era:oneshot

The Party Don't Start Till I Walk In

Phil didn’t really like to go out to gatherings all too often, mainly because he was content with sitting at home with Dan, spending lazy mornings together watching cooking shows and sipping tea.

They were always too busy to go out as well, seeing as they not only had to create and edit videos, but they also had to work at the BBC some days, not to mention that they were afraid someone might find out that they’re together.

Dan decided that they needed to socialize, however, and so he planned a YouTube gathering of his own; in their flat this time.

Keep reading

Love is blind - Larry Stylinson oneshot [tłum.]

Tytuł: Love is blind (Miłość jest ślepa)

Oryginałtutaj

Autorkalouisstoleharrysvirginity

Tłumaczka: May (@ops_and_hi)

Betabe-my-tired-pony

Pairing: Larry Stylinson

Liczba słów: 13 292

Opis: Harry i Louis są przyjaciółmi od urodzenia. Harry jest niewidomy, ale Louis nie ma nic przeciwko by opisywać mu kolor nieba czy zieleń jego tęczówek. Jednak Harry woli poznawać przez dotyk niż przez próby wyobrażenia sobie tego, a dotykać Louisa lubi bardziej niż cokolwiek innego.

Zgoda na tłumaczenie: jest ofc!

Ostrzeżenie: Opowiadanie porusza tematykę homoseksualną, zawiera sceny +18. Czytasz na własną odpowiedzialność.

One shot powstał pod wpływem tego video (jeśli chcecie obejrzeć to w opcjach można ustawić język angielski, ewentualnie jeszcze francuski, hiszpański i turecki, polskiego niestety nie ma).

Od tłumaczki: Hejka kochani! Zapraszam was na „Love is blind”, mam nadzieję, że się spodoba! Dajcie znać co myślicie. I mam do was pytanko… Chcielibyście, żebym przetłumaczyła wam w grudniu świątecznego oneshota? Już mam parę na oku, więc dajcie znać czy chcecie. No to teraz nie zostaje mi nic innego jak…

Enjoy!

* * *

- Louis? Lou… Gdzie jesteś? – Harry jęknął cicho, marszcząc brwi, kiedy ostrożnie i powoli obracał się wokół własnej osi. Wyciągnął swoje długie ramiona, by uchronić się przed uderzeniem w ścianę lub meble. Miękki chichot doszedł z jego prawej strony, około dwóch metrów dalej, jak zauważył Harry, więc obrócił się szybko, wyciągając ręce w kierunku siedemnastoletniego chłopaka, gdyż wiedział, że tam stoi.

- Tutaj – wymamrotał uspokajający, znajomy głos. Louis wziął rękę Harry’ego w swoje mniejsze dłonie, podchodząc krok bliżej do swojego kręconowłosego przyjaciela. Drugą ogromną dłoń umiejscowił na swoim ramieniu by pomóc mu utrzymać równowagę. – Jestem tutaj, wszystko w porządku.

Harry westchnął, w pół z ulgi, w pół ze zdenerwowania. Pozwolił dłoni, która spoczywała na ramieniu chłopaka, powędrować do jego policzka, który pogłaskał lekko. Poczuł uśmiech pod opuszkami palców.

- Co u licha sobie myślałeś, ty durniu, przemeblowując swój cały pokój? – zapytał zirytowany, wydymając lekko wargę. Poczuł jak uśmiech na ustach Louisa łagodnieje, więc rozluźnił swój własny wyraz twarzy, układając dłoń z powrotem na swoim zwykłym miejscu, na delikatnym ramieniu Louisa.

- Przepraszam – powiedział miękko Louis, prowadząc Harry’ego do stojącego w innym miejscu łóżka i pomagając mu usiąść koło poduszki, samemu siadając ze skrzyżowanymi nogami na samym jego środku, naprzeciw Harry’ego. Młodszy chłopak natychmiast przesunął się i skrzyżował nogi, jego lewe kolano uderzyło w kolano Louisa.

- Przepraszam – wymamrotał, czując jak jego policzki czerwienieją, kiedy zacisnął dłonie na obu kolanach Louisa by nie stracić równowagi.

- Nic się nie stało – powiedział Louis pogodnie, wyciągając rękę, żeby strzepnąć kręconego włosa z ciemnych dżinsów Harry’ego. 

- Co to było? – zielonooki chłopak zapytał leniwie, tak jakby zadawał to pytanie zbyt wiele razy w czasie swojej krótkiej egzystencji, co było prawdą.

- Miałeś włosa na nodze –odpowiedział łagodnie i cierpliwie Louis, ponieważ przyzwyczaił się do tego, że Harry pyta o takie małe rzeczy jak to.

Harry był niewidomy. Urodził się niewidomy, umrze niewidomy i musi żyć będąc niewidomym. On i Harry znali się od urodzenia, ich matki były najlepszymi przyjaciółkami od zawsze. Louis, w tamtym czasie dumny dwuletni berbeć, był bardzo podekscytowany ogromnym brzuchem Anne, nie przestawał głaskać go i paplać do płodu, jakim wtedy był Harry, niecierpliwiąc się by jego „nowy przyjaciel Harry”, jak nazywała go Anne, wreszcie się urodził. Kiedy to się nareszcie stało, zimnego 1 lutego, i kiedy Jay radośnie ogłosiła swojemu synowi dobrą wiadomość, Louis był najszczęśliwszym dzieckiem na świecie. Uwielbiał Harry’ego od pierwszego razu, kiedy go zobaczył i wycisnął mokry pocałunek na jego delikatnym czółku, patrząc głęboko swoimi niebieskimi oczami w te zielone należące do Harry’ego. Tego dnia, zarówno Jay jak i Anne nie mogły się spodziewać tego, co miało nadejść.

Dwójka chłopców była nierozłączna. Kiedy Anne po raz pierwszy odkryła z ogromnym szokiem, że jej syn jest niewidomy, Harry był tylko jednorocznym uśmiechniętym dzieckiem. Kobieta spędziła cały dzień płacząc. Jej maleństwo nigdy jej nie zobaczy, ani swojej siostry, ani swojego taty, i nigdy nie zobaczy też Louisa. Mały Louis zmarszczył mocno brwi, gdy jego mama powiedziała mu, tego samego dnia, że Harry nie może nic zobaczyć, próbując zrozumieć co to oznaczało i mając nadzieję, że nie zmieni to faktu, że on i kręconowłosy Harry byli najlepszymi przyjaciółmi. Zapytał swoją mamę, czy może wciąż się z nim bawić i ku zaskoczeniu Louisa, Jay wybuchła płaczem. Biedny, trzyletni Louis nie mógł pojąć wszystkiego od razu. Ale rozumiał coraz lepiej, kiedy mijały dni, tygodnie, miesiące. Zrozumiał, że Harry nie wiedział, kiedy podawał mu zabawkę, że Harry nie mógł tego zobaczyć, że zawsze musiał dotykać wszystkiego dwa razy dłużej niż Louis, ale to było w porządku. Louis nie miał nic przeciwko, nadal kochał Harry’ego. Małego Harry’ego z kręconymi włosami.

Kiedy Louis zaczął szkołę, oczywiście zdobył nowych przyjaciół, ale żaden z nich nie był mu tak bliski jak Harry. Trzyletni Harry mówił dużo, wolno i niepewnie, ale mówił i Louis, który był wielką gadułą, uwielbiał rozmawiać ze swoim przyjacielem. Z czasem zrozumiał, że musi podawać ciastko prosto do dłoni Harry’ego, zamiast tylko wyciągać dłoń, by sam sobie wziął, że musi wziąć dłoń Harry’ego w swoją własną, kiedy Jay i Anne brały ich na spacer, bo biedny Harry nie widział gdzie idzie, i że kiedy byli blisko schodów, musi trzymać dłoń Harry’ego mocniej w swojej, bo to było niebezpieczne, i nie mógł pozwolić mu się oddalić.

Kiedy Harry zaczął szkołę, było trudno. Był błyskotliwym pięciolatkiem, ale nie było to łatwe dla niewidomego dziecka. Miał swój własny, wyspecjalizowany podręcznik, napisany Braille’m i zajęło mu trochę więcej czasu niż normalnie by nauczyć się czytać, ale siedmioletniego Louisa nie obchodziło to. Był zafascynowany tym, jak Harry daję radę czytać konkretne słowa tylko za pomocą małych wypukłych kropek na białej kartce.

Liceum było trudniejsze dla Louisa niż dla Harry’ego. Kręconowłosy chłopak nauczył się wyśmienicie czytać Braille’m, był najlepszy w angielskim i potrafił zrozumieć matematykę i nauki ścisłe w tak szybkim tempie, jak Louis wkurzał się, kiedy jedna z jego sióstr brała coś, co należało do niego. Harry nigdy nie chciał nosić tych dziwnych okularów, które kupiła mu mama. Nienawidził ich i uważał, że są kompletnie bezużyteczne. Plus, Louis powiedział mu raz, że był jeszcze śliczniejszy, kiedy nic nie zasłaniało jego zielonych oczu. Miał też specjalną laskę do chodzenia, która pomagała mu poruszać się bez nieustannego wpadania na wszystko, ale ledwie jej używał. Louis zawsze był tam, żeby poprowadzić i uchronić go od wdepnięcia w psią kupę na chodniku. Plus, Louis rozmawiał z nim, więc był o wiele lepszą podporą niż ta dziwna, długa rzecz, której używał czasami, gdy Louisa nie mogło być przy nim. W szkole prawie wszyscy zaakceptowali go bez oceniania, jego koledzy z klasy byli na tyle uprzejmi by podnieść i podać mu ołówek, kiedy czasami upuszczał go na podłogę, i był im za to wdzięczny.

Codziennie po szkole, Louis spotykał Harry’ego przy jego szafce. Pomagał mu schować podręczniki, spakować plecak i zawiesić go na ramieniu chłopaka, zanim zamykał szafkę, chwytał jego dłoń i wyciągał go z budynku. Codziennie odprowadzał go do domu. I robił to odkąd miał dziewięć lat, pomagając małemu, siedmioletniemu Harry’emu przejść przez głośną ulicę, trzymając go mocno w opiekuńczym odruchu. Trzymanie się za ręce było czymś, co robili praktycznie od zawsze. To było tak naturalne, jak oddychanie, i nikt w szkole ich o to nie pytał, bo oni wiedzieli. Chłopcy nie mieli pojęcia, czy uczniowie wiedzieli, że Louis robi to instynktownie z powodu stanu Harry’ego, czy też dlatego, że między tą dwójką było coś więcej niż zwykła przyjaźń, ale nikt nigdy ich o to nie wypytywał.

A oni kochali siebie nawzajem. Bardzo. Louis kochał Harry’ego od kiedy pierwszy raz zobaczył wybrzuszenie w brzuchu Anne, a Harry kochał Louisa od kiedy pierwszy raz usłyszał jego głos. Rozmawiali o tym czasami, kiedy leżeli przytuleni na kanapie, oglądając – albo w przypadku Harry’ego, słuchając – film, mrucząc czułe sówka, szepcząc szczerze. Harry dziękował Louisowi za wszystko co dla niego zrobił, a Louis dziękował Harry’emu za zaufanie i za to, że był. Ale to było wszystko – nigdy nie pocałowali się, nie od kiedy sześcioletni Harry przypadkowo przycisnął swoje usta do ust Louisa, zamiast do jego policzka. Nie ważne jak bardzo Louis chciał przycisnąć własne wargi do pełnych, czerwonych warg Harry’ego.

- Zadałem ci pytanie skarbie, byłbym wdzięczny gdybyś zechciał odpowiedzieć – powiedział Harry w połowie sarkastycznie, a jego usta rozciągnęły się w uśmiechu, gdy poklepał lekko prawe udo Louisa. Louis zamrugał kilka razy, zmuszając się, by przestać gapić się na swojego przyjaciela, uśmiechając się przy tym się, ale chociaż był to szybki odruch, Harry poczuł to. Zawsze mógł to poczuć. To było tak, jakby od Louisa promieniowało coś, gdy się uśmiechał. Coś, co Harry mógł poczuć głęboko w sobie.

- Co to było, jeszcze raz? – zapytał Louis, gapiąc się w te zielone oczy, gdy one wpatrzone były w nicość, i tak naprawdę pamiętał o co pytał go Harry; chciał tylko usłyszeć jego głęboki głos.

- Twój pokój – zaczął wolno Harry, wskazując na ścianę i Louis uśmiechnął się. – Dlaczego wszystko pozmieniałeś? Teraz jestem zdezorientowany… – zakończył, wydymając wargę jak małe dziecko, i Louis chciał pocałować jego usta by przegonić ten grymas.

- Nie wiem – wzruszył ramionami, wplatając palce we włosy Harry’ego. – Potrzebowałem jakiejś zmiany? Przykro mi, że to cię zdezorientowało Harry, nie myślałem, że to tak bardzo będzie ci przeszkadzać…

Harry westchnął i pokiwał głową, zanim owinął palce wokół ud Louisa.

- Powiesz mi, gdzie teraz wszystko jest? – zapytał z nadzieją, gotowy by wysłuchać Louisa.

- Okej, więc tam… – zaczął Louis, chwytając delikatnie opuszkami palców brodę Harry’ego i nakierowując ją trochę we właściwym kierunku. – Drzwi. A zaraz tutaj. Po prawej… – kolejny zwrot, tym razem mniejszy. – Moje biurko. Z komputerem i krzesłem. A łóżko, to tak jakbyśmy byli teraz na tyłach pokoju. Kiedy wchodzisz, to pierwsza rzecz, którą widzisz.

Harry zachichotał. Louis uniósł brew.

- Co? – zapytał niepewnie.

- Nic, ty tylko powiedziałeś „to pierwsza rzecz, którą widzisz” – Harry chichotał, wyciągając na oślep rękę w kierunku policzka Louisa i głaszcząc go delikatnie.

- Och. Och, tak – starszy chłopak zachichotał nerwowo. – Przepraszam Hazza, nie chciałem -

- Och, zamknij się – uciszył go Harry, przyciskając smukły palec do ust Louisa. Były bardziej miękkie niż kiedykolwiek.

- Okej – Louis zgodził się, kiwając głową. Jego serce biło gwałtownie w klatce piersiowej, bo cholerny palec Harry’ego był na jego ustach, a on chciał tylko wystawić język i polizać go.

Pozostali cicho przez parę minut i Louis wiedział, że Harry próbował zapamiętać mentalnie, gdzie wszystko znajdowało się, kiedy on wpatrywał się w te zielone oczy czując się trochę winnym.

- Harry – powiedział po sześciu minutach, lub coś około tego.

- Hmm? – wymruczał, jego prawa dłoń wciąż spoczywała na udzie Louisa, podczas gdy prawa znajdowała się na jego własnym kolanie.

- Ja em… ch-chciałem zapytać czy-erm… – Louis jąkał się, patrząc w dół, mimo, iż wiedział, że Harry nie może go zobaczyć. – Chciałem cię o coś zapytać.

- Śmiało pytaj – kręconowłosy chłopak powiedział wolno, jego brwi były lekko zmarszczone.

Louis wciągnął głęboko powietrze.

- Ja-ja chciałem spytać, czy-czy chciałbyś pójść na, jak, no wiesz, na randkę? Ze mną? Dzisiaj wieczorem? Na pizzę? Czy coś? – wybełkotał szybko, wściekle rumieniąc się.

Brwi Harry’ego uniosły się do góry. Zacisnął lekko wargi, kąciki jego ust drgały w uśmiechu wykopując dołeczek w policzku.

- Na randkę? – powtórzył na wpół łagodnie, na wpół z podekscytowaniem. – Ze m-mną?

Serce Louisa roztopiło się na urok Harry’ego. Bardziej oczekiwałby czegoś w stylu: „Na randkę? Z tobą?”, a nie to, co Harry mu właśnie powiedział.

- Tak – powiedział miękko, wślizgując swoją małą dłoń na udo Harry’ego i przygryzając swoje usta. – Jeśli-jeśli chcesz oczywiście, znaczy -

- Jasne – przerwał mu Harry. – Tak oczywiście, chciałbym – powiedział radośnie, uśmiechając się szeroko. – To byłoby cudownie.

Louis wypuścił powietrze, ulga malowała się na jego twarzy i uśmiechnął się do Harry’ego. Harry mógł poczuć jego uśmiech.

- Świetnie…

Harry miał właśnie odpowiedzieć, kiedy pukanie do drzwi sprawiło, że oboje podskoczyli. Młodszy chłopak zwrócił twarz w kierunku dźwięku, a Louis wziął głęboki oddech, w duchu przeklinając tego, kto odważył się przerwać ich mały moment.

- Proszę – wymamrotał, opuszczając rękę na materac. Drzwi otworzyły się i Jay wetknęła przez nie głowę do pokoju, uśmiechając się przy tym. Jej uśmiech jeszcze poszerzył się, kiedy jej oczy spoczęły na dłoni Harry’ego, wciąż leżącej na udzie Louisa.

- Przepraszam, że przeszkadzam, skarby – powiedziała łagodnie i Harry poczuł jak ciało Louisa trochę spina się obok niego. – Chciałam tylko wiedzieć… Harry, zostajesz dzisiaj u nas na kolacji? Jeśli tak, to będziesz musiał siedzieć obok Daisy, w przeciwnym razie będzie smutna.

Harry uśmiechnął się do niej, bo wiedział, że Jay też się uśmiechała. Zawsze brzmiała tak, jakby na jej twarzy widniał uśmiech. Cóż, poza tym jednym razem, kiedy Louis wrócił do domu z krwawiącym nosem, bo wdał się w bójkę z dzieciakiem, który naśmiewał się z Harry’ego – tego dnia Harry nie mógł całkiem rozgryźć czy brzmiała bardziej na złą na swojego syna za wdanie się w bójkę, czy bardziej na dumną z niego, że bronił swojego przyjaciela. Harry odchrząknął i zwrócił twarz w kierunku Louisa.

- Cóż… - zaczął, czekając, aż Louis wyjaśni swoje zamiary mamie.

- Och, m-mamo, ja- Harry i ja, er, my- my zamierzamy, erm, wychodzimy dziś wieczorem na kolację – wybełkotał, bawiąc się niespokojnie palcami i Harry wiedział, że prawdopodobnie rumienił się. – Jeśli to w porządku? – dodał szybko, patrząc w górę, w kochające oczy swojej mamy.

- Oczywiście skarbie – odpowiedziała miło, czuły uśmiech rozciągał się na jej ustach. – Nie ma problemu – stała w drzwiach przez kilka chwil, patrząc z czułością na dwójkę rumieniących się chłopców, a potem potrząsnęła głową, wracając na ziemię.

- Tak, w takim razie was zostawię – powiedziała szybko, podchodząc do łóżka i wyciskając pocałunek na policzku Louisa i kolejny na czole Harry’ego. – Bawcie się dobrze. A ty – odwróciła się do Louisa. – Opiekuj się nim.

Louis pokiwał głową i uroczyście położył dłoń na kolanie Harry’ego.

- Tak zrobię – obiecał, i Jay wiedziała, że tak będzie, bo właśnie to robił Louis odkąd Harry się urodził. Uśmiechnęła się, pokiwała im na do widzenia i szybko wyszła z pokoju. Kiedy tylko Harry usłyszał kliknięcie zamykanych drzwi, odwrócił się do Louisa i przejechał językiem po wardze.

- Jak zareagowała? – zapytał z ciekawością.

- Świetnie – wymamrotał Louis, uśmiechając się do swojego przyjaciela.

Zarówno Anne jak i Jay zawsze wiedziały, że pomiędzy ich synami działo się coś specjalnego. Nikogo to nie zaskoczyło – prawdziwym zaskoczeniem było raczej to, jak długo zajęło im samym by to odkryć. Louis wiedział to od zawsze, ale nie był pewny czy Harry też czuje to, więc po prostu czekał i zaproszenie Harry’ego na randkę było dla niego trudne, zwłaszcza, że istniała szansa, że Harry powie nie. Ale powiedział tak.

- Zakładam, że już dzwoni do mojej mamy, żeby jej wszystko opowiedzieć – wymamrotał Harry, uśmiechając się lekko, a Louis zachichotał.

- Jestem pewien, że obie wariują przez telefon – dodał, supeł w jego żołądku powoli rozluźniał się.

- Prawdopodobnie – Harry zgodził się, kiwając głową i prostując nogi, żeby usiąść, kładąc stopy płasko na podłodze. – Więc? Wychodzimy dzisiaj?

Louis wstał i przygryzł wargę, chwytając wyciągniętą w jego kierunku dłoń Harry’ego i pomagając mu wstać na nogi.

- Poczekasz jeszcze minutkę? – zapytał łagodnie, puszczając jego dłoń i obracając się, by stanąć naprzeciwko szafy.

- Okej – Harry zgodził się bez protestów.

- Tylko zmienię koszulkę – wymamrotał Louis, kiedy przeciągnął materiał przez głowę. Harry zachichotał i skrzyżował ramiona na klatce piersiowej, życząc sobie w tym momencie, by móc widzieć chłopaka.

- Przecież wiesz, że i tak nie zobaczę, co masz na sobie – powiedział miękko, uśmiechając się w kierunku skąd dochodził oddech Louisa.

- Wiem – odpowiedział i wciągnął nisko wyciętą koszulkę przez swoją głowę. – Ale możesz zrobić to co zawsze. Dotykać.

Louis przelotnie przeczesał swoją grzywkę palcami i podchodząc do niego, rozkrzyżował jego ramiona i zaczął prowadzić jego ogromne dłonie do swojej klatki piersiowej.

- Hm – Harry mruknął pod nosem i pozwolił dłoniom podróżować w górę i w dół po torsie Louisa, przez jego delikatny brzuch, wrażliwe na łaskotki boki, twardą klatkę piersiową, jego cudowne obojczyki. – Jaki kolor? – wymamrotał roztargniony, palec wskazujący śledził linie jego prawego obojczyka.

- Biały – mruknął Louis, nie mając odwagi poruszyć się.

Był do tego przyzwyczajony. Harry zawsze tak robił, zawsze dotykał go, by dowiedzieć się jak wygląda, a teraz wiedział już dokładnie jak wygląda Louis. I wiedział, że wygląda cudownie.

- Jesteś piękny – zdecydował w końcu Harry, opuszczając swoje dłonie i uśmiechając się delikatnie. – Dobrze ci w białym.

Louis zamrugał i uśmiechnął się.

- Dziękuję – powiedział miękko, pozwalając oczom wędrować w górę i w dół długiego, szczupłego ciała Harry’ego. – Ty też.

- W co jestem ubrany, tak właściwie? – zaciekawił się kręconowłosy chłopak, marszcząc lekko brwi, i czując się idiotycznie, gdy dotykał nerwowo własną klatkę piersiową.

- Erm, czarne, wąskie dżinsy – zaczął wolno Louis, uśmiechając się czule na nerwowość Harry’ego. – I twoja koszulka z logo Pink Floyd. Bardzo uroczo.

Harry uśmiechnął się i opuścił raz jeszcze swoje ręce.

- Tak myślisz? – wymamrotał.

- Tak myślę – Louis pokiwał głową, splatając swoje palce z palcami Harry’ego. – Gotowy by iść?

- Yup – młodszy chłopak uśmiechnął się, zacieśniając uścisk na dłoni Louisa.

Louis poprowadził Harry’ego do drzwi, otworzył je i wyciągnął go na korytarz, stając na szczycie schodów. Starszy chłopak instynktownie puścił dłoń Harry’ego i owinął ramię wokół jego talii, przytrzymując go blisko swojego boku, w opiekuńczym geście. Harry także objął Louisa ramieniem, podpierając się na nim, i powoli schodzili w dół schodów. Harry wiedział dokładnie gdzie schody po dziesięciu schodkach zakręcały w lewo, ostrożnie podążał za ruchami Louisa. Kiedy jego stopy stały płasko na dole schodów, puścił talię Louisa i zamiast tego wyciągnął rękę po jego dłoń.

Louis odpowiedział na ten dotyk i poprowadził ich dwójkę do kuchni, gdzie Jay gotowała kolację, z telefonem przy uchu. Pięcioletnie bliźniaczki siedziały przy stole, po obu stronach Felicity, która pomagała im w zadaniu domowym – którym było kolorowanie, ale obie tego nienawidziły – i Harry usłyszał jak jedna z dwóch małych dziewczynek – Daisy, jak sądził – sapnęła, gdy weszli do pokoju.

Fizzy mrugnęła do Louisa i odwróciła się do leżącej przed nią książki, nie przestając kolorować szczeniaczka narysowanego na kartce. Jay uśmiechnęła się i ściszyła głos, chociaż dwójka chłopaków i tak wiedziała, że rozmawia z Anne.

- Harry, nie zostajesz dzisiaj na kolacji? – Daisy natychmiast wydęła wargę, zeskakując z krzesła i stając tuż przed kręconowłosy chłopakiem, jej głowa nie sięgała Harry’emu nawet do pasa.

- Niestety, nie kochanie – odpowiedział łagodnie, klękając na podłodze, i wyciągając rękę na oślep by pogłaskać delikatnie jej ramię. – Następnym razem, przyrzekam.

- Dzisiaj wieczorem ja go porywam – Louis dokuczył swojej młodszej siostrze, wyciągając język w jej kierunku i wyglądając na zadowolonego z siebie. Daisy naburmuszyła się i skrzyżowała krótkie ramionka na swojej klatce piersiowej, posyłając starszemu bratu spojrzenie, które mogło zabijać. Phoebe, siedząc przy stole, zachichotała, ale chwilę później wydęła wargę.

- Przez ciebie, będzie dziś narzekać przez cały wieczór – jęknęła, spoglądając na swoją siostrę bliźniaczkę ze zmarszczonymi brwiami.

- Nieprawda! – powiedziała druga, jeszcze ciaśniej krzyżując ramiona.

- Chodź tu, Day – Harry zaoferował miękko, otwierając ramiona. – Tulimy?

Mała dziewczynka uśmiechnęła się radośnie, prostując ramiona i owijając je wokół szyi większego chłopaka, przytulając go mocno. Harry także ją przytulił, uważając, by jej nie zmiażdżyć, gdyż była taka malutka. Po chwili powoli ją puścił, złapał Louisa za ramię, by pomóc sobie stanąć ponownie na nogi i pochylił głowę, zgadując, że Daisy wciąż stała w tym samym miejscu.

- Nie mów nikomu – wyszeptał wystarczająco głośno, by wszyscy w pokoju to usłyszeli. – Ale ciebie lubię bardziej niż Louisa.

Daisy uśmiechnęła się promiennie, i pamiętając, że Harry nie może jej zobaczyć, owinęła ramiona wokół jego talii, przytulając go mocno raz jeszcze.

- Okej – powiedziała radośnie, zanim pognała z powrotem do stołu.

- Cóż – Louis odchrząknął i zmarszczył brwi w kierunku chichoczących bliźniaczek. – Mamo?

Oczy Jay rozszerzyły się, odsunęła telefon od ucha i spojrzała na swojego syna z czymś na kształt poczucia winy w oczach.

- Tak skarbie?

- Przyszedłem ci powiedzieć, że my, em, my wychodzimy – wymamrotał Louis, chwytając delikatnie dłoń Harry’ego.

- Okej, cudownie. Bawcie się dobrze! – powiedziała czule, uśmiechając się do dwójki chłopaków.

Louis pokiwał głową w podziękowaniu i powoli poprowadził Harry’ego do drzwi wejściowych. Kręconowłosy chłopak nie odzywał się, pozwalając swojemu przyjacielowi prowadzić się przez ulicę, ściskając lekko jego dłoń. Jego serce łomotało mu w piersi. Uczucie ich splecionych palców było inne niż wcześniej. Był to pierwszy raz, kiedy szli razem na randkę, więc Harry postanowił pogłaskać kciukiem zewnętrzną stronę dłoni Louisa. Usłyszał jak Louis wstrzymuje na chwilę oddech i musiał przygryźć wewnętrzną stronę policzka, by powstrzymać uśmiech formujący się na jego ustach. Louis odchrząknął.

- Chcesz iść do tej pizzerii w centrum, Hazza? – zapytał nerwowo, pozwalając własnemu kciukowi pieścić wnętrze dłoni Harry’ego.

- Jasne – młodszy chłopak uśmiechnął się, dając Louisowi prowadzić się. – Ta sama, gdzie nasze mamy nas zabierały, gdy byliśmy mniejsi?

- Dokładnie ta – Louis uśmiechnął się miękko, trącając lekko ramię Harry’ego.

Szli w komfortowej ciszy przez kilka minut, nie zbyt szybko, bo Harry nienawidził iść szybko. Nagle Louis spojrzał w chodnik, chichocząc nerwowo.

- Daisy jest tobą strasznie zauroczona – wymamrotał.

Harry zachichotał.

- Nie, raczej nie. Myślę, że jest po prostu zafascynowana, bo jestem przyjacielem jej starszego brata, czyż nie jest to zniewalające dla pięciolatki? – zachichotał ponownie.

- Hm, może – zgodził się Louis. – Czekaj – dodał szybko, pociągając Harry’ego by pozostał blisko niego. – Skrzyżowanie – wyjaśnił miękko.

Harry pokiwał głową i poczekał aż Louis powie mu kiedy mogą przejść przez pasy, w ciszy zastanawiając się, czy chłopak patrzy się na niego.

W każdym razie – kontynuował Louis, ciągnąc Harry’ego lekko za dłoń, by dać mu znać, że już mogą ruszać. – Ją lubisz bardziej, więc teraz się w tobie zakocha – dodał, udając obrażonego.

Harry zachichotał i lekko pogłaskał kciukiem zewnętrzną część dłoni Louisa, jego głowa opadła w dół.

- Rumienisz się – wymruczał Louis, mrugając na cudowny widok czerwonych policzków Harry’ego.

- Przecież wiesz, że to nieprawda – wymamrotał Harry, próbując ukryć swoje zabarwione różem policzki. – Ciebie kocham najbardziej.

Louis przygryzł wargę, bo Harry powiedział „kocham” zamiast „lubię” i pokiwał głową zwracając głowę przed siebie, żeby mógł widzieć gdzie idą. Szeroki uśmiech rozciągnął się na jego ustach i ścisnął lekko dłoń Harry’ego, zapominając o odpowiedzi.

- Lou? – wymamrotał młodszy chłopak, przygryzając wargę.

- Tak? Tak, przepraszam, erm… wiem, że kochasz mnie najbardziej – droczył się z nim, zacieśniając uścisk na dużej dłoni Harry’ego. – Ja też kocham ciebie najbardziej.

Harry uśmiechnał się i pokiwał głową, stawiając stopy palcami do środka podążał za Louisem.

- Jesteśmy na miejscu – ogłosił Louis po kilku minutach, zatrzymując się i otwierając drzwi, dźwięk dzwoneczka zabrzmiał znajomo. – Uwaga Haz, tu jest schodek – dodał łagodnie, wchodząc na schody i pomagając Harry’emu.

Ich kolacja była perfekcyjną pierwszą randką. Pizza i frytki zawsze były dobre, a nawet lepsze, kiedy byli razem. Rozmawiali o wszystkim i o niczym, tak jak zawsze, ale tym razem to było wyjątkowe, bo ich stopy spotykały się pod stolikiem, a Louis gładził dłoń Harry’ego, kiedy ten jadł i cholera, Harry był tak zakochany w tym chłopaku.

- Dziękuje za kolację – powiedział słodko Harry, kiedy Louis zapłacił za rachunek i wyprowadził ich z małej restauracji.

- Przyjemność po mojej stronie, kotku – Louis odpowiedział czule, mierzwiąc lekko jego loki. – Robi się ciemno. Odprowadzę cię do domu – dodał miękko.

Harry pokiwał głową i sięgnął po jego rękę, ale Louis zamiast złapać ją, tak jak zawsze, owinął ramię wokół talii Harry’ego i przyciągnął go bliżej. Mała ręka spoczęła na jego biodrze. Kręconowłosy chłopak przygryzł wargę, kopiując delikatnie ruch Louisa. Jego głowa opadła lekko w dół.

- Znowu się rumienisz – wymruczał Louis prosto w jego ucho, wysyłając dreszcze w dół kręgosłupa Harry’ego. – To naprawdę słodkie.

- Zgaduję, że ty też – wymamrotał, brzmiąc jakby był zły na samego siebie.

Louis nie zwrócił na to uwagi i uśmiechnął się, ściskając lekko talię Harry’ego i zaczynając iść. Dom Harry’ego nie znajdował się daleko, tylko dwie ulice od domu Louisa, więc dotarli tam całkiem szybko. Louis powoli poprowadził Harry’ego do ganku i chwycił jego obie dłonie w swoje. Harry przełknął głośno ślinę i zamarł – nie ważył się ruszyć, nie ważne jak bardzo chciał przycisnąć swoje ciało do ciała Louisa. Nie mógł zobaczyć jego twarzy, więc nie wiedział czy starszy chłopak też tego chce. Dlatego stał nieruchomo, oddychając szybko, pozwalając swoim kciukom gładzić ręce drugiego chłopaka. Louis powoli przycisnął czoło do czoła Harry’ego, trzepocząc rzęsami by w końcu zamknąć powieki, biorąc głęboki oddech. Harry stracił oddech czując ten intymny kontakt, i z jego ust uleciało długie westchnienie.

- Harry – wymamrotał Louis, jego ciepły oddech uderzył w usta drugiego chłopaka, sprawiając, że jego kolana zmiękły.

- Louis – odszepnął, puszczając jego dłoń, by trzęsąc się, owinąć ramię wokół jego pasa. Starszy chłopak położył jedną dłoń z tyłu szyi Harry’ego, a drugą objął jego ciało, przyciągając go jeszcze bliżej, ich krocza potarły się o siebie.

- Hazza, ja-ja wiem, że to… dziwne. Bo nigdy nie widziałeś jak wyglądam i nigdy nie zobaczysz, a ja mogę być najbrzydszą istotą ludzką na tej ziemi, a ty ze mną utkniesz, ale… – Louis zaczął nerwowo, zaciskając mocniej oczy i jąkając się częściej niż udawało mu się mówić poprawnie.

- Przestań Lou – wymamrotał Harry. Jego ton był delikatny i lekko urażony. Pogładził lekko policzek Louisa. – Jesteś piękny, ja to wiem…

Louis przełknął głośno ślinę i przycisnął czoło jeszcze mocniej do Harry’ego.

- T-tak… Ja, um. Tak jak mówiłem, to dziwne, ale j-ja czuję się z tobą tak swobodnie, Hazza. I-i kocham cię bardziej niż jako tylko przyjaciela, wiem, że to szalone, ale ja… Ja się w tobie zakochałem – wymamrotał, nerwowo bawiąc się miękkimi kosmykami jego loków i oddychając ciężko.

- Och… – wyszeptał Harry, czując się jakby jego brzuch miał eksplodować od wypełniających go uczuć, a jego policzki bolały od szerokiego uśmiechu. – Lou… Ja… Boże. Ja też jestem w tobie zakochany – wymruczał miękko, chwytając Louisa mocniej i przyciągając bliżej, czując ciepło promieniujące z jego małego ciała.

Z ust Louisa uleciało długie westchnienie, które uderzyło w usta Harry’ego. Potarł wolno swoim nosem nos Harry’ego, dając mu eskimoski pocałunek. Ich usta dzieliły tylko centymetry, Harry mógł poczuć wspaniałe perfumy Louisa, wirowało mu w głowie. Louis był w nim zakochany.

- Czy mogę… cię pocałować? – wyszeptał Louis, wciąż delikatnie pocierając nosem o nos Harry’ego. Zamiast odpowiedzi, kręconowłosy chłopak, wciągnąl głęboko powietrze i powoli przycisnął usta do ust Louisa. Nagle w ich brzuchach do życia obudziło się tysiące motyli, ich wargi powoli poruszały się razem we wspólnym rytmie, perfekcyjnie dopasowane. Ich uścisk był jeszcze mocniejszy, mogli poczuć ciepło drugiego. To było magiczne. Nie odsunęli się do siebie przez długi moment, oboje szczęśliwi, mogąc wreszcie całować tego drugiego. Po kilku minutach, Harry rozdzielił ich usta i pozwolił językowi prześliznąć się po dolnej wardze Louisa zanim schował go do własnych ust, czekając na odpowiedź Louisa – i Louis odpowiedział. Uśmiechnął się przez pocałunek. Polizał wargi Harry’ego oraz wnętrze jego ust, pozwalając językowi podróżować po każdym zakamarku, zapamiętując w duchu każde wgłębienie, szczelinę jego ust, i w końcu pozwalając swojemu językowi spotkać język Harry’ego. Całowali się namiętnie przez, jak się wydawało, wieczność. Języki tańczyły razem, i Harry poczuł jak roztapia się w ramionach Louisa.

Po kilku kolejnych minutach, musieli rozdzielić się, bo brakowało im powietrza w płucach, więc niechętnie to zrobili. Ale wciąż pozostali blisko, twarz Louisa wtulała się we wgłębienie szyi Harry’ego, a głowa młodszego chłopaka schowana była we włosach Louisa. Czule pocierali swoje plecy, po prostu razem oddychając. Nagle z ust Louisa wydostał się nerwowy śmiech i spojrzał w górę.

- Wow – wymamrotał, gładząc łagodnie policzek Harry’ego i uśmiechając się – Harry mógł to poczuć.

- Wow – zgodził się z nim, uśmiechając się miękko i zacieśniając uścisk wokół talii Louisa. – Tak długo tego pragnąłem.

- Ja też – wymruczał Louis, potrząsając lekko głową. – Cholera, Harry, jesteś taki piękny… Twoje policzki to sam róż, jesteś uroczy – powiedział czule, całując nie jeden, ale oba policzki.

Harry przygryzł wargę i przycisnął wnętrze swojej dłoni do policzka Louisa, czując, że jest cieplejszy niż zwykle.

- Ty też – zachichotał miękko, pozwalając dłoni ześlizgnąć się na jego klatkę piersiową.

Louis pochylił się i przycisnął usta jeszcze raz do ust Harry’ego, tym razem delikatniej, po prostu pozwalając sobie roztopić się pod dotykiem Harry’ego. W swoim życiu zawsze był szczęśliwą osobą, ale teraz – nie miał słów by to opisać. Wiedzieć, że kocha Harry’ego z wzajemnością, to było… szalone.

- Kocham cię – wyszeptał naprzeciwko ust Harry’ego.

- Ja też cię kocham – wymamrotał kręconowłosy chłopak, pocierając delikatnie nosem o policzek Louisa.

* * *

Kiedy Louis się obudził, z twarzą wtulona w poduszkę, która pachniała jak szampon Harry’ego, czegoś mu brakowało. Nie było tam ciepłego ciała, które było opiekuńczo przyciśnięte do jego ciała, kiedy zasypiał dzień wcześniej. Brakowało także silnych ramion owiniętych wokół jego klatki piersiowej. Otworzył gwałtownie oczy i usiadł prosto na łóżku Harry’ego, mrugając szybko, by przyzwyczaić się do ciemności panującej w pokoju. Szybko spojrzał na zegarek – nie było nawet szóstej. Ziewając cicho, zauważył jakiś ruch w pobliżu okna. Harry siedział na ogromnym parapecie, z twarzą zwróconą w kierunku okna, jego nogi zwinięte były przy klatce piersiowej, a oba ramiona owinięte wokół nich.

Louis zrzucił z siebie koc, wstał i przeciągnął się leniwie. Drapiąc się w szyję i przygryzając usta, w ciszy podszedł do swojego, od czterech miesięcy, ukochanego.

- Kochanie? – wymamrotał tak łagodnie jak umiał, kładąc małą dłoń na ramieniu Harry’ego.

Chłopak nie wzdrygnął się. Musiał słyszeć, że wstał, pomyślał Louis, Harry miał cholernie wyostrzony słuch. Nie ruszając się, po prostu siedział tam, z głową opartą o ścianę.

- Hazza, wszystko w porządku? – Louis zapytał delikatnie, owijając swoje krótkie ramiona wokół swojego chłopaka.

- Tak – skłamał Harry, odchrząkując i Louis słyszał jak łamiący się był jego głos.

Marszcząc brwi, Louis łagodnie złapał ramię Harry’ego i poluźnił uścisk jego ramion wokół nóg, zanim chwycił go w pasie i obrócił, tak, że młodszy chłopak był twarzą w twarz z Louisem, a jego nogi dyndały w powietrzu. Louis sapnął, gdy zobaczył oczy Harry’ego, spuchnięte i czerwone od najwyraźniej nie całkiem „w porządku” łez, a jego usta prawie krwawiły pod naciskiem jego zębów.

- Och, kochanie – sapnął, przyciągając Harry’ego do uścisku, przyciskając go mocno do własnej klatki piersiowej.

- Wszystko w porządku, Lou – Harry wymamrotał w ramię Louisa, owijając własne ramiona wokół ciała mniejszego ciała ukochanego. – Przepraszam, że cię obudziłem.

- Hazza – westchnął Louis, odciągając i chwytając twarz Harry’ego w obie ręce, patrząc na niego smutno. – Aniołku, powiedz mi co się stało… - wymamrotał, gładząc delikatnie jego policzek swoim kciukiem. Harry zamknął oczy, chociaż to i tak nic nie zmieniało. Louis tak bardzo chciał pocałować jego powieki, więc zrobił to. Młodszy chłopak w ogóle nie zareagował, i Louis z roztargnieniem się zastanawiał czy on w ogóle oddychał, gdyż wyglądał na takiego wypranego z energii. Louis westchnął cicho i wycisnął niewinny pocałunek na ustach swojego chłopaka, trzymając swoje dłonie na jego ciepłych policzkach.

- Nic się nie stało, Lou – wymamrotał Harry, jego oczy wciąż były zamknięte, kiedy potrząsał głową w obie strony, jego loki lekko podskakiwały.

 - Nie okłamuj mnie – powiedział chrapliwym głosem starszy chłopak, marszcząc brwi, jego serce bolało gdy patrzył na wyraz twarzy swojego ukochanego. – Chcę ci pomóc kochanie.

Harry przełknął głośno ślinę i zniżył głowę, marszcząc mocno brwi i Louis wiedział, że właśnie powstrzymuje łzy.

- Czy to ja? – zapytał ze zmartwieniem Louis, przygryzając wargę i ściskając mocno kolana Harry’ego. – Zrobiłem coś nie tak?

- Nie! Nie, Lou, ty nic nie zrobiłeś – odpowiedział szybko Harry, przykrywając mniejszą dłoń Louis swoja własną, chociaż nie otworzył oczu i nie podniósł głowy. – Nie zrobiłeś nic źle, kochanie. To nie ty, przyrzekam – dodał miękko, potrząsając głową.

Louis pokiwał głową. On także zwiesił swoją głowę i utkwił spojrzenie w piżamie, którą nosił Harry, nie wiedząc co powiedzieć.

- Ja… Powiesz mi, jeśli to będzie… ważne? – wyszeptał, kreśląc bezsensowne wzory na udach Harry’ego. Harry otworzył oczy.

- Tak, powiem – wymamrotał bardzo cicho.

Louis przygryzł wnętrze policzka i pochylił się by wycisnąć miękki pocałunek na czole Harry’ego.

- Rozumiem to, że nie chcesz rozmawiać – powiedział łagodnie, prostując się i biorąc dłonie Harry’ego w swoje. – I to w porządku. Szanuję cię, i ufam ci, że powiesz mi, jeśli to będzie cos ważnego.

Harry westchnął i uśmiechnął się słabo. Tak słabo, że nie ukazały się nawet jego dołeczki.

- Dziękuję – powiedział ochryple, stając na nogi.

- Oczywiście kochanie… Chcesz wrócić teraz do łóżka? Nie ma nawet szóstej, a to zdecydowanie zbyt wcześnie jak na sobotę – droczył się, pocierając delikatnie ramię Harry’ego i owijając ramię wokół niego.

- Tak, jestem zmęczony – wymamrotał kręconowłosy chłopak, pozwalając Louisowi poprowadzić się do swojego ciepłego łóżka, na którym wtulił się jak łyżeczka w swojego ukochanego.

* * *

To był deszczowy, ponury dzień. Nic niezwykłego, a jednak Louis czuł jakiś ciężar na ramionach. Kiedy Harry odmówił tego ranka wyjścia z pokoju, odmówił pójścia na dół i zjedzenia czegoś, Louis nie winił go. Sam pobiegł na dół i wyjaśnił Anne, że Harry nie czuje się dobrze. Kobieta wydawała się rozumieć, co Louis ma na myśli, więc uśmiechnęła się do niego smutno – zanim chłopak zrobił mu herbatę i wbiegł znowu na górę z miską ulubionych płatków Harry’ego oraz gorącą herbatą. Spędzili cały dzień w pokoju Harry’ego, wciąż w pidżamach, słuchając muzyki i oglądając filmy – a w przypadku Harry’ego, słuchając. Louis przyniósł też Harry’emu kanapkę w porze obiadu, bo wciąż odmawiał ruszenia się z łóżka. Rozmawiali również trochę o wszystkim, oprócz stanu Harry’ego, bo starszy chłopak rozumiał, że Harry porozmawia z nim kiedy będzie gotowy. Nie chciał go zmuszać.

Koło trzeciej, Louis musiał iść, by odwieźć Daisy i Phoebe na trening piłki nożnej, i chociaż bardzo kochał swoje siostry, naprawdę nie chciał pozwolić by Harry został sam.

- Kocham cię – wymamrotał, kiedy wycisnął pocałunek na czole Harry’ego. Jego torba pełna jego ciuchów zwisała mu z ramienia.

- Kocham cię. I dziękuję za dzisiaj – wymamrotał Harry, chwytając dłonie Louisa i ściskając je mocno, kiedy ześlizgnęły się z jego policzków. – Wiem, że chciałeś robić coś bardziej… interesującego, więc dziękuję, że zostałeś ze mną… Wiem, że dzisiejszy dzień był do dupy.

- Hazza, kochanie – powiedział miękko Louis, także ściskając w odpowiedzi jego dłonie. – Nie chciałbym robić nic innego. Dzisiejszy dzień nie był do dupy, byłem z tobą, i choćby z tego powodu, był to niesamowity dzień.

Harry uśmiechnąl się przelotnie i przyciągnął Louisa bliżej, przytulając go mocno.

- Tylko mam nadzieję, że poczujesz się lepiej – wymamrotał Louis, kiedy wycisnął kilka pocałunków na szyi Harry’ego. Poczuł jak ten przełyka ślinę.

- Dziękuję – powtórzył Harry, trzęsącym się głosem. – Dziękuję za wszystko. Powiedz Daisy, że mówię cześć… I Phoebe też – powiedział po tym, jak odchrząknął, wysuwając się z uścisku, by przycisnąć swe czoło do czoła Louisa.

- Przekażę – odpowiedział drugi chłopak. Pochylił się i miękko pocałował Harry’ego, z miłością, próbując wyrazić w tym pocałunku wszystko, co do niego czuł – co było niemożliwe. Czuł zbyt wiele do tego kręconowłosego skurczybyka.

- Kocham cię – wymamrotał Harry, kiedy odsunęli się od siebie w poszukiwaniu powietrza, bo chociaż dopiero co to powiedział, nadal miał to na myśli, więc nie dbał o to, że się powtarza.

- Ja też cię kocham – odpowiedział czule Louis, dając Harry’emu delikatnego buziaka w nos. – Ja… Ja zadzwonię dzisiaj wieczorem, dobrze?

Harry pokiwał głową, krzyżując ramiona na swojej klatce piersiowej i uśmiechając się słabo.

- Perfekcyjnie – wymamrotał, nerwowo przygryzając wargę.

* * *

Tego wieczoru, kiedy Louis rzucił się na swoje łóżko, jego myśli były rozmyte. Od początku do końca treningu bliźniaczek, siedząc na trybunach i pokazując im od czasu do czasu uniesione w górę kciuki, próbował zrozumieć co stało się z Harry’m. Jedyna rzecz, która przychodziła mu do głowy to to, że jego chłopak miał kolejny ze swoich „epizodów”. Tych, które zdarzały mu się odkąd miał osiem lat. Raz w roku, czasami dwa, Harry miał parę smutnych dni kiedy zamykał się w pokoju i odmawiał wpuszczenia kogokolwiek – oprócz Louisa. Louis mógł wejść, bo jego uściski były najlepsze, a Harry płakał. Płakał z powodu swojej ślepoty. Nienawidził siebie za bycie tym, kim był. Obwiniał siebie za to, że nigdy nie będzie mógł mieć normalnego życia. Anne, Robin, Gemma, Jay, Louis i nawet Charlotte o tym wiedzieli. Jednak szanowali to, wiedząc, że lepsze to niż próby rozweselania go, bo nawet Louisowi nigdy się to nie udało. Po prostu siedział tam obok Harry’ego, gładząc jego loki i przytulając go mocno, dopóki chłopak nie zasnął.

Ten wniosek sprawił, że Louis miał ochotę zwymiotować i opuścił kolację tego wieczora. Nie mógł przełknąć niczego, bo by zwymiotował. Jay wiedziała. I kiedy około siódmej Louis zadzwonił do Harry’ego tak, jak mu obiecał, kręconowłosy chłopak nie odebrał. Louis zostawił wiadomość, schował się pod kocem i płakał dopóki nie zasnął.

Padało przez cały weekend. Niedziela nie była lepsza, ale na szczęście nie była też gorsza. Harry zadzwonił koło południa, przepraszając, że nie odebrał dzień wcześniej, ale nie podał powodu i Louis to rozumiał. Rozmawiali około godziny i byłoby to jak każda inna normalna rozmowa, gdyby głos Harry’ego nie brzmiał jak wycieńczony i załamany. Louis życzył sobie po trosze by być głuchym, gdyż wtedy nie musiałby radzić sobie z tym bólem w jego głosie. Upewnił się by powiedzieć Harry’emu, że go kocha niezliczoną ilość razy w ciągu całej rozmowy, a po tym jak się rozłączyli, Louis spędził godziny gapiąc się w sufit szeroko otwartymi oczami, a jego dłonie nerwowo bawiły się koszulką na brzuchu.

* * *

W następny poniedziałek, gdy tylko Louis przybył przed dom Harry’ego by podwieźć go do szkoły, zobaczył Anne wyciągającą klucze i zamykającą drzwi. To właśnie wtedy zaczął lekko panikować. Harry praktycznie nigdy nie opuszczał szkoły, nawet kiedy miał jeden ze swoich „epizodów”.

- Anne? – zapytał z ciekawością, marszcząc brwi i podbiegając do drzwi wejściowych, torba obijała się o jego ramię. – Czy Harry już wyszedł?

- Och, kochanie. – Anne uśmiechnęła się czule i poklepała ramię Louisa. – On… Nie chce wyjść – stwierdziła niezręcznie, patrząc w ziemię.

- Och… Och. Czy mogę- mogę iść się z nim zobaczyć? – Louis zapytał z nadzieją, patrząc w górę, w kierunku okna pokoju Harry’ego.

- Oczywiście skarbie – na jej twarzy pojawił się zmęczony uśmiech, gdy podeszła do swojego auta. – Masz klucze.

- Dziękuję Anne – wyszeptał Louis, uśmiechając się smutno. – Zrobię wszystko, co w mojej mocy, przyrzekam.

- Wiem, że tak będzie – kobieta powiedziała miękko, uśmiechając się i otwierając drzwi samochodowe. – Gemma wyszła do szkoły, a ja nie wrócę przed szóstą wieczorem. Miłego dnia.

- Tobie również! – Louis uśmiechnął się do niej grzecznie i spojrzał w dół na swoją torbę, dopóki nie usłyszał trzasku zamykanych samochodowych drzwi.

Grzebał przez kilka sekund w torbie, szukając kluczy oraz machając Anne, kiedy wyjeżdżała z podjazdu, po czym wyciągnął swój telefon by napisać do mamy.

Mamo, Harry nie idzie dzisiaj do szkoły.. Zostanę z nim, Anne też tego chciała, więc jeśli możesz to zadzwoń do szkoły, proszę. xx

Kiedy wiadomość została wysłana, schował telefon do kieszeni i wsunął klucz do zamka. W ciszy przeszedł przez znajomy, duży dom, zrzucając buty i cicho wspinając się po schodach, jego bose stopy ślizgały się lekko po podłodze. Zapukał dwa razy do drzwi pokoju Harry’ego, czekając na jakiś znak życia. Niepokój sprawił, że jego ciało stężało.

- Hm – zachrypnięty głos Harry’ego jęknął z drugiej strony drzwi. – Proszę.

Louis powoli przekręcił gałkę i wszedł do ładnie pachnącego pokoju, rzucając torbę na podłogę koło drzwi i przygryzając wargę, kiedy zobaczył postać swojego ukochanego. Harry leżał ukryty pod kocem, zwinięty w kulkę, obrócony plecami w kierunku Louisa i jedyną rzeczą, którą mógł zobaczyć, było kilka loczków wystających spod kołdry.

- Harry – wymamrotał miękko, zamykając za sobą drzwi i podchodząc krok bliżej do łóżka. Harry zamarł i Louis zobaczył, że jego ramiona napięły się. Usłyszał, że jego oddech lekko przyspiesza. Chłopak nie powiedział nic, tylko zwinął się jeszcze bardziej w kulkę, przymykając mocniej powieki.

– Kochanie, ja- ja wiem o co chodzi – zaczął wolno Louis i Harry pociągnął lekko nosem.

- Powinieneś być w szkole – wymamrotał jego słaby, niski głos.

Louis poczuł jak jego brzuch zaciska się w kulkę.

- Ja- nie. Czy- czy ty chcesz, żebym sobie poszedł? Zostawił cię samego? – zapytał nerwowo, przestępując z nogi na nogę, zdając sobie sprawę z tego, co Harry właśnie mu powiedział.

- Nie – wymamrotał młodszy chłopak, brzmiąc prawie błagalnie. – Nie zostawiaj mnie samego…

Louis westchnął, czując ulgę i przysunął się bliżej do łóżka.

- Mogę usiąść? – zapytał z wahaniem, bo choć łóżko Harry’ego było królewskich rozmiarów, to chłopak obecnie zajmował mniej niż połowę miejsca, co było tak cholernie dziwne, bo Harry zwykle spał z rozrzuconymi we wszystkie strony kończynami, zajmując mnóstwo miejsca.

Wolne kiwnięcie, lekko podskakujące loczki. Starszy chłopak powoli wsunął się na łóżko i Harry westchnął cicho, kiedy poczuł jak materac ugina się lekko, bo to było takie znajome i tego właśnie chciał – tego potrzebował.

Louis skrzyżował nogi i wahając się, wyciągnął trzęsącą się dłoń i pogłaskał delikatnie, uspokajająco jego plecy. Harry uśmiechnąl się lekko wtulony w materac, bo dłoń Louis była taka maleńka i ciepła. To było dobre uczucie. Żaden z nich nie odezwał się słowem przez dobre pół godziny, po prostu ciesząc się tym momentem i Louis pomyślał, że jego ukochany zasnął, kiedy spod koca doszedł do jego uszu głęboki, załamany głos.

- Dlaczego zostałeś? – wymamrotał, kręcąc się lekko pod kocami, gdzie zaczynało już być mu trochę ciepło, ale nie chciał jeszcze stawać twarzą w twarz z Louisem.

- Ponieważ cię kocham – Louis odpowiedział automatycznie, życząc sobie w duchu by móc zobaczyć twarz Harry’ego.

- Ale tylko marnujesz swój czas – kłócił się słabo młodszy chłopak i Louis zobaczył, że jego loczki podskakują, kiedy potrząsał głową. – Ja jestem marnowaniem czasu, marnowaniem przestrzeni.

Louis poczuł jak jego serce zabiło mocno. Przygryzł mocno wargę, przenosząc ramiona na ramiona Harry’ego, ściskając je.

- Harry – wymamrotał, czując łzy formujące się w kącikach jego oczu. – Nigdy tak nie mów, proszę, nigdy nawet tak nie myśl… To mnie rani – zachłysnął się lekko, pochylając się by wycisnąć pocałunek na lokach chłopaka.

- Ale to prawda – wymamrotał Harry. – I ty to wiesz. Bycie ze mną jest nieprzyjemne, nigdy nie możemy robić tego co normalne pary. W końcu się tym zmęczysz, wiem to. Ty… zostawisz mnie. Ja- ja to wiem, i tak bardzo przepraszam za bycie pieprzonym ślepcem, Lou, tak bardzo przepraszam – zaczął dławić się od płaczu pod koniec tego zdania, jego ramiona trzęsły się pod kocem i Louis nie mógł dłużej tego wytrzymać.

Szybko zrzucił koce z ciała Harry’ego i położył się zanim, mocno owijając swoimi ramionami jego trzęsące się ciało, ukrywając twarz w jego szyi.

- Przestań, Harry, przestań. Wiesz, że to nie jest prawda, proszę Harry… - zaszlochał, wtulony w loki, desperacko zaciskając dłonie na jego brzuchu, pozwalając swoim łzom płynąć swobodnie.

Harry pociągnął nosem i przykrył mniejsze dłonie Louisa swoimi własnymi, oddychając ciężko. Łzy wciąż spływały po jego twarzy.

- Nie możesz być tego pewny – wykłócał się słabo, potrząsając gorączkowo głową. – Mogę cię zapewnić, że w końcu się zdenerwujesz. Ja jestem denerwujący, nie mogę nic zobaczyć, zawsze musisz mi wszystko opisywać. Cholera, Lou, nigdy nie zobaczę nawet twojej twarzy!– zapłakał, a gwałtowny szloch sprawiał, że jego ciało się trzęsło. Twarz schował w poduszkę. – Jestem głupi, i nie mogę być normalny i chciałbym móc widzieć, ale nie mogę, jestem tylko pieprzoną porażką – dodał słabo, próbując unormować swój oddech.

- Przestań Hazza! – błagał Louis, obejmując go mocniej i wyciskając pocałunki na jego twarzy. – Posłuchaj mnie, kochanie! Nigdy się tobą nie zmęczę. Kocham cię. Kocham cię tak cholernie mocno. Kocham opisywać ci różne rzeczy. Myślałem, że to oczywiste! Nie jesteś porażką. Drogi Boże, co w ogóle sprawiło, że tak pomyślałeś? Jesteś najwspanialszym chłopakiem, którego kiedykolwiek widziałem, najcudowniejszym. Jesteś perfekcyjny aniołku, absolutnie perfekcyjny. Ja nie- nie mogę- to prawdopodobnie byłoby nudne gdybyś właściwie nie był niewidomy – zakrztusił się prosto do ucha Harry’ego, pocierając uspokajająco jego brzuch przez materiał pidżamy i oddychając tuż przy jego skórze. – Kocham spędzać z tobą czas. Jesteś najlepszym przyjacielem, najlepszym chłopakiem o jakim mogłem marzyć. Jesteś po prostu- cholera, kocham cię. Kocham cię tak bardzo, że to aż boli. Po prostu chcę być z tobą na zawsze, a boję się, że któregoś dnia to ty zostawisz mnie, kiedy zdasz sobie sprawę, że nie jestem dla ciebie dość dobry!

Czkawka Harry’ego wypełniła pokój, kiedy Louis tłumił swój szloch w jego lokach, przytulając go mocniej i mocniej.

- A-A-Ale ja nie-nie umiem zrobić nic w-właściwie! – kłócił się, lekko przyciskając się do Louisa, trzęsąc się jak liść. – Zawsze muszę wszy-wszystko spieprzyć!

- Nie, nienienie – wymamrotał Louis potrząsając głową. – To nie prawda Hazza, jesteś- jesteś najlepszym uczniem jakiego nasza szkoła kiedykolwiek miała, fantastycznie gotujesz i masz serce wielkie jak Rosja. I-i jesteś zabawny oraz tak dobrze radzisz sobie z dziećmi, moje siostry kochają cię jak szalone. I jesteś taki cudowny, jesteś taki perfekcyjny, cholera- Harry… To, że nie widzisz nie sprawia, że jesteś gorszym człowiekiem. Nie musisz widzieć, żeby odnosić sukcesy, ja po prostu… Harry – Louis zachłysnął się wtulony w teraz lekko wilgotne loki Harry’ego. Jego głos drżał i był zachrypnięty, ciało trzęsło się jakby ktoś go ścigał. – Nie czujesz mojej miłości, k-kochanie?

Harry przełknął głośno ślinę.

- Czuję – wymamrotał trzęsącym się głosem, splatając swoje palce z palcami Louisa. – Ale ja po prostu- kurwa Lou-u, m-mógłbyś pieprzyć innego chłopaka tuż przede mną, a ja nic bym nie wiedział! – zachłysnął się, jego głos załamał się na końcu zdania.

Serce Louisa zatrzymało się na kilka sekund. Ta myśl sprawiła, że się skrzywił i potrząsnął gwałtownie głową.

- Nigdy bym c-cię nie zdradził – zapewnił stanowczo, ukrywając twarz w szyi Harry’ego. – Przyrzekam, że nigdy cię nie zdradzę. Nie ważne jak pijany mogę być kiedy ciebie tu nie będzie. Ja po prostu, nigdy cię nie zdradzę, kochanie, przyrzekam – zachłysnął się, pociągając nosem, wtulony w ciepłą skórę szyi Harry’ego. Jego dłonie trzęsły się, wciąż spoczywając na brzuchu Harry’ego. – Kocham cię bardziej- bardziej niż wszystko inne. Będę kochał cię zawsze, po prostu tak bardzo- bardzo cię kocham…

Harry wziął głęboki oddech i pokiwał głową, przygryzając mocno swoją wargę i przyciskając się w tył do ciała Louisa. Może miał rację. Może robienie scen nie miało sensu, może po prostu wyobrażał sobie różne rzeczy, może miał paranoję. Ścisnął dłonie Louisa, zmuszając się by uciszyć swój szloch i pozostali tak prawie przez godzinę, zanim Louis przemówił. Kiedy to zrobił, upewnił się, że Harry nie płakał i nie trząsł się więcej. Jedynym dźwiękiem w pokoju były ich uspokajające się oddechy.

- Kocham cię aniołku – wymamrotał lekko trzęsącym się głosem, wyciskając pocałunek na skórze za uchem Harry’ego, przytrzymując mocniej dłonie na jego brzuchu.

- Ja też cię kocham – Harry wyszeptał słabo i Louis zastanawiał się czy chłopak w ogóle spał przez ostatnie dwa dni.

Minęło kolejnych kilka minut, podczas których Louis zajęty był rysowaniem małych serduszek po zewnętrznej części dłoni Harry’ego, wtulając się w jego szyję i po prostu trzymając go. Kilka momentów później Harry zaczął wiercić się niezręcznie i Louis natychmiast poluźnił uścisk.

- Erm… Muszę- muszę iść do toalety – wymamrotał kręconowłosy chłopak nieco zakłopotany, przeczesując włosy dłonią i siadając na łóżku.

Louis zachichotał i pochylił się by wycisnąć miękki pocałunek na nosie Harry’ego, czule przejeżdżając kciukiem po linii jego szczęki.

- Idź w takim razie – powiedział pogodnie, bo lekko zarumienione policzki Harry’ego były najbardziej uroczą rzeczą jaką widział. Harry pokiwał głową, stanął na lekko trzęsących się nogach i przeciągnął się. Louis obserwował jak jego tors wydaje się ciągnąć w nieskończoność, jego podciągnięta koszulka ukazywała kawałek jego twardego brzucha, długie szczupłe nogi wyglądały jakby miały kilometry długości. Przygryzł wargę, ale nic nie powiedział, obserwując w ciszy jak Harry szybko wychodzi z pokoju, wiedząc dokładnie gdzie są drzwi, i usiadł prosto na miękkim łóżku, krzyżując nogi. Rozejrzał się po pokoju, widząc zdjęcie ich dwójki, kiedy mieli odpowiednio jedenaście i dziewięć lat – nigdy nie wiedział dlaczego Harry je trzymał, bo nie mógł go przecież zobaczyć, ale był pewny, że zauważyłby jeśli by je stąd zabrał.

Parę minut później kręconowłosy chłopak wszedł do pokoju, zamknął za sobą drzwi i z opuszczoną głową podszedł do łóżka. Usiadł obok Louisa, podwijając pod siebie nogi, i na oślep wyciągnął dłoń po jego mniejszą dłoń. Louis uścisnął ją delikatnie i uśmiechnął się kiedy Harry położył głowę na jego delikatnym ramieniu, oddychając głęboko. Pozostali w ciszy przez kilka kolejnych minut, gdy nagle zachrypnięty głos Harry’ego dobiegł z okolic jego szyi, wysyłając wibracje przez całe jego ciało.

- Naprawdę miałeś to na myśli?

To było proste pytanie, zadane w pewien niewinny sposób, głosem pełnym nadziei i Louis zachłysnął się własna śliną, kiedy próbował zbyt szybko odpowiedzieć.

- O-Oczywiście Hazza. Tak, miałem na myśli każdą pojedynczą rzecz, którą ci powiedziałem… Zawsze będę miał je na myśli, kochanie, zawsze – zapewnił go miękko, pocierając jego plecy druga ręką. Poczuł jak Hary kiwa głową, wciąż wtulony w jego szyję i oddycha głęboko, uspokojony. – Przyrzekam – Louis dodał cicho, zostawiając pocałunek na lokach Harry’ego.

Harry wycisnął pocałunek na jego ciepłej szyi i owinął ramiona wokół Louisa, sprawiając, że obaj przekręcili się na łóżku tak, że leżeli na boku, wciąż zaplątani w swoje objęcia. Louis zachichotał cicho, jego oddech łaskotał skórę Harry’ego. Uczepiony koszulki chłopaka, szeptał mu do ucha.

- Och, zapomniałem, nawet pachniesz jak anioł – wymruczał czule, wtulając się w szyję Harry’ego i sprawiając, że chłopak zachichotał.

- Hmm… – wymamrotał młodszy chłopak z roztargnieniem, zbyt zajęty przebieganiem dłońmi w górę i w dół pleców Louisa żeby odpowiedzieć. Louis uniósł lekko głowę i przygryzając wargę spojrzał na Harry’ego. Młodszy chłopak marszczył czoło oraz ssał swoją dolną wargę w ustach, i po raz pierwszy w swoim życiu Louis nie mógł odgadnąć co oznacza wyraz jego twarzy.

- Przestań się gapić – powiedział nagle chłopak, a na twarzy Louisa wyrósł mały uśmiech, zmarszczka pomiędzy jego brwiami zniknęła wolno.

- Będę się gapił, jeśli będę chciał – kłócił się Louis, pochylając się by przycisnąć usta pomiędzy brwi Harry’ego i scałowując znikającą zmarszczkę. – Jesteś śliczny, będę się gapił jeśli będę chciał, koniec dyskusji.

Harry przełknął ślinę i przekręcił się lekko, dopasowując swoje ciało do ciała Louisa. Ciepło promieniowało między nimi, przyciągnął Louisa bliżej. Nadąsany wydął lekko wargę, zwracając twarz w kierunku sufitu.

- Też chce się na ciebie gapić – wymamrotał zrzędliwie, krzyżując ramiona na klatce piersiowej.

Louis natychmiast wgramolił się na niego, siadając okrakiem na jego brzuchu i kręcąc tyłkiem by znaleźć wygodną pozycję, zanim chwycił ogromne dłonie młodszego chłopaka. Nie mówiąc nic przyciągnął je do własnej twarzy, zamykając oczy i pozwalając Harry’emu zrobić resztę. Kręconowłosy chłopak przełknął ślinę. Zrozumiał. Zaczął powoli, delikatnie przebiegać palcami po całej twarzy Louisa, jego policzkach, pokrytej kilkudniowym zarostem szczęce, słodkich uszach, szyi w dół do obojczyków i z powrotem do małego guzikowatego noska, pozwolił opuszkom palców musnąć delikatnie każdą brew, zanim pogładził czoło Louisa i w końcu prześliznął dłonią przez jego włosy, podczas gdy druga wciąż zajęta była kreśleniem kształtów na obojczykach Louisa.

- Śliczny – skomentował Harry i Louis otworzył jedno oko by na niego spojrzeć, uśmiechając się czule. – Najpiękniejszy uśmiech na świecie – wymamrotał natychmiast młodszy chłopak, puszczając obojczyki Louisa, by lekko przeciągnąć opuszkiem palca po uśmiechniętych ustach chłopaka. – Najśliczniejszy ze wszystkich chłopaków.

- Kłamiesz – zaśpiewał Louis z roztargnieniem, splatając swoje palce razem na klatce piersiowej Harry’ego. – Ty jesteś najśliczniejszy.

- Nic nie słyszę – wymamrotał Harry, obejmując twarz Louisa obiema dłońmi.

- Myślałem, że jesteś niewidomy a nie niesłyszący – starszy chłopak dokuczył mu miękko, układając własne ręce na policzkach Harry’ego.

- Cios poniżej pasa – zachichotał chłopak, splatając swoje palce za szyją Louisa, by przyciągnąć go bliżej i przycisnąć mocno do siebie ich usta.

Louis oddał pocałunek, utrzymując równowagę z rękoma po obu stronach głowy Harry’ego, łagodnie naciskając swoimi ustami naprzeciwko ust swojego ukochanego i poruszając nimi w perfekcyjnej harmonii. Całowali się przez kilka minut, ręce Harry’ego podróżowały od policzków Louisa, w dół jego boków aż do jego pośladków, które ściskał lekko. Prawa ręka Louisa zaplątana była w jego loki. Po kilku kolejnych pocałunkach Louis przerwał jeden z nich i wtulił się we włosy Harry’ego, pozwalając górnej połowie swojego ciała opaść na Harry’ego, zarabiając tym samym zaskoczone „Oof!” od młodszego chłopaka. Ręce Harry’ego zamarły na dolnej części pleców Louisa, i pozwolił swoim kciukom przeciągnąć lekko po dołeczkach na jego plecach, kochając ten znajomy, ciepły ciężar, leżący na nim. Louis ziewnął i westchnął, chowając twarz w szyi swojego ukochanego. Harry natychmiast na oślep wyciągnął ręce po koce, ponieważ tak, krótka poranna drzemka ze swoim najdroższym skarbem na pewno nie zaszkodzi.

Kiedy się obudzili, trochę później, Harry poczuł zimno bez Louisa leżącego na nim i szybko wyciągnął rękę by go znaleźć – jego palce prawie natychmiast uderzyły o nos Louisa.

- P-przepraszam – wymamrotał niezręcznie, przygryzając wargę i przyciągając rękę z powrotem do własnej klatki piersiowej.

- Nic się nie stało słoneczko – wymamrotał zaspany głos Louisa i Harry domyślił się, że prawdopodobnie właśnie go obudził, uderzając go w nos.

Louis przeciągnął się obok niego, a potem owinął ramiona wokół torsu Harry’ego i wtulił w niego twarz, mrucząc miękko.

- Która godzina? – wymamrotał Harry, obejmując ramionami Louisa.

- Jedenasta – jęknął delikatnie Louis, wzdychając zadowolony w klatkę piersiową Harry’ego. Harry pokiwał głową.

- Louis… - powiedział miękko, biorąc głęboki oddech, kiedy wyciągnął na oślep rękę w kierunku włosów Louisa i głaskał je z roztargnieniem.

- Tak? – zapytał chłopak, nagle brzmiąc na bardziej przytomnego niż kilka sekund wcześniej.

- Dziękuję. Za w-wszystko.. A zwłaszcza za to, że tu dzisiaj ze mną zostałeś – wymamrotał Harry, zawstydzony, ukrywając twarz w szyi Louisa. – Jesteś dla mnie o wiele za dobry.

- Nieprawda – wymamrotał Louis w tors Harry’ego, brzmiąc poważnie. – Jesteś wart wszystkiego co najlepsze kochanie.

Harry zarumienił się, zamykając oczy, chociaż to nic nie zmieniało i wyciągnął usta, oczekując pocałunku. Louis zamruczał miękko i radośnie podniósł głowę, przyciskając usta do ciepłych, miękkich ust Harry’ego, całując go powoli, czule. Harry przebiegł palcami po ramieniu Louisa, pod opuszkami palców czując coś, co wydawało się być ulubioną, dżinsową kurtką Louisa i oddał pocałunek, wzdychając szczęśliwie.

Ich usta ścierały się przez chwilę, miękkie, cmokliwe dźwięki wypełniały cichy pokój, kiedy Louis leżał na Harry’m z przedramionami naciskającymi na materac.

- Lou – wymamrotał nagle Harry rozdzielając szybko ich usta i pozwalając swojej głowie opaść na poduszkę.

- Hmm? – wymruczał Louis, uśmiechając się głupkowato, kiedy gapił się w zielone tęczówki swojego chłopaka.

- Czy twoja mama wie, że nie jesteś w szkole? – wyszeptał Harry, przebiegając dłońmi w górę i w dół po bokach Louisa. Zmartwienie było widoczne w jego pięknych rysach.

- Och – zmartwił się Louis, natychmiast rumieniąc się. – Cóż, napisałem do niej rano, ale nie wiem czy mi odpisała…

Louis wycisnął jeszcze jeden pocałunek na ustach Harry’ego i usiadł prosto na łóżku, wyławiając telefon ze swojej ciasnej kieszeni. Miał trzy nieodebrane wiadomości – dwie od swojej mamy, jedna od przyjaciela, Nialla. Przeczytał najpierw tę od Nialla.

Lou, stary gdzie ty się podziewasz? Mieliśmy ten pieprzony test z chemii, a ty miałeś być w mojej grupie i musiałem zrobić to sam!! Harry’ego też nie ma??

Zdecydował się zignorować ją.

Harry czekał cierpliwie z rękoma dokładnie splecionymi na swoim brzuchu, słuchając uważnie oddechu Louisa. Starszy chłopak kliknął na imię swojej mamy i przeczytał wolno dwie wiadomości.

Oczywiście kochanie, Anne mi mówiła.. Zadzwoniłam do szkoły, wszystko w porządku. xox

I druga.

Mam nadzieję, że Harry poczuje się lepiej, może twoje kochające serce sprawi, że poczuje się lepiej.. Nigdy nie pozwól mu odejść Louis, musisz się nim zaopiekować. Powiedz mu, że mówię cześć xx

Louis przełknął ślinę i przycisnął płasko ciepłą dłoń do brzucha Harry’ego.

- Wszystko w porządku, wie – powiedział delikatnie, kreśląc uspokajające kółka na jego zbyt dużym swetrze i uśmiechając się.

- Co napisała? – Harry spytał z ciekawością, bo nie mógł nic na to poradzić.

- Każe powiedzieć ci cześć. Ma nadzieję, że… czujesz się już lepiej. I powiedziała mi, żebym nigdy nie pozwolił ci odejść – powiedział Louis z czułością, naciskając opuszkami trochę bardziej na delikatną skórę brzucha Harry’ego.

- Och – wyszeptał chłopak, rumieniąc się lekko i mocno zaciskając powieki.

Louis pociągnął cicho nosem i napisał odpowiedź do swojej mamy, łagodny dźwięk jego palców uderzających o klawiaturę sprawił, że Harry był niespokojny.

Nie martw się mamo, nigdy nie pozwolę mu odejść… Opiekuję się nim, porozmawiamy później xx.

- Co napisałeś? – zapytał nerwowo Harry po kilku sekundach niezręcznej ciszy, podczas gdy mała dłoń Louisa wciąż masowała delikatnie jego brzuch.

- Że nigdy nie pozwolę ci odejść – odpowiedział natychmiast Louis, nawet się nad tym nie zastanawiając, bo taka była prawda i tak czy inaczej już powiedział Harry’emu niezliczoną ilość razy, że pewnego dnia się pobiorą. Kąciki ust Harry’ego drgnęły kiedy próbował ukryć uśmiech. Pokiwał głową, a jego policzki przybrały odcień szkarłatu. Louis odłożył telefon na stolik nocny, zanim położył się ponownie obok niego, wtulając twarz w jego brzuch.

- Kocham cię, Lou – powiedział miękko Harry, podnosząc swoje trzęsące się ręce, by wplątać palce we włosy Louisa.

- Ja też cię kocham skarbie – wymamrotał Louis, gładząc jego klatkę piersiową. Harry zamruczał i Louis wtulił się jeszcze bardziej w jego brzuch, wyciskając mokre pocałunki z otwartymi ustami na jego koszulce, zanim burczenie dobiegło z brzucha Harry’ego, sprawiając, że zachichotał. Przycisnął twarz do materiału, malutkie dłonie chwyciły mocno za jego ramię i zaśmiał się lekko.

- Jesteś głodny, kochanie? – zapytał chichocząc, siadając prosto na łóżku i drażniąco gładząc brzuch Harry’ego.

- Hm, trochę – Harry zachichotał, także siadając i chwytając ramię Louisa by pomóc sobie złapać równowagę.

- W taki razie chodź, znajdę nam coś do jedzenia! – powiedział radośnie Louis, splatając swoje palce z palcami Harry’ego i pomagając mu stanąć na stopach. Harry puścił dłoń swojego chłopaka, rozciągając się leniwie, czując jak strzyka mu w kościach i przeczesując dłonią swoje loki, zanim wyciągnął rękę na oślep szukając palców Louisa. Louis chwycił opuszki dwóch palców Harry’ego, prowadząc go wolno do schodów, gdzie automatycznie owinął ramię wokół jego talii. To było takie naturalne. Louis tak bardzo uwielbiał pomagać Harry’emu, że przychodziło mu to bardziej naturalnie niż oddychanie. Kiedy dotarli na dół, Louis poprowadził Harry’ego do wysokiego siedzenia w przestrzennej kuchni i pomógł mu się na nie wspiąć, zanim podszedł do lodówki i otworzył ją. Przez kilka sekund przeglądał z zadowoleniem jej zawartość, zanim znajomy, zachrypnięty głos zawołał za nim.

- Tam jest sałatka makaronowa, kochanie. I serowe kosteczki w zółtej misce obok sałatki.

- Chyba jestem wystarczająco dobry w gotowaniu, żeby to zrobić – Louis powiedział radośnie, chwytając dwa talerze, które wskazał mu Harry i przynosząc je do blatu. Ruszył w kierunku szafki, gdzie wiedział, że Anne trzyma podkładki pod talerze i chwycił dwie z nich, kładąc je na blacie. Nasypał trochę sałatki makaronowej na talerze i dodał kilka kosteczek serowych na każdy talerz, mrucząc cicho, by dać Harry’emu znać, że wszystko w porządku. Harry musiał wiedzieć, że wszystko jest okej, odkąd nie mógł go zobaczyć.

Po posiłku, Harry zmył naczynia a Louis je powycierał. Oboje nucili piosenkę The Fray, a kiedy ich ramiona się o siebie ocierały, chichotali jak dwunastolatki. Kiedy już wszystko było sprzątnięte, Harry chwycił ramię Louisa i poprowadził go szybko na górę. Mieszkał w tym samym domu od urodzenia i znał go perfekcyjnie, więc nie potykał się na schodach ani nie wpadał na ściany. Louis zamknął za nimi drzwi, pozwalając prowadzić się dłoniom Harry’ego i nagle poczuł, że jest rzucany na łóżko, a Harry opada na niego. Ciepłe, mokre usta naciskały mocno na jego szyję.

Louis sapnął lekko i owinął ramiona wokół ciała Harry’ego, trzymając go blisko siebie i trzepocząc powiekami, aż w końcu zamknął je, kiedy Harry wtulił twarz w jego szyję, gryząc ją mocno i po wszystkim łagodząc nowo powstałego siniaka swoim językiem. Louis jęknął cicho, pocierając swoim nosem o nos Harry’ego zanim pocałował go namiętnie, zacieśniając uścisk na biodrach młodszego chłopaka. Świat wokół nich nie miał dłużej znaczenia, wszystko co Harry czuł, to ciało Louisa naciskające na jego własne. Jego język w swoich ustach, jego małe, sprytne paluszki, które naciskały na jego skórę, sprawiając, że czuł się jakby stał w ogniu. Louis zawirował językiem w ustach Harry’ego, przenosząc dłonie z bioder Harry’ego na tył jego ciała, naciskając bezpośrednio na ciepłą skórę, lekko się o niego ocierając. Minęło trochę więcej niż tydzień, odkąd ostatnio coś robili, i Louis miał ogromną ochotę na swojego chłopaka, bardziej niż na cokolwiek innego. A Harry kochał uprawiać seks z Louisem. Uwielbiał to, zwłaszcza wtedy, gdy Louis wolno, łagodnie poruszał się w jego wnętrzu, pochylał się nad jego uchem i mruczał „Możesz zamknąć oczy kochanie.. Nie musisz widzieć” i Harry kochał wiedzieć, że nie jest jedynym, który nic nie widzi, kiedy się kochali. Kręconowłosy chłopak wypchnął swoje biodra, jego półtwarda długość nacisnęła na wypukłość Louisa, sprawiając, że oboje jęknęli w swoje usta. Louis odsunął się z obscenicznym, mokrym dźwiękiem i mocno chwycił okryte materiałem ramię Harry’ego, czując jak jego koszulka zaczyna przylepiać mu się do spoconych pleców.

- Hazza – wymruczał Louis, kiedy Harry wyciskał pocałunki u podstawy jego szyi, oddychając ciężko i sprawiając, że Louisa przechodziły dreszcze. – Kochanie, chcę cię ujeżdżać – dodał ochryple, chwytając tył głowy Harry’ego i całując go niechlujnie w usta.

Harry poderwał głowę do góry i przełknął ślinę, rumieniec na jego policzkach rozprzestrzenił się na jego klatkę piersiową, co przełożyło się na jego płytki oddech. Uśmiech rozciągnął jego wilgotne, opuchnięte usta i pokiwał głową, wyciskając kilka pocałunków na ustach Louisa, zanim przewrócił się na plecy. Louis zrzucił koce na podłogę i wspiął się by leżeć na Harry’m, wślizgując ręce pod jego koszulkę i wyciskając pocałunki począwszy od jego szyi do skóry za jego uchem, gdzie ugryzł go lekko. Młodszy chłopak jęknął i owinął ramiona wokół Louisa, przyciągając do siebie ich klatki piersiowe i wyrzucając biodra w górę. W pokoju było gorąco, ciało Harry’ego lepiło się do jego koszulki, ale pragnął tylko by śliska skóra Louisa naciskała na jego własną.

- Koszulka – wymamrotał, podnosząc tył koszulki Louisa, próbując ją zdjąć. Louis pokiwał głową, z twarzą wciąż wtuloną w szyję Harry’ego i ostatni raz przygryzł skórę w tym miejscu, zanim usiadł prosto na łóżku i zdjął kurtkę, rzucając ją beztrosko na podłogę i wtedy ciepłe dłonie Harry’ego znalazły się pod jego koszulką, sprawiając, że skóra Louisa płonęła. Harry prześliznął materiał przez głowę starszego chłopaka i ją także rzucił na podłogę. Louis uśmiechnął się, jego policzki były zarumienione, i przekręcił się lekko by chwycić górę od pidżamy Harry’ego.

- Tak słodko jak wyglądasz w pidżamie… – wymamrotał, kiedy gładko przeciągnął lekko wilgotną koszulkę przez głowę Harry’ego. – …jesteś jeszcze słodszy nago.

Harry zachichotał nieco nerwowo, jego policzki przybrały odcień ciemnej czerwieni. Zawsze był lekko zdenerwowany, kiedy on i Louis uprawiali seks, nie ważne jak bardzo Louis starał się go rozluźnić, Harry nie mógł nic na to poradzić. Wiedział jak wyglądało jego ciało. Wiedział, że jego skóra jest mleczna, blada, bo Louis mówił mu to wiele razy, ale wciąż był zdenerwowany, bo Louis mógł zobaczyć go, a on jego nie.

- Piękny – Louis skomentował natychmiast, łagodząc niepokój swojego chłopaka, przebiegając małymi dłońmi przez jego tors, pocierając prawy sutek palcem wskazującym. – Perfekcyjny.

Harry przełknął głośno ślinę i uśmiechnął się słabo, podnosząc swoje trzęsące się dłonie by dotknąć Louisa, przebiec dłońmi po jego bokach, spoconych plecach oraz delikatnym brzuchu. Przygryzł usta i zamrugał szybko.

- Jesteś cudowny – powiedział. Jego głos był jeszcze bardziej zachrypnięty niż zwykle i Louis uśmiechnął się do niego. Louis zawsze uwielbiał to, że Harry musi wszystkiego dotykać, a zwłaszcza jego. Kiedy mieli siedem i pięć lat, Harry prawie nigdy nie przestawał przebiegać swoimi małymi dłońmi po twarzy Louisa, jego włosach, ciele, i Louis lubił to. Harry także uwielbiał dotykać Louisa, i do tej pory wiedział już dokładnie jak wygląda Louis. I chociaż nie obchodziło go to, jednak nie mógł przestać dotykać swojego chłopaka. Przyciskać opuszków palców do jego skóry, próbując zapamiętać każdy centymetr jego ciała. Każdą dolinę, każdą bliznę, każde miejsce, gdzie jego skóra była gładka oraz każde miejsce, gdzie była bardziej szorstka. Po prostu uwielbiał to. Louis pochylił się i wycisnął miażdżący pocałunek na wilgotnych wargach Harry’ego, wciąż siedząc na jego kroczu, lekko kręcąc kółka biodrami i naciskając swoim tyłkiem na twardego jak kamień penisa Harry’ego.

- Lou – Harry jęknął w jego usta, jedną rękę ześlizgując na jego krągły tyłek, który uścisnął mocno. – No dalej – powiedział nie mogąc złapać oddechu, wyciskając pocałunki w miejscach, których tylko mógł dosięgnąć na twarzy Louisa.

- Hm – Louis wymruczał w jego szyję, uwielbiając droczyć się z Harry’m. Przez kilka kolejnych sekund boleśnie, wolno kontynuował kręcenie kółek biodrami, szepcząc wtulony w gardło Harry’ego, a kiedy Harry zagłębił palec pod jego ciasne spodnie i prześliznął go po wgłębieniu między jego pośladkami, przeszedł go dreszcz i usiadł prosto. Harry jęknął na stratę tej leżącej na nim, ciepłej obecności, ale przestał, gdy tylko poczuł małe dłonie Louisa pracujące nad jego spodniami od pidżamy, ściągające je w dół razem z bokserkami. Jego penis wyskoczył uwolniony, uderzając go w brzuch i mocząc przy tym kilkoma kroplami preejakulatu. Louis na widok swojego ukochanego, leżącego przed nim nago, wydał z siebie ochrypły dźwięk uznania pochodzący z tyłu gardła i rzucił jego ubrania na podłogę, zanim szybko wziął się za swój własny pasek. Nie dbał nawet by wyciągnąć go ze szlufek spodni czy rozpiąć dżinsy, ściągał je tak szybko jak potrafił. Harry czekał cierpliwie, jego głowa zwrócona była w kierunku Louisa. Obie dłonie zaciśnięte miał mocno na prześcieradłach, słuchając uważnie urywanego oddechu, które wydostawały się z ust Louisa.

Louisowi udało się w końcu zdjąć spodnie i po kilku sekundach skopał je z nóg, ściągając również bokserki, rzucając obazmięte materiały na podłogę i ponownie wdrapując się na Harry’ego.

Harry jęknął na ten kontakt i natychmiast chwycił biodra Louisa ciągnąc go na dół, mocniej na swojego penisa i pomagając mu się poruszać. Oddychali głośno w swoje usta, niechlujnie ocierając się o siebie. Ich penisy były przyciśnięte do siebie między ich ciałami, pocierały się o siebie, sprawiając, że oboje jęczeli i tracili kontrolę. Dłonie Harry’ego podniosły Louisa trochę wyżej i jego penis wślizgnął się pomiędzy jego pośladki, rozcierając tam preejakulat i sprawiając, że z gardła Louisa wydostał się złamany jęk. Starszy chłopak wycisnął niechlujny pocałunek na ustach Harry’ego i podniósł się na ręce, by trzęsącą się dłonią sięgnąć do stolika nocnego. Otworzył gwałtownie szafkę, przeszukując między licznymi rzeczami, żeby kilka sekund później zacisnąć palce na ukrytej tam tubce lubrykantu.

Dłonie Harry’ego były wszędzie. Na jego tyłku, biodrach, brzuchu i szyi. Naciskały ciepło na jego policzki, przytrzymując jego twarz blisko swojej własnej, kiedy oboje trzęśli się naprzeciwko siebie.

Louis przełknął głośno, wyciskając mokry pocałunek na pełnych ustach Harry’ego i wepchnął tubkę w ogromne dłonie Harry’ego.

- Chce żebyś mnie rozciągnął – wymruczał w jego szyję, nie mogąc złapać oddechu i przejeżdżając ustami po jego gardle.

- Tak, tak, cholera – bełkotał Harry, rozsmarowując lubrykant na trzy trzęsące się palce, upewniając się, że były nim dobrze pokryte. Rzucił tubkę na poduszkę i chwycił tył ud Louisa, lekko je rozsuwając, chowając przy tym głowę w jego włosy. Rozsunął lekko pośladki Louisa i potarł opuszkiem palca jego pofałdowaną, suchą dziurkę, sprawiając, że chłopak sapnął i przycisnął się do jego palca.

- Do środka – wymamrotał Louis, przygryzając ramię Harry’ego, a potem łagodząc swoim językiem powstałego tam siniaka. Młodszy chłopak pokiwał głową i powoli pchnął do środka palec wskazujący, przechodząc przez pierścień ciasnych mięśni. Jego palec został wciągnięty do niewiarygodnie ciepłej, ciasnej dziurki. Włożył go aż do kostki, wyciskając pocałunki na twarzy Louisa by trochę go rozproszyć. Jego druga ręka spoczywała na plecach chłopaka, rysując tam małe kółka. Louis oddychał głęboko, próbując przyzwyczaić się do palącego uczucia rozciągania. Jego powieki zacisnęły się mocno. Po kilku minutach wycisnął miękki pocałunek na ustach Harry’ego i poruszył lekko biodrami, dając znać swojemu chłopakowi, że może zacząć się ruszać. Harry pokiwał głową i wyciągnął palec, dopóki w środku nie pozostał sama opuszek i wepchnął go ponownie, powtarzając te ruchy dopóki Louis nie zaczął rozluźniać się trochę wokół niego. Delikatnie dołożył drugi palec i włożył go razem z pierwszym, sprawiając, że Louis sapnął i jęknął. Po chwili skrzyżował je lekko.

- Och – Louis jęknął w szyję Harry’ego, naciskając na jego dłoń, trzymając się przy tym mocno ramion chłopaka.

- W porządku? – wymruczał Harry, powoli rozciągając Louisa dwoma palcami.

- Hm – wymruczał Louis, kiwając głową. – Więcej.

Harry przygryzł wargę i zastosował się do jego życzenia. Wcisnął trzeci palec. Wszystkie trzy znajdowały się teraz w ciasnym wnętrzu, więc zaczął powoli ślizgać je w tę i z powrotem. Po kilku momentach zdecydował się zgiąć je trochę, celując w prostatę Louisa i uderzając prosto w ten punkt.

- Och – pisnął Louis, a jego zęby automatycznie zatopiły się w skórze na klatce piersiowej Harry’ego, tuż ponad jego sutkiem. – Harry, tam, tam!

Harry syknął lekko z bólu, jego ciało przeszyły dreszcze, kiedy Louis podmuchał na ślad po swoich zębach i przełknął ślinę zanim ponownie skrzyżował palce. Jego druga dłoń mocno trzymała biodro Louisa. Starszy chłopak trząsł się leżąc na nim. Jego uda były szeroko rozsunięte, wciąż lekko poruszał biodrami, a jego zaczerwieniony, pulsujący penis pocierał o penisa Harry’ego.

- Jestem gotowy – powiedział nagle siadając prosto i sięgając za siebie by odciągnąć palce Harry’ego.

Harry zamrugał zaskoczony i Louis okropnie chciał pocałować jego czoło, więc zrobił tak. Sięgnął w kierunku poduszki po tubkę lubrykantu i wycisnął trochę zimnego płynu prosto na penisa Harry’ego, sprawiając, że chłopak sapnął i ścisnął biceps Louisa. Starszy chłopak przygryzł wargi i rozprowadził lubrykant na penisie swojego chłopaka, upewniając się, że był naprawdę śliski, zanim rzucił tubkę na stolik nocny. Podniósł trochę swój tyłek, jego uda się trzęsły. Jedna ręka znajdowała się na penisie Harry’ego, a drugą podtrzymywał się opierając o klatkę piersiową Harry’ego, gdy nacisnął główkę penisa swojego chłopaka na swoją rozciągniętą dziurkę. Ręce Harry’ego zacisnęły się na jego biodrach i chłopak jęknął, trzymając je wystarczająco mocno by zostawić siniaki. Louis wziął głęboki oddech i zaczął opuszczać się w dół na grubego penisa Harry’ego, mocno zamykając oczy kiedy poczuł znowu to palące uczucie.

- Och – jęknął nieprzyzwoicie Harry, uchylając usta. Jego dłonie wędrowały od bioder Louisa do jego ud i znowu do bioder. – Boże, Lou..

Louis westchnął niepewnie, drżąco i uśmiechnął się – Harry to poczuł – jego obie ręce były teraz na ramionach Harry’ego, kiedy powoli siadał na jego penisie. Po kilku sekundach, jego tyłek uderzył płasko o krocze Harry’ego, i Louis zamknął oczy pochylając się nad młodszym chłopakiem by ukryć twarz w zagłębieniu jego szyi, czując jak rozciąga się niemożliwie szeroko wokół długości Harry’ego.

- Cholera – wymamrotał, trzęsące się dłonie podróżowały w dół klatki piersiowej Harry’ego, by zacisnąć się na jego sutkach, sprawiając, że chłopak jęknął.

- Jesteś taki dobry Lou – wymruczał kręconowłosy chłopak. Jego ręce wędrowały od ud Louisa do miejsca, gdzie ich ciała spotykały się, do jego okrągłego tyłka, do jego pleców, ściskając mocno ciepłą skórę.

- Daj mi chwilkę – wykrztusił starszy chłopak, próbując unormowac swój oddech.

Harry pokiwał głową i przejechał dłońmi po spoconych plecach Louisa. Jego własne plecy także przylepiały się do prześcieradła z powodu potu. Harry wyciskał pocałunki na twarzy Louisa, a jego myśli były rozmyte, bo Louis był tak niewiarygodnie ciasny wokół niego.

- Chciałbym cię zobaczyć – wymamrotał ze smutkiem w głosie. Jedna ręka przeciągała po plecach Louisa, gdy druga delikatnie obejmowała jego twarz.

Automatycznie Louis wyprostował się i musiał powstrzymać jęk, kiedy penis Harry’ego poruszył się w nim, wziął w swoje ręce zaróżowioną twarz Harry’ego i spojrzał na niego czule.

- Jest w porządku – zapewnił, przejeżdżając kciukiem po jego szczęce. – Dotknij mnie zamiast tego – wymamrotał, jego głos załamywał się. Harry pokiwał głową i podniósł obie ręce by złapać ramiona Louisa. Starszy chłopak zaczął powoli poruszać biodrami, sprawiając, że oboje jęknęli, kiedy Harry pozwolił ręce ześliznąć się powoli na jego klatkę piersiową i brzuch, odkrywając ciało, które znał już sercem. Louis przygryzł wargę. Jego serce waliło szaleńczo w jego piersi kiedy zaczął wolno ujeżdżać Harry’ego, unosząc się do góry zanim znów opadał na dół. Jego uda trzęsły się i bolały, dłonie Harry’ego trzymały zaś mocno jego biodra.

- Kurwa, Lou – jęknął Harry. Jego oczy były zamknięte, a twarz zwrócona w kierunku sufitu. – Choleracholeracholera Lou, tak dobrze, tak-

- Uhh Hazza, tak – jęknął Louis, podskakując w górę i w dół na penisie Harry’ego, marszcząc przy tym brwi. Palące uczucie było naprawdę dobre.

Harry przygryzł wargę i pozwolił prawej ręce zawędrować od biodra Louisa do jego drżącego penisa, zaciskając się na nim mocno i sprawiając, że Louis jęknął nieprzyzwoicie.

- Harry, uh – wydyszał. Zaczynało mu brakować oddechu, a jego uda bolały od gwałtownych ruchów, ale nie chciał przestawać, nigdy. – Och, właśnie tam, kochanie, och!

Harry uśmiechnął się, wiedząc, że właśnie uderzył w prostatę Louisa. Przyspieszył ruchy swojej dłoni na penisie Louisa, odciągając napletek i przeciągając kciukiem po powstałej szparze. Druga ręka bawiła się naprężonymi jądrami.

- Teraz ty możesz mnie pieprzyć – wysapał Louis. Pot z jego pleców skapywał na uda Harry’ego. Kręconowłosy chłopak przeklął pod nosem i pokiwał głową, pozwalając penisowi Louisa się wyśliznąć, po czym złapał ponownie jego biodra, pchając swoje własne do przodu, spotykając ruchy Louisa w połowie drogi. Jęknął, podpierając się na łokciu, wślizgując drugą rękę we włosy Louisa i ciągnąc jego twarz w dół. Wycisnął pocałunek na brodzie Louisa, celując w usta, ale mijając je i normalnie byłby sfrustrowany, ale w tym momencie nie dbał o to, odnajdując usta Louisa sekundę później i całując je namiętnie, nie zaprzestając pchnięć biodrami.

- Ha-Haz – wykrztusił naprzeciwko jego ust, przerzucając ramię na jego talię, pchając szybciej i mocniej niż wcześniej.

- Lou-Louis – jęknął Harry. Zmarszczył brwi i opadł na plecy, wykorzystując mocny uścisk na biodrach Louisa by pomóc sobie mocno wypchnąć biodra.

- Kocham cię – wymruczał Louis, pocierając o brzuch Harry’ego, czując znajome ciepło zbierające się w dole jego brzucha.

- Też cię kocham – powiedział miękko Harry, uśmiechając się i pozwalając kciukowi pieścić kość biodrową Louisa.

- Cholera, Hazza, to nie p-potrwa długo – wykrztusił z siebie Louis, pochylając się i przyciskając czoło do czoła Harry’ego, wzdychając przy tym, ponieważ za każdym pchnięciem główka penisa Harry’ego uderzała w jego prostatę i to po prostu było takie dobre uczucie mieć go w sobie.

- U mnie też nie – powiedział Harry chrapliwym głosem, pchając biodrami w górę, trzymając mocno Louisa i mocno pociągając go w dół, czując jak chłopak zacieśnia się jeszcze bardziej wokół jego penisa. – Cholera, Louis, m-mów do mnie – wymamrotał, przyciskając usta do ust Louisa w mokrym, niechlujnym pocałunku.

Louis zamrugał i przełknął ciężko, ignorując palący ból w swoich udach i dalej ujeżdżając Harry’ego jak pieprzony zawodowiec.

- Jesteś taki gorący Hazza – powiedział, nie zastanawiając się. – Tak cholernie piękny, cholera, tak dobrze cię czuć we mnie, kocham cię, cholera!

Harry przygryzł wargę.

- Uh, Lou, p-pocałuj mnie, kochanie – jęknął, przebiegając obiema dłońmi po tych wspaniałych udach, ściskając wrażliwą w tym miejscu skórę.

Louis natychmiast wykonał jego prośbę, podnosząc głowę by przycisnąć usta do ust Harry’ego, i to był ten pocałunek. Ten, który dzielili tylko wtedy, gdy uprawiali pełen pożądania, pasji i miłości seks. Harry oddał pocałunek, ślizgając dłoń po penisie Louisa i przeciągając po nim kilka razy, a wtedy Louis się zatracił się. Jego penis zadrżał, a on jęcząc imię Harry’ego, gwałtownie wystrzelił nasienie. Wytrysnął spermę na dłoń Harry’ego, jego brzuch. Kilka białych wstęg wylądowało nawet na anielskiej twarzy, przemalowując jego opuchnięte usta i powieki na biało. Harry zamrugał zaskoczony, otwierając swoje oczy. Jęknął, kiedy poczuł, jak Louis zaciska się wokół niego, gdy dochodził. Chłopak nawet na chwilę nie przestał podskakiwać na jego penisie.

- Lou – ostrzegł Harry, przyciskając usta do ramienia Louisa i przygryzając je mocno, kiedy doszedł w jego wnętrzu, przytrzymując Louisa nisko, przy swoich biodrach, sprawiając, że gwałtowne dreszcze przechodziły przez jego ciało.

Starszy chłopak sapnął głośno i stłumił jęk w lokach Harry’ego, trzymając jego ramiona jeszcze mocniej, delikatnie zwalniając swoje ruchy. Harry powoli opadał z euforii, pozwalając głowie opaść na poduszkę i wzdychając drżąco. Obie trzęsące się ręce owinął wokół talii Louisa. Mniejszy chłopak wtulił twarz w jego wilgotną szyję, opadając na niego, czując się jak galaretka i ciężko oddychając.

Harry przełknął ciężko, zaczynając rysować małe kółeczka na płonących od bólu plecach Louisa, wtulając się w jego włosy, próbując przywrócić normalny oddech.

Po kilku minutach, Louis powoli wyciągnął teraz miękkiego penisa Harry’ego, krzywiąc się lekko na nadmierne pobudzenie. Zwinął się w małą kulkę obok Harry’ego, ignorując spermę wyciekającą z jego tyłka i tę na klatce piersiowej Harry’ego, i owinął ramiona wokół niego. Harry uśmiechnął się i obrócił na bok, twarzą do Louisa, zwijając ramiona wokół jego mniejszego ciała, wyciskając przy tym pocałunek na jego czole.

- Tak bardzo cię kocham – wymamrotał ochrypłym głosem, wzdychając uradowany, kiedy wtulił twarz w miękkie włosy Louisa.

- Ja też cię kocham, skarbie – wymruczał do niego Louis, przytulając Harry’ego mocniej, próbując wyrazić w tym uścisku całą miłość, którą czuł do młodszego chłopaka.

- Wiem, że miałeś dziś ten test z chemii. Przepraszam, że opuściłeś przeze mnie szkołę – Harry wymamrotał w skroń Louisa, pozwalając ustom prześliznąć się po jego czole, całując je delikatnie.

- Nie przepraszaj – powiedział poważnie Louis, odgarniając włosy Harry’ego i rozpływając się pod jego dotykiem. – Jesteś o wiele ważniejszy niż szkoła, chemia, czy cokolwiek innego, naprawdę. Twoje szczęście to jedyna rzecz, która się dla mnie liczy – dodał cicho, cmokając Harry’ego w nos i odsuwając się trochę by na niego spojrzeć.

Kręconowłosy chłopak zmarszczył lekko swój nos, kiedy poczuł usta Louisa łaskoczące jego skórę. Zarumienił się, nieśmiało zasysając w swoje usta dolną wargę i unosząc przy tym lekko kąciki ust. Louis uśmiechnął się miękko i z zamkniętymi oczami znowu pochylił się bliżej, lekko pocierając o siebie ich nosy. Żaden z nich nie mówił nic przez kilka minut, dzieląc się wspólnie ciszą i czułymi, eskimoskimi pocałunkami, z dłońmi splecionymi pomiędzy nimi. Louis powoli przycisnął swoje usta do ust Harry’ego, całując go niewinnie, zanim pozwolił ustom powędrować do jego ucha i delikatnie przygryźć płatek ucha.

- Poza tym – powiedział Louis ochrypłym po seksie głosem, sprawiając, że Harry’ego przebiegły dreszcze. – To był całkiem niesamowity seks. Kochanie się z tobą- nie, nawet po prostu bycie z tobą jest o wiele lepsze niż szkoła. To ja jestem tym, który powinien ci podziękować, kochanie.

Harry zachichotał i wsunął dłonie w krótkie włosy Louisa, masując lekko skórę jego głowy i unosząc twarz do góry by pocałować go czule.

- Z tym nie mogę się kłócić – zachichotał, pozwalając swojej drugiej ręce podróżować w dół kręgosłupa Louisa, przyciągając jego ciało bliżej. – To było… Wow.

Louis przycisnął policzek do jego policzka.

- Dlaczego Harold, taki błyskotliwy chłopak jak ty, nie umie znaleźć właściwego przymiotnika, by opisać mnie ujeżdżającego cię jak zawodowiec? – wymamrotał bezczelnie, przyciskając usta do jego policzka i trzymając go mocno.

- Wow jest przymiotnikiem – kłócił się Harry, marszcząc czoło jak dziecko.

- Jestem całkiem pewny, że nie – starszy chłopak wymamrotał śpiąco, splatając swoje nagie nogi z nogami Harry’ego, wzdychając uradowany w jego klatkę piersiową.

- W porządku, dobra, w porządku.. Jesteś najlepszym jeźdźcem na świecie, Lou. Jesteś taki gorący, nie mogę się otrząsnąć z tego, jak absolutnie oszałamiające to było. Jesteś taki perfekcyjny kochanie – Harry wymruczał w ucho Louisa, głaskając jego plecy wzdłuż kręgosłupa. – Co powiesz na to?

Louis zachichotał. Harry poczuł jak jego serce topnieje.

- Tak lepiej – powiedział cicho, a jego małe dłonie ugniatały lekko klatkę piersiową Harry’ego. – Kocham cię.

- Ja kocham cię bardziej – odpowiedział natychmiast Harry, kiedy wtulił twarz we włosy Louisa. Zapach jego chłopaka sprawił, że odpłynął. – Dziękuję.

* * *

Później tego wieczora, kiedy Anne wróciła z pracy do domu, zastała córkę w swoim pokoju, lecz pokój jej syna był pusty. Znalazła Harry’ego i Louisa zwiniętych na kanapie w salonie, ciasno do siebie przytulonych. W tle leciał film Disneya. Uśmiechając się delikatnie, zapukała w ramę drzwi, sprawiając, że Louis podskoczył, ale nie uzyskując żadnej reakcji od Harry’ego – chłopak usłyszał jej oddech, wiedział, że tam była.

- Możesz wejść mamo – wymamrotał Harry, rozciągając się leniwie, zanim pozwolił głowie ponownie opaść na uda Louisa. Ramiona starszego chłopaka zacisnęły się wokół niego.

- Przepraszam, że wam przeszkadzam skarby – powiedziała Anne miękko, kiedy podeszła do kanapy. – Jak wam minął dzień?

- Perfekcyjnie – odpowiedział natychmiast Harry, wtulając się w brzuch Louisa z zamkniętymi oczami.

Louis uśmiechnął się do Anne.

- To prawda – wymamrotał przebiegając ręką przez loki Harry’ego. Gdy ich spojrzenia się skrzyżowały Louis pokiwał poważnie głową, w ciszy przekazując tak, teraz z Harry’m już wszystko w porządku, nie trzeba się martwić, i kobieta westchnęła, czując ulgę. – A jak twój dzień? – zapytał uprzejmie.

- Świetny, dziękuję Louis – powiedziała szczerze, a wpół smutny, wpół radosny uśmiech pojawił się na jej ustach. – Zostajesz z nami na kolację, prawda? – dodała natychmiast, kiedy zauważyła, że Harry wierci się lekko, i nie chcąc by zrobiło się niezręcznie, bo wiedziała, że Harry nienawidzi rozmawiać o swoich epizodach, kiedy już minęły.

- Oczywiście, że zostaje – wymamrotał Harry, z twarzą wciąż wciśniętą w brzuch Louisa, wibracje jego głosu łaskotały starszego chłopaka.

- Nie chciałbym przeszkadzać-

- Przestań Lou, Wiesz, że zawsze jesteś tu mile widziany – przerwała mu Anne, potrząsając głową. – Zrobię hamburgery, ale teraz muszę iść kupić parę rzeczy. Niedługo wrócę, wy chłopaki możecie dokończyć oglądać ten film dla małych dzieci – powiedziała, mrugając.

Harry uśmiechnął się nieśmiało i usiadł prosto, zwracając się twarzą w kierunku drzwi, gdzie wciąż stała Anne.

- To był jego wybór! – kłócił się, jego policzki zabarwiły się na różowo. – To on jest dzieckiem.

- Nie umiałeś wybrać między „Małą syrenką” a „Piotrusiem Panem”, kochanie – zachichotał Louis, przeczesując dłonią jego loki. – Ja po prostu wybrałem jeden, żebyśmy mogli w końcu zacząć oglądać.

Anne zachichotała i podeszła do kanapy, gdzie siedziała dwójka chłopaków, wyciskając pocałunek na czołach obojga. Jej usta zwlekały trochę dłużej na czole Harry’ego, w sposób, który oznaczał kocham cię skarbie.

- Niedługo wrócę – powiedział miękko, zanim odwróciła się i wyszła z pokoju.

Harry pokiwał jej i westchnął, kładąc głowę na ramieniu Louisa.

- Naprawdę się cieszę, że ze mną zostałeś – wymamrotał. – Przepraszam, że byłem taką ciotą.

- Nie martw się o to, kochanie – Louis powiedział miękko, zawijając ramię wokół ramion młodszego chłopaka i przyciągając go jeszcze bliżej, by umieścić go na swoich kolanach.

Harry wiercił się lekko, żeby usadowić się wygodniej na kolanach swojego chłopaka i wtulił twarz w jego szyję, przebiegając dłońmi w górę i w dół jego torsu, słuchając uważnie filmu wciąż grającego w tle.

- Kocham cię – wymruczał Harry z twarzą przyciśniętą do klatki piersiowej Louisa.

- Ja też cię kocham – westchnął Louis, obie małe dłonie owinął wokół ud Harry’ego. – Tak bardzo mocno. I zawsze będę.

~*~*~

Skomentuj / Zapytaj

Nakta: Smutty Shower

Idk if this is what the anon wanted, but idk, hope you guys like ittt <33

-Admin P

_________________________________________________________

You walked into your apartment expecting to be the first home, but the pair of shoes and backpack that laid across the floor told you otherwise.

“He’s home early.” You said, wondering exactly why Nakta was home already. He never came home before you. Unless he was sick, or pretending to be sick because he was just having a bad day. You wandered into the living room to find the shirt that he had put on that morning discarded near the stairs. You sighed and picked it up, he was having a bad day. You trotted up the stairs and into your shared bedroom. The bathroom door was slightly ajar and the shower was on.

You threw his shirt onto your bed and walked into the bathroom. The mirror was foggy from steam, and you could see Nakta’s lanky body through the glass. He had his back turned to the door so he didn’t notice you. His posture was tense, shoulders hunched. You stripped yourself completely and stepped into the shower, he didn’t turn around. Your arms wrapped around his waist, head against his back. You two stood like this, the water running down your bodies, for a while before he faced you. He looked down at you and the frustration was obvious in his eyes. 

Keep reading

Busted

busted /ˈbʌstəd/ adjective

slang, informal

1. caught

2. caught out doing something wrong and therefore in trouble

3. seen doing something “you shouldn’t have been doing”

_________________________________________________________

(bg music: You Caught Me by Tori Kelly <– click!)

“Any more and you’ll need a bucket in front of you to catch your drool.” I almost jumped at the sudden sound of the voice I knew so well. I looked left and saw my best guy friend, Dominic Jones, with a smirk plastered on his face and I looked at him, confused and slightly annoyed.

“What?”

“I’m saying: you should stop drooling over him. Sooner or later, he’ll notice.” He said while raising his eyes knowingly at me.


I looked back at the direction I was looking at and saw him. Xavier Lee. My heart skipped a beat and I quickly looked away. I hadn’t even realized that I’ve been staring at him dance from the door of the practice room. He was dancing, as usual, and there wasn’t a single move he didn’t do perfect. Every beat was on point. I wasn’t even sure how long I’ve stared at the boy already. My cheeks reddened and I coughed, trying my best to keep the icy look that I used so often; but it’s no use, by the look that Dom gave me, he knew. If he hadn’t known me so well, I would’ve been scared already. I kept my icy stare so people wouldn’t know how I really felt, because people also tend to hurt you when they find out how you feel.

I backed away from the door and glared at the guy in front of me, who was giving me a cheeky grin. “Glare all you want, Violet Hudson, but I know.”

I gave up a few seconds later and I sighed. I dragged Dominic towards the end of the hall where people were scarce. “Tell me honestly, am I that obvious already?” I bit my nails as I interrogated my best friend.

He laughed. “Not really, but if someone really took the time to stare into your eyes when you looked at my friend then they’d see how your eyes sparkle.”

It’s been a few weeks now, maybe even months, that I’ve been denying my feelings for this boy. I’ve always denied because I hoped that it was only a small crush, but it has grown into more now. But we were close, and I didn’t want anything to happen to our friendship. I’ve had this happen way too many times, and I didn’t want anything screw our perfectly wonderful friendship up. My feelings ruined everything before, and I didn’t want that to happen again now… especially not to him. I’d rather be just his friend than nothing at all. 

But it’s just so impossible not to like him when he was the most wonderful person I’ve probably ever met. He was nice to everyone he met and he was friendly too, but not overly friendly. I liked how he was a bit awkward at first, but warms up to people. It just adds to his charm. He didn’t even acknowledge the fact that a lot of girls liked him; he just shrugs them off. He doesn’t even know how much of an impact he has on me.

“Come on, admit it. You’ve liked him for a long time now.” Dominic nudged me.

“No.”

“Violet.”

“I think he likes Jessica though. Hello? I’ve heard so much rumors about them.” I crossed my arms.

He shook his head and chuckled. “Are you serious, Vi? They just dance together. And trust me when I say, he doesn’t like her that way. Not even a bit. Now please, admit to your best friend. Only I will know, I promise.”

I sighed, “Fine. I like Xavier Lee. There, happy? I like him.”

And I swear my heart stopped beating when I heard someone say, “You like who?” I turned around and my head started to feel light. It was him. My hands started to sweat, and I swear my heart was about to jump out of my chest.

“Oh, Xav. Dominic was just asking if I liked the new teacher.” I awkwardly laughed. “He’s alright, isn’t he?”

“Oh, yeah! He’s pretty cool.” Xavier chuckled as he ruffled my hair (a habit he developed), and I felt butterflies enter my stomach.

“And this is the part where I leave.” Dominic said with a grin. “I better go catch up with Amber. See you later!” I looked down with a blush as I realized that he had left me with the guy who I just admitted I liked. I made a mental note to myself to kill Dominic the next time I saw him.

I looked up again and Xavier gave me a look which I couldn’t decipher at all. My heart started to beat fast as he looked at me with a knowing smile. I furrowed my eyebrows.

“You know… I heard what you said.” My heart fell and I hoped that this was just a bad dream. Everything that I’ve been trying to keep was going down the drain in just a second. I couldn’t even bring myself to say anything, and I knew at this point my icy façade wasn’t going to work. He looked into my eyes, and I saw all the unsaid feelings.

“I like you too.”


Mental note: Thank Dominic later.

_________________________________________________________

External image

Double Act

A/N: So I’m sorry I’ve been a little absent from Phanfiction writing for a while! I’ve decided to give you all an apology oneshot to make up for it, which I hope you’ll enjoy! ^_^ <3

Summary: When Phil falls in love with Dan’s twin, Dan finds it increasingly difficult to show his true emotions towards the situation, especially when his brother comes to visit. But will Phil’s drunken mind suddenly change everything between the three of them? Read on to find out more!

DISCLAIMER: Obviously (and unfortunately) everything I have written is entirely fictional. I am not claiming Phan is real.


“What the hell are you doing?” Dan exclaimed as he stared at a frantic Phil, throwing clothes out of his wardrobe and onto the floor in a very ‘teenage girl’ manner.
“I’ve got nothing to wear!” Phil replied in a panick-stricken voice, letting another checked shirt hit the ground. “All my clothes are shit!”
Dan bit his tongue as he let his eyes trail over the floor, seeing hundreds of t shirts that he had given Phil as presents all crumpled up on the carpet. Shows how much he meant to him.

Keep reading

Came in a Flash

Rating: NC-17

Summary: Kurt/Barry/Sebastian. Kurt and Sebastian are out on a date when Barry runs into them, and Sebastian discovers he has a twin

Warnings: AU, incest, a teeny-tiny bit of slut shaming

Author’s Note: As prompted on the Kurtbastian ACITW Facebook page. Yes, the title is a really bad pun. Unbeta’d.

Sebastian rolls his eyes as Kurt leans closer to the the glass of the Cole Haan store. “Look at those shoes,” he says, pointing to a pair of brown Oxfords with a neon green sole and shoelaces.

“I’m looking,” Sebastian says.

“Please can we go in and just see how much they are.”

“You know, sometimes I’m convinced you’re dating me for my bank account,” Sebastian says, sighing and walking towards the door. Kurt beams at him and stops him just to give him a peck on the lips.

“You’ve figured out my secret,” he teases.

Sebastian scowls as he opens the door for Kurt. "Ladies first,“ he says. When Kurt gives him a look of mock offense, Sebastian grins.

"Sometimes I don’t know why I dated you, you ass,” he says, huffing and walking in.

Keep reading

On Top Of The World

Based on a Prompt from Phanfic:

  • Dan and Phil meet for the first time in a very long line for a roller coaster.

I wanted to write something fluffy. I changed the Roller Coaster to a Ferris Wheel because that seemed more romantic.

Tags: Meeting for the First Time, Hints at KicktheSticks and Wirrow/Bryony. Ferris-Wheel fluff, Fanboy!Dan, Manchester Eye.

Warnings: None this is just fluff so enjoy the cute you lil’ shits <3

Dan had come to the fair mainly because he had nothing better to do, and his friend Wirrow needed a third-wheel for his date with Bryony.  It goes without saying that about an hour into the event Dan had separated himself from them when it got too uncomfortable.

Keep reading

Stiles's Little Sister Imagine For Anon

the song that’s mentioned on this imagine is Living Louder by The Cab. enjoy :3

~***~

He broke up with you. That asshole of a boyfriend broke up with you. You were the one that stayed with him all those months despite his flirting and potential cheating, actually, no. Who were you kidding? he probably had 2 other girls on the side. Yet, he had the dignity to break up with you?
You knew you weren’t supposed to cry, it wasn’t supposed to hurt because now you were out of his evil clutches but you couldn’t help it. You still felt pretty worthless. You sighed as the first batch of tears escaped, leading to the next and the next. Soft sighs turned into ragged breathing, which turned into hiccups which turned into you slightly choking from trying to hold in your hiccups. 
“(y/n)? We’re home!” you heard Scott and your brother Stiles holler from down stairs. Your eyes widened as you tried to control your breathing, putting your legs between your thighs but as their footsteps thumped on the stairs, you panicked and the ragged breathing sped up and turned into a full-on panic attack. 
“Dude? Where’s (y/n)? Something’s not right.” you heard Scott’s muffled voice and their hurried footsteps to your room. In an instant, your door burst open to a stunned looking Scott and Stiles. You wheezed out as you breathed rapid breaths. 
“Oh my god, okay, (y/n)? (y/n) breathe, breeaathee. Come on do it with me.” Stiles took both your hands as he made breathing noises. “In through your nose, out through your mouth, in through yo- freaking hell Scott get your inhaler!” Stiles yelped. Scott quickly dug in his bag, spilling out most of the contents until he found his inhaler and ran up to you. Stiles took it as he hurriedly put it in your mouth and pressed. “Keep breathing, (y/n), don’t stop. In…out…in…out” your brother continued until you could finally breathe normally again but for some reason, the tears didn’t go away when the panic attack did.
“H-he bro- he broke up w-with me.” you stuttered between small sobs.
“Hang on, dude, i’ve got this.” Stiles sighed as he shoo'ed Scott out of your room. Once he was finally gone, Stiles lead you to your bed and he tugged you onto his lap, cradling you like a baby as he used his other hand to stroke your hair. “You’re beautiful, you know that right?" 
You tried to reply but all you could muster was a lame shake of the head.
"You are.” he stated firmly. “And you’re special, and kind too. You’re talented and that’s everything your ex doesn’t deserve.” he coo'ed. Your cheeks went a little red but tears kept coming. Stiles sighed in defeat as he kept on stroking your hair but he got an idea. He laid you down on your bed as he went to your guitar.
“W-what are you doing?” you murmured as you rubbed your eyes lazily.
“Cause we’re all just kids who grew up way too fast.” he began strumming a familiar tune. Your face lit up as you sat up straight to face him as he sat down on your bed again. “Yeah, the good die young but the great will always last, we’re growing older but we’re all soldiers tonight.” he sang the lyrics to your favorite song. “If today’s the day I go, gonna drink with all my friends-” The Cab’s lyrics was already making you feel better. “Gonna laugh until we cry," he gave you a knowing look. "As we talk and reminisce, and let me kiss a stranger.” he drew out as he placed a kiss on your forehead, making you giggle as he strummed the last chord. You knew you weren’t completely okay just yet, and you were probably going to sulk for another week but you were thankful for your stupid older brother and his off-key singing and lazy strumming.