boksu

Muhammed Ali boksa mecbur edilmişti. Boksu sevmediğimiz halde onu desteklememizin sebebi bu mecburiyetin paylaştığımız yaralarıdır.

Boksun en iyi tarifini de rahmetli Muhammed Ali yapmış: “İki siyahi adamın dövüşünü birçok beyaz adamın izlemesine boks derler.”

Cihan Aktaş

Görsel :  Gordon Parks (American, 1912-2006), Muhammad Ali, 1970, printed 2003, Gelatin silver print, 24 x 20, Lent by The Capital Group Foundation, 2002.47 © 2006 The Gordon Parks Foundation.

Feel The Heat Upon My Skin

Tytuł: Feel The Heat Upon My Skin

Opis: Nienienienie – wyszeptał Louis -Jestem betą. Pieprzoną betą.

Ale o ile Louis wiedział bety nie wydzielają śluzu który wycieka z ich tyłka.

Albo: Omega!Louis jest late bloomer ((Osoba, której zdolności ujawniają się stosunkowo późno ~ od tłm.)) i dostaje gorączki w szkole, będąc po prostu wypieprzonym przez jego nauczyciela geografii Pana Styles'a.

Name from: I See Fire by Ed Sheeran

Od Tłumaczki: Wróciłam z nowym tłumaczeniem a/b/o! Wiem że wszyscy się cieszycie. Tym razem trochę relacji nauczyciel-uczeń. Mam nadzieję że wam się spodoba. 

W następnym tłumaczeniu chcecie Ziam'a? Ja bym chciała xd

Za wszystkie błędy naprawdę przepraszam…

Keep reading

Harry Teaches Peter Pan [30/35]

Agreed: Jako że jutro startuję z nowym tłumaczeniem, postanowiłam wrzucić HTPP już dzisiaj, bo i tak leżało od kilku dni w moim folderze :)

***

Louis czuł w uszach basy. Kiedy dowiedział się, czym dokładnie była muzyka, z miejsca się w niej zakochał. Ta była inna. Głośna, przeszywająca i ekscytująca. Sprawiała, że miał ochotę się ruszać. Wszędzie błyskały światła, wokoło poruszali się ludzie i widział w ich rękach drinki. Przez jego ciało przebiegały dreszcze. Nie rozpoznawał pogardliwych spojrzeń, jakie posyłali mu Niall, Liam i Zayn, ale uśmiechnął się do nich bez przekonania, próbując być ,,uprzejmym", czy jak to określił Harry. Nie uważał, żeby piorunujące spojrzenie, jakim Harry zmierzył trzech chłopców było bardzo uprzejme, ale doszedł do wniosku, że zielonooki miał swoje powody. Louis uczył się, jak być odpowiedzialnym i pełnym szacunku, ponieważ był dzielny i mądry, a właśnie to robili chłopcy.

- Jak nazywa się ten rodzaj muzyki? - zapytał, przyciskając się blisko do Harry'ego i podążając za nim dokądkolwiek ich prowadził. Brwi młodszego chłopaka zmarszczyły się i Louis chciał pozbyć się tej zmarszczki.

Keep reading

Larry | One Shot | Darmowy całus od Świętego Mikołaja

Opis: Mimo tego, ze był to kwiecień Harry wyszedł w przebraniu Świętego Mikołaja rozdawać dzieciom słodycze, a Louis musiał dostać tego lizaka. Całusem też by nie pogardził.

Ilość słów: ~1200

marehullam: Zapraszam do czytania! x

Keep reading

youtube

[LYRICS (Eng)] Conduct Zero - BASTARZ

As you know we own it
You should know when to let go
You can’t ever be like us, you talentless practice bugs
My color is different
I gotta keep it one hunnit
That girl’s glow is crazy Fallin’

You all give off that gisaeng’s brother vibe1
While you guys were looking for that feeling
Eol-ssi-gu the Year of Good Harvest has come2
It’s not that I’m Low
I’m Raw like a macho
This stage is my zone
Just keep looking on

Those guys don’t know what real style is
Look at that poor body movement
Playing with no manners on stage is the answer
Break it up ready go

From today on, it’s Conduct ZERO (Conduct ZERO)
Everybody say Yeah

There’s not a day I’m okay
Going back and forth, I’m a rude bastard
Yallari yallariya3
From today on, it’s Conduct ZERO
Going back and forth, I’m a rude bastard
Yallari yallariya

Put your hands up, say hooray, you’re young so play
If you get it, Say ho A YO A YO

Did you do a lot of bad things when you were young?
Pretty much it’s that kind of feel
It’s time for some action

Hey brother, look carefully at this real swag
Turn it all over, 4-9 the game’s void4
The company gave us a good talking to
Even if you try to copy us, you’re just cheap imitations
Understood stupid dummy
The bell has already rung
And the game is over
Halli Galli5 

Those guys don’t know what real style is
Look at that poor body movement
Playing with no manners on stage is the answer
Break it up ready go

From today on, Conduct ZERO (Conduct ZERO)
Everybody say Yeah

There’s not a day I’m okay
Going back and forth, I’m a rude bastard
Yallari yallariya
From today on, it’s Conduct ZERO
Going back and forth, I’m a rude bastard
Yallari yallariya

Come on in
We welcome you
Only those who don’t sing love songs
At this moment
Can be happy
Put your hands up

Don’t be acting like a loser
Don’t be acting like a lazy ass
Stop dreaming now
Let’s drive with wild abandon
Break the rules!

From today on, it’s Conduct ZERO (Conduct ZERO)
Everybody say Yeah

There’s not a day I’m okay
Going back and forth, I’m a rude bastard
Yallari yallariya
From today on, it’s Conduct ZERO
Going back and forth, I’m a rude bastard
Yallari yallariya


1 A “gisaeng’s brother” in the past, was someone who made money by hiring out gisaeng who entertained in hospitality. These men did not work in the field like the average man, so they would have more soft physical features. It’s another way of saying “pretty boy” now.
2 This phrase is from a Korean trot song called the “Year of Good Harvest Song” by Go Boksu in 1937.
Yallari Yallariya doesn’t mean anything in particular, but it’s a singing phrase from traditional Korean songs.
4 In Seotda (a Korean card game), if a player has in the wrong order of 4-9 (instead of 9-4), the game is void and must be replayed. (I may be wrong in this, if you know how this rule is in seotda, please send us a message!)
5 Halli Galli is a speed card game with a bell.

Translated by youngha @ blockbintl

Please take out translation with full credit.

Rozdział czternasty: Eteryczna kula.

Od autorki: Proszę. Następny rozdział. Ostatni jaki mam w zapasie. Mam nadzieję, że następny uda mi się napisać na piątek. Miałam ostatnio jakiś dziwny okres w pisaniu. Myślę, że to stres przed egzaminami.

♥ ♦ ♣

            Wtulił nos w delikatny materiał napawając się przyjemnym zapachem Zayna. Westchnął, mruknął cicho i przekręcił się na brzuch, wsuwając dłonie pod poduszkę. Leżał tak chwilę, napawając się zapachem piżma i cydru, po czym powoli podniósł powieki, zza których wyłoniły się zaspane, błękitne tęczówki. Prześliznęły się po ciemnym materiale i odnalazły spokojną twarz księcia.

            Długie rzęsy wachlarzem układały się na wyraźnych kościach policzkowych królewicza. Kruczoczarne włosy były roztrzepane. Każdy kosmyk sterczał w inną stronę i to było tak urocze w mniemaniu Nialla. Pełne usta mulata były rozchylone, a równomierny oddech ulatywał z nich.

Keep reading

anonymous asked:

hej, przeczytalam twoje prompty i sa wspaniale, a jesli dalej zbierasz propozycje, to ja poprosze larryego. harry i louis chodza do jednej szkoly. harry mieszka z ojcem, ktory pije i haz zeby nie glodowac pracuje jako prostytutka. ludzie w szkole sie dowiaduja i nikt nie chce juz rozmawiac z harrym, jedynie lou stara sie mu pomoc, bo harry oczywiscie nienawidzi bycia dziwka. louis mu pomaga i harry od teraz mieszka z nim. zakochuja sie w sb, ale haz nie wierzy, ze ktokolwiek mg go pokochac.

Dziękuje, że podobają Ci się moje prompty <3 :) Oto zaległy dla Ciebie. Wyszedł trochę długi jak na propmta, ale jestem z niego naprawdę dumna. Napiszcie co sądzicie! :)

***

Tytuł: Let me help you, let me love you.

Harry jak w każdy piątek wrócił bardzo późno. Otworzył drzwi najostrożniej jak umiał. Pragnął tylko wślizgnąć się niezauważony do domu, a następnie do łazienki gdzie pod prysznicem mógłby w samotności płakać i użalać się nad swoim losem. Czuł się źle, bardzo źle i nic nie mógł na to poradzić.

Życie Harrego nie było usłane różami. Jego rodzicielka zginęła 2 lata temu. Był jedynakiem i został tylko z ojcem, który po wypadku swojej żony popadł w nałóg, przez który stracił pracę. Na początku wszystko wydawało się być niewinne. Jedno, dwa piwa dziennie jednak z upływem czasu było coraz gorzej. Kiedy w domu zaczęły pojawiać się puste butelki po wódce Harry wiedział, że z jego ojcem jest źle. Chciał mu pomóc, ale jedyne, co dostawał za każdą próbę pomocy to ostre i obraźliwe słowa w jego kierunku, a z czasem także uderzenia w twarz lub w inną część ciała.

Harry często był widywany w szkole z siniakami, ale wmawiał nauczycielom, że to skutki pozalekcyjnych treningów boksu. Jakże wszyscy byli naiwni i w to wierzyli…

Pomimo ciężkiej relacji z ojcem, a właściwie braku relacji, ponieważ ostatni raz Harry widział ojca trzeźwego kilka miesięcy temu, chłopak starał się pomóc mężczyźnie. Chciał przynajmniej dopilnować, aby w lodówce zawsze było coś do jedzenia, jednak to nie było takie proste. Harry nie był pełnoletni, dlatego nie mógł pracować, poza tym musiał chodzić do szkoły, dlatego nawet jakakolwiek praca na pełen etat nie wchodziła w grę. 

Harry naprawę szukał, ale za każdym razem słyszał odmowę, więc kiedy kilka tygodni temu otworzył lodówkę i jedyne, co w niej zastał to zepsute mleko i keczup postanowił podjąć ostateczną decyzję- Harry Styles został męską prostytutką.

Ta praca w cale mu nie odpowiadała, nawet w najmniejszym procencie, bo kto lubi być poniżany i pieprzony przez starszych, obrzydliwych facetów? Jedynym pozytywem tego zajęcia był fakt, że Harry dostawał od swoich klientów naprawdę dużo pieniędzy. Kupował za nie przede wszystkim jedzenie do domu i opłacał rachunki, a część odkładał i marzył, że jeśli nazbiera wystarczająco dużo wyjedzie z Holmes Chapel jak najszybciej, jak najdalej i zacznie życie na nowo tam gdzie nikt nie będzie go znał, bo nawet, jeżeli nikt nie wiedział o tym, co robi Harry on codziennie miał wrażenie, że każdy patrzy na niego i czyta jak z otwartej księgi.

***

Harry wszedł do mieszania i zamknął za sobą drzwi na klucz. Marzył o tym żeby jego ojciec spał. Tak też było jednak to wcale nie ucieszyło Harrego. Sypialnia ojca wyglądała okropnie. Wszędzie porozrzucane były ubrania i puste butelki po alkoholu, a na środku łóżka, w tym okropnym bałaganie leżał jego ojciec. Mruczał coś niezrozumiałego pod nosem i Harry wiedział, że jest kompletnie pijany, znowu. Ostrożnie przykrył go kocem i jak najszybciej wybiegł z pokoju. Nie chciał na to patrzeć. Zrzucił z siebie ubrania i wszedł pod prysznic. Odkręcił gorącą wodę i pozwolił, żeby spływała po jego ciele długimi strumieniami, kiedy sam Harry skulił się w kącie prysznica, objął dłońmi kolana i najnormalniej w świecie płakał. Nie chciał tak dłużej żyć. Dlaczego jego musiało spotkać tak wiele nieszczęść? Czuł się niekochany i nieszczęśliwy, i nikt nie mógł mu pomóc.

Kiedy po długim czasie w końcu się uspokoił umył ciało miętowym żelem pod prysznic i założył świeżą bieliznę. Miał ochotę jak najszybciej zasnąć i nigdy się nie obudzić, ale to też nie okazało się takie łatwe. Gdy tylko wszedł do swojego pokoju usłyszał ciche wibracje telefonu informujące o pojawieniu się smsa. Bał się go odczytać, bo domyślał się, kto mógł go wysłać. Drżącymi palcami kliknął w odpowiedni klawisz. Znów zachciało mu się płakać, ale wiedział, że musi wziąć się w garść. W lodówce zaczynało brakować jedzenia, a sms o treści „Czekam przy barze, tam gdzie zawsze” zwiastował szybkie zarobienie dużej ilości pieniędzy.

***

Było już grubo po pierwszej, kiedy dotarł na umówione miejsce. Z daleka widział mężczyznę stojącego przy masce samochodu z papierosem w dłoni i już w tym momencie miał ochotę zwymiotować. Przełknął głośno ślinę i powolnym krokiem szedł w jego stronę. Harry nie miał ochoty na to ca za chwile się stanie, ale jakie miał wyjście? Żałował, że nie może teraz bawić się ze swoimi rówieśnikami w jednym z pobliskich barów lub na dyskotece, jednak po woli zaczynał przyzwyczajać się do takiego życia. Najwyraźniej było mu to pisane, chociaż nie miał pojęcia, za jakie grzechy.

- Cześć skarbie, szybko przyjechałeś- mężczyzna przywitał się z Harrym pocałunkiem w policzek, na co chłopak mocno zacisnął powieki powstrzymując się od płaczu. – Wsiadaj- dodał, gdy Harry nic nie odpowiedział. Obszedł samochód dokoła i otworzył mu drzwi od strony pasażera. Styles pośpiesznie wsiadł i zapiął pasy. – Chcesz najpierw jechać coś zjeść?- Zapytał Ben.

- Nie- wyszeptał cicho Harry, chociaż tak naprawdę umierał z głodu.

- Dobrze, w takim razie zamówię ci coś później w hotelu- powiedział spokojnie mężczyzna i włączył silnik.

Ben był jednym z stałych klientów Harrego. Miał 52 lata, był kawalerem i znanym w Holmes Chapel lekarzem. Styles nawet go lubił, jako człowieka. Często rozmawiali, nigdy nie zrobił Harremu krzywdy jednak mimo wszystko młodzieniec nienawidził, gdy Ben go dotykał, całował i wchodził w niego od tyłu. Czuł się wtedy brudny i poniżony, i nic nie mogło mu pomóc. Jedynym pocieszeniem były pieniądze, których Ben nie żałował. Często także kupował Harremu małe prezenty w postaci nowych spodni, czy butów i mimo tego, że Harry czuł się z tym okropnie przyjmował te wszystkie rzeczy i zakładał je za każdym razem, gdy miał znów spotkać się z mężczyzna. Te prezenty i pieniądze Bena były jedynym źródłem, za które Harry mógł utrzymać siebie i swojego ojca.

***

Harry nienawidził poniedziałków. Ten dzień tygodnia wiązał się z pójściem do szkoły, a to z kolei wiązało się ze spotkaniem wszystkich osób, które gdy tylko spoglądały na Harrego sprawiały wrażenie, że wiedzą wszystko o jego pracy i ojcu, a tak naprawdę nie mogli przecież nic wiedzieć.

Harry szedł właśnie długim korytarzem w stronę stołówki, ponieważ zabrzmiał dzwonek na przerwę obiadową. Rozmyślał nad jutrzejszym sprawdzianem z matematyki, gdy nagle ktoś przycisnął go do ściany. Zdezorientowany chłopak podniósł szybko wzrok i poprawił plecak, który zsunął mu się z ramion. Zobaczył przed sobą Zayna i Liama dwóch szkolnych przywódców i ulubieńców wszystkich dziewczyn. To oni ustalali reguły w szkole i nikt nie miał prawa im się sprzeciwić. Nigdy wcześniej nie zwracali uwagi na Harrego. Ogólnie rzec zbiorą Styles był osobą lubianą w szkole. Nie miał wrogów, nikomu nigdy nie podpadł i z nikim się nie kłócił. Zawsze był dla wszystkich pomocny. Miał przyjaciół takich jak Niall czy Louis, z którymi chodził do klasy, więc tym bardziej zdziwiło go, że nagle zainteresowali się nim Liam i Zayn.

- Cześć Styles jak się czujesz? Nic cię dziś nie boli?- Zapytał chłopak o czarnych włosach wymieniając się ze swoim przyjacielem ironicznymi uśmieszkami.

- Nie, dlaczego miałoby mnie coś boleć?- Odpowiedział szybko Styles zauważając, że w około zbiera się spora grupka gapiów.

- Nie wiesz dlaczego? Może ten filmik ci przypomni- tym razem roześmiał się Liam wyciągając z kieszeni telefon i pokazując Harremu rozpoczynające się video. Styles na początku nie wiedział, o co może chodzić, ale tuż po chwili zamarł z przerażenia. Przełknął głośno ślinę i miał ochotę się rozpłakać. Na filmiku rozpoznał siebie podchodzącego do auta Bena, następnie pocałunek, którym przywitał go mężczyzna, a na końcu moment, w którym odjeżdżają spod baru w miniony piątek.

- Więc pytam jeszcze raz Styles, nie boli cię tyłek? Coś mi się zdaje, że ten facet ostro cię pieprzył- kolejny raz roześmiał się Zayn przybijając z Liamem piątkę. Harry miał ochotę zapaść się pod ziemię. Jak oni się dowiedzieli? Dlaczego i skąd znaleźli się w tym barze w piątek w nocy?

- Taki mały, cichy Harry, a tu proszę. Okazuje się, że rośnie nam zawodowa dziwka- tym razem głos zabrał Liam podchodząc do Harrego i przejeżdżając palcem po jego policzku.

- Nie dotykaj mnie- Loczek natychmiast strącił jego dłoń czując, że w jego oczach zbierają się łzy.

- Hej, nie bądź taki agresywny chyba, że tak lubisz to inna sprawa- zaśmiał się ponownie Liam robiąc krok do tyłu i unosząc dłonie do góry jak w obronnym geście.

- Zostawcie mnie do cholery!- Syknął przez zęby Harry i zaczął przeciskać się przez spory tłum, który zebrał się dookoła ich trójki. Pragnął jak najszybciej znaleźć się poza zasięgiem wzroku dosłownie wszystkich.

- Hej Styles nie martw się, dochowamy twojej tajemnicy. Nikt się nie dowie, no z wyjątkiem tych wszystkich osób w szkole, które właśnie w tej chwili dostaną ten uroczy filmik na swój telefon!- Loczek usłyszał krzyk Zayna, a po chwili setki różnych dźwięków komórek oznajmiające przybycie nowej wiadomości. Nie wytrzymał ani sekundy dłużej. Łzy wypłynęły strumieniami z jego zielonych oczu przysłaniając mu widok. Ścierał je szybko rękawem swetra i pchnął drzwi wejściowe do szkoły. Wybiegł na zewnątrz i chciał jak najszybciej umrzeć. Zdawał sobie sprawę, że jego życie legło w gruzach. Nikt już nigdy nie będzie chciał się do niego odezwać.

Ostatkiem sił dobiegł do pobliskiego parku. Usiadł pod dużym drzewem tuż przy małym stawie. W to miejsce zawsze przychodził po szkole z Niallem i Louisem. Mógł tutaj porozmawiać z nimi o wszystkim i chociaż na chwile oderwać się od życia, jakie prowadził. Wiedział, że przyjaciele zawsze mu pomogą, chociaż nic nie wiedzieli o jego pracy i ojcu. Cóż w tej chwili na pewno się dowiedzieli, ale przecież byli przyjaciółmi, pomogą mu prawda?

Drżącymi od płaczu i złości dłońmi wyjął z kieszeni telefon i najszybciej jak potrafił napisał smsa, do Nialla.

„Potrzebuje pogadać, jestem w parku pod drzewem, proszę przyjdź.”

Tak jak się spodziewał nie czekał długo na wiadomość jednak to nie takiej wiadomości oczekiwał.

„ Właśnie dostałem filmik i sorry Harry, ale nie mam ochoty nawet na ciebie patrzeć po tym, co właśnie powiedział mi Liam, a co dopiero porozmawiać”

Harry poczuł, że jego serce rozpadło się na jeszcze mniejsze kawałki. Wybuchnął kolejnym płaczem. Przecież Niall był jego przyjacielem, dlaczego go tak potraktował? Niall się go brzydził…

- Harry- usłyszał nagle swoje imię wypowiadanie tak dobrze znanym mu głosem. – Właśnie dostałem filmik. Słyszałem, co mówili Zayn i Liam- dodał drugi z przyjaciół Harrego.

- I przyszedłeś tutaj żeby tak jak Niall oznajmić mi, że się mną brzydzisz? Niepotrzebnie się fatygowałeś, Niall powiedział wszystko. Możesz już iść- odpowiedział mu Styles nawet nie odwracając się w jego stronę.

- Nie, nie przyszedłem mówić nic takiego. Jestem twoim przyjacielem Harry i mam zamiar tu zostać.

- Niall też uważał się za mojego przyjaciela i co? Nagle stwierdził, że nie chce utrzymywać ze mną kontaktu. Nikt nawet mnie nie zapytał dlaczego to robie, nikt się nie zastanowił. Myślisz, że chce być męską dziwką!? Myślisz, że mi to odpowiada!? Robie to dla mojego ojca!- Wykrzyczał Harry tym razem odwracając się w stroną szatyna.

- Twój ojciec każe ci robić takie rzeczy?- Zapytał ze zdziwieniem Louis siadając obok Harrego.

- Robie to, bo inaczej już dawno nie miałbym za co żyć. W ogóle bym nie żył, bo umarłbym z głodu- zielonooki roześmiał się z bezsilności.

- Nie rozumiem… Przecież twój ojciec pracuje, jest cenionym mechanikiem- Louis był wyraźnie zdziwiony.

- Mechanikiem?- Roześmiał się po raz kolejny Harry.- Tak był, kilka miesięcy temu. Od rocznicy śmierci mamy nie widziałem go oni chwili trzeźwego- Harremu ulżyło, że w końcu wyznał prawdę Louisowi. Nie musiał już żyć z tym sam, ale właściwie, co to zmieniało?

- Harry… Ja nie wiedziałem. Jak to możliwe, że nikt się nie dowiedział?

- Może dlatego nikt się nie dowiedział, bo wszyscy mają mnie głęboko w dupie- odpowiedział Harry rzucając duży kamień w toń wody.

- Przestań! Ja nie mam cię w dupie, chce ci pomóc Harry- wyszeptał Louis do ucha zielonookiego i ostrożnie splótł razem ich palce. Harry na ten gest aż się wzdrygnął. Spojrzał na splecione razem dłonie, a następnie na swojego przyjaciela.

- Niby jak?- Kolejny raz roześmiał się z bezsilności wycierając rękawem zapłakane oczy.

- Możesz u mnie zamieszkać, moi rodzice na pewno zrozumieją- odpowiedział Louis patrząc w oczy chłopaka.

- A mój ojciec? Nie mogę zostawić go samego.

- Moi rodzice znają dużo osób, które mogą pomóc. Postarają się o odwyk dla twojego ojca- Louis nie dawał za wygraną.

- A ja? Za co będę u ciebie mieszkał? Moim jedynym dochodem jest sex z tymi wszystkimi facetami- Harry po woli się przekonywał.

- Na pewno nie pozwolę, żebyś się z nimi spotykał! Moja ciotka kilka dni temu mówiła, że potrzebuje kogoś do pracy w piekarni. Mogę z nią porozmawiać. Mógłbyś przychodzić do pracy na weekendy- odpowiedział szybko Louis ściskając dłoń Harrego jeszcze mocniej. Loczek ponownie spojrzał na ich splecione palce i uśmiechnął się delikatnie.

- Dobrze- wyszeptał nagle spoglądając na Louisa, na co chłopak ciepło się uśmiechnął.

- Zobaczysz Harry, wszystko się ułoży.

***

Louis usłyszał trzask drzwi i kroki osoby zbliżającej się w stronę salonu. Przyciszył telewizor i odwrócił się do tyłu, żeby po chwili ujrzeć Harrego, którego wyczekiwał od godziny.

Styles od kilku tygodni mieszkał u Tomlinsonów. W weekendy pracował w piekarni ciotki Louisa i wszystko zaczynało się układać. Wszyscy w szkole, gdy tylko dowiedzieli się, dlaczego Harry musiał pracować, jako męska prostytutka przestali gadać i go wyśmiewać. Nawet Zayn i Liam przeprosili go osobiście bez namów osób trzecich.

- Jak było w pracy?- Zapytał Louis uśmiechając się pogodnie do przyjaciela.

- Twoja ciocia pozwoliła mi wyjść dwie godziny wcześniej, więc pojechałem odwiedzić tatę- odpowiedział Harry siadając obok Lou na kanapie.

- Jak się czuje?- Zapytał ponownie szatyn.

- Jest z nim coraz lepiej. Dzisiaj mnie przeprosił za to, co się działo w naszym życiu i powiedział, że gdy tylko skończy terapie znów zamieszkamy razem i znajdzie prace- odpowiedział Harry, a kąciki jego ust uniosły się delikatnie ku górze.

- Widzisz Harry. Mówiłem, że wszystko się ułoży- powiedział Louis i potarł kciukiem policzek Harrego. Na ten gest Loczek przymknął delikatnie oczy. Było mu tak dobrze, gdy Louis go dotykał. Czuł się wtedy potrzebny i dostrzegany przez innych, a w jego sercu rozpalał się mały ogień, który jeszcze długo ogrzewał jego wnętrze. – Mam dla ciebie prezent, ale musisz pójść ze mną do pokoju- dodał nagle Louis i pociągnął Harrego za dłoń, aby wstał.

- Prezent? Z jakiej okazji?- Zapytał zaskoczony Harry, ale bez sprzeciwu udał się po schodach na górę trzymany ciągle za rękę przez Louisa.

- Żartujesz prawda?- Zaśmiał się Lou, ale Harry pokręcił przecząco głową. W tym samym czasie stanęli przed pokojem Louisa. Szatyn z uśmiechem otworzył drzwi, a gdy Harry wszedł do środka zamarł z wrażenia. Światło było przygaszone, a na małym stoliku stały zapalone świeczki oraz duży tort.

- To dla mnie?- Wyjąkał zielonooki rozglądając się dookoła.

- Tak głuptasie! Dziś są twoje urodziny! Wszystkiego najlepszego!- Wykrzyczał szatyn oraz czym prędzej podbiegł do Harrego ściskając go najmocniej jak potrafił.

- Boże, kompletnie zapomniałem…- wyjąkał ponownie Harry, a w jego oczach zabłysły zły szczęścia. Jeszcze nigdy nikt nie zrobił czegoś takiego dla niego.

- Chodź zdmuchniesz świeczki- Louis kolejny raz pociągnął Harrego za dłoń. Stanęli przy torcie. Szatyn zapalił małe świeczki ustawione na wierzchu ciasta i kazał pomyśleć Harremu życzenie. Zielonooki spełnił jego prośbę z uśmiechem na ustach. – Tak w ogóle to sam robiłem ten tort. Mam nadzieje, że będzie zjadliwy- zażartował Lou podając Harremu kawałek ciasta na talerzu.

- Jest pyszne, dziękuję- odpowiedział Harry zgodnie z prawdą, kiedy połknął spory kawałek urodzinowego tortu.

- To ja dziękuję, że jesteś tu ze mną- powiedział Louis przyglądając się zielonookiemu. Było coś dziwnego w tym spojrzeniu, ale podobało się ono Harremu. Chłopcy przez chwile stali w ciszy, którą przerwał Louis.- Masz kawałek masy na ustach- powiedział podchodząc bliżej przyjaciela.

- Gdzie?- Zapytał Harry próbując wytrzeć się dłonią, jednak Louis szybko go powstrzymał splatając razem ich palce.

- Tutaj- wyszeptał bardzo cicho, a następnie złączył wargi Harrego ze swoimi. Pocałunek był bardzo delikatny i Stylesowi aż zakręciło się od niego w głowie jednak, czym prędzej odsunął się od Louisa przerywając pieszczotę.

- Przepraszam- tym razem on wyszeptał robiąc jeszcze jeden krok do tyłu.

- Harry, co się dzieje? Zrobiłem coś złego? Przepraszam, jeżeli nie miałeś na to ochoty- starał się wytłumaczyć Louis.

- Przepraszam Louis, ja po prostu… Nie nadaje się do tego żeby ktoś mnie pokochał- odpowiedział bardzo szybko spuszczając głowę.

- Harry, co ty wygadujesz? Ja kocham cię całym sercem- Louis próbował zbliżyć się do zielonookiego jednak ten ponownie zrobił krok w tył.

- Przepraszam Louis- wyszeptał oddychając szybko, a następnie zbiegł schodami w dół zostawiając zdezorientowanego i zrozpaczonego Louisa w pokoju na górze.

Skomentuj, proszę :)