john-maxwell-coetzee

Może to dobrze robi człowiekowi, jeśli od czasu do czasu upadnie. Byle tylko nie potłukł się na kawałki.
—   John Maxwell Coetzee – Hańba
To nowy rozdział w pana życiu. Stary już się zakończył, pora go pożegnać i zaakceptować ten następny. Zaakceptować: tylko tego potrzeba. Wtedy otworzą się wszystkie drzwi, które są na pozór zamknięte.
—  John Maxwell Coetzee Powolny człowiek

I have never seen anything like it: two little discs of glass suspended in front of his eyes in loops of wire. Is he blind? I could understand it if he wanted to hide blind eyes. But he is not blind. The discs are dark, they look opaque from the outside, but he can see through them. He tells me they are a new invention. ‘They protect one’s eyes against the glare of the sun,’ he says. ‘You would find them useful out here in the desert. They save one from squinting all the time. One has fewer headaches. Look.’

- Waiting for the Barbarians (1980), J. M. Coetzee

Nie mogę układać sobie życia, kierując się tym, czy aprobujesz moje decyzje. Już dłużej tak nie mogę. Zachowujesz się, jakby wszystko co robię było częścią fabuły, którą jest twoje życie. Ty jesteś w niej głównym bohaterem, a ja postacią epizodyczną, która pojawia się dopiero w połowie akcji. Otóż wbrew temu, co sobie myślisz, ludzie nie dzielą się na pierwszo- i drugoplanowych. Nie jestem drugoplanowa. Mam własne życie, równie ważne dla mnie, jak twoje jest ważne dla ciebie, i w tym moim życiu to ja podejmuję decyzje.
—  John Maxwell Coetzee “Hańba”
Sto cercando un posto dove sistemarmi, forse finché le cose migliorano, forse per sempre. Non sono così pazzo, comunque, da pensare di poter far affidamento su mappe e strade. Per questo ho scelto te per indicarmi la strada.
—  John Maxwell Coetzee, La vita e il tempo di Michael K
Kogo to obchodzi? Kiedy wpadam w taki nastrój, mogłabym położyć dłoń na desce do krajania chleba i bez wahania ją odciąć. Co mnie obchodzi ciało, które mnie zawiodło? Patrzę na swoją dłoń i widzę w niej tylko narzędzie, hak, przyrząd do chwytania różnych przedmiotów. Albo nogi, te ciężkie niezdarne słupy, dlaczego mam je wlec ze sobą? Co noc brać je do łóżka i razem z rękami przykrywać zmiętą pościelą, naciągając pled jak najwyżej, po szyję a potem leżeć w tym bałaganie i bez końca czekać na sen? To samo z brzuchem, z jego głuchym bulgotaniem, i biciem serca, buch, buch. Dlaczego? Czego ode mnie chcą?
—  John Maxwell Coetzee ‘Wiek żelaza’