hotspot photo

Speaking in somebody else’s words or pictures does often describe our state in a far better way than our own words. There’s this tangible objectivity. Some kind of noticeable distance, that we are never able to achieve. But it also does involve immense risk.
It’s really easy to transcribe a quotation, an excerpt from a book or film, that makes you a better, more interesting person. Because the author certainly is a person so inspiring, frequently well known in the community as well.
On the page you’re browsing right now, two clicks are enough to steal a photo and upload it on your own website. And that’s it.
Done.
After a few seconds, we tell who we are through the life of someone else.
How much of yourself can you find in that?
Naught.
Some time ago I’ve seen something that worked as a kind of a banner, on which, on the background photo, was a text, supposedly of Christopher McCanless. Everything would be fine if not for the fact, that these words were utter nonsense and completely contrary to what he has thought and left.
George Byron turns in his grave seeing yet another, who love this poor Nature more that humans. Oh, the romantic souls, who, during the trips beyond the city think about hotspot, coffee machine, a photo on instagram and a new pair of shoes bought after that grand trip into the wilderness, that is situated in the suburbs.
Catastrophe of the value system.
Maybe instead of uploading a photo of another desaturated wolf, a couple embraced in bed or using a quote that simply is beyond your comprehension, it is better to write something yourself and show a photo from a park in which you have been today?
Every normality is better than any fiction.

- - -

Mówienie obcymi słowami i obrazami często opisuje nasz stan lepiej, niż własne słowa. Jest w tym namacalny obiektywizm. Pewien wyczuwalny dystans, którego sami nigdy nie osiągniemy. To wszystko jednak niesie ze sobą ogromne ryzyko.
Strasznie łatwo przepisać jakiś górnolotny cytat, fragment książki, filmu, który robi z człowieka kogoś lepszego, ciekawszego. Bo przecież autor jest tak inspirującą, a często i znaną w środowisku personą.
Na stronie, na której się obecnie znajdujesz, wystarczą dwa kliknięcia myszki, aby ukraść cudze zdjęcie i opublikować je na własnej witrynie. I już. Gotowe.
Po kilku sekundach opowiadamy o sobie, życiem kogoś innego.
Ile w tym samego Ciebie ?
Nic.
Jakiś czas temu widziałem coś, co działało na zasadzie banneru, w którym na tle oklepanego zdjęcia wpisany był tekst, który rzekomo miał należeć do Krzysia McCanless’a. Wszystko byłoby ok, gdyby nie fakt, że te słowa były kompletną bzdurą i przeciwnością tego, co on sam myślał i pozostawił po sobie.
George Byron przekręca się w grobie jak widzi kolejnych, którzy tak kochają tą biedną Naturę bardziej niż ludzi. Ach te romantyczne dusze, które podczas kolejnych wyjazdów za miasto, myślą o hotspocie, automacie do kawy, zdjęciu na instagramie i nowych butach kupionych po powrocie z wielkiej dziczy znajdującej się na obrzeżach miasta.
Katastrofa systemu wartości.
A może tak zamiast wrzucać fotografie kolejnego zdesaturowanego wilka, tulącej się pary w łóżku, czy używać cytatu, który nas zwyczajnie przerasta, nie lepiej byłoby napisać coś samemu i pokazać to zdjęcie z parku, którym dzisiaj byłeś ?
Każda normalność jest lepsza niż jakakolwiek fikcja.