katemed

A na co spojrzę
Pragnie mnie
A co dotknę
Porząda mnie
Co pocałuję
Moje staje się
A z czym się prześpię
Przed ogniem piekielny już nie ucieknie

Nie muszę walczyć o to czego chcę
To, co pragnę, samo do mnie lgnie

Każdego uwiodę moim wzrokiem
Będą podążać za moim krokiem
W swe sidła każdego zwabię moim urokiem

Bo jestem Sukubem
Na pragnących mnie przynoszę zgubę

W piekle wielu mam niewolników
Męczą się pragnąc mego dotyku
Lecz nie zaszczycę ich nawet spojrzeniem

Na Ziemi szukam nowego łupy
Strzelam ze skradzionego amorowi łuku
Serca panów i niewiast podbijam
Gdy mi ulegną to ich zabijam
A duszę do piekieł porywam
Bo to mi sprawia uciechę

Pragną mnie, lecz mieć nie mogą…
Upaja to moją duszę złowrogą

Wodzę ludzi na pokuszenie…
Karą ich - wieczne potępienie
Katem - JA, ich niespełnione marzenie

—  Lilith
I hear you calling in the dead of night - Rozdział 8

W czwartkowy poranek Harry przyjeżdża do szkoły wcześniej. Bierze kopię nowego wydania pisma literackiego sprzed biura pani Burnes przed innymi. Chce przeżyć ten moment w samotności. To ostatnie sekundy pomiędzy byciem starym Marcelem a staniem się istotą zdolną do rzeczy, o których nigdy nie ośmielił się marzyć.

O tej porze korytarze szkolne są wyludnione, wyglądają jak opuszczone przez zarazę epicentrum. To dziwne i niepokojące widzieć, że miejsce, które zawsze przepełnione jest nastolatkami teraz jest całkowicie puste. Ale nadal unosi się tutaj znajomy zapach potu, podręczników oraz desperacji i to nigdy nie zniknie bez względu na starania woźnego i dzisiaj jest to niezwykle pocieszające.

Cienki plik kartek wydaje się ciążyć w dłoni Harry’ego, gdy idzie w stronę klatki schodowej, pokonując dwa schody naraz. Czekał na ten moment prawie dwa tygodnie, cóż, tak naprawdę całe swoje życie i nie może uwierzyć, że ten dzień w końcu nadszedł. Teraz nie ma już odwrotu. Harry wykonuje ruch, którego nie jest w stanie zatrzymać. Jego słowa są udostępnione dla świata i jest to jednocześnie ekscytujące oraz przerażające.

Zastanawia się nad tym, jakie będzie to uczucie zobaczyć własne słowa wydrukowane na papierze, gdzie każdy może je przeczytać, a nie tylko wyświetlane na ekranie jego laptopa w ciemnościach jego pokoju, gdzie nikogo nie ma. Wie, że jeśli jego utwór znajduje się w tym magazynie, wszyscy dowiedzą się o tym do końca dnia i ta myśl sprawia, że przez jego ciało przechodzą dreszcze. Przez długi czas starał się nie wyróżniać, więc myśl o ujawnieniu się przed dużą częścią szkoły jest całkowicie przerażająca. Myśli o walentynkach zrobionych przez niego kilka lat temu – ostatni raz, gdy naprawdę się starał – i zastanawia się, co zrobią jeśli im się nie spodoba. Jeśli go nie polubią. Zastanawia się czy jest na tyle twardy, aby temu sprostać. Ponownie.

Harry zamyka drzwi kabiny dla osób niepełnosprawnych i siada na zamkniętym sedesie tak wygodnie jak tylko potrafi. Otwiera spis treści z zapartym tchem. Powoli przebiega palcem po wszystkich tytułach oraz autorach, ale nie widzi swojego. Sprawdza po raz drugi i trzeci, straszne uczucie rozczarowania rozprzestrzenia się po jego klatce piersiowej. Czuje jak jego płuca się kurczą, jak ściany kabiny się do niego zbliżają, jak światło powoli gaśnie. Korzysta ze swojego inhalatora i uspokaja się.

Może to zwykły błąd w druku. Może zapomnieli umieścić jego nazwisko w spisie treści, ale jego historia nadal była w magazynie. To było możliwe. Wszystko było możliwe. Ignorując rosnące uczucie niepokoju, Harry przegląda dokładnie każdą stronę, ale jego utworu po prostu nie ma. Dopada go fala rozczarowania i cieszy się, że zrezygnował ze śniadania, ponieważ jest niemal pewny, że gdyby coś zjadł, zwróciłby wszystko w tym momencie.

To nie tak, że Harry wyobrażał sobie, że jest jakimś geniuszem literackim albo coś w tym stylu, ale przeczytał kilka opowiadań znajdujących się w poprzednim magazynie i na pewno jego było lepsze niż niektóre z nich. Lepsze niż rymowanka o psie jakiegoś dzieciaka. To znaczy, oczywiście, że to była dopiero pierwsza próba, ale jest zapalonym czytelnikiem przez całe swoje życie i wie, co lubi w dobrej książce. I jest całkowicie przekonany, że pomysł był wystarczająco oryginalny. I spędził nad tym zbyt wiele czasu.

Niewystarczająco dobra. Słowa te nagle w niego uderzają, jak drzwi przytrzaskujące palce. Nie może oddychać. Przez wzgląd na jego sytuację z Louisem, on po prostu tego chciał, tak bardzo tego chciał. Nie zdawał sobie sprawy z tego jak mocno, aż było to w jego zasięgu i to stracił. Wie, że nie powinien być dla siebie taki surowy, ponieważ biorąc wszystko pod uwagę, to było tylko drobne niepowodzenie. Do licha, czytał gdzieś o tym, że sama J.K. Rowling została odrzucona przez dwanaście wydawnictw zanim ktoś postanowił dać szansę Harry’emu Potterowi. On nie był kimś. Był tylko głupim dzieciakiem z nieosiągalnym  marzeniem, z góry skazującym  siebie na porażkę.

Harry wlecze się na pierwszą lekcję. Korytarz przypomina dom wariatów – dzieciaki trzaskające drzwiczkami od szafek i ludzie krzyczący ponad jego głową – ale zamknął się w swojej bańce ciszy, gdzie nic nie może przeniknąć. Czuje się jak malutka, nieistotna roślinka na poszyciu lasu, z ogromnymi drzewami dookoła niego, gdzie nie dociera  światło słoneczne. Wydaje się, że wszystko jest beznadziejne.

Kiedy przechodzi obok szafki Louisa, chłopak uśmiecha się i podnosi dłoń, aby do niego pomachać, ale Harry w ogóle tego nie zauważa. Jego poranne zajęcia mijają jak we mgle. Na lekcji angielskiego czytają Buszującego w zbożu i nawet jeśli jest to jedna z ulubionych książek Harry’ego, przyłapuje siebie na gapieniu się przez okno przez większość czasu, przyglądając się liściom na trawniku. W przyszłym miesiącu zacznie padać śnieg. Pory roku się zmieniają, ale Harry ma wrażenie, że wszystko się dla niego zatrzymało. Albo zawsze było zatrzymane – dla niego – ale dopiero teraz to sobie uświadamia. Jest jak zepsuty zegarek; dzień, kiedy jego ojciec po raz pierwszy uderzył go batem był dniem, kiedy czas przestał płynąć dalej i wszystko się zatrzymało. Na zawsze.  

Podrywa się na swoim miejscu, gdy dzwonek ogłasza koniec lekcji i powoli zbiera swoje książki. Kiedy spogląda w górę widzi, że w klasie nie ma już nikogo oprócz pani Burns, która stoi za swoim biurkiem z ostrożnym uśmiechem na swojej twarzy. Normalnie Harry nie miałby nic przeciwko krótkiej rozmowie przed lunchem o książkach, które obecnie czyta, ale nie ma zamiaru słuchać pełnej współczucia przemowy o tym jak się trzyma i że ma spróbować ponownie. Po prostu chce jakoś przetrwać ten dzień, aby później móc wrócić do domu i tam samemu przechodzić przez właściwe załamanie.

- Cześć, Harry.

- Och, hm. Przepraszam, ja nie uważałem, ja po prostu…

Kobieta uśmiecha się delikatnie.

- Zgaduję, że zauważyłeś brak twojego opowiadania w magazynie.

Harry kiwa głową, starając się powstrzymać swoje łzy. Nie będzie płakał. Nie będzie płakał. Nie będzie…

- Masz trochę czasu, aby porozmawiać?

- Och, pewnie – jąka się Harry. Kobieta uśmiecha się szeroko, przewieszając przez ramię pasek swojej skórzanej torebki.

- Świetnie. Może weźmiesz swój lunch z szafki? Możemy zjeść razem w moim biurze. Wiesz gdzie ono jest, prawda?

- Och, tak. W porządku. – Harry zakłada, że Zayn przeżyje jedną przerwę w sali artystycznej bez niego. To nie tak, że on jest tam potrzebny. Zazwyczaj czyta, gdy Zayn maluje, po prostu siedzą obok siebie w milczeniu. Kiedy Harry wkłada swoje książki do szafki, jego umysł przebiega przez wszystkie możliwe scenariusze, dlaczego pani Burns chciałaby z nim porozmawiać. Jego historia miała być kreatywna, ale czy to możliwe, aby uznała ją za nieco niepokojącą? Planuje wysłać go do szkolnego psychologa? Albo zadzwonić do jego mamy i poprosić o spotkanie? A może po prostu chce go przeprosić i powiedzieć kilka słów na zachętę? Cokolwiek to jest, Harry uważa, że nie będzie to nic dobrego.

Kiedy Harry wchodzi do środka, Pani Burns znajduje się za swoim biurkiem i pochyla się nad czajnikiem elektrycznym. Jego wzrok pada na plakat z kotkiem na hamaku oraz napisem trzymaj się wiszącym na jednej ze ścian.

- Wejdź, Harry. Może zamkniesz za sobą drzwi?

Harry przełyka ślinę, ale zrobi to o co go poprosiła, a następnie opada na krzesło naprzeciwko niej. Czuje się zmęczony. Nie chce rozmawiać. Po prostu chce, aby to wszystko odeszło. Ten dzień. Ten cały rok, tak naprawdę. Gdyby mógł po prostu przewinąć do tego momentu zanim Liam Payne rozjechał jego kota, może mógłby powstrzymać pojawienie się tego całego bałaganu. Powstrzymać siebie przed marzeniem o normalnym życiu.

- Wyglądasz jakbyś szedł na spotkanie z katem – mówi lekko się z nim drocząc. – To nic złego. Obiecuję. Chcesz herbaty?

Harry kiwa głową i kobieta nalewa dla nich dwa kubki, podając mu jeden z napisem Najlepszy Nauczyciel na świecie. Harry wsypuje sobie około czterdziestu łyżeczek cukru będąc całkowicie przekonanym, że będzie ich potrzebować.

Pani Burns kładzie swoje dłonie na biurko i uśmiecha się do niego zachęcająco.

- Harry, pracuję w tej szkole od trzydziestu lat i jeszcze nigdy nie czytałam takiego opowiadania jak twoje.

- Czy to… - Harry przełyka.

- To dobra rzecz. – Kobieta uśmiecha się, chowając pasmo swoich blond włosów za ucho. – Jesteś bardzo utalentowany.

Harry rumieni się na jej komplement.

- Więc dlaczego…? – Pytanie wisi między nimi w powietrzu.

- Dlaczego nie umieściłam twojego opowiadania w szkolnym magazynie literackim?

Harry potulnie kiwa głową, biorąc mały łyk swojej herbaty i po raz kolejny czując piekące łzy w kącikach swoich oczu.

- Mam nadzieje, że nie jesteś na mnie zły. I oczywiście możesz powiedzieć nie. Ale jeden z moim profesorów ze studiów prowadzi małą redakcję w Manchesterze. Wysłałam mu twoje opowiadanie i pokochał je tak bardzo jak ja. Nie mógł uwierzyć, że napisał je szesnastolatek.

Więc plagiat? O to tutaj chodzi? Harry wierci się na swoim krześle, a jego lunch leży nietknięty na biurku. Czuje, że zaraz zwymiotuje.

- Harry, on chce opublikować je w następnym  numerze swojego dziennika literackiego.

- Co? – Harry czuje, że wszystkie kolory zniknęły z jego twarzy i pani Burns wygląda na lekko zaniepokojoną.

- Przepraszam, jeśli zrobiłam coś złego. Numer nie poszedł jeszcze do druku, więc nadal jest czas, jeśli chcesz usunąć z niego swój utwór, ale moim zdaniem… talent taki jak twój zasługuje na uznanie, Harry. I taka publikacja ma o wiele szersze grono odbiorców niż nasza szkolna gazetka. Nie mogą ci dużo zapłacić, ale mógłby to być ogromny krok w przód…

- Chcą… chcą mnie opublikować? – jąka się Harry. Czuje się jakby został wyciągnięty z lodowatej wody i włożony do gorącej, całe jego ciało mrowi boleśnie, gdy stara się przyzwyczaić do zmiany temperatury.

- Zrozumiem, jeśli potrzebujesz trochę czasu, aby to przemyśleć lub porozmawiać ze swoją mamą. Tylko musisz dać mi znać do końca…

- Tak – przerywa jej Harry. – Tak, proszę. Chcę tego. Tak.

- Och, Harry. – Pani Burns wstaje ze swojego krzesła, okrąża biurko i przyciąga do miażdżącego uścisku. – Tak bardzo mnie uszczęśliwiłeś. Martwiłam się, że przekroczyłam swoje granice.

- Nie, pani… To ja dziękuję. Dziękuję bardzo. – Harry jest świadomy tego, że jego głos drży i że jest bliski płaczu, ale po raz pierwszy tego dnia z kompletnie innego powodu.

Kiedy pani Burns w końcu go uwalnia, czuje się jakby miał pęknąć ze szczęścia. Czuje się zbyt duży dla swojej skóry, jakby starał się wypełznąć z siebie samego, jak motyl uwalniający się z kokonu po bardzo długim czasie.

- Harry, nawet jeśli maczałam w tym palce, zostałeś uznany za swoje własne osiągnięcia. Musisz to wiedzieć. To będzie pierwsza z wielkich rzeczy w twoim życiu. Mogę cię zapewnić.

- M-mogę powiedzieć moim przyjaciołom? I kiedy wyjdzie? Dostanę jeden egzemplarz? – pyta pospiesznie.

Kobieta śmieje się.

- Spokojnie. Możesz powiedzieć komu tylko zechcesz. Numer wyjdzie w następnym miesiącu i upewnię się, że dostaniesz tyle kopii, abyś mój podarować je swojej rodzinie oraz przyjaciołom. I jeśli byłbyś zainteresowany, szukam kolejnego czytelnika, który przeglądałby zgłoszenia do naszego dziennika. W tym momencie mam tylko Perrie, ale tego jest zbyt wiele jak na jedną osobę i dobrze wyglądałoby to na twoim podaniu  na studia. 

Harry przegryza swoją dolną wargę w zamyśleniu. Chciałby i nie chce jej zawieść po tym wszystkim, co dla niego zrobiła, ale opiekuje się już dziewczynkami i bierze udział w wolontariacie.

- Mogę to przemyśleć?

- Oczywiście. Wiem, że to zbyt wiele do przyswojenia. Jestem z ciebie taka dumna. Poradzisz sobie z tym wszystkim.

- Mogę… mogę iść powiedzieć moim przyjaciołom?

- Nie zamierzasz nic zjeść?

- Jestem zbyt podekscytowany. – Harry uśmiecha się szeroko, wpychając swój lunch z powrotem do torby.

Harry’emu udaje się złapać Zayna w jego drodze do sali artystycznej, dźwigając ogromne portfolio.

- Hej, masz chwilę? -  pyta Harry  zdyszanym głosem. – Mam wiadomość.

- W końcu migdaliłeś się z Tommo? – dokucza mu Zayn.

Harry rumieni się, ale szybko odzyskuje przytomność umysłu.

- Nie, ale ja…

- Och, kochanie, możemy porozmawiać o tym później? Spotykam się z Perrie za jakieś… - Zayn spogląda na swój zegarek – dwie minuty. Muszę lecieć.

- Och, w porządku. Tak myślę. – Ramiona Harry’ego lekko opadają, ale Zayn wydaje się tego nie dostrzegać.

Przyjacielsko klepie Harry’ego w plecy.

- Spotkamy się w bibliotece podczas wolnej lekcji i potem mi wszystko opowiesz, w porządku stary?

Harry kiwa głową i stara się nie wyglądać na tak rozczarowanego na jakiego się czuje, ale do wolnej lekcji jeszcze sporo czasu. Rozsadza go z emocji, chce wykrzyczeć to z dachu, ale żaden z jego przyjaciół nie jest w pobliżu i nie będzie mógł powiedzieć o tym Gemmie oraz jego mamie aż do późnego wieczora. Zagląda do stołówki i widzi Nialla oraz Louisa wyrzucających śmieci do jednego z koszy niedaleko wyjścia.

- Hej! – Macha, podbiegając do nich. Zdaje sobie sprawę, że szczerzy się jak wariat, ale nic nie może na to poradzić. Opublikują go. Opublikują go. On – Harry – będzie opublikowany.

- Hej, Harry. – Niall uśmiecha się. – Wszystko w porządku?

- Tak, w porządku. Słuchajcie, macie może chwilę?

- Stary, przepraszamy, ale jesteśmy w drodze na nasze drużynowe spotkanie – mówi szybko Louis, obejmując Nialla ramieniem  i wyciąga go ze stołówki. – Zobaczymy się później?

Niall wysyła Harry’emu zakłopotane, przepraszające spojrzenie ponad swoim ramieniem i chwilę później już ich nie ma. To, drużynowe spotkanie w środku dnia, jest nieco dziwne. Harry nie wie dlaczego, ale ma wrażenie, że każdy go unika.

Jego podekscytowanie trochę mija do czasu wolnej lekcji, ale Harry jest szczęśliwy, że chociaż będzie mógł powiedzieć o wszystkim Zaynowi. Tylko, że kiedy przychodzi do biblioteki, wszystkie światła są wyłączone i nikogo tam nie ma. Harry włącza światło i prawie przewraca się słysząc chór głosów krzyczących:  Niespodzianka!

Zayn, Perrie, Niall, Amy oraz Alma uśmiechają się do niego, stojąc przed transparentem, na którym znajduje się napis Gratulacje (bez wątpienia jest to robota Zayna). Są też balony przywiązane do koszyka ze zwróconymi książkami oraz do oparć krzeseł.

- Co jest? To nie moje urodziny, prawda? – pyta całkowicie oszołomiony, gdy Zayn przyciąga go do pierwszego uścisku.

- Bardzo możliwe, że pani Burns o wszystkim mi wczoraj powiedziała – przyznaje Perrie wzruszając ramionami, a w jej niebieskich oczach pojawia się figlarny błysk. Harry przyciąga Perrie do uścisku z Zaynem, przez co w jego ustach jest pełno jej różowych włosów.

Następna jest Alma, która mamrocze:

- Zawsze wiedziałam, że masz w sobie to coś. - Potem podchodzi do kolejnej osoby.

Po uściskach i gratulacjach wszyscy siadają przy okrągłym stole, na którym znajduje się pełno butelek wody oraz miseczek wypełnionych chipsami. Harry nie jadł śniadania oraz lunchu i jego apetyt całkowicie mu wraca, więc napełnia swój talerz przekąskami. Louis jest podejrzanie nieobecny na spotkaniu, ale każdy się śmieje, uśmiecha i dobrze się bawi, więc Harry stara się o tym nie myśleć. Louis ma w tym momencie dużo spraw na głowie; Harry nie może oczekiwać, że w jednej chwili wszystko zostawi.

Zayn podłącza Ipoda Harry’ego do głośników, które przyniósł specjalnie na tę okazję i chwilę później cicha muzyka gra w tle i Niall opowiada o kawale, który zrobił drużynie piłkarskiej i który mógł skończyć się uszkodzeniem ciała jednego z zawodników (jest tak uroczy, że trudno być na niego złym.). Kiedy wszyscy starają się złapać oddech od śmiechu, rozmowa na chwilę zamiera.

- Miał, mm, być również tort –  mówi Perrie przepraszająco.

I właśnie wtedy, jak na zawołanie, Louis wbiega przez podwójne drzwi biblioteki, trzymając pudełko z ciastem w jednej ręce, drugą przygładzając swoją dziką grzywkę. Louis jest spocony i wygląda na nieco szalonego, ale Harry jeszcze nigdy nie był bardziej szczęśliwy z widoku jakiejkolwiek osoby.

- Przepraszam. Przepraszam.

- Załapałeś, że miało to być przyjęcie niespodzianka, prawda? – Niall uśmiecha się ironicznie, ale w jego oczach można zauważyć ulgę. Harry zastanawia się czy zwątpił w przybycie Louisa.

- Przepraszam, ale była kolejka. – Louis rumieni się, kładąc pudełko na stół. – Tada! – Pochyla się, aby szybko przytulić Harryego, poprawiając swoją koszulkę, gdy się od siebie odsuwają. – Niespodzianka? – Wszyscy się śmieją.

- Więc zobaczmy ten tort – mówi Niall zacierając ręce.

- Ej, to nie twoje przyjęcie – protestuje Amy, uderzając go łokciem. – Harry powinien go pokroić.

Harry otwiera pudełko i kładzie tort na talerzu, biorąc od Almy nóż.

- Powinniśmy zaśpiewać albo coś? – pyta Perrie.

- Louis, czy ty w ogóle przyniosłeś właściwy tort? – Niall mruży oczy, uderzając łokciem Harry’ego, aby ten lepiej przyjrzał się napisowi. Różowym lukrem napisane jest Gratulacje BB i teraz Harry’emy wydaje się to nieco dziwne.

- BB zdecydowanie jest skrótem od baby – mówi Perrie pomocnie. – Prawda? – Amy kaszle niezręcznie, starając się ukryć to swoim rękawem.

Twarz Harry’ego pokrywa się rumieńcem, ale płonie jeszcze bardziej w momencie, gdy Louis od tyłu chwyta jego ramiona i pochyla się tak, że ich policzki się stykają. Szepcze wprost do jego ucha, aby tylko on mógł to usłyszeć.

- Boner boy.

Harry gwałtownie porusza nożem, rozmazując napis i prawie przecinając jeden ze swoich palców. Niall przewraca oczami i bierze nóż od Harry’ego.

- Oj, daj mi to. – Harry z wdzięcznością opada na swoje miejsce, gdy Niall kroi tort, a Alma podaje talerz każdemu z nich.

Nie ma przy stole wolnego miejsca dla Louisa, więc siada na kolanach Harry’ego.

- Postaraj się zbytnio nie podekscytować – mówi przez ramię ze śmiertelną powagą. Harry prawie krztusi się kawałkiem ciasta.

- Lou, przestaniesz torturować Harry’ego? – pyta zirytowany Zayn.

- Przestanę go torturować, kiedy on przestanie czerpać z tego przyjemność – mówi zadowolony z siebie Louis i Harry po prostu wciera trochę ciasta w jego włosy za to co powiedział. Louis odpłaca się wtarciem swoich resztek w twarz Harry’ego i Alma musi to zatrzymać zanim bitwa na jedzenie  zacznie się na dobre.

Harry przeprasza i idzie do męskiej łazienki, aby się wyczyścić. Stoi przy umywalce, kiedy Louis pojawia się w lustrze ponad jego ramieniem. Jego krocze napiera na tyłek Harry’ego, przyciskając chłopaka do umywalki.

- Ominąłeś trochę. – Louis uśmiecha się złośliwie, a następnie liże szyję dyszącego Harry’ego. Harry może poczuć przyciśniętą do niego erekcję Louisa i drży, ponieważ tak bardzo tego chce. Tak bardzo chce, aby Louis w tym momencie go przeleciał. Cholera. Skąd to się wzięło?

- Lou… - mówi Harry bez tchu, napotykając w lustrze odbicie drugiego chłopaka. Jego oczy są ciemne z pożądania, usta lekko rozchylone, gdy chwyta biodra Harry’ego, ocierając się o niego. Sutki Harry’ego są twarde, odznaczają się na jego koszuli. Drży, kiedy Louis wsuwa palce pod rąbek jego koszuli i przebiega nimi po delikatnych włoskach nad jego talią. – Lou, przestań. Nie możemy.

Louis zamiera i gwałtownie zabiera swoją rękę, a na jego twarz powraca maska.

- Przepraszam, masz rację.

Louis podchodzi do dozownika z ręcznikami papierowymi i wyciąga kilka sztuk, przy okazji je rozrywając przez swoje zdenerwowanie. Zawija je w kulkę i wkłada pod kran, starając się zetrzeć lukier z jego grzywki.

- Po prostu… Wyglądasz dzisiaj naprawdę miło – mówi cicho.

Harry patrzy na Louisa z otwartą buzią. Nie ma pojęcia dlaczego Louis drażni się z nim w taki sposób, wiedząc co Harry do niego czuje i doskonale wiedząc, że Harry nie może go mieć. To nie sprawiedliwe. Nic z tego nie jest sprawiedliwe. Dzisiaj powinni świętować jego osiągnięcia, a nie przypominać mu o tym, czego nie może mieć.

- Louis, wiesz, że cię lubię, ale czasami potrafisz być prawdziwa dupkiem – mówi Harry cicho, ale równocześnie stanowczo.

- Cholera, Harry, przepraszam – mówi Louis ze spuszczoną głową. - Tylko… Czasami nie potrafię się kontrolować, gdy jestem blisko ciebie. Ale masz rację. Po prostu… Bardziej się postaram.

Harry patrzy na niego. Louis twierdzi, że nie potrafi się kontrolować, gdy jest blisko Harry’ego. Gdy sprawdzał po raz ostatni to on był Boner Boy, nie Louis. To on był tym, który nie potrafił kontrolować swojego ciała w pobliżu Louisa. I Louis uwielbiał mu o tym przypominać.

- Dzięki za tort – mówi Harry krótko, wyrzucając do kosza papierowy ręcznik. Rusza w stronę drzwi, zanim powie coś, czego będzie żałować.

- Harry, zaczekaj… Dasz mi kopię magazynu, kiedy już wyjdzie?

- Pewnie.

- Świetnie. Jestem pewien, że moja mama chciałaby przywiesić to na lodówkę. – Jego mama. Racja. Nie on. Ponieważ dlaczego Louis miałby być dumny z Harryego? Dlaczego miałoby Louisowi zależeć? Dlaczego Louis miałby interesować się kimś innym, a nie sobą i swoją reputacją?

Harry wie, że jest nieżyczliwy – że ciężko jest się ujawnić jako gej i jeszcze trudniej mieć ciężarną dziewczynę w bardzo młodym wieku – ale Louis wybrał te rzeczy. Mógł zostać przy Zaynie i przyznać się do swoich uczuć. Mógł nie spać z Eleanor. Mógł sprzeciwić się Stanowi lata temu. Mógł pocałować Harry’ego i naprawdę tego chcieć.

Harry bierze odpowiedzialność za swoje życie oraz czyny; dlaczego Louis nie może zrobić tego samego? Dlaczego Louis po prostu nie może dorosnąć?

- Do zobaczenia w bibliotece? – mówi Louis z nadzieją i determinacja Harry’ego znowu się roztapia.

Uśmiecha się wbrew sobie i spogląda na krocze Louisa, gdzie erekcja nadal odznacza się na jego spodniach.

- Najpierw zajmij się tym – mówi Harry ze złośliwym uśmieszkiem na twarzy. Louis rumieni się, gdy Harry do niego mruga. Czuje nieco ponurą satysfakcję widząc frustrację wymalowaną na twarzy Louisa, gdy jego dłonie wędrują w dół, aby się trochę poprawić. To tylko trochę pobudza erekcję w jego własnych spodniach. Kurwa. Dlaczego Louis musi być taki seksowny? Tak seksowny I tak beznadziejnie niedostępny?

Mama Harry’ego zabiera jego, Gemmę oraz Eda na uroczystą kolację po jego wolontariacie we wtorkowy wieczór. Wszyscy są w dobrych nastrojach i śmieją się głośno, a jego mama pije trochę za dużo alkoholu, więc Ed musi kierować do domu. Ed opowiada im historie o starszych paniach, które przychodzą do piekarni i proszą o coś, co można jeść bez zębów, a Gemma nadaje o jakimś wózku, który widziała w sklepie internetowym i nawet jeśli uwaga nie jest skupiona na nim, Harry jest po prostu szczęśliwy, że znowu są rodziną. Czasami wydaje się, jakby wszyscy rozchodzili się w innych kierunkach, jakby zawsze był sam we wszystkim, co robi, ale Harry zdaje sobie sprawę, że w ogóle nie o to chodzi. Przez pewien czas tak jakby wolał być sam, ponieważ w ten sposób było łatwiej się ukryć, ale zapomniał jak miło jest spędzać czas z osobami, którzy kochają cię nad życie. Nieważne czy jest Marcelem czy Harrym, nieważne czy nosi okulary czy nie, nie ważne czy jest pisarzem czy tylko cichym  kolesiem, który siedzi w swoim pokoju i czyta książki.

Za każdym razem, kiedy Harry patrzy znad swojego jedzenia lub kiedy mają małą przerwę w rozmowie, Harry łapie jego mamę na patrzeniu na niego z tą spokojną oraz silną dumą w jej oczach, która sprawia, że jest odurzony ze szczęścia. Zawsze była z niego dumna bez względu na wszystko, ale kiedy patrzyła na niego wcześniej, widział w jej oczach niepokój, którego dzisiaj nie ma i to daje mu nadzieję. Jakby wszystko zmierzało w dobrym kierunku.

Kiedy przyjeżdżają do domu około dziewiątej, Harry rozpoczyna  swoje kolejne opowiadanie. Jest to melancholijna opowieść o wampirze, który podejmuje złe decyzje i o chłopaku, który go kocha. Historia nazywa się To co martwe powinno zostać martwe i są to pierwsi homoseksualni bohaterowie  w twórczości Harry’ego. Nie jest do końca pewien czy w ogóle komuś to pokaże – jeszcze oficjalnie nie ujawnił się swojej mamie, chociaż po rozmowie z Gemmą, jest pewien, że jest dobrej myśli – ale wydaje się to dobre do napisania. Aby przełożyć rzeczy na papier. Wydaje się, jakby jego życie miało cel oraz kierunek.

W środę tak jak zwykle Harry opiekuje się dziewczynkami i pod drodze kupuje kilka opakowań klocków lego, aby ułożyć je z siostrami Louisa. Lottie ma nowego chłopaka i większość wieczoru spędza na pisaniu z nim wiadomości, ale bliźniaczki są zachwycone. Odrabiają zadanie domowe w rekordowym czasie i są na dobrej drodze, aby skończyć budować zamek przed kolacją. Harry przygotowuje rybę z frytkami (i oczywiście z groszkiem, ponieważ dziewczynki muszą jeść warzywa) i zapach smażonego jedzenia roznosi się po całym domu.

Tego wieczoru Louis nie idzie na trening, chociaż z jego kolanem jest już wszystko w porządku, ale nie schodzi również na dół. To sprawia, że Harry jest zaniepokojony tym, że jest zły o to, co wydarzyło się w poniedziałek, ale nadal nie uważa, że zrobił coś złego powstrzymując Louisa. Cokolwiek jest między nimi, Louis jest z Eleanor i będą mieli dziecko. A Harry nie jest wystarczająco głupi ani okrutny, aby stanąć pomiędzy nimi.

Kiedy kończy gotować obiad, Harry idzie na górę, aby zawołać Louisa na kolację. Harry zawsze jest zdenerwowany przez wejściem do pokoju drugiego chłopaka – od tamtego dnia, gdy przeszkodził jemu oraz Eleanor i przypadkowo słyszał ich kłótnię – zawsze czuje, że to zbyt wiele dla niego. Ale drzwi są otwarte i Louis siedzi w ciemnościach przy biurku, spoglądając przez okno. Nawet jeśli nic nie robi, Harry ma dziwne wrażenie, że zakłóca jego prywatną chwilę.

- Lou, wszystko… w porządku? – pyta Harry nieśmiało. Kiedy drugi chłopak nie odpowiada, Harry robi kilka kroków w jego stronę i kładzie dłoń na ramieniu Louisa.

Louis odskakuje, kręcąc się dookoła, aby spojrzeć na Harry’ego, jak osaczone zwierzę.

- Przepraszam. Nie chciałem cię przestraszyć. Kolacja jest już gotowa, jeśli chcesz do nas dołączyć.

- Och, racja. – Louis kiwa głową, ale wygląda na zagubionego, jakby był na zupełnie innej planecie.

- Lou, chodzi o poniedziałek? Ponieważ ja nie…

- Chodzi o Fizzy. Dzisiaj rano przewieźli ją na intensywną terapię. Dziewczynki o niczym nie wiedzą, więc proszę cię, nic im nie mów.

- Och, Louis. Tak bardzo mi przykro – mówi Harry. Pochyla się, aby przyciągnąć Louisa do uścisku i Louis wisi w jego ramionach jak szmaciana lalka, jakby cała energia została wyssana z jego ciała.

- Nie wiem, co zrobię, jeśli ona umrze. Nie wiem czy… dojdę do siebie – szepcze Louis szorstkim głosem. Nie brzmi jakby miał się rozpłakać, brzmi jakby starał się zmusić siebie do stania się nieczułym na to wszystko, jakby się dystansował i to przeraża Harry’ego bardziej niż jakby po prostu płakał. – Nawet nie powiedziałem jeszcze moim rodzicom o dziecku. Wydaje mi się, że to zły czas, aby sprowadzić człowieka na ten świat. W momencie kiedy oni tracą swoje dziecko.

- Louis, nie wiesz tego… Może nadal… - Ale Harry nie wie co powiedzieć. Że nadal wszystko będzie w porządku? Zdecydowanie tak nie jest. Czuje się winny, ponieważ jego życie w końcu zaczęło nabierać barw,  a Louisa rozpada się na małe kawałeczki i on po prostu nie wie jak pomóc albo co zrobić albo co powiedzieć. To właśnie tak czuła się jego mama, kiedy on oraz Gemma byli bici przez ich ojca? Jakby rozdarła swoje serce myśląc, że to pomoże? A może zrobiła to, kiedy postanowiła zostawić ich ojca, kiedy wybrała Harry’ego oraz Gemmę zamiast niego? Ponieważ o to chodziło w kochaniu innej osoby, prawda? Przedkładać ich szczęście ponad swoje? Harry od razu zamieniłby się z Louisem miejscami, gdyby oznaczało to odjęcie chociaż części ciężaru z jego ramion.

Nagle ciało Louisa sztywnieje w ramionach Harry’ego i odsuwa się od niego. Przeciąga dłonią po swojej twarzy, która jest pusta, a jego oczy wyglądają jak dwie zgaszone latarnie. Prawie wcale nie przypomina starego Louisa.

- Przepraszam. Nie powinienem cię tym obarczać.

- Louis, ja… ja chcę, abyś to robił. Abyś przyszedł do mnie jeśli potrzebujesz z kimś porozmawiać. W końcu od tego są kumple, prawda?

- Kumple? – szydzi Louis z goryczą, patrząc w stronę okna. Na zewnątrz jest pełnia księżyca i profil Louisa skąpany jest w srebrze, jego rzęsy trzepoczą jak skrzydła ćmy, rzucając cienie na jego policzki. Wygląda tak chudo, jego szczęka oraz policzki są kościste i wyraźne. Harry chce pocałować każdą kość jego twarzy. Harry chce całować go tak długo aż wszystko inne odejdzie i pozostaną tylko jego usta oraz skóra Louisa. – Myślisz, że to jest właśnie to?

Głos Harry’ego drży, kiedy w końcu się odzywa.

- Nie wiem. Co to jest, Louis? Powiedz mi.

Louis kręci głową, jak ktoś, kto wybudza się ze snu, próbując rozwiać ostatnie srebrzyste nici pajęczyny ze swojego umysłu.

- Nie ma to już znaczenia. Zejdę na kolację za kilka minut, w porządku?

Harry przytakuje i musi zmusić swoje ciało do ruszenia się w stronę drzwi, do powstrzymania się od pocałowania każdego kawałka ciała Louisa. Udaje się w stronę schodów i zaczyna płakać.

Louis nie idzie do szkoły w czwartek ani w piątek, a w sobotę cała rodzina jest w szpitalu, więc Harry nie musi opiekować się dziewczynkami, ale Louis przychodzi do domu Harry’ego w niedzielę, aby pomóc przygotowywać pokój dla dziecka. Większość przyjaciół Eda studiuje poza miastem i Gemma jest już w ósmym miesiącu ciąży, więc Ed zmusił Harry’ego do przekupienia swoich przyjaciół pizzą oraz napojami gazowanymi, aby przyszli pomalować pokój oraz złożyć meble. Zayn, Liam, Perrie, Amy oraz Niall są już na górze, kiedy przyjeżdża Louis, wyglądając jakby nie spał od kilku dni. Harry przyciąga go do miażdżącego uścisku zanim udaje mu się przekroczyć próg.

- W taki sposób witasz wszystkich swoich gości? – droczy się Louis, ale jest to kiepska próba żartu, która ginie, gdy chowa swoją twarz w ramieniu Harry’ego.

- Nie sądziłem, że przyjdziesz – przyznaje Harry, kiedy niechętnie się od siebie odsuwają. – Jesteś pewien…? Biorąc pod uwagę wszystko co się dzieje…?

- Styles, mówię to z miłością, ale jesteś najbardziej irytującą osobą, którą kiedykolwiek poznałem – mówi Louis, uśmiechając się i ściągając swoje buty. – Nie przyszedłbym tutaj, gdybym tego nie chciał, w porządku? Plus moja mama wykopała mnie z sali szpitalnej. Powiedziała, że zaczynam śmierdzieć.

Harry wącha powietrze wokół niego.

- Śmierdzisz. Trochę.

- Och, zamknij się, ty kretynie. – Louis trąca go.

Harry chwyta łokieć Louisa i ciągnie go w stronę kuchni.

- Chodź, zrobię ci herbaty, a później prześpisz się w moim pokoju.

- Chcę pomóc… - protestuje Louis słabo.

- Twój sen sporo pomoże.

- Styles, jeśli to twoja próba zaciągnięcia mnie do twojego łóżka, musisz wiedzieć, że…

- Louis, nie przeginaj – mówi stanowczo Harry, gdy wstawia czajnik z wodą na kuchenkę. Kiedy herbata jest już zrobiona, Harry daje Louisowi do spania swoje spodnie dresowe i kiedy minutę później widzi go przebranego, musi stłumić swój śmiech w rękawie. Jego ubrania praktycznie spadają z Louisa. Wiszący sweter ukazuje jego obojczyk oraz delikatne białe gardło.

- Masz coś w normalnym rozmiarze? – burczy Louis, podwijając nogawki spodni dresowych. – Wszystkie te rzeczy zostały zrobione dla yeti.

- Zamknij się i śpij, w porządku? Obudzę cię, kiedy przyjedzie pizza.

- Jesteś dzisiaj taki władczy. Podoba mi się to – śmieje się Louis, ale posłusznie kładzie się do łóżka Harry’ego. Louis niespodziewanie chwyta dłoń Harry’ego i całuje jego kostki, patrząc na niego spod wachlarza swoich długich rzęs. – Dzięki.

Przez chwilę Harry nie jest w stanie nic powiedzieć, a kiedy w końcu mu się to udaje, jego głos jest wysoki.

- Nie ma sprawy.

Praca wrze w pokoju dla dziecka. Podłoga przykryta jest folią malarską, a Niall stoi na drabinie malując ściany na żółty kolor. Liam oraz Ed starają się złożyć łóżeczko, podczas gdy Perrie oraz Amy pracują nad stolikiem do przewijania. W jednym rogu pokoju znajdują się przybory Zayna, który maluje dwie obrzydliwie urocze żyrafy. Wszyscy spoglądają na Harry’ego, kiedy wchodzi do pomieszczenia.

- Louis przyszedł? – pyta Liam, odkładając kartkę z instrukcją, którą chwilę wcześniej starał się zinterpretować.

- Odpoczywa. Dołączy do nas za jakiś czas.

Niall zrzędzi.

- Zostawcie to wszystko Louisowi. Wiecie, kiedy pojechaliśmy do Leeds, zmusił mnie oraz Liama do rozłożenia namiotu, podczas gdy on poszedł żebrać o kilka piw.

- Zostaw go w spokoju – mówi cicho Liam, podając Edowi nogę od stołu.

- Cóż, zrobię sobie przerwę na papierosa – mówi Zayn zdecydowanie, odkładając na bok swoje farby. – Ktoś chce się przyłączyć?

- Ja pójdę – mówi szybko Liam.

- Przecież ty nie palisz – mówi Niall, unosząc do góry jedną brew. – Jedno płuco lub nerka albo coś w tym stylu?

- Zamknij się, Niall – mówi ostro Liam. – Po prostu chcę trochę świeżego powietrza. To wszystko.

Dwadzieścia minut później, Liam oraz Zayn wracają do środka, a ich policzki są zarumienione od zimna.

- Jak długo zajmuje wdychanie świeżego powietrza? – dokucza im Niall.

- Cóż, gdyby ktoś nie pierdział co pięć minut, może nie potrzebowaliby świeżego powietrza… - wtrąca się Perrie.

Niall zakłada ręce na swojej klatce piersiowej, wyraźnie urażony.

- To nie byłem ja. Ja zawsze się do tego przyznaje.

- Oczywiście – chichocze Perrie, schylając się po pluszowego pingwina rzuconego przez Nialla w jej stronę. Przez chwilę obrzucają się różnymi przezwiskami, ale Ed przypomina im, że ich harmonogram jest nieco napięty. Mama Harry’ego zabrała Gemmę na zakupy oraz kolację i to wszystko ma być niespodzianką, kiedy wróci do domu.

O godzinie piątej, pomieszczenie przypomina już prawdziwy pokój dla dziecka. Wszystkie ściany są pomalowane i znajdują się na nich obramowania z małymi żółtymi słonikami. Folia malarska jest wyniesiona, wszystkie meble są już złożone oraz ustawione na odpowiednich miejscach, a rysunki Zayna – za które Ed nalega, aby zapłacić – schną.

Pizza przyjeżdża około szóstej i w tym momencie wszyscy rozsiadają się wygodnie na dywanie, boli ich każdy mięsień i są zbyt zmęczeni na zrobienie czegokolwiek oprócz jedzenia.

- Cholera, możecie uwierzyć, że za miesiąc będzie tutaj małe dziecko? – pyta Niall z zachwytem, rozglądając się dookoła, gdy wkłada czwarty kawałek pizzy do swoich ust.

- Taki jest główny zamiar – śmieje się Ed, wzruszając ramionami.

- Nie, ale chodzi mi o to, że będziesz tatą. Będziesz odpowiedzialny za małą istotkę. Już na zawsze. – Harry przełyka. Myśli o Louisie oraz Eleanor i tak, na zawsze to całkiem sporo czasu.

- Dzięki, to nie tak że jestem już wystarczająco zdenerwowany – mówi Ed, wycierając dłonie w swoje spodnie.

- Będziesz świetny – mówi Liam, klepiąc Eda po plecach.

- Kto będzie świetny? – pyta cichy głos dochodzący ze strony drzwi i kiedy Harry spogląda w górę, Louis stoi na progu pokoju dziecięcego, wycierając swoje mokre włosy. Wygląda o wiele lepiej niż kiedy tutaj przyjechał. Kolory wróciły na jego policzki, a cienie pod oczami nie są już tak widoczne jak wcześniej.

- Och, spójrzcie kto postanowił do nas dołączyć – mówi Niall dramatycznie, machając ręką w powietrzu. – Książę Louis. W samą porę na pizzę.

- Zamknij się, Niall – mówi Liam, wysyłając blondynowi surowe spojrzenie zanim ponownie odwraca się w stronę Louisa, jego twarz zmarszczona w niepokoju. Hm, więc może Liam wie o siostrze Louisa, a Niall nie? Cóż, Liam, oprócz Stana, jest najlepszym przyjacielem Louisa, więc to ma sens. Chociaż dziwne jest to, że Harry dowiedział się przed Niallem.

- Dołącz do nas – mówi Harry, klepiąc miejsce na dywanie obok siebie. Wszyscy już się najedli, chociaż Niall nadal zajmuje się piętkami Amy (to jest najlepsza część). Głowa Perrie leży na kolanach Zayna, którego noga styka się z nogą Liama, a Niall swoją głowę położył na brzuchu Amy, która przebiega palcami przez jego włosy. To zabawne, jak blisko są ze sobą i jak przerażająco wspaniałe jest to dla kogoś takiego jak Harry, który spędził większość swojego życia bez przyjaciół.

Harry zdaje sobie sprawę, że widok ukończonego pokoju dla dziecka musi wpływać na Louisa, wiedząc że jego własne jest już w drodze, ale Louis siada obok Harry’ego bez żadnego słowa i bierze jeden z papierowych talerzyków. Je dwa kawałki pizzy zanim jego głowa opada na kolana Harry’ego, ziewając w rękaw pożyczonego od niego swetra. Harry leniwie przebiega palcami przez jeszcze wilgotne włosy Louisa, które pachną jego szamponem jabłkowym. Zayn z zaciekawieniem patrzy na dłoń Harry’ego wplecioną we włosy szatyna i Harry zamiera dopóki Zayn ledwo widocznie nie kiwa zachęcająco głową.

- Więc, wiecie czy będzie to chłopiec czy dziewczynka? – pyta Perrie.

- Chcemy, aby to była niespodzianka – odpowiada Ed.

Zayn wydaje z siebie pomruk niezadowolenia, kiedy Perrie przesuwa swoje nogi, aby było jej wygodniej.

- Wszystko w porządku, kochanie?

- Głowa mnie boli. To pewnie przez te opary – mówi Zayn, zasłaniając dłonią swoje oczy, aby uchronić je przed światłem.

- Och, wydaje mi się, że mam paracetamol w mojej torbie – mówi Amy, zrzucając z siebie Nialla, aby przejrzeć zawartość swojej torebki. Niall burczy pod nosem, ale korzysta z okazji, aby sięgnąć po kolejny kawałek pizzy.

Amy w końcu znajduje buteleczkę, ale kiedy nią potrząsa okazuje się, że jest pusta.

- Musiałam dać ostatnią tabletkę Eleanor w piątek. – Wzrusza ramionami przepraszająco. – Może Harry ma…

- Co ty powiedziałaś? – Louis podnosi swoją głowę z kolan Harry’ego.

Amy patrzy na Louisa, śmiejąc się nerwowo.

- Co masz na myśli?

- Chodzi mi paracetamol, który dałaś Eleanor. Nie powinna brać żadnych leków. Nie w jej stanie.

- Ale to nie lek? I to raczej nie jest ciężka choroba. Bolał ją brzuch i pożyczyłam jej tampon oraz trochę tabletek. To naprawdę nie jest nic poważnego. Zdarza się to wszystkim dziewczynom. Jestem pewna, że przeżyje.

- Czekaj, ty… mówisz, że ona ma okres? – Oczy Louisa są przerażająco intensywne, a powietrze nagle gęstnieje od napięcia.

- To znaczy, nie sprawdzałam czy coś, ale dostała od pielęgniarki zwolnienie z zajęć sportowych, więc… Nie rozumiem o co tyle krzyku.

- Muszę iść – mówi Louis, wstając gwałtownie.

- Lou, zaczekaj! – krzyczy Harry, ale Louis jest już za drzwiami.

Podczas nieobecności Louisa wszyscy odwracają się, aby spojrzeć na Harry’ego.

- O co tutaj chodziło? – pyta Amy.  

- Nie mogę… Nie jestem pewien, czy jestem upoważniony do tego, aby… - jąka się Harry, a jego twarz pokrywa się rumieńcem. Nadal próbuje przyswoić wiadomość, że Eleanor może nie być w ciąży, ale jest całkiem pewny, że Louis powiedział mu to w zaufaniu. To znaczy, Louis nie powiedział jeszcze swoim rodzicom; Harry nie wygada się przed jego przyjaciółmi.

- Eleanor powiedziała Louisowi, że jest w ciąży – mówi Liam, odpowiadając za niego.

- Co? – pyta Perrie w tym samym czasie, gdy Niall mówi - Cholera jasna – i upuszcza kawałek pepperoni na włosy Amy

Perrie siada gwałtownie, przez co głowa Zayna uderza o podłogę i chłopak jęczy, trzymając się za nią.

- Zayn, może poszukamy dla ciebie tego paracetamolu? – pyta Harry nerwowo.

- Czekajcie, ona go okłamała? – pyta Niall.

Liam wzrusza ramionami.

- Na to wygląda.

- Ludzie, wydaje mi się, że to sprawa Louisa… Nie sądzę, że powinniśmy się w to wtrąca – duka Harry, niewygodnie wykręcając swoje dłonie na kolanach. – Nie powinniśmy o nim rozmawiać, kiedy go tutaj nie ma.

- Harry ma rację – popiera go Ed. Harry wysyła mu wdzięczne spojrzenie. – Może powinniśmy po prostu zakończyć pracę na dzisiaj?

Słychać kilka jęków, ale każdy niechętnie zaczyna zbierać swoje rzeczy. Harry automatycznie żegna się ze wszystkimi i wyrzuca śmieci, kiedy nikogo już nie ma, ale jest w szoku. 

Stoi przy umywalce w kuchni, patrząc się na ogródek i podskakuje, kiedy Ed kładzie dłoń na jego ramieniu. Ona go okłamała. Ona go okłamała. Ona go okłamała.  Nie jest pewien tego, co czuje. Z jednej strony jest wściekły, że Eleanor dołożyła mu kolejnych problemów skoro ostatnio musi przechodzić przez tą całą sytuację z jego siostrą. Ale z drugiej strony czuje zwykłą… ulgę. I szczęście. Nie ma złudzeń, że jeśli Louis z nią zerwie, nagle zacznie się z nim spotykać, ale Harry po prostu chce, aby Louis był szczęśliwy i to jasne, że nie był z Eleanor.

- W porządku?

- Myślę, że… - przerywa Harry, starając się zebrać słowa, które wyrażają to jak się czuje. – Myślę, że muszę się napić.

Ed śmieje się.

Wiem jedną rzecz. Oprócz gry na gitarze oraz składania kołysek, umiem też robić całkiem niezłą Margaritę.

Harry uśmiecha się i wypuszcza oddech, nie wiedząc, że go wstrzymał.


ROZDZIAŁ 9

Nie chcecie przestać być smutnymi księżniczkami, to dla was wygodne, to wasza maska, wasza poza. Lubicie to błędne koło łez i nieszczęść. Jest waszą koroną. Nie chcecie być zrozumiane ani zbawione. Nie chcecie szczęścia - tylko złamanych serc, rozdrapywania ran i wspomnień do krwi. Chcecie bycia katem i ofiarą jednocześnie. Depresja stała się modna. Gorzki ból egzystencji sprowadził się do trendu na wyprzedaży uczuć.
—  Olga Zawadzka
Promise I

Tytuł: Promise

Autor: Kayka

Pairing: Larry, wspomniany Grouis

Bohaterowie: Louis Tomlinson, Harry Styles,

Informacje: AU, One Direction nie istnieje.

Banner:   polaroid-picture-in-my-wallet

Informacje: miłość męsko-męska, mpreg

Opis: Harry obiecał swojemu najlepszemu przyjacielowi i ma zamiar obietnicy dotrzymać.

Od autorki: Pomysł należy do Alex, ja tylko go zrealizowałam.

Zapraszam na pierwszą część, mam nadzieję, że wam się spodoba:) Dajcie znać co myślicie:)

Keep reading