prośbę bo ludzi który przeczytali całe o to żeby dali mi znać, będę wdzięczny. Na dzisiaj to tyle, dziękuję. Dowodzenia

I’m just trying to remember how it feels to have a heartbeat

Zawsze przed rozpoczęciem audycji odczuwam stres. Jest to coś nieuniknionego, ponieważ zaczynam się zastanawiać czy będą chcieli mnie przygnieść jakimś pytaniem do ziemi czy może tym razem mi bardziej odpuszczą? U Nicka…nigdy nie mogłem być niczego pewny, nawet jeśli uznaję go za przyjaciela. Jest tym typem człowieka, który wspomni najbardziej żenujący moment z twoim udziałem, a później dobije pytaniem o Taylor Swift. I właśnie dlatego dosłownie zastygłem, gdy zaczął mnie przypinać do maszyny kontrolującej pomiar bicia serca.

“Um….Nick?”

“Hmmm?” mruczy znad kabelków, śledząc palcem przyciski na urządzeniu. Nie spogląda na mnie, to zły znak. “Coś nie tak?”

“Co ty do cholery robisz?”

“Podłączam cię do maszyny do dzisiejszego challenge'u.” uśmiecha się, trącając pierścionkiem mój sutek, na co zaciskam usta. Czy on jest w ogóle poważny? “Wskażę ci kilka obrazków, a twoje serce pokaże nam co sprawia, że tracisz swój anielski chill.”

“Czy Jeff dał ci na to pozwolenie?” pytam, rozglądając się za swoim wsparciem. Na moje nieszczęście zostaliśmy sami w studiu, jeśli nie liczyć kamerzysty, który przystawiał kamerę do rąk Nicka, pracującym nad przyczepianiem diod.

“Nie potrzebowałem. Nie przesadzaj, Styles, jakiego obrazka się tak boisz, co?” unosi brew, na co nerwowo parskam i odwracam głowę. “Obiecałem ci już, że nie wspomnę o Taylor.”

“Nie martwię się o to!”

“Mhm. Wszystko podłączone.” Nick otrzepuje kolana i wymija mnie, żeby wrócić na swoje stałe miejsce. Wygląda jakby przygotował diabelski plan na zniszczenie mojej kariery, uśmiechając się od ucha do ucha. “Gotowy?”

“Um, nie-”

Nick ucisza mnie ręką i śmiechem, gdy zaczyna przedstawiać mnie swoim słuchaczom.

“Dzisiaj w BBC Radio 1, gościmy dawno niewidzianego gościa, Harry'ego Stylesa!”

“Hej, um, hej wszystkim.”

“Dzisiaj zagramy w grę, w której dowiemy się na jakie rzeczy Harry'emu przyspiesza bicie serca… tak, też się dziwię, że jeszcze nikt na to przedtem nie wpadł, co nie? To będzie śmieszne.” kręci głową. “Nie umiem się doczekać. Harry, ty też? Ucichłeś nagle.”

“Tak, Nick, bardzo się cieszę, że nareszcie zobaczysz jak bardzo mnie stresujesz” odzywam się, bawiąc pojedynczym pierścionkiem. Powstrzymuję uśmiech.

“Nie wytrzymam tej ekscytacji, kamerzyści i ja są gotowi, żeby rozpocząć.”

“Ja nie-”

“Myślę, że zaczniemy od czegoś prostego na rozgrzewkę.” Nick wyciąga plik kartek i wybiera ostatnią z nich przez chwilę na nią patrząc. “Jak zareagujesz….na to?”

Zdjęcie przedstawiało mojego chrześniaka, który bawi się rozrzuconymi zabawkami na tarasie. Nicka spojrzenie powędrowało w stronę maszyny, która utrzymywała stabilny pomiar mojego bicia.

“Kocham Jacksona i niedługo skończy dwa latka, więc zobaczymy się na imprezie, um.”

“Czujesz, że jesteś dobrym ojcem chrzestnym?”

“Znaczy się- chyba tak? Nie widzę go tak często jak bym chciał, ale jak już mam okazję to zabieram go na spacer i…” pocieram nos, gdy mój stres- czy faktycznie jestem tak dobrym ojcem chrzestnym jak mi się wydaje- osadza się na podwyższonym biciu serca. “Zawsze jest mile widziany w moim domu, gdzie specjalnie dla niego przeznaczyłem pokoik. Wtedy się bawimy, tak, myślę- myślę, że jestem okay.”

“Myślisz, że jesteś okay, dobrze. Co powiesz na to zdjęcie?”

Nick wystawia przede mną fotografię Kendall Jenner, na co od razu spuszczam głowę.

“Obiecałeś!” krzyczę, śmiejąc się na całe studio.

“Że nie Taylor Swift!” macha żwawiej kartką. “Nie było mowy o Kendall, na której twoje serce reaguje coraz gorzej, oho…58…60…59… słabo, okay, co dalej?”

“Mam  nadzieję, że coś bardziej materialnego.” przyznaję, znowu pocierając swój nos. Nick zaczyna przeglądać kartki, wzdychając pod nosem ‘co ja z tobą mam’, gdy nagle otwierają się drzwi.

A w nich staje najpiękniejszy….boże, najbardziej atrakcyjny chłopak jakiego przyszło mi widzieć na oczy. Wgapiam się w niego niczym w obraz, gdy Nick wygania go dłonią, a on upiera się, że musi coś powiedzieć.

“Louis, do jasnej cholery jesteśmy na antenie!” syczy, gdy szatyn nachyla się w jego stronę.

“Wiem, wiem” mówi pospiesznie i jak najciszej się da “ale zapomniałeś skryptu na późniejszy wywiad-” Louis przerywa, gdy Nick odwraca głowę w stronę maszyny, która piszczy tak głośno, że zaczynam mieć wrażenie, że się zepsuła.

108….110….115…121….126….130…

“O chryste, to na jego widok…?” Nick nie umie uwierzyć i śmieje się tak głośno, że prawie spada z krzesła. Szatyna kompletnie paraliżuje w miejscu, a wyraźny róż wkrada się na jego śniade policzki. Najgorsze w tym wszystkim jest to, że nawet, gdy spoglądam w bok moje serce nie przestaje galopować i odtwarzać twarzy chłopaka na nowo w myślach.

“Dostanie…nie mogę!… zawału przez ciebie!” dusi się, bijąc pięściami o biurko. “Louis? Poznaj Harry'ego Stylesa. Harry, poznaj swojego nowego chłopaka-”

“Zamknij się, Grimmy!” krzyczę, chcąc wyrwać diody, jednak nie potrafię tego zrobić, ponieważ kabelki prześlizgują się przez moje spocone palce. “Niech to…co za kurestwo….”

Moje przekleństwa przerywa melodyjny chichot, który mam ochotę nagrać i puszczać co dwie sekundy w jednym z moich nowych singli. Unoszę głowę na Louisa, który kręci słodko głową i…jego zmarszczki to ósmy cud świata, dziękuję bardzo. Jestem w pełnym podziwie, gdy kuca przede mną i stara się mi pomóc z odłączeniem kabelków.

“Louis, uważaj na jego sutki-”

“Grimshaw, a może zaraz ciebie podłączymy do tej maszyny i pokażemy jakieś gejowskie porno, co?” pyta z małym uśmieszkiem Louis, delikatnie przytrzymując moją skórę, gdy ciągnie za klipsy. Jego palce są takie małe i delikatne- nienawidzę siebie za to, że uważam to za urocze.

“Przepraszam bardzo, to nie na mój widok komuś prawie stanęło- CHCIAŁEM POWIEDZIEĆ SERCE, ALE-” Nick płacze, dosłownie płacze ze śmiechu, gdy ja płonę ze wstydu pod jego komentarzami. Pierwszy raz w życiu nie potrafię się odezwać, zbyt zafascynowany tym jak piękny chłopak odkłada kable na bok i opiera się o brzeg biurka.

“Przepraszam za niego?” szepcze Louis, zabierając mi z głowy czapkę i układając ją na obiektywie kamery. Uśmiecha się do mnie przytulnie, przyciskając do policzków swoje dłonie. Otwieram lekko usta, chcąc coś powiedzieć, ale nie wiem co.

“Um….um” przełykam ślinę.“jestem tak cholernie zawstydzony.” wypalam szybko.

“To wielki zaszczyt doprowadzić Harry'ego Stylesa do zaniemówienia.” odzywa się kokieteryjnie i przygryza przy tym wargę. “Czy ten wywiad jeszcze trwa czy…” odwraca się na chwilę w stronę Nicka.

“Tak?” odpowiada sarkastycznie, przechylając głowę. “Czy ty chcesz, żebym wyszedł?” pyta niepewnie, na co Louis wzrusza ramionami. “Jestem twoim szefem Louis!”

“I przyjacielem.”

“Tak, ale Harry to też mój przyjaciel, którego- swoją drogą- zaprosiłem, by zrobić super challenge, dopóki ty go nie zepsułeś-”

“Nie wiem czy mogę cię dalej zaliczać do przyjaciela, Nick.” odzywam się w przypływie odwagi. “Skoro ukrywałeś przede mną takie słodkie stworzenie.”

Louis wybucha śmiechem, a Nick mruga na mnie bez wyrazu.

“To był najgorszy tekst na podryw, jak najgorszy z kategorii jaki w życiu słyszałem, Styles. Wychodzę stąd, jeszcze będziesz mnie przepraszać.”

Nie jestem nawet w stanie zareagować, ponieważ od razu słyszymy trzask drzwi i wszystko staje się jeszcze bardziej niezręczne.

“Harry czekasz aż ja się odezwę czy…”

“Um.”

“To chyba nie moja rola, żeby zaprosić światową gwiazdę na kawę.”

“Chciałbyś…chciałbyś pójść ze mną na kawę?” pytam z niedowierzaniem, pokazując kciukiem na maszynę za nami. Louis wkłada swoje drobne dłonie do kieszeni i potakuje. “Po tym całym ośmieszeniu?”

“Zdecydowanie, kurwa, tak.” mówi poważnie, zerkając ukradkiem na moją rękę. “Pod jednym warunkiem.”

“Jakim?”

“Następnym razem, gdy doprowadzę cię do takiego stanu jak dzisiaj… będziemy sami.” robię wielkie oczy, co Louis od razu zauważa i macha na to ręką. “Ale na razie kawa, huh?”

Zajmuje mi chwilę znalezienie słów na odpowiedź:

“Brzmi jak plan.”

Jeżeli ludzie kiedykolwiek spojrzą na ciebie złym okiem dlatego, że płaczesz z powodu fikcyjnych postaci powinieneś obdarzyć ich spojrzeniem pełnym politowania i im współczuć. Jeżeli oni nigdy nie płakali z powodu fikcyjnego bohatera, jeżeli nigdy żadnego nie kochali (a przecież jaka to przyjemność), jeżeli nigdy nie płakali nad książką, filmem, piosenką to utracili oni jedną z największych przyjemności jakie życie ma do zaoferowania. Ponieważ, to że fikcja nie dotyczy spraw prawdziwych, nie oznacza, że nie zawiera ona prawdy, a znajdziemy ją w alchemii naszych łez
—  Cassandra Clare
Nikt tylko ty. (…) Chcę zasypiać przy tobie i robić ci zakupy i mówić jak bardzo lubię być z tobą ale oni wciąż każą mi robić głupie rzeczy. (…) I chcę się z tobą bawić w chowanego i mówić ci że podobają mi się twoje buty i siedzieć na schodach kiedy bierzesz prysznic i masować ci szyję i trzymać cię za rękę i wychodzić razem żeby coś zjeść i nie obrażać się kiedy mi wyjadasz z talerza i spotykać się w barze i rozmawiać o tym jak minął dzień i przepisywać na maszynie twoje listy i przenosić twoje pudła i śmiać się z twoich wariactw i dawać ci taśmy których nie słuchasz i oglądać wspaniałe filmy i oglądać głupie filmy i narzekać na programy radiowe i robić ci zdjęcia kiedy śpisz i wstawać żeby przynieść ci kawę i bułeczki i drożdżówki i chodzić do Florenta na kawę o północy i nie śmiać się z twoich dowcipów i pragnąć cię wczesnym rankiem ale nie budzić cię żebyś mógł sobie jeszcze pospać i całować twoje plecy i głaskać twoją skórę i mówić jak bardzo kocham twoje włosy twoje oczy twoje usta twoją szyję i siedzieć na schodkach paląc papierosa dopóki twój sąsiad nie wróci do domu i siedzieć na schodkach paląc papierosa dopóki ty nie wrócisz do domu i martwić się kiedy się spóźniasz i dziwić się kiedy jesteś wcześniej i i opowiadać ci o sobie najgorsze rzeczy i dawać ci to co we mnie najlepsze bo jesteś tego warty i odpowiadać na twoje pytania chociaż wolałbym tego nie robić i mówić ci prawdę kiedy wcale tego nie chcę i żałować, że nie znam cię od zawsze.
—  Sarah Kane - Crave
W Internecie każdy może być kimś. I o ile kiedyś udawało się to nielicznym, dziś o wiele łatwiej przebić się do świadomości publicznej. Z jednej strony to fajne, że możemy spełniać swoje marzenia, anonimowe nazwisko zamieniać w silną markę, rozwijać się… Z drugiej przerażające, jak namiastka wirtualnej publiczności daje niektórym pozorną pewność siebie. Blogerzy nazywają siebie dziennikarzami, pisarzami, szafiarki stylistkami i redaktorkami mody. Zakup maszyny do szycia w Lidlu lub umiejętność odpruwania metek z logo Fruit of the loom daje ludziom czelność nazywania się projektantami mody. Że wystarczy pokazać cycki lub nazwać kogoś publicznie chujem, by zaskarbić sobie uwagę tłumu. Żyjemy w przestrzeni, w której wyznacznikiem jakości bywa stawka za post sponsorowany, liczba fanów na Facebooku. Tak jak gdyby od niej zależało twoje życie lub śmierć, jakby dzięki temu twoje żarty stały się nagle śmieszniejsze, a riposty trafniejsze. Na szczęście czasami wystarczy wyłączyć komputer, przeczytać kilka stron dobrej książki, wyjść na dwór, odsapnąć, złapać dystans i zatęsknić. Hej ty, wirtualny obywatelu! Z okazji zbliżających się świąt, znajdź czas na chwilę refleksji. Zadaj sobie pytanie: kim jestem i czy jestem wciąż sobą.
Tak czy inaczej, komu potrzebny jest Bóg, który pozwala ludziom zagubić się aż tak bardzo, żeby popełniać samobójstwa? I po co miałby istnieć diabeł, skoro Bóg jest właśnie taki? Może w ogóle istnieje tylko szatan, prawdziwy Bóg tego pieprzonego świata, a może nie ma ani boga, ani diabła ani nic i wszyscy modlą się do niczego, jak dzikie plemiona, które od dają cześć samolotom, ponieważ uważają wielkie maszyny za bóstwa. Jeden wielki, ogólnoświatowy kult samolotów…
—  Jenet Fitch
The chemical, physical kryptonite - One Shot - Tłumaczenie

Tytuł:  The chemical, physical kryptonite (link do oryginału)

Autorka:  scagnetism

Tłumaczenie: Madeleine

Zgoda: jest

Baner: x

Pairing: Louis Tomlinson/Harry Styles

Opis: AU, w którym Harry jest fotografem, Louis studentem na uniwersytecie i spotykają się w kawiarni. Louis nie jest zakochany w Harrym, w ogóle, ani trochę.




Kiedy Louis zatrzymuje się w swojej ulubionej kawiarni, co jest częścią jego zwykłej porannej rutyny, spostrzega coś niezwykłego.


Przy stoliku, który zwykle zajmuje, przy stoliku, na którym równie dobrze można by przeczytać “Louis Tomlinson siada tutaj codziennie, więc ten stolik jest poza zasięgiem każdego, kto nie jest Louisem Tomlinsonem, dziękuje bardzo” , jest kręconowłosy chłopak z twarzą schowaną w gazecie. Louis marszczy na to nos, bo jeśli nie będzie siedział przy tym stoliku, cały jego dzień będzie zmarnowany. To było jego rutyną w przeciągu ostatnich trzech miesięcy i nie zamierza jakiemuś obcemu tego zepsuć.


Dzisiaj nie ma nawet porannych zajęć - jedynie dwa popołudniu - ale wciąż musi wstać i pójść na śniadanie. Ktokolwiek to jest nie zrujnuje jego nagłego przypływu produktywności.


Ignoruje to i podchodzi do lady, decydując, że zajmie się tym kiedy już złoży zamówienie - Dobry Lou - mówi do niego Zayn, rzucając mu spojrzenie znad ramienia przygotowując zwyczajne zamówienie Louisa- Jak się masz?


- Dobrze, ale widzisz tego faceta siedzącego przy moim stoliku? - Zayn mruga. Nie łapie tego - Moim stoliku, Zayn.


Zayn odwraca się od maszyny, która parzy herbatę Louisa, aby zbadać sytuację - Huh. Yeah, jest.


- Dobrze, więc teraz cały mój poranek jest zmarnowany.


- Nie bądź już taką królową dramatu - mówi mu Zayn, kierując się w stronę gabloty wypełnionej ciastami, by wziąć dla Louisa czekoladową bułeczkę - Po prostu usiądź przy innym stoliku. Problem rozwiązany, yeah?

Keep reading

Touch down like a 747


Touch down like a 747, one shot.

Paring: larry

Ostrzeżenia: miłość homoseksualna, sceny +18, daddy!kink

Ilość słów: ok 7k

Inspiracja: Ed Sheeran - Autumn leaves, tytuł został zaczerpnięty z tej piosenki.

Autorka: mini /  praca własna, wszelkie prawa autorskie należą do mnie.

Gatunek: smut, fluff

Opis:

Lotnicze AU, gdzie Harry jest pierwszym po Bogu, Louis młodym, uległym stewardem, a całość zaczyna się od wspólnej pasji. Dodajmy do tego kilka lotniczych przepisów, podróży, zmian kontynentów, potężne maszyny powietrzne i niewinny flirt.
I to wszystko trzydzieści tysięcy stóp nad ziemią.

_____

Harry rozgląda się po swojej sypialni w domu rodzinnym w Homles Chapel. Prawie nic się tu nie zmieniło. Może przybyło trochę kurzu na półkach, a drewno mebli zmatowiało. Ale w środku wciąż czuć zapach dzieciństwa, niewinności i czegoś, dzięki czemu wciąż chce się tu wracać.
Jego wzrok ląduje na małym modelu samolotu na komodzie i niewielki uśmiech pojawia się na jego spierzchniętych wargach. Wspomnienia siłą wdzierają się w głowę zielonookiego.
Miał dziesięć lat kiedy ojczym kupił mu pierwszy model wojskowego M28. I Robin na pewno nie spodziewał się, że ten niewinny gwiazdkowy prezent przerodzi się w ogromną fascynację u małoletniego chłopca. Cóż, w fascynację która przetrwała do dnia dzisiejszego.
Harry nie pamięta dokładnie jak to się wszystko potoczyło. Był tylko głupim nastolatkiem, który ubierał szerokie spodnie i bluzy z kapturem, ale wieczorami brał do ręki grube księgi i czytał jak samoloty wzbijają się w powietrze. Czytał natchniony o prawach fizyki, o konstrukcjach, o typach maszyn. I marzył, że będzie mógł kiedyś latać.
Jako szesnastolatek postanowił spróbować swoich sił w pobliskim aeroklubie. Do tej pory pamięta jak przekonywał mamę o wypisanie zgody odnośnie uczestnictwa w szkoleniu szybowcowym. Anne krzyczała głośno, że nie chce zamartwiać się o swoje dziecko, które będzie przecinać strugi powietrza. Ale widziała w oczach Harrego tę iskrę, ten zapał, więc zatoczyła kręgi na swoich skroniach z grymasem na twarzy, a potem podpisała papier.
Cóż, później kręconowłosy zrobił swój pierwszy lot, i w życiu nie czuł się tak wolny… Po prostu wiedział, że to jest to, co chce robić do końca swoich dni.
Jako siedemnastolatek posiadał już licencje na szybowce. Posiadał również złamane serce, bo to był czas pierwszych zauroczeń, miłości i brutalnej rzeczywistości, która uświadomiła go, że woli chłopców. Nie wszyscy byli tak wyrozumiali jak jego matka jeśli chodzi o tę kwestię. Właśnie w takich momentach słabości łapał za ster i wzbijał się w powietrze, czując ulgę i kontrolę nad własnym życiem.
Szybko przesiadł się na samoloty silnikowe. Było inaczej, odpowiedzialnie. Uczył się więcej, a wolne chwile spędzał na lotnisku, bez względu na okoliczności i panującą pogodę. Żar lał się z nieba, a jego czoło pokrywało się kropelkami potu. Poprawiał raybany na nosie, gryząc źdźbło trawy między zębami, ignorując zalotne spojrzenia dziewczyn pracujących na płycie. A potem usadawiał się wygodnie w fotelu i prosił wieżę o pozwolenie do startu. To było to. To zawsze było to.

Keep reading

Higher Than Before | Tłumaczenie PL

Tytuł: Higher Than Before
Pairing: Larry Stylinson
Autorka: starseas
Opis: Louis i Harry chodzą do tego samego collegu i nienawidzą się nawzajem, dopóki nie siadają obok siebie w samolocie.
Wyrazy: 8131
Banner: Mini
Beta: Moja miłość - sherriane ♥
Zgoda: Jest

O tak późnej porze w nocy lotnisko wydaje się w połowie pogrążone we śnie.

To dziwna myśl, ale Louis tak uważa. Liam już śpi na swoim siedzeniu obok niego i wszystko jest przygaszone, jasno jest tylko na krawędziach – promienie księżyca rozmywają się na szklanych ścianach i rzucają srebrne paski światła w poprzek kafelków, w poprzek rzędów czekających pasażerów.

Louis rozgląda się dookoła, zauważając, że wszyscy dookoła niego wyglądają jakby byli o krok od drzemki i on rozumie to, szczerze to rozumie.

Jest prawie dziesiąta wieczorem mimo wszystko, a jego grupa studencka nie będzie wywołana przez przynajmniej najbliższe pół godziny, aby wejść na pokład, co jest niefortunne. Przeszedł już przez odprawę bagażową i ma sprawdzony bilet, i mówiąc szczerze, jest cholernie wyczerpany. W każdą inną noc prawdopodobnie byłby teraz kompletnie rozbudzony, ale z czternastogodzinnym lotem przed sobą, Louis naprawdę chce wejść na pokład i odlecieć.

Keep reading