chori pan

Wziąłem telefon i wykręciłem pierwszy wymyślony numer. Odebrał jakiś facet, mniej więcej pewnie po 50tce, bo głos miał dość charakterystyczny. Powiedziałem mu, że umieram. Pytał kto mówi, przedstawiłem się. Powiedział, że mnie nie zna. Spytałem - A czy to kurwa ważne czy mnie znasz? Umieram człowieku! Rozłączył się. Dzwoniłem dalej, wykręciłem kolejny numer. Odebrała kobieta, chyba młoda. - Dzień dobry Pani, ja umieram. - Kurwa, bardzo śmieszne. Rozłączyła się. A to wcale nie było kurwa bardzo śmieszne przecież. Trzeci telefon. Odebrała jakaś staruszka. Kiedy usłyszała, że umieram, powiedziała, że z nią też nie jest dobrze. I tak przez jakieś 15 minut wymieniała mi gdzie ją kłuje, gdzie coś strzela i jakie leki bierze. Potem powiedziała, że musi iść do kościoła i się za mnie pomodli. Dzięki w chuj. I rozłączyła się. Jako czwarty odebrał znowu facet. Nie wiem ile miał lat, ale od początku brzmiał jakoś tak inteligentnie. Powiedziałem, że umieram. Kazał mi zadzwonić na pogotowie (mądrala!). Spytałem, czy przyjdzie na mój pogrzeb. Powiedział, że tak, ale ironicznie spytał, czy zadzwonię, by mu o tym przypomnieć. Po chwili stwierdził, że on nie ma czasu na pierdoły i się rozłączył. Piąty numer. Odbiera mały chłopiec. - Cześć chłopczyku, ja umieram. Po chwili ciszy słyszę nieśmiałe “dlaczego?”. Trochę kurwa zamarłem, nie powiem. Zadał kurewsko celne pytanie. - A wiesz, czasami tak jest, ktoś umiera, ktoś się rodzi. Tak działa świat. - Ale Pan jest chory? - pytał dalej. - Tak, mam taką chorobę, życie się nazywa. - Nie kocha Pana mamusia i tatuś? - rzucił - Pewnie mnie kochają, ale ja sam siebie nie kocham, wiesz? W ogóle świata nie kocham. A Ty kochasz życie? - Tak. Bardzo. - A co takiego kochasz w życiu? - Mamę, tatę, babcię, wszystko kocham. Pana też kocham. Wtem telefon odebrała jakaś kobieta. Pewnie matka. Jak powiedziałem, że umieram, to pogroziła policją i rzuciła słuchawką. Już nigdy więcej nigdzie nie zadzwonię.
Speech Therapist - rozdział dziesiąty

Od Autorki: Przed wami długo wyczekiwany rozdział, mam nadzieję że się spodoba:) Miłego czytania:) 

~~~~~~~~~~~~


Louis od zawsze uważał, że lenistwo to grzech, dobrze może odsuwał od siebie tą myśl,gdy spędzał czas oglądając swoje ulubione seriale, ale w życiu trzeba mieć jakieś priorytety, więc nie można mieć do niego pretensji. W związku z czym po dość długim, jak na jego standardy, urlopie postanowił wrócić do swojego ukochanego miejsca na ziemi, tak dobrze słyszycie ten sarkazm, czyli na uczelnie.

Wszedł dziarskim krokiem do budynku, robiąc przy tym dużo hałasu, po czym skierował się do dziekanatu, musiał przyznać, że dawno nie widział pani z dziekanatu i stęsknił się za swoim przyjacielem. Nie był zaskoczony, gdy po wejściu do środka, ujrzał nie tylko jednego ze swoich znajomych, oczywiście na jego ulubionym fotelu siedział nie kto inny jak Zayn, który patrzył na niego zaskoczonym wzorkiem.

Keep reading

youtube

En la Residencia Cervantes hay marcha, mucha marcha.

Tanta que se animan con una versión del pen-pineapple-apple-pen. Toma ya. Y el gobierno quiere quitar las pensiones a estas mentes creativas, siejqueee…

Wziąłem telefon i wykręciłem pierwszy wymyślony numer. Odebrał jakiś facet, mniej więcej pewnie po 50tce, bo głos miał dość charakterystyczny. Powiedziałem mu, że umieram. Pytał kto mówi, przedstawiłem się. Powiedział, że mnie nie zna. Spytałem - A czy to kurwa ważne czy mnie znasz? Umieram człowieku! Rozłączył się. Dzwoniłem dalej, wykręciłem kolejny numer. Odebrała kobieta, chyba młoda. - Dzień dobry Pani, ja umieram. - Kurwa, bardzo śmieszne. Rozłączyła się. A to wcale nie było kurwa bardzo śmieszne przecież. Trzeci telefon. Odebrała jakaś staruszka. Kiedy usłyszała, że umieram, powiedziała, że z nią też nie jest dobrze. I tak przez jakieś 15 minut wymieniała mi gdzie ją kłuje, gdzie coś strzela i jakie leki bierze. Potem powiedziała, że musi iść do kościoła i się za mnie pomodli. Dzięki w chuj. I rozłączyła się. Jako czwarty odebrał znowu facet. Nie wiem ile miał lat, ale od początku brzmiał jakoś tak inteligentnie. Powiedziałem, że umieram. Kazał mi zadzwonić na pogotowie (mądrala!). Spytałem, czy przyjdzie na mój pogrzeb. Powiedział, że tak, ale ironicznie spytał, czy zadzwonię, by mu o tym przypomnieć. Po chwili stwierdził, że on nie ma czasu na pierdoły i się rozłączył. Piąty numer. Odbiera mały chłopiec. - Cześć chłopczyku, ja umieram. Po chwili ciszy słyszę nieśmiałe "dlaczego?". Trochę kurwa zamarłem, nie powiem. Zadał kurewsko celne pytanie. - A wiesz, czasami tak jest, ktoś umiera, ktoś się rodzi. Tak działa świat. - Ale Pan jest chory? - pytał dalej. - Tak, mam taką chorobę, życie się nazywa. - Nie kocha Pana mamusia i tatuś? - rzucił - Pewnie mnie kochają, ale ja sam siebie nie kocham, wiesz? W ogóle świata nie kocham. A Ty kochasz życie? - Tak. Bardzo. - A co takiego kochasz w życiu? - Mamę, tatę, babcię, wszystko kocham. Pana też kocham. Wtem telefon odebrała jakaś kobieta. Pewnie matka. Jak powiedziałem, że umieram, to pogroziła policją i rzuciła słuchawką. Już nigdy więcej nigdzie nie zadzwonię.