herbacious

Jak ten czas szybko mija. To juz rok uplynal od tamtego wieczoru po ktorym moje zycie zmienilo sie o 180°
—  Przemyslenia przy herbacie
Gra w prawdę

-5-


- Myślę, że spodobałby ci się nasz miód.

- Super. Cieszę się z tego powodu, naprawdę. Chciałbym jednak zauważyć, że jesteśmy tu uwięzieni.

- Nasz miód jest super. Najbardziej lubię go w herbacie. Wiedziałeś, że można go u nas pić także z mlekiem i to całkiem dobrze pomaga na przeziębienie?

- Oh, na Wyrocznię, Ren. Dobrze wiem, że próbujesz mi właśnie uświadomić, jak bardzo irytujący jestem na co dzień, gdy cię nie słucham, ale tym razem mogłabyś zachować choć odrobinę powagi.

- Co proszę?

- To, co słyszałaś.

- Nie, nie to. To znaczy, to też. Ale… czy ty właśnie przyznałeś się do tego, że mnie nie słuchasz?

- Co mówiłaś?

- …

- Oj przyznaj, że to akurat było zabawne.

- …

- …

- …

- Uwierz mi, sama też byś się nie słuchała.

- …

- …

- …

- No dobrze już, dobrze! Po prostu spróbujmy się stąd wydostać. Przydaj się na coś choć raz.

- To TY nas w to wpakowałeś.

- Ja?

- A kto inny kręcił się wokół tej dziury jak skończony idiota?

- Po pierwsze, nie było żadnej dziury. To znaczy, przynajmniej wtedy. Nikt nie mógł stwierdzić, że grunt zapadnie się nam pod stopami i że znajdziemy się w jakiejś prowizorycznej jaskini. Po drugie, nie jak idiota, a jak wysokiej klasy alchemik poszukujący rośliny, która kwitnie tylko pod koniec miesiąca w określonych porach dnia – rośliny, która postanowiła usadowić się właśnie w tym miejscu. Ziemia czy nie ziemia, co to za różnica gdzie wyrosła. Przynajmniej ją mam, a to najważniejsze.

- A to, że możemy nie przeżyć, to już tylko taka tam drobnostka.

- Oh Ren, tak się składa, że gdy układałem szczegółowy plan swojej śmierci, również nie znalazłem w nim miejsca dla ciebie i twojego zrzędliwego głosu. Zapisałem sobie w nim inne, zdecydowanie milsze rzeczy. Wspomniałem tam na przykład o miodzie. I teraz mamy miód, owszem. A przynajmniej ja. W swojej sakwie. No i rozmawialiśmy o nim wcześniej, więc jakaś część planu się sprawdziła. Co ja tam jeszcze zapisałem… aha! Chyba coś o tancerkach. Z tego, co wiem, miał załatwić je Nevra w zamian za spożycie odrobiny świeżej krwi z mojego jeszcze ciepłego ciała. To się akurat nie spełniło, ale mamy tutaj ciebie, więc a nuż jeszcze będzie można zaliczyć ten punkt. W sensie ten dotyczący tancerek, nie Nevry pijącego krew, ani tym bardziej ciebie pijącej moją krew, bo tego bym chyba nie zniósł.

- Za jakie grzechy…

- Ha, tu akurat jesteśmy podobni! Też ciągle to powtarzam.

- …

- …

- Próbowałeś tam dosięgnąć?

- Co najmniej parokrotnie.

- Ugh. Przecież musi być jakieś wyjście…

- Czekanie.

- Myślisz, że ktoś wkrótce po nas przybędzie?

- A mam być szczery czy miły?

- Ty? Miły?

- Ha. Tu mnie masz. Nie wiem. W sumie to w to wątpię. Na pewno nie przyślą kogoś tak od razu, będzie musiało minąć trochę czasu zanim się zorientują.

- Eh.

- …

- …

- Nie chuchaj tak na mnie więcej.

- Co? Ale… oh.

- Znowu to zrobiłaś.

- Nie moja wina, że siedzisz tak blisko.

- Biorąc pod uwagę, że zapadliśmy się do jakiejś cholernej, miniaturowej jaskini pod drzewem, gdzie nie ma miejsca nawet na to, aby zmienić pozycję, to… tak, to nie jest twoja wina. Ani moja. To niczyja wina.

- Wow. Skąd ta nagła wyrozumiałość?

- Nie przyzwyczajaj się. Po prostu jestem zmęczony.

- Mhmmm.

- Znowu to robisz.

- Co?

- Chuchasz.

- Przynajmniej jest ci trochę cieplej.

- Ren, leżę na tobie. Tu prawie brakuje powietrza. Naprawdę nie narzekam na zimno.

- Nie musisz mi o tym przypominać.

- …

- …

- …

- Chcę stąd wyjść.

- Ja też.

- Ręka mi zdrętwiała.

- To ją przesuń.

- Problem w tym, że nie mogę.

- Chodzi ci o twoją prawą rękę?

- Tak.

- …to fakt, lepiej jej nie przesuwaj.

- …

- …

- To… trochę niezręczne.

- Niezręczne? To nie moja ręka znalazła się przy moim… oh, na bogów.

- EZAREL.

- Odsuń się.

- …jak?

- Proszę. Naprawdę proszę.

- Czy ty właśnie…

- Zamilcz.

- Ja chyba śnię. To nie dzieje się naprawdę.

- A więc pojawiam ci się tylko w tego typu snach?

- …

- Na Wyrocznię. Po prostu… po prostu niech to się już skończy.

~*~

- …

- …

- Ez?

- Hm?

- Boję się.

- Mnie?

- Ciebie najbardziej.

- Spokojnie, nie zarażam.

- Chyba mam klaustrofobię.

- Klaustro-co?

- Klaustrofobia. To taki lęk przed przebywaniem w małych pomieszczeniach.

- Oh. Nie rozumiem was.

- „Was"?

- Was. Ludzi.

- Dlaczego?

- Jaki sens ma przypisywanie lękom konkretnych nazw? To pewnie tylko wzmaga strach u innych. Bo nawet jeśli ktoś nie widział o istnieniu jakiegoś lęku, to, odkąd o nim przeczytał, mógł sobie wmówić, że jednak go odczuwa.

- To tak nie działa, Ez.

- A ja myślę, że przejawiacie wysoką skłonność do wyolbrzymiania, wymyślania, dramatyzowania i tworzenia sobie bezsensownych problemów.

- Tak. Ja największą. Wyobraziłam sobie na przykład uprzejmego, niebieskowłosego elfa. Zupełnie nieprawdopodobne, wręcz chore, nie sądzisz?

- Mi taki elf wydaje się być całkiem prawdopodobny.

- A jak dla mnie myślenie o tym elfie w takich kategoriach zahacza o chorobę psychiczną.

- Może go po prostu nie poznałaś.

- A może on nie dał się do końca poznać.

- A może nie miał po co.

- To może nie powinien się dziwić, że ludzie mają o nim takie zdanie jakie mają, skoro na co dzień próbuje udawać, że jest ponad zwykłymi śmiertelnikami. To nie działa.

- To skoro tak ci to przeszkadza, to dlaczego wciąż zatruwasz mu cztery litery?

- …

- …

- …

- …

- …

- Myślę, że to nie jest najodpowiedniejsza pora na obrażanie się na siebie.

- Jakie obrażanie? O czym ty znowu mówisz?

- Oh, nie zachowuj się jak dziecko. Wiem, że poczułaś się urażona. Posłuchaj – wykombinujemy coś i szybko się stąd wydostaniemy. Bez pretensji i zbędnych dyskusji. Pomyśl tylko: jak już stąd wyjdziemy, to będziesz mogła do woli zawracać mi tyłek.

- Aktualnie marzę tylko o tym, aby ci w niego porządnie nakopać.

- To też będziesz mogła zrealizować, spokojnie. Ale najpierw musimy stąd wyjść. W obecnej pozycji trochę ciężko byłoby ci to zrobić.

- Heh.

- Ren.

- …

- Nie chuchaj.

~*~

- No i świetnie.

- Słuchaj, próbowałem, tak?

- I tym sposobem mamy jeszcze mniejsze szanse na przeżycie tego wszystkiego. Dobrze wiedziałeś, że nie powinieneś tego robić!

- Jakoś nie oponowałaś, gdy mówiłem, że spróbuję!

- BO NIE WIEDZIAŁAM, ŻE ZAWALISZ ŚCIANKĘ OBOK.

- Nie drzyj się.

- JAK MOŻESZ… BYĆ TAK… AAAAAAGGGGGGGGGHHHHHHHHHH.

- Ren. Zamknij. Się.

- Jesteś kompletnie bez wyobraźni! Jesteś… jesteś…

- Mam naprawdę dobry słuch. Nie odbieraj mi tego.

- Ja… UGH. Nienawidzę cię. Naprawdę. Z całego serca.

~*~

- …

- …

- …

- …

(jednocześnie)

- Przepraszam.

- Oh.

- Dobra, to było całkiem zabawne.

- Tak. Udało nam się.

- Tak.

- …

- …

- To może… zagramy w coś?

- Grać? Tutaj? Ren, ja naprawdę próbuję traktować cię jako inteligentną i rozumną istotę, ale…

- Oh, ty naprawdę nie masz wyobraźni. Chodzi o takie słowne gry. Na przykład gra w prawdę. Jest jeszcze wersja z wyzwaniem, ale obawiam się, że w obecnej sytuacji ciężko byłoby nam je wykonywać.

- Mhm. I na czym polega ta cała gra w prawdę?

- Zadajemy sobie nawzajem pytania i musimy na nie szczerze odpowiadać.

- I to ma być gra? Bardziej przypomina rozmowę.

- I to TY próbujesz traktować MNIE jako rozumną istotę. Ezarel, jesteśmy uwięzieni w jakiejś dziurze, gdzie nie możemy się nawet ruszać. To naprawdę…

- Dobra, dobra! Możemy zagrać. Może śmierć nadejdzie szybciej.

- Ez, to nie jest śmieszne. To jest tragiczne.

- Jak cała nasza znajomość. No, to kto zaczyna?

- Ja.

- Dlaczego ty?

- A dlaczego nie?

- Niech zaczyna starszy.

- Skąd wiesz, że nie jestem od ciebie starsza?

- Kochana, mam jakieś sto dziewięćdziesiąt lat. Naprawdę wątpię, abyś była ode mnie starsza.

- Mentalnie zdaję się być.

- Ile ty właściwie masz lat?

- Sto dziewięćdziesiąt jeden.

- Tyle to ty możesz mieć co najwyżej pieluch, gówniarzu.

- Uroczy jak zawsze. No dobra, to ja zaczynam.

- Jakbyś nie zauważyła, to ja zacząłem. Moje pytanie było pierwsze.

- Niby które?

- No, te o wiek. O, znowu moja kolejka! No dobra, to…

- Hej!

- Dobra, dobra. Pytaj.

- Dlaczego jesteś takim chamem?

- Nie jestem chamem. Po prostu traktuję ludzi na odpowiednim dla nich poziomie.

- Takie odpowiedzi się nie liczą.

- Mieliśmy odpowiadać szczerze. To jedyna zasada, o jakiej mówiłaś. No, to teraz ja. Dlaczego wszędzie za mną łazisz?

- Przecież nigdzie za tobą nie łażę.

- Pragnę ci przypomnieć, że gdyby nie to, że podeszłaś do mnie podczas gdy zrywałem tamtą roślinę, to nie znaleźlibyśmy się tutaj, pod ziemią. Albo przynajmniej nie oboje z nas.

- To jeszcze nie znaczy, że łażę za tobą wszędzie. Chciałbyś, aby tak było, wiem. A wiesz czemu? Bo lubisz szukać atencji, której dotychczas tak mocno ci brakowało. Zdążyłeś już zamęczyć sobą wszystkich z KG, a teraz, odkąd się pojawiłam, ponownie masz okazję zadręczać kogoś swoimi monologami pełnymi jadu i niechęci do wszystkiego, co nie jest tobą. Tak to właśnie z tobą jest, Ez.

- Hm, powiedzmy, że to w miarę satysfakcjonująca odpowiedź. Teraz ty.

- I… to tyle? Nie masz nic do dodania? Żadnej ciętej riposty na temat mojej inteligencji czy rasy?

- Nie.

- Hm. Okey. To…

- Zadałaś trzy pytania naraz, na które odpowiedziałem. Teraz ja.

- Co?

- Czwarte pytanie. Ominęłaś już cztery kolejki, kochanie. Teraz pora na moje cztery pytania.

- Zapomnij. Dlaczego zawsze nosisz włosy związane w kucyk?

- Serio?

- No.

- Ze wszystkich pytań, jakie mogłaś mi zadać, zadajesz… zadajesz właśnie to?

- A dlaczego nie?

- Eh. Wtedy tak nie przeszkadzają.

- Ale nadal śmierdzą.

- Co?

- Leżysz na mnie, Ez. W dodatku mój nos znajduje się tuż obok twojego policzka i włosów. Dotychczas to ignorowałam, ale już dłużej nie wytrzymuję. Twoje. Włosy. Capią.

- Cóż. Chuchanie nie pomoże ci odgonić tego zapachu. To czysta alchemia.

- Nie wydajesz się tym zbytnio przejmować.

- Gdyby zależało mi na tym, jak pachnę po wyjściu z laboratorium, to w ogóle bym do niego nie wchodził.

- Ewelein to nie przeszkadza?

- Ewelein… co?

- Czy jej to nie przeszkadza.

- A niby dlaczego miałoby to jej przeszkadzać?

- Zdajecie się spędzać ze sobą dużo czasu.

- Oh. Jest… miła.

- I ładna.

- Też.

- Lubisz ją.

- Tak.

- Mhm.

- Jesteś zazdrosna o Ewelein?

- Co? Nie.

- Nie gramy dalej.

- Co? Dlaczego?

- Bo złamałaś podstawową zasadę.

- Ale…

- Skłamałaś.

- Ja… co…

- Wygrałem, Ren.

- …

- Co wygrałem?

- Oh, zamknij się.

- Wiesz co?

- …

- Też czasem jestem o ciebie zazdrosny.

- …

- Leiftan zdaje się cię lubić.

- …

- …

- Ja też go lubię.

- Tak jak ja Ewelein. Nie zmienia to faktu, że jesteś o mnie zazdrosna.

- A ty o mnie.

- I jesteśmy kwita. Tak czy siak, wygrałem. Po powrocie gotujesz mi obiad.

- Suchego makaronu nie trzeba gotować.

- Ah, uwielbiam to, jak dobrze mnie znasz.

~*~

- Ez, Ren! O rany, znalazłam ich! MIIKO, SĄ TUTAJ!

- Ykhar?

- O boże, Ykhar! To naprawdę ty?

- Tak! Szukaliśmy was od jakiś dwóch godzin!

- O boże. Tak się cieszę!

- Już was wyciągamy!

- Oh, jak dobrze… jak dobrze.

8

part two to ‘Polish cases are not as bad as everyone makes them out to be’ (part one here). Though I feel like people may question the title after reading the locative slides…

If you don’t really get the locative, don’t worry. You’ll find yourself in good company, and until it kind of sinks in, my recommendation is to just add -u or change the ending to -u. Polish people will completely understand if you say 'w teatru’ or 'w kartu’ (or at least, I should hope they would!) and are likely to correct you (so you will learn!), and you will actually get it right a fair amount of the time.

once again, corrections are encouraged!

Wear it like a crown - Część 6.2

Ten rozdział miał pojawić się trochę później, jednak tłumaczenie jest znacznie ciekawsze niż uczenie się na egzamin z pedeutologii lub pisanie pracy zaliczeniowej :D Mam nadzieję, że Wam się spodoba ;) Trzymajcie się cieplutko xx




Miał włosy w ustach? I Boże, na pewno nie było jeszcze siódmej, ale poprzedniej nocy zapomnieli zaciągnąć zasłony, więc było zbyt jasno, zbyt ciepło i tak, w jego ustach były włosy. Ostra woda kolońska. Zayn.

Harry przesunął się i wpadł na Nialla, który mruknął z niezadowoleniem i machnął ręką bez budzenia się. Zadziwiająco udało mu się trafić w szczękę księcia.

Pocierając obolałe miejsce, Harry wstał z łóżka i stał w nogach przez kilka sekund, starając się rozbudzić swój umysł. Szklanka mleka. Może wtedy udałoby mu się złapać kilka dodatkowych godzin snu, ponieważ była… och, naprawdę? Kilka minut po szóstej? Zdecydowanie za wcześnie.

Zapowiadał się ciepły poranek. Książę nie pofatygował się nawet, by założyć koszulkę. Wychodząc z sypialni, starał się być cicho, żeby nie obudzić Louisa i Liama. Przypomniał sobie, dlaczego ta dwójka pozostała na noc i to podsunęło myśl, że będzie musiał przejść dzisiaj kolejną rundę przygotowań do wywiadu. Nie ma co ukrywać, wczoraj był kompletnie do bani. Jeśli nie zdobędzie nagłego uderzenia inspiracji…

Keep reading

Wear it like a crown - Część 4.1

Nika: Witajcie! :) Wybaczcie, ale następna część dopiero za cztery tygodnie :) Lutowe wieczory muszę poświęcić na naukę, ponieważ czekają mnie cztery trudne egzaminy :) Miłego czytania! :)




Harry obudził się potwornym bólem głowy, tak jakby miał kaca.

Mimo że wypił tylko jeden kieliszek wina do wczorajszej kolacji, jego głowa pulsowała w rytm serca. Spał niespokojnie,wyrywając się ze snów, w których ktoś do niego strzelał oraz w których było słychać dzwony i szczekanie psów, coś jak wezwanie do polowania.

Nie musiał tego robić. Nikt nie zmuszał go do ujawnienia się. Gdyby w tym momencie zadzwonił do Louisa i powiedział mu, żebydał sobie z tym spokój, nie musiałby zmierzyć się z rzeczywistością, niemusiałby rozważać możliwych scenariuszy. Pewnie, wyszedłby na tchórza, a jego mama oraz Gemma byłyby bardzo rozczarowane. Natomiast Niall i Zayn powiedzieliby „Zrób to, co uważasz za słuszne”, co było ich reakcją, kiedy Harry poinformował ich, że być może wyjdzie z szafy.

Ale tu nie chodziło o innych, prawda?

Cóż, chodziło. Ale tylko częściowo.

Keep reading

Twink of the week

Tytuł: Twink Of The Week [LINK DO ORYGINAŁU]

Autor: Petiite

Opis: Harry Styles zostaje nową, atrakcyjną gwiazdą porno, gdyż jest to jedyny sposób, dzięki któremu udaje mu się związać koniec z końcem. Szybko zyskuje lojalnych zwolenników, w tym jednego, dość obsesyjnego, ukrywającego się pod pseudonimem LTommo. W ciągu dnia pracuje w kawiarni i stara się ukryć swoją drugą tożsamość. Szybko poznaje pięknego chłopaka o imieniu Louis, który lubi zbyt dużo śmietanki w swojej herbacie.

Od tłumaczki: Więc ruszamy z nowym opowiadaniem! Tym razem postanowiłam przejąć tłumaczenie od Natalii, która postanowiła komuś je przekazać :) Mam nadzieję, że nie zepsuję go zbytnio xd Nie wiem kiedy dokładnie pojawi się nowy rozdział, postaram się żeby to było w tym tygodniu. Tak samo mam zamiar dodawać jeden rozdział co tydzień, jeszcze nie wiem jaki to dokładnie będzie dzień, okaże się w praniu :) 

Keep reading

I’ll find you - rozdział 11

Tytuł: I’ll find You
Pairing: Larry Stylinson, Zouis
Opis: Louis nigdy nie należał do najkulturalniejszych nastolatków. Od dziecka marudził i wszystkiemu się sprzeciwiał, a jedyną osobą, której słuchał był jego piętnastoletni przyjaciel Harry. Chłopcy znają się od dziecka, wiedzą o sobie wszystko, ale dopiero tego lata zbliżają się do siebie jeszcze bardziej. Wszystko komplikuje się, gdy ich wakacje niespodziewanie się przedłużają, a na drodze zaczynają pojawiać się przeszkody. Zostają rozdzieleni, a później nic już nie jest takie samo.
+ od przyjaźni do miłości, przygoda, syndrom sztokholmski, czułości, parę przekleństw i kultura arabska

» wszystkie części «

Keep reading

Speech Therapist- rozdział dziewiąty

Od Autorki: Przed wami długo wyczekiwany rozdział, mam nadzieję, że się nie zawiedziecie. Za sprawdzenie dziękuję Wiktorii :) Miłego czytania:) Rozdział jest naprawdę długi:)

~~~~~~~~

Louis unikał swojej rodziny i przyjaciół od dobrego tygodnia i musiał przyznać, że nie czuł się z tym tak źle. Dobrze, może trochę stęsknił się za rozmowami przy herbacie z mamą, wygłupami z Ernestem i nic nie wnoszącymi, ale jakże relaksującymi dyskusjami z siostrami. Nawet odrobinkę, ale tylko odrobinkę, zatęsknił za wiecznie rozsądnym i upominającym go Liamem, którego czasami uważał za strażnika moralności. Jedyną osobą, z którą widywał się prawie że codziennie był Zayn oraz oczywiście Rachel i Louis mógł stwierdzić, że tych dwoje miało go, delikatnie mówiąc dość i może, ale tylko może stęsknił się troszkę za Harrym. Tak, Harrym, starał się nazywać go po imieniu, jak na razie udawało mu się to tylko w myślach, ale cóż starał się, nie możecie mieć do niego pretensji.

Keep reading

Twink of the Week - Rozdział 32.

Tytuł: Twink Of The Week [LINK DO ORYGINAŁU]

Autor: Petiite

Opis: Harry Styles zostaje nową, atrakcyjną gwiazdą porno, gdyż jest to jedyny sposób, dzięki któremu udaje mu się związać koniec z końcem. Szybko zyskuje lojalnych zwolenników, w tym jednego, dość obsesyjnego, ukrywającego się pod pseudonimem LTommo. W ciągu dnia pracuje w kawiarni i stara się ukryć swoją drugą tożsamość. Szybko poznaje pięknego chłopaka o imieniu Louis, który lubi zbyt dużo śmietanki w swojej herbacie.

***

Ledwo dotarliśmy do mieszkania, a już nasze ręce były na ciele drugiego. Louis przycisnął mnie do drzwi, odkluczył je i zrzucił torbę z mojego ramienia.

- H-Harry – wyjąkał, likwidując przestrzeń pomiędzy naszymi ustami. Z desperackim jękiem, poruszyłem się do przodu i wplątałem palce w jego włosy. Założył ręce na moje ramiona, pogłębiając pocałunek.

Chwyciłem jego koszulkę, przyciągając go do siebie i skomląc. – S-Sypialnia – powiedziałem, czując jego usta, które wędrowały w dół mojej szyi, po czym odsunął się. Zrzucił swoje buty i kurtkę, tak samo ja, po czym Louis z lekkim westchnięciem dał się poprowadzić wzdłuż korytarza do jego sypialni. Opadł na materac, jego źrenice były szerokie, a usta czerwone, kiedy drapał paznokciami pościel. Rozpiąłem swoją koszulę, po czym wczołgałem się na niego.

- Kurwa, Harry – jęknął Louisa, unosząc rękę, aby dotknąć mojej nagiej piersi. Poczułem iskry, gdy jego skóra dotknęła mojej i zniżyłem się, aby ponownie go pocałować. Jego język wtargnął do moich ust, zanim nie chwycił moich bioder i nagle zamieniliśmy się miejscami. Zakwiliłem, kiedy przygryzł skórę na mojej szyi, zostawiając tam lekki znak. – Chcę-mogę? – wydyszał w moją klatkę piersiową, liżąc kółko dookoła mojego sutka.

Keep reading

Cmentarz zapomnianych książek - One shot

Tytuł: “Cmentarz Zapomnianych Książek”

Autor: Bumblledi

Paring: Larry Stylinson

Ilość słów: 21 446

Fabuła: Gdy miałem dziesięć lat, tata zabrał mnie do miejsca zwanego Cmentarzem Zapomnianych Książek. Gdy tam szedłem, mama powiedziała mi, że to co tam znajdę, zostanie ze mną na zawsze.  Gdy tam byłem, spotkałem chłopca o niebieskich oczach. Znalazłem książkę, a echo jej słów kroczyło za mną, jak cień. Gdy miałem szesnaście lat zrozumiałem ich znaczenie. Spotkałem tamtego chłopca ponownie, poznałem jego imię i chciałem poznać jego historię. Nie wiedziałem, jakie tajemnice skrywa i miałem nadzieję, że pozwoli mi je poznać. Gdy zacząłem odkrywać jego świat rzeczy, które myślałem, że nie istnieją, stawały się realne. Powoli rozumiałem, że książka, którą miałem w rękach przez ponad sześć lat, jest prawdziwa i miałem nadzieję, że tym razem skończy się inaczej.

Inspirowane książką „Cień Wiatru”

Za wykonanie bannera dziękuje ślicznie itsgettingheavier xx

Od Autorki: W końcu udało mi się go skończyć, yay! Bardzo długo zajęło mi pisanie go, sama jestem zaskoczona, że aż tyle. Mam tylko nadzieję, że nie popsułam tego shota. Był to bardzo spontaniczny pomysł, a zapowiedź Wam się podobała, dlatego liczę na opinie na temat tego tekstu. To dla mnie naprawdę ważne, dlatego piszcie, co myślicie! :)

P.S. Jeżeli ktoś z Was chciałby czytać tego shota nocą, przy zgaszonym świetle, moja rada - zapalcie sobie lampkę! :)

Uwaga! Wydarzenia oraz informacje zawarte w tym tekście, są tylko i wyłącznie fikcją literacką. Żadne z tych zdarzeń nie miało miejsca w rzeczywistości, a zbieżność osób i nazwisk jest przypadkowa.

Nie przedłużając, miłego czytania! :) xx

~~~

„Sekret wart jest tyle, ile warci są ludzie, przed którymi powinniśmy go strzec.“

|CZK|

Londyn, rok 2004

Na dworze panował mrok, rozświetlany jedynie przez latarnie, gdy szedłem z tatą jedną z małych, Londyńskich uliczek. Wiatr muskał moją twarz sprawiając, że policzki rumieniły się od zimna, które ze sobą przynosił. Naciągnąłem czapkę szczelniej na uszy pragnąc odseparować je od chłodu, który panował na dworze.

Rozejrzałem się dokoła, próbując zobaczyć gdzie idziemy, ale okolica była mi nieznana. Mocniej ścisnąłem dłoń taty, który cały czas trzymał mnie za rękę sprawiając, że pomimo ciemności i mroku, który mnie otaczał, czułem się bezpiecznie.  Spojrzałem w górę, na bezchmurne niebo, pokryte plejadą jaśniejących gwiazd, a następnie na księżyc, którego rogalik rozświetlał ciemny ocean. Świecił jasno, a jego blask mieszał się z tym, który towarzyszył latarnią poustawianym wzdłuż chodnika i rozświetlał drogę, którą szliśmy. 

Spojrzałem na tatę, który z nieodgadnionym dla mnie wyrazem twarzy, prowadził nas na przód. Zastanawiałem się o czym myśli, gdzie nas prowadzi, co chce mi pokazać. Byłem dzieckiem i byłem bardzo zaciekawiony tym, gdzie idziemy. Tata nie chciał mi nic powiedzieć, mówiąc, że to sekret i wiedziałem, że musze poczekać, bo jak mówił, każda tajemnica ma swój czas, a ja miałem nadzieję, że czas mojej tajemnicy szybko dobiegnie końca.

Gdy kilka chwil później zatrzymał się, moim oczom ukazała się niewielka brama. Przeszliśmy przez jej próg, zamykając za sobą drzwi i kierując się w głąb wąskiej uliczki. Doszliśmy do niewielkiego budynku nad drzwiami którego wisiał szyld, z którego mogłem odczytać, że miejsce do którego się udajemy to księgarnia. Nic z tego nie rozumiałem, ale wiedziałem, że musze poczekać, dlatego nie pytałem, choć ciekawość wzrastała we mnie z minuty na minutę, próbując się wydostać.

Weszliśmy do środka, a zapach starych książek i kurzu od razu dosięgnął mojego nosa. Lubiłem książki. Odkąd tylko pamiętam tata czytał mi je na dobranoc. Czasem też siadaliśmy popołudniem na kanapie i tata czytał je dla mnie, a każda z nich była jak nowa przygoda. Zabierała mnie w swój świat, oczarowywała jego wyjątkowością i pięknością. Słowa tworzyły obrazy w mojej głowie, pełne kolorów i światła, a za każdym razem gdy tak się działo miałem ochotę na więcej, więc każdego dnia tata czytał mi trochę, bym mógł znów zatopić się w słowach.

Po chwili podszedł do nas mężczyzna, który uścisnął dłoń mojego taty, uśmiechając się przy tym. Byli przyjaciółmi, wiedziałem to, ponieważ wiele razy ten mężczyzna przychodził do nas na kolacje i zawsze toczyli z tatą długie rozmowy przy herbacie i ciastkach.

- Witaj Harry. – powiedział i skierował ku mnie swoją dłoń, którą uścisnąłem. – Gotowy, by poznać tajemnice tego miejsca?

Kiwnąłem głową na znak zgody i uśmiechnąłem się szeroko, nie mogąc powstrzymać radości, która wypełniała każdą cząstkę mojego ciała. Spojrzałem na tatę, który uśmiechał się do mnie szeroko i puścił moja dłoń, pozwalając ruszyć za mężczyzną, który prowadził mnie przez labirynt książek. Gdy weszliśmy w jego głąb zatrzymał się, a ja stanąłem tuż obok niego, czekając na wyjaśniania.

- Domyślasz się gdzie jesteśmy, Harry? – zapytał, odwracając się w moją stronę.

- W księgarni. – odpowiedziałem od razu, na co mężczyzna uśmiechnął delikatnie. 

- To coś więcej niż księgarnia, Harry. – rzekł. – Jesteśmy w miejscu zwanym Cmentarzem zapomnianych książek.

Keep reading

Ksiądz Kto?

A Pozzitive Production by the TVP

W poprzednim odcinku

Po przerwie na ekrany polskich telewizorów wchodzi nowy sezon kultowego serialu „Ksiądz Kto?”.

Zima w Mofacinach upłynęła pod znakiem walki z bezbożnym lodem na schodach kościoła i równie bezbożnymi zakusami parafianki Klary na ekscentrycznego Księdza. Klara jest czymś więcej niż się wydaje – pod przebraniem korepetytorki dzieci miejscowego fabrykanta lodów kryje się pyskata ziomalka z blokowiska. Ksiądz odkrywa to, gdy dziewczyna krytykuje jego umiejętności parkowania. Słowa „Joł, prosz’ księdza, kijowo ksiądz zaparkował KONFESJONAŁ, będzie Karna Trzepaczka” w połączeniu z modnym czerwonym dresem wzbudzają w nim podejrzenia.

Ksiądz przeparkowuje KONFESJONAŁ (Kościelny, Orbitujący, Niekoniecznie Fizycznie Egzystujący Seksownie Jedyny Obiekt Niebieskiej Astralnej Łaski) na jego właściwe miejsce w kościele. Postanawia przeprowadzić śledztwo w sprawie podwójnego życia swojej parafianki, kieruje się więc do lumpeksu prowadzonego przez Różę Tylińską, jedną z najstarszych członkiń kółka różańcowego. Ta nie jest mu w stanie pomóc, jednak wychodząc, Ksiądz dostrzega na półce zakurzony zegar z kukułką i postanawia przybić go na drzwiach kościoła. Ma nadzieję, że dzięki tęczowej tarczy, logo znanej firmy Chwileczka i kukułce o nieokreślonej płci zegar będzie działał jako detektor podejrzanych zjawisk. Nie przewiduje jednak, że spotka się to z dezaprobatą ze strony diecezji: biskup Galiński i jego sekretarz Frej obawiają się, że zegar przyciągnie złowrogiego potwora Gendera, o którym nikt co prawda nie ma pojęcia, jak wygląda (jak w każdym porządnym serialu SF nie dysponującym budżetem na efekty specjalne, potwora nie uświadczy się nawet patrząc kątem oka), ale który budzi powszechną grozę.

I tak istotnie się dzieje: w Mofacinach dochodzi do szeregu niewyjaśnionych zjawisk. Bojówkarze prawicowej partii Daleko od Sodomy spotykają się przy herbacie, staruszki organizują rozruchy, a kury się nie niosą – Ksiądz musi więc przestać stalkować Klarę i zająć się bieżącymi problemami parafii. W KONFESJONAL-e znajduje pustą karafkę po winie mszalnym i odkrywa, że patrząc przez jej denko, może zobaczyć pozostawiane przez potwora Gendera tęczowe ślady. Prowadzą one prosto do tajnego centrum dowodzenia światem złowrogiego wójta Masztalskiego, które mieści się na strychu miejscowej remizy.

Ksiądz zakrada się do remizy i zauważa, że wójt Masztalski mizia Gendera pod bródką. Okazuje się, że próbował przygarnąć go jako zwierzątko domowe, ale znalazł się pod jego wpływem: zgolił brodę, by wydawać się mniej męski. Ksiądz również ulega wpływowi Gendera. Ściąga swój czerwony turban i już ma go zastąpić wiankiem, gdy w ostatniej chwili rozlega się dźwięk organów i materializuje się KONFESJONAŁ, z którego wypada Ryfka Singer uzbrojona w soniczne kropidło. Na ten widok potwór Gender znika w chmurze tęczowego brokatu. Spokojni o los Mofacin, Ksiądz i Ryfka znikają w KONFESJONAL-e, by udać się na planowany od dawna piknik nad Jeziorem Cichym.

Nie spodziewają się, że piknik okaże się tak bogaty we wrażenia…

Z pozdrowieniami dla fandomu - Ancamnarvienn i Lierre.