for konika

anonymous asked:

PROMPT! Larry w koncepcji Westernu – Louis jest szeryfem, a Harry niegrzecznym kowbojem, z którym Louis pozostaje w konflikcie. Barman Niall upija ich w saloonie i za sprawą alkoholu, szeryf Louis i kowboj Harry lądują w biurze szeryfa, gdzie Louis uczy go, jak dosiadać konika… Koniecznie kajdanki!

Od autorki: To mój pierwszy prompt, więc mam nadzieję, że nie zawiodłam. Wiem, że jest dość długi (1500słów) ale nie dało się tego w żaden sposób skrócić.
I dla czystej formalności: opowiadanie zdecydowanie +18 :)


________________

- Niall, bądź tak miły i nalej mi proszę kolejnej whiskey z lodem, bo wyczuwam zbliżające się kłopoty! – mówię głośno, poprawiając automatycznym ruchem ręki dużą, złotą gwiazdę szeryfa, przypiętą do mojej klatki piersiowej, gdy widzę, jak próg saloonu przekracza sam Harry Styles – znienawidzony przeze mnie kowboj, słynący z tego, że jeszcze nigdy nie udało mi się go przyłapać na przestępstwie, które z całą pewnością popełnił. Stukając swoimi drogimi ostrogami, posyła mi zaczepny uśmiech i mruga w moim kierunku, a potem zajmuje wolne miejsce przy barze, wyciągając banknot z sakiewki, trzymanej w kieszeni skórzanej kurtki.

- Niall, zostaw to pieprzone whiskey. Kolejka tequili dla mnie i dla naszego kochanego szeryfa!  - zamawia, na tyle głośno, by słyszeli go wszyscy zgromadzeni w saloonie ludzie. Eleanor, znana na całe miasteczko prostytutka, odgarnia na plecy swoje długie, brązowe włosy, zaplecione w gruby warkocz, by uwydatnić swoją klatkę piersiową, przyglądając się nam uważnie. Prostuję plecy i kiwam głową w kierunku zielonookiego, przyjmując tym samym jego wyzwanie.

Blondwłosy barman uśmiecha się z zadowoleniem, wiedząc, że szykuje się mały pojedynek, oznaczający dla niego spory zarobek, zwłaszcza, jeśli bierze w nim udział szeryf i jego największy wróg. Chrząkam cicho, obserwując, jak stawia przed nami trzy niewielkie kieliszki i choć wierzę w jego uczciwość, nie mogę się opanować i kątem oka sprawdzam, czy nalewany przez niego alkohol zostaje podzielony równo.

- Do dna, szeryfku! – śmieje się Styles, a ja krzywię się mimowolnie na to zdrobnienie i niczego jednak nie komentując, szybko biorę w dłonie jeden z nich. Ostry zapach drapie mnie w gardle, ale ignoruję to, jednym haustem wlewając w siebie pierwszą palącą porcję tequili. Z zadowoleniem zauważam, że odkładam szkło na blat jako pierwszy, co frustruje kowboja do tego stopnia, że nie czekając na mnie, sięga po kolejny szot. Uśmiecham się do siebie. W ostatecznym rozrachunku to ilość, a nie szybkość się liczy.

Keep reading