jest-dobrze

Marzę, by wyjść o północy i wpaść pod pierwsze, lepsze auto. Marzę, by wziąć tą żyletkę i przycisnąć mocniej. Marzę, by nigdy się nie obudzić, połknąć tabletki i popić alkoholem. Marzę o śmierci, bo na nic innego nie zasługuje.
  • Ja: Chodzę spać wcześniej.
  • Łóżko: Ona w ogóle nie śpi tylko płacze całą noc.
  • Ja: Jem regularnie i zdrowo.
  • Żołądek: Tak dawno nie dostałem jedzenia.
  • Ja: Wszystko jest OK.
  • Umysł: Jesteś głupią szmatą.
  • Ja: Nie, nie mam problemów z wagą.
  • Odbicie w lustrze: Oj przytyłaś. Jeszcze trochę to nie będziesz się w drzwiach mieścić gruba świnio.
  • Ja: Nie mam problemów, wszystko jest dobrze.
  • Mózg: Powiedz w końcu że chcesz umrzeć
To, co tkwi w tej miłości najgłębiej, to przekonanie, że nigdzie indziej nie zrobię dla niej tyle, co tu. Nie wyobrażam sobie kochać na pół, kochać tak trochę, kochać, tylko, jak jest dobrze, kochać z jakiegoś powodu, interesownie. Nie wyobrażam sobie kochać tylko w poniedziałki, środy i niedziele, tylko w dni parzyste, tylko wieczorami, tylko zimą, gdy marznę, tylko w dni, kiedy czuję się bardziej samotna niż w inne. To, co tkwi w tej miłości, to fakt, że kocham Cię zawsze. Że kocham ponad wszystko, całą sobą, że jeśli mówię ‘kocham’, to kocham codziennie. Kocham rano, wieczorem i w południe. Kocham całkowicie trzeźwa i po alkoholu, każdego dnia i każdej nocy, od poniedziałku do niedzieli. Od wiosny do zimy. Kocham, bo chcę kochać. Bezinteresownie, mimo wszystko, w Twoje najlepsze dni i najgorsze kryzysy. Nic nie chcę w zamian, niczego nie oczekuję i nie wymagam. Chcę, byś wiedział, że wybiegnę w ciemność, jeśli znowu się zachwiejesz. Chcę, byś wiedział, że będę czuwać obok całą noc, jeśli nagle zaczniesz się jej bać. Chcę, byś wiedział, że nie puszczę Twojej ręki, nawet jeśli upadniesz i pociągniesz mnie za sobą. To, co tkwi w tej miłości, to fakt, że nie pozwala mi się poddać, że nie pozwala mi zrezygnować.
—  Marta Kostrzyńska; z dna bardzo głębokiej szuflady