drzewa

Forever Yours Rozdział 2

Tytuł i link do oryginału: Forever Yours

Autorka: snarfette

Pairing: Larry

Zgoda od autorki: Jest :)

Opis: Louis jest mega gwiazdą z problemem. Harry zostaje zatrudniony jako jego ochroniarz. Mimo że są sobą zauroczeni, kłócą się odkąd tylko się spotkali.

***

Następnego popołudnia, Harry zaczął wprowadzać zmiany w domu Louisa. Przyszedł wcześnie tego ranka, zanim jeszcze Louis wstał z łóżka i zaczął rozmawiać o swoich planach z Zaynem. Zayn zgodził się na wszystkie propozycje Harry’ego; chętny by zrobić wszystko co trzeba by zapewnić lepszą ochronę w domu. Louis pojawił się później, rzucił jedno spojrzenie na Harry’ego siedzącego i rozmawiającego z Zaynem, odwrócił się i wyszedł. Harry nie obraził się za jego zachowanie; czego więcej mógł oczekiwać od rozpieszczonego aktora?

Po południu, Harry sprowadził ludzi, który mieli założyć ogrodzenie wokół domu Louisa, gdzie rosły drzewa. Nie mógł uwierzyć, że jedyną barierą wokół domu był rząd drzew i zdecydował, że to pierwsza rzecz, którą trzeba ulepszyć.

Nie było żadnego znaku od Louisa odkąd pojawił się rano na krótko i po rozmowach z Zaynem, Harry wrócił do pracy na zewnątrz, używając stołu ogrodowego jako swojego zaplecza. Pracował bez zakłóceń, zanim pojawił się Zayn z czarnym pudełkiem. Postawił je przed nim, wyglądając na poruszonego, zanim Harry kazał mu usiąść.

- Wiem, że na pewno zastanawiasz się, dlaczego tak nalegałem na zwiększenie ochrony. - Zayn powiedział, kiedy usiadł.

Harry nie mógł udawać, że nie był zainteresowany. Był ciekawy, dlaczego Zayn nagle zdecydował, że muszą poprawić sytuację i był chętny by wreszcie usłyszeć powód.

Keep reading

Leżę w cieniu drzewa nad zalewem pomiędzy Rzeszowem a Przemyślem i walczę z samym sobą, żeby przejechać jeszcze dzisiaj ostatnie 100 km, które pozostały mi do Bieszczadów.

Wczoraj nad zalewem przywitały mnie świetliki, syczące w moim kierunku łabędzie (w ten sposób chronią swoje młode) i, jak wszędzie, dziabiące komary. Dosyć szybko położyłem się spać w rozłożonej na trawie norce.

O piątej rano czuję padające na mnie promienie słońca. Wychylam się z norki… Jasne promienie prześwitują pomiędzy gałęźmi drzew i rozpraszają się w unoszącej się nad wodą mgłą. Gdy to tylko widzę, serce mi podskakuje, a ja wraz z nim, i wbiegam z aparatem w wilgotne chaszcze, chichocząc pod nosem. Mam ostatnio bzika na punkcie nietypowego oświetlenia, a teraz pada takie światło, jakie w naturze występuje wyłącznie o świcie, tylko w wilgotnych obszarach, i wyłącznie przy bezchmurnym niebie. Do tego, z każdą minutą słońce się podnosi a mgła staje się coraz bardziej przejrzysta. Na szczęście, obudziłem się w dobrym momencie i wykonuję kilka zdjęć w porze nazywanej przez fotografów magiczną godziną (niestety, obecnie mogę tylko wrzucić zdjęcia zrobione komórką, ale po powrocie nadrobię zaległości), rozmawiam z rybakami, jem śniadanie… i dalej idę spać.

11:30. Budzę się w cieniu drzewa. Przez dwie godziny zaszywam dziury w wysłużonym plecaku i kąpię się w zalewie. Teraz miejsce świetlików, łabędzi i gryzoni zastąpiły kaczki, ważki i motyle. Źdźbła trawy kołyszą się na ledwie dostrzegalnym wietrze, a ptaki gonią się po niebie.

Jest 16:30. Cień się przesunął i dopadło mnie słońce. Aleee jesteeem leniiiwyyy! Koniec tego. Ruszam znaleźć supermarket, aby się zaopatrzyć na dwa-trzy dni wędrówki górskim szlakiem, na który wkraczam już dziś - o ile nie wydarzy się nadzwyczajnego, bo zawsze jestem otwarty na zmianę planów.

Kańczuga, woj. podkarpackie