ciuchosza

Cztery zwariowane miesiące dobiegają końca. Miesiące łez, oczekiwania, niepewności, drobnych radości, wyrównanego oddechu. I nasz test zdany na najwyższą notę. Mogłabym w kółko powtarzać jak bardzo jestem szczęśliwa, choć na dobrą sprawę czuję, że nie wszystko do mnie dociera, a stan prawdziwej euforii dopiero przede mną. Część mnie tańczy do deszczowej piosenki, dla równowagi druga część siedzi opatulona w kolorowy kocyk i starym zwyczajem obgryza paznokcie w obawie, że za dużo dobra naraz, że tu musi być coś drobnym druczkiem, coś nierejestrowalnego dla moich dzikich, roztrzepanych oczu. Z jednej strony głęboko wierzę w karmę, z drugiej zaś nadstawiam po bożemu drugi policzek, bo taka jest kolej rzeczy. A gdyby tak odtrącić na chwilę, bądź na zawsze, swoje polskie przekonania o słuszności czarnych myśli? A gdyby tak po prostu się uśmiechnąć?