komedia

James Blake - Brighton Komedia, 13.6.11

James Blake’s bluesy marriage of confessional soul, static-crackling keyboards and dubstep is one of the most compelling British sounds to have emerged in some time, at once stirring emotions and rattling ribcages with mournful jabs of bass.

The young Londoner’s debut album, featuring a brooding reworking of Limit To Your Love by Canadian songbird Feist, propelled Blake onto day-time radio and into the throes of widespread critical acclaim. Playing to an entranced Brighton crowd, the electronic impresario proves himself to be worthy of the endless hype that has accrued around him.

External image

The auto-tuned charm of opening song Unluck sparks an electric atmosphere amongst the audience, who afford the artist and his two backing musicians a deafening hush as they cast their austere sonic wonders. Sparse and haunting, Blake litters his songs with long pregnant pauses that throb with uneasiness, revelling in vast silences that soak up every cough and murmur that travel around the packed Komedia venue.

Though Blake’s music is glaringly opaque, he etches into his music glimpses of a persona between the beats, bellows, bleeps and buzz-cut keys - one straddled by anxiety, familial despair and burgeoning sadness, evidenced in the single vocal line that sustains I Never Learnt To Share. It’s an achingly frenzied aural assault that spirals into dissonance, and elicits prolonged cheers in its aftermath. The 23-year old looks abashed as the crowd roar in applause of his impressive and affecting efforts.

Edgy, inventive and cataclysmically confounding.

Review originally printed in Brighton Argus newspaper

http://www.jamesblake.com

5

Lisa Hannigan - Komedia - 28th November 2011

So I stalled too long when she played Bush Hall earlier this year (like 2 days!!) and again for the Shepherd’s Bush Empire, it was all sold out. So I looked where else she was playing and turns out Lisa was playing the Komedia in Brighton. A really small intimate venue, how pleased was I. I hadn’t realised she had gone solo until on a certain forum, so thank you forum, because I have been converting people ever since. I would love to have seen Lisa at the Spirit Store to be frank but couldn’t get the time off. Monday, I had been up since 05.00 (as I have all week) but was excited to be in Brighton. So was Lisa, it’s where she ran her marathon (and thanked someone for the jelly beans!). I have a fondness for Brighton. It’s beside the sea, good start already. I’ve been going there since I was wee. I have so many memories over the years about Brighton. But anyway, a friend and I went and I was so pleased at how small the venue was (not being there before). Lisa was enchanting, as always. The lights were so low that it was hard to get decent pictures from my compact though. My three favourite songs of Lisa’s are I Don’t Know, Teeth and new song Little Bird. The last two quite emotional and serious, but powerful. However all the songs were good, they are just my favourite. Also played were Lille, Venn Diagram, Knots, Passenger, Home, Safe Travels Don’t Die, Paper House, A Sail, Ocean And A Rock, Pistachio and I can’t remember the rest. It was lovely. She’s lovely, though I wish she’d use the power in her voice more often, it’s there, but not often utilised. She’d be even more amazing if she tapped into it more often (like Chain of Fools). Lovely set, lovely singer, lovely band, lovely venue. Her tour is to support her new album called Passenger, which is out now. I always love Lisa’s lyrics, she has a way of playing with the meaning of words and creating unusual imagery, which sometimes makes the lyrics hard to decipher but wouldn’t want it any other way. Watch all her videos for her new album too, they are quirky and different which make them all the more interesting. The latest video is Safe Travels Don’t Die.

Wandering around the Laines, reminded me how much I like Brighton. I miss living by the sea. Considering relocating there in the new year. It may be just London by the sea but it’s the bit of bohemian London I’d like to take with me and did I mention it’s by the sea, so nothing to lose.

youtube

Sklep dla samobójców - komedia noir z głosami elity kabaretowej - zapowiada się przednio :D

Кинотеатр «Аполло». В субботу в 4, в воскресенье – в 2 часа дня большое представление для детей и школьников. Сегодня и в ближайшие дни – самая громкая программа сезона. 1. Блестящая комедия в 8 картинах «Гарольд Ллойд в юбке». 2. «В последний момент». Женщины, остерегайтесь сигарет. Трагический опыт звезды кабаре. В главных ролях: Бетти Компсон и Федор Козлов.

1. A może by tak zrobili laptopy dla żółwi?

External image

Rozdziały będą raczej krótkie, chyba, że mój humor będzie w fazie *głupoty, z których ja się pośmieję, ciekawe, czy inni też*. Mam tylko wielką nadzieję, że moje poczucie humoru nie okaże się beznadziejne i się nie zbłaźnię. Komedia to nie jest coś, co potrafię pisać, chyba.

Enjoy. c;

***

 Znowu zapomniał zgasić światła, wyłączyć laptopa i przebrać się w pidżamę, czy cokolwiek innego zdatnego na okres spania. Czasami zastanawiam się, czemu ludzie są tacy… dziwni, ale mniejsza z tym, żółwie też do zbyt normalnych nie należą, przynajmniej nie ja. W sumie, to może być zależne od właściciela, a mój – ten tam na łóżku ze strużką śliny na brodzie, z laptopem, który zaraz spadnie…

BUM.

Tak właśnie myślałem, ale o czym to ja… A, już wiem. Liam James Payne nigdy nie był uważany za najnormalniejszego na świecie, dlatego może i ze mną coś jest nie tak. No bo powiedzcie mi, który normalny człowiek ubiera swojego żółwia w jakąś koszuleczkę z logo Batmana. Nie pytajcie, skąd on miał coś takiego, nie znam odpowiedzi. Pominę też to, że siedzenie w jego zabawkowym batmobilu na pilota też nie należy do najprzyjemniejszych rekreacji, tak to ujmijmy. Nie, to nie są żarty. On naprawdę wsadził mnie raz do tego samochodziku i przemierzałem w nim cały pokój. Nie powiem, ten wiaterek w skorupie może i był nawet do zniesienia, bo z moim wrodzonym tempem raczej nie często go czuję, ale już spotkanie ze ścianą mogłoby odejść w zapomnienie. Chyba już mówiłem, że dziwię się, że wciąż żyję, prawda?

Ten laptop chyba nie będzie się już zbytnio nadawał do użycia. Ale Liam dalej śpi, jak gdyby nigdy nic. Niech spojrzę na zegarek. To chwilę potrwa, bo muszę się odwrócić, a jestem żółwiem, zaznaczam tylko tak dla przypomnienia, jakby ktoś miał sklerozę. Nie obwiniam, mnie też się zdarza zapomnieć, czy dostałem dzisiaj liść sałaty czy może jednak nie – całkowicie żółwia rzecz. Och, mógłby ktoś zgasić to światło, bo nie mogę zasnąć, a jutro czeka mnie wycieczka na drugi koniec akwarium, bo chyba w przeciwległy kąt będą padać słoneczne promienie. Czasami chciałbym, by Payne rozumiał moją mowę. Może wtedy wreszcie przesunąłby to cholerne akwarium trochę bliżej okna. Ja naprawdę lubię się wygrzewać w słońcu.

No, wreszcie się odwróciłem. Jest trzecia trzydzieści dwa w nocy. Rozumiem, że dopiero dzisiaj wrócił z trasy, że był zmęczony i padł jak ta mucha, której nikt nie wyjął stąd od tygodnia, jednakże czy tak ciężko wejść do łazienki, przebrać się w spodenki (już pominę prysznic, może go wziąć rano), nie włączać laptopa i po prostu iść spać? Dobra, może mi by to zajęło z rok. Ale on jest człowiekiem! Ja nie wiem, czym on się kieruje, wybierając czynności, które zrobi przed snem. Jestem ciekawy, czy reszta moich przyjaciół ma takie problemy.

Swoją drogą! Dziwię się, że podczas tej dosyć krótkiej trasy mogłem zostać we własnym pokoju (dobra, on należy do Liama, ale jesteśmy prawie jak bracia, więc należy on też do mnie), a nie zostałem wywieziony wraz z innymi do Danielle. Mam wrażenie, że ona ma mnie trochę dosyć. Wiecie, w końcu ile można wytrzymać jęczenie swojego chłopaka. Nie, nie takie jęczenie, które zapewne przyszło Wam na myśl. Bardziej chodziło mi o codzienne rozpoczynanie rozmowy telefonicznej od słów: „A jak się miewa mój kochany Archimedes? Nie zapomniałaś mu dać sałaty, prawda? Ucałuj go ode mnie i daj jakiś dodatkowy smakołyk, tak strasznie za nim tęsknię”, a potem po chwili kontynuacja: „Muszę kończyć, kocham was!”. Nie mogę uwierzyć w to, że na wyjeździe jest tak troskliwy, a kiedy przyjeżdża, czasami po kilku dniach wymuszonej głodówki dostaję dopiero jakiś marny listek sałatki.

Zapomniałem wspomnieć o jednej rzeczy – z wyjazdu zawsze przywozi mi jakiś kamyczek, to takie miłe. Tak samo słodkie jest to, że nosi moje zdjęcie w portfelu, zaraz obok zdjęcia Danielle. Raz nawet próbował zmusić mnie do podpisu, ale po piętnastu minutach stwierdził, że chyba jednak nie mam jak chwycić długopisu. Więc sam wymyślił dla mnie sygnaturę. Cieszył się jak dziecko. Robią mu się wtedy takie wąskie, chińskie oczka, a kąciki ust sięgają niemalże uszu, brakuje mu w sumie tylko ogona do merdania, bo mam wrażenie, że chwilami pan Payne nie wie, co ma z całą swoją radością począć.

Zmęczyłem się tymi wyznaniami, a pochrapywanie Liama jakoś dziwnie kołysze mnie do snu. W takim razie chowam się w swojej skorupce i może coś ciekawego mi się przyśni.



_________
Skomentuj.

Prolog.

 Życie żółwia nie jest z pozoru takie proste, jak się wszystkim wydaje. W takiej codzienności nie chodzi tylko i wyłącznie o dojście z jednego końca akwarium na drugi, o przeżuwanie sałaty, chowaniu się w skorupie, czy śnie. To całkiem nie tak. Taki żywot jest pełen pasji, pełen nieoczekiwanych wydarzeń, jak choćby jakiś większy kamyk na prostej drodze do jedzenia. I wtedy zamiast przejść, jak żółw, nad nim, musisz kolejną godzinę go omijać, a ciałko w skorupce domaga się jedzenia już, natychmiast. Nie chodzi też w sumie tylko o to. Żółwie są naprawdę dobrymi obserwatorami, wiem z własnego doświadczenia. Może nie wyglądają na takich, ale uwierzcie mi na słowo – tak właśnie jest, bo kiedy po kilkugodzinnej podróży przez trzydzieści centymetrów jesteś wyczerpany, nie pozostaje Ci nic innego, jak nasłuchiwać. A nasłuchasz się wiele, zwłaszcza, kiedy Twoim właścicielem jest członek najgorętszego boysbandu ostatnich lat, a czasami, kiedy stwierdzi, że nie może Cię wziąć ze sobą w trasę, zostawia Cię ze swoją dziewczyną.

Naprawdę dziwię się, że jeszcze żyję.

Nazywam się Archimedes. Jestem żółwiem Liama Payne’a, który z miłą chęcią przedstawi Wam swój punkt widzenia.



__________

Taka komedyjka w moim wykonaniu, w całości dedykowana Wunderkowi. Mam nadzieję, że moje poczucie humoru nie okaże się… beznadziejne. Chcesz skomentować? Tutaj.